Strona 7 z 84
: 16 kwietnia 2012, 21:30
autor: Keth
Parking przy biurze konstabla w Peterstown, 6 maja 2055
Ash oplótł prawą dłonią pasek obijającego mu się o grzbiet plecaka, sadząc wielkimi krokami w stronę wciąż jeszcze stojących na parkingu wozów. Mijające go kolejno pojazdy przetaczały się z warkotem silników wzdłuż ogrodzenia, odjeżdżając w stronę ulicy wyjazdowej z Peterstown.
Dwa wozy ciągle jeszcze nie ruszyły: odrapany, siedzący nisko na resorach pikap GMC przypominający domowej roboty pancerkę oraz równie odarty z lakieru składak o sportowej sylwetce. Mężczyzna zmełł w ustach przekleństwo, pewien tego, że baron Sutherland podał mu błędną godzinę odjazdu z miasteczka - spakował swe rzeczy i pożegnał się ze znajomkami dość szybko, by mieć jeszcze dwadzieścia minut rezerwy.
Rzut oka na porysowaną tarczę zegarka potwierdził jego przybliżone szacunki. Wielka cysterna przewaliła się obok mężczyzny rzucając na niego głęboki cień i atakując nozdrza zapachem spalin. Ashley poprawił taśmę przewieszonego przez ramię automatu i podniósł rękę ku wsiadającym do wozów mężczyznom dając im znak, by na niego poczekali.
Wątek techniczny
Sprawiający wrażenie paramilitarnej kompanii konwój już jest w ruchu, ale Ash zgodnie z poleceniem Tysona kieruje się ku ostatnim dwóm pojazdom. Pytanie, do którego zamierza wsiąść? (o ile kierowcy w ogóle go do środka wpuszczą): do pikapa czy speedera?
: 16 kwietnia 2012, 22:14
autor: Araven
Jak nikt go nie zabierze to niech się ładuje na pakę, Jack go tam wypyta co i jak... trzeba pomagać bliźnim.
: 18 kwietnia 2012, 14:29
autor: 8art
Ash rozejrzał się szybko po autach oceniając, w którym znajdzie się więcej miejsca. Szybko oceniwszy sytuację sciągnął mocniej pas mocno łatanego "nadupnika" z symbolem czerownego krzyża, wcisnął na głowę czarny kevlarowy hełm z goglami (hełm również z czerwonym krzyżem z tyłu), wysłużoną szturmową M4 i pobiegł w stronę pick-up'a.
- Ej znajdzie się miejsce dla mnie? Choćby na pace? - uśmiechnął się i wskoczył za burtę Canyona.
: 18 kwietnia 2012, 15:55
autor: Araven
Paul Wilson widząc spóźnionego pasażera, zatrzymał pikapa. Gladiator ocenił pobieżnie nowego pasażera, wyglądał na wielbiciela militariów, może eks-żołnierz, ciekawe czy to kolejny zaufany Sutherlanda. Po tym jak nowy pasażer Ash wskoczył na pakę, Paul ruszył dalej. Cholera, pomyślał, jesteśmy częścią jakiejś cholernej armii, pieprzony sekretarz Hudson..., to pzrez niego tu jesteśmy.
- Trzymajcie się tam na pace. Ruszamy za moment, na poznawanie się nawzajem przyjdzie czas na postoju.
: 18 kwietnia 2012, 16:25
autor: 8art
Ashley pokazał Paulowi kciuk w geście potwierdzającym, że jest gotowy do niewygód podróży.
-OK. Ruszajmy. - krzyknął przez nowo wstawioną szybkę na tyle kabiny.
Po czym rozsadził się wygodnie na pace, otworzył nadupnik i zabrał się za inwentaryzajcę ekwipunku, pakowanego wcześniej w pośpiechu ekwipunku.
: 18 kwietnia 2012, 20:18
autor: Keth
W drodze do Princeton, 6 maja 2055
Żegnany przez licznie wylegających na ulicę mieszkańców, konwój opuścił wśród ryku silników Peterstown skręcając na południe w stronę drogi numer 112. Siedzący na pace pikapa Radeford pewien był, że przyjdzie mu całą podróż wdychać w płuca pył wzbijany w powietrze oponami ciężkich pojazdów, ale zaledwie trzy kwadranse po wyjeździe z miasteczka niebo pociemniało raptownie. Jadące powoli samochody zaczął moczyć mżący dokuczliwy deszcz, bez wątpienia radioaktywny i najpewniej grożący chorobami skóry. Przezorny kaznodzieja ściągnął czym prędzej brezentową płachtę z Harleya, przesłonił się nią na spółkę z mało dotąd rozmownym człowiekiem w służbie Sutherlanda, który dosiadł się do załogi pikapa w Peterstown.
- Dziękuję - odezwał się w końcu objuczony ekwipunkiem czterdziestolatek, kiwając głową w stronę wielebnego i starając się zarazem tak usadowić między szoferką, a motocyklem, by podskoki pojazdu na wyrwach nie kończyły się każdorazowo uderzeniem czaszką w burtę paki.
- Dobrych uczynków nigdy zbyt wiele - odpowiedział ostrożnie Ebenezer, próbując oszacować w myślach swego towarzysza podróży. Obcy nie nosił żadnych klanowych tatuaży, nie posiadał też ozdób mogących zdradzać upodobanie do czynienia zła - takich jak chociażby naszyjniki z wyrwanych ludzkich zębów popularne wśród niektórych motocyklowych gangów - sprawiał w zamian wrażenie znającego się na swej pracy specjalisty. Kaznodzieja przesunął wzrokiem po wojskowej broni nieznajomego i otworzył usta chcąc o coś zapytać, ale w tej samej chwili Wilson przyhamował widząc zwalniający wóz Leona i głowa Radeforda ponownie zetknęła się boleśnie z tylną ścianą szoferki.
Wątek techniczny
Konwój jedzie zniszczonymi drogami do Princeton. Pada lekko żrący deszczyk, dzięki czemu poprawił się komfort podróży, bo pasażerowie na pace pikapa faktycznie nie muszą łykać przemieszanego ze spalinami kurzu spod opon wcześniejszych wozów. Zachwyceni tym spokojem? 
: 18 kwietnia 2012, 20:34
autor: 8art
- Cięzko o dobre uczynki w tych parszywych czasach, ale staram się jak mogę. - Ash poklepał torbę ze znakiem czerownego krzyża. - Pomyśleć, że podobno przed wojną filantropia była w modzie a lekarze bez granic, pomagali za free w krajach tzw trzeciego świata.
Wątek techniczny
Może zajrzeć kaznodzieji w portki? Z tego co czytałem w poprzednich postach to tam gaciach istny Czernobyl
Wysypki leczę, ba, nawet hemoroidy, choć zdecydowanie lepiej złamane kości składam tudzież ceruję 
: 18 kwietnia 2012, 21:54
autor: Araven
- Trzeci świat to mamy teraz tu w Stanach, czyli Ty Ash to taki nowoczesny lekarz? Uzbrojony jak na wojnę? Ale potrafisz też i leczyć i zabijać czy tylko zabijać? Paul, dorzucił co nieco do toczącej się rozmowy i skupił się na prowadzeniu pikapa.
Techniczny:
Ja tam jestem średnio zadowolony z tego spokoju, bo zaraz grozi nam pewnie jakiś nalot bombowy albo cos równie miłego...
: 18 kwietnia 2012, 22:58
autor: Keth
W drodze do Princeton, 6 maja 2055
Liczące przed wojną dziesięć tysięcy mieszkańców Princeton przypominało miasto duchów, porzucone krótko po wojnie przez ludzi przerażonych opadem radioaktywnym niesionym wiatrami znad Wschodniego Wybrzeża. Unicestwiony atomowymi bombami Waszyngton znajdował się dość blisko, by fala histerii dosłownie wymiotła mieszkańców z tej części stanu, tak czy owak doprowadzając do śmierci większości z nich na obszarach zachodnich Appalachów bombardowanych profilaktycznie pociskami chemicznymi, zrzucanymi przez Molocha na większe skupiska Amerykanów przez pierwsze kilka lat Wojny.
Ci, którzy przetrwali, wychynęli jakiś czas potem ze swoich kryjówek przeczesując ruiny mniejszych miast w poszukiwaniu wszystkiego mającego wartość w oczach ocalałych z postapokaliptycznej pożogi, unikając zaś starannie dużych przedwojennych metropolii, skażonych w stopniu uniemożliwiającym ich ponownie zasiedlenie przez dziesiątki najbliższych lat. Ojcowie-założyciele Federacji Appalachów zadbali o to, by miasta pokroju Princeton szybko zostały ogołocone z co cenniejszych pozostałości, ale ono samo do niedawna wciąż pozostawało bezpańskie, stanowiąc przelotne schronienie dla band autostradowych rabusiów i zmutowanych drapieżników. Dopiero rok temu ojciec Alana Sutherlanda podjął decyzję o powtórnym zasiedleniu Princeton, lecz z braku zasobów ludzkich i surowców poprzestał na oczyszczeniu z gruzów jednego kwartału w centrum miasta, utrzymując tam niewielki garnizon kiepsko opłacanych bojówkarzy, zredukowany do połowy stanu liczebnego dwa tygodnie temu przez bandę fałszywego Holtza.
Tyle przynajmniej wiedzieli na temat Princeton wlokący się w tyle konwoju kurierzy, obserwujący znużonym wzrokiem ciągnące się za mokrymi od kwaśnego deszczu szybami pustkowia pomiędzy Princeton i Peterstown. Jadący w wozach z przodu ludzie nie kojarzyli im się wcale z gotowymi na mozolny proces odbudowy miasta osadnikami, już prędzej jawili się bandą wyszkolonych zabójców strzelających za odpowiednią zapłatą do każdego celu wskazanego przez aktualnego pracodawcę.
Deszcz przestał padać tuż przed dotarciem do celu, ale dokuczliwe zimno wciąż uprzykrzało podróż, toteż mężczyźni nie próbowali skrywać zadowolenia na widok metalowej tablicy wiszącej na przedmieściach Princeton, podziurawionej kulami tak gęsto, że niemal nie sposób było odczytać widniejącego na niej napisu.
Konwój wjechał w jedną z głównych ulic kierując się w stronę centrum, mijając rzędy doszczętnie wypalonych kilkanaście lat wcześniej kamienic straszących dziurami po oknach i zawalonymi fragmentami dachów. Trzy dekady bez prac konserwatorskich, pożary, powodzie i zniszczenia powodowane sporadycznymi bitwami bandyckich gangów składały się na przygnębiający pejzaż, do którego mężczyźni zdążyli przez całe swe życie przywyknąć.
- Następna dziura - burknął pod nosem Salt, przestawiając tam i z powrotem bezpiecznik przełożonego przez kolana Uzi - Następna zasrana dziura ze spleśniałymi materacami, kiblem wykopanym w ziemi i chorymi na syfa dziwkami. Rzygać mi się chce takimi norami.
- To jedźmy do Teksasu - zaproponował Wilson - Zaliczymy tę robotę i pitniemy na południe.
Wątek techniczny
Podróż do Princeton przebiegła bez przeszkód, aczkolwiek ze względu na stan nawierzchni dróg trwała dobre dwie godziny. Nic Was nie napadło po drodze, żaden wóz się nie zepsuł.
: 18 kwietnia 2012, 23:32
autor: Araven
Paul, liczył że w Princeton uzupełni sprzęt, ale to co zobaczył chwilowo pozbawiło go złudzeń, Peterstown to przy tej dziurze prawdziwa metropolia.
Techniczny:
Jak się rozlokujemy spytam dyskretnie czy jednak nie da się tu kupić kamizelki i hełmu, ew. popytam tych cwaniaków bojówkarzy za jakiś czas czy by nie opchnęli kamizelki jakiejś. Najbardziej mnie interesuje, co tu mamy robić i za ile.
: 19 kwietnia 2012, 06:49
autor: deliad
- Witaj, jestem Ebenezer Radeford z łaski Pana głosiciel jego słowa i obrońca wiary - przedstawił się kaznodzieja. Znak krzyża dobrze świadczył o nowo poznanym, nawet jeśli był czerwony i na torbie.
- Na tutejsze kaprysy pogody należy szczególnie uważać synu. Woda pełna jest toksyn i zmutowanych mikrobów. Anie się obejrzysz, zacznie Ci coś na skórze wyrastać. Tak już to jest w czasach apokalipsy. Nasza pokora cały czas jest wystawiona na próbę. Osoby grzeszący pychą daleko nie zajdą.
Siedząc wspólnie na pace Radeford postanowił przekazać towarzyszowi trochę prawd wiary. Delikatnie jednak żeby go nie zrazić. W postaci współczesnej przypowieści.
- Spójrz na przykład na ten motocykl, niegdyś należał do lokalnej sławy, łowcy mutantów Jeremiasza Holtza. Człowiek ten urósł we własnych i ludzkich oczach, jednak nie w oczach Pana. Został srodze za swe grzechy ukarany. Jeden z mutantów pozbawił go tożsamości, ekwipunku, a niemal i życia. Odnaleziono go ledwo żywego na pustkowiach i kilka dni temu jak go widziałem przebywał jeszcze w śpiączce. Straszne go rzeczy musiały spotkać bo musisz wiedzieć, że owy mutant zniekształcone miał przyrodzenie i plugawą skłonność do płci własnej.
Sławę Jeremiasza mutant wykorzystał do własnych celów, przeciw ludzkości. Doprowadził do śmierci wielu ludzi, tak, że osada Bluewell przestanie istnieć o ile nie połączy się z sąsiednim Anawelt. Nakradł też mnóstwo broni i sprzętu. Nam też sporo krwi napsuł.
Wszystko to, że pokładaliśmy nadmierną ufność w człowieka, a nie Pana Jedynego.
W tym momencie dojechali do centrum Princeton.
Gdy samochód stanął kaznodzieja wstał przeciągnął się i dokładnie przykrył brezentem motocykl.
Wątek techniczny:
Miałem być wewnątrz pikapa, ale skoro miałem sposobność dobrego uczynku i pochwalenia się Harleyem to mogę być na pace.
: 19 kwietnia 2012, 07:02
autor: Keth
Princeton, 6 maja 2055
Skręcające wzdłuż łuku ulicy wozy wjeżdżały kolejno na rozległą odkrytą przestrzeń w centrum Princeton, będącą przed wojną miejskim parkiem. Samochody stawały jeden po drugim, toteż podejrzewający koniec podróży Wilson zjechał na pokryty popękanymi płytami chodnik i zatrzymał pikapa otwierając czym prędzej swe drzwiczki.
- Ja pierdolę! Jack, tylko na to spójrz! - powiedział kierowca zapominając na chwilę o bolącym okropnie boku i stając w otwartych szeroko drzwiach Canyona. Salt wysiadł z przeciwnej strony, bo mokra od brudnej deszczowej wody przednia szyba ograniczała mu widoczność, wspiął się prosto na maskę pikapa wydając z siebie przeciągłe gwizdnięcie.
Uprzątnięte wcześniej centrum Princeton przypominało gniazdo termitów, pełne zaparkowanych byle jak samochodów, przyczep i motocykli; tętniące ruchem i zgiełkiem ludzkich głosów płynących z gardeł blisko dwustu kręcących się przy pojazdach i polowych namiotach osobników obojga płci, rozmaicie odzianych, ale bez wyjątku uzbrojonych. Tu i ówdzie w niebo strzelały kłęby dymu buchającego z ognisk, do których wrzucano wilgotny opał różnego rodzaju, gdzie indziej grupki ludzi otaczały zwartym kręgiem gazowe kuchenki i wojskowe kochery chemiczne. Ruch można też było dostrzec za pozbawionymi szyb oknami otaczających park budynków, gdzieniegdzie kurierzy zauważyli siedzących na krawędziach dachów strażników z bronią długą pod rękami. Wszystko to składało się na barwny i hałaśliwy obraz polowego obozowiska, dźwięczącego śmiechem, obelżywymi wyzwiskami i złośliwymi docinkami.
- To jest jakaś cholerna armia! - oznajmił Wilson nie skrywając swego zdumienia na widok tak wielu żywych ludzi zgromadzonych w jednym czasie w tym samym miejscu - Co oni szykują?
- Wy tam! - gdzieś z przodu pojawił się idący wzdłuż cysterny Tyson, machający ręką w stronę kurierów - Koniec wycieczki na dzisiaj! Poszukajcie sobie jakiegoś suchego kąta na noc, żarcie to wasz kłopot. Macie mój zegarek?
Wilson kiwnął niemo głową wyciągając z kieszeni spodni otrzymane jeszcze w Peterstown urządzenie, pomachał nim w stronę ochroniarza młodego Sutherlanda.
- Przyjdźcie o siódmej do tego białego domu po drugiej stronie placu - ochroniarz pokazał ręką wzmiankowany budynek - Pan Sutherland chce z wami pogadać, z wszystkimi. Do tego czasu nie pętajcie się pod nogami, jasne?
Wątek techniczny
Cóż, wychodzi na to, że nie będziecie w świcie młodego barona grać pierwszych skrzypiec. Z każdą minutą dochodzicie do wniosku, że w Princeton pojawiło się naraz więcej niż tylko dwustu gości. Tak liczne społeczności są rzadko spotykane, bo im liczniejsze skupisko ludzi, tym większe ryzyko namierzenia przez sondy zwiadowcze Molocha, a nikt nie chciałby żyć ze świadomością tego, że następnego dnia spadną mu na głowę rakiety dalekiego zasięgu z sarinem, prawda? Z drugiej strony, tak spora populacja wieści jakąś poważną akcję, a na poważnych akcjach można się solidnie obłowić!
No i zyskujecie niebywałą okazję do nawiązania mnóstwa nowych znajomości!
Do dziewiętnastej sporo czasu, jak go chcecie spożytkować?
: 19 kwietnia 2012, 11:41
autor: Goldwin
Zeskoczył na ziemię z mokrym mlaśnięciem rozbryzgując wokoło resztki deszczowych pozostałości. Dopiął kurtkę pod szyję, przewiesił uzi przez szyję i ściągnął plecak z paki. Popatrzył z krzywym uśmiechem na kaznodzieję i nowo poznanego przybysza gramolących się spod brezentowej płachty.
- A było jechać w szoferce, to się nie podobało. Świeże powietrze lepsze... I masz! - klepnął w burtę otwartą dłonią i odszedł w stronę Paula obchodząc pojazd od strony maski.
Świat po deszcz tchnął duszną wonią mokrego betonu, ostatnie kapiące krople odbijały się od metalowych resztek dźwięcząc brzdękliwie. Głosy dużego skupiska ludzi walczyły zdecydowanie o prym w zawodach zagłuszania ciszy pustego i zniszczonego miasta. I wygrywały. Przejechał dłonią przez czoło ścierając zagubioną kroplę wody i wpatrzył się w tłumek.
- To co robimy Paul? Leziemy tam pokrakać pomiędzy te wrony? W sumie trzeba by coś zeżreć, poszukać amunicji i jakieś graty. W końcu może trafimy na Twoje wymarzone ubranko - uśmiechnął się lekko.
Odwrócił się do tyłu popatrując na poczynania Ebenezera i Asha.
- Idziecie z nami czy zostajecie na budzie?
: 19 kwietnia 2012, 15:11
autor: deliad
- Muszę poszukać amunicji do snajperki. Dobrze by jednak było, żeby ktoś popilnował gratów - powiedział i zastanowił się przez chwilę.
- Ja tu posiedzę, a wy jak skoro szukacie amunicji poszukajcie też dla mnie.
: 19 kwietnia 2012, 16:04
autor: 8art
- Idę z Wami, trzeba kości rozprostować. - Ash zebrał szybko swój ekwipunek i zeskoczył w błoto. Przewiesił przez ramię karabine izałożył hełm aby ochronić się przed kapiącym deszczem. Nawet dla niego hurma ludzi, która zebrała się w Princeton była czymś nadzwyczajnym i świadczyła iż Sutherland musi mieć jakiś nad wyraz śmiały plan co do wykorzystania takich sił. Tylko kogo mógł zaatakować młody lord? Tego najpewniej dowiedzą się bardzo szybko. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie trzymał takiego tłumu nawykłych do brudnej roboty ludzi bezczynnie. Zrodziło by to bardzo szybko problemy dla samego Sutherlanda. Najemnicy z braku zajęcia zajęliby się plądrowaniem czego popadnie, w tym włości samego lorda. A nie łatwo zatrzymać taką hordę.
Wolałby obozować gdzieś z dala od tego zgiełku. Princetown już przywitało przyjezdnych odoremm oddawanych tu i uwdzie potrzeb dwustu ludzi. Jedyne co przyciągało jak magnes do obozowiska to możliwość handlu. A amunicji nigdy nie za wiele...