Victoria w trakcie przesłuchiwania szybkim krokiem przemierzała pomieszczenie w poszukiwaniu jakiejś kartki i czegoś do pisania, a także czystej koszuli dla jeńca. Cenne informacje, których dostarczą im zeznania Brujaha warto było zanotować. W komodzie z orzechowego drewna, zastawionej antycznymi lichtarzami i grubymi książkami znalazła to, czego szukała. Wzmianka o Biskupie i przynależności klanowej lidera sfory wywołała w niej fale czystego gniewu i frustracji... Aż za dobrze pamiętała, do czego są zdolni i jak bardzo ich nienawidziła... A teraz cóż, biorąc pod uwagę tego pionka, nie miała większych nadziei na szczegółowe informacje na temat Sabatu i Biskupa. Jednak mimo wszystko zebranie danych było priorytetem w tej chwili. Mogli go wykorzystać na tak wiele sposobów...
Chociaż z drugiej strony, Zachowanie i podejście zabójcy zdecydowanie jej się nie podobało. Zabijanie nie leżało w jej naturze i w tym przypadku nie będzie wyjątku. Wszak mogli o wiele lepiej wykorzystać tego tutaj... Zamieszanie, które wywołał Namtar swoją przemianą rozbudziło Ciemność w żyłach Victorii. Bestia mimowolnie wypełzła pod powierzchnię świadomości, węsząc znajome macki Otchłani... Jednak ta była inna, bardziej mroczna i mordercza...
A więc tym jesteś Zabójco... Nie sądziłam, że ktoś z tej linii okaże się naszym ochroniarzem. Cóż za ironia dla Ciebie, że musimy pracować razem... - pytanie zawisło w umyśle Lasombry, powołując do życia możliwe komplikacje i konsekwencje wiedzy, którą właśnie zdobyła. Kiedy Namtar opuścił pomieszczenie, a cała farsa ze spowiedzią miała się zacząć, Voctoria podeszła do Terrego i spokojnym głósem bez emocji powiedziała:
- Zanim zaczniesz, chciałabym zadać naszemu gościowi kilka pytań. Poza tym, nie godzi się abyś udzielał mu takiego sakramentu w chwili, kiedy jego strój wygląda tak fatalnie - z niesmakiem spojrzała na zakrwawioną koszulkę Brujaha, krzywiąc usta na widok kołka wystającego z jego piersi.
- Jeśli będziesz grzeczny mój chłopcze, być może czeka cię łaska z rąk tego oto tutaj księdza... - wymownie spojrzała na Malkaviana, stając bezpośrednio za siedzącym Brujahem. Szybko przeszukała jego zniszczone ubranie i kieszenie. Telefon, portfel i trochę kasy...
Ciekawe. Schowała wszystko do kieszeni w swojej marynarce.
Na chwilę zamknęła oczy przywołując do siebie Ciemność. Drgania Otchłani odpowiedziały na jej wezwanie, czekając na polecenie. Powoli obeszła Brujaha, stając bezpośrednio przed nim.
-
Kiedy Wyjmę kołek, siedź spokojnie... W przeciwnym razie pożałujesz, że Zabójca wyszedł tak szybko... - słowa wypowiadane hipnotycznym głosem zapadły w umysł, a oczy skupiły się na twarzy Victorii, kiedy szarpnięciem wyrwała kołek z jego piersi...
- Chcę znać nazwiska i przynależność klanową twojej sfory. Całej.
- Większość to Pandersi. Lider Reeny z klanu Lasombra, Gangrel. Więcej nie znam. Nie znam ich nazwisk. Mamy ksywy, nie?
- W jaki sposób kontaktujecie się ze sobą i jak często?
- Trzymamy się zawsze razem, śpimy razem, mówimy do siebie.
- Dlaczego zdradziłeś się krzykiem?
- Ponieważ straciłem mnóstwo krwi, która zmieniła się w jakiś cholerny dym i odleciała. Serio.
Już po trzecim pytaniu i idiotycznych odpowiedziach Victoria utwierdziła się w przekonaniu, że Sabat rzeczywiście zszedł na psy... Albo jeszcze gorzej. Choć jedna informacja okazała się cenna. Mimo wszystko postanowiła kontynuować, choć raczej była to formalność, niczym księgowy wypełniający rubryki pt. "Jak wielkim idiotą jestem". Pasowało idealnie.
- Jakie polecenia mają ci w wozie, w razie twojej wpadki?
- Yyy... Odjechać.
- Kiedy miałeś się spotkać z Biskupem by przekazać mu informacje o nas?
- Dziś, przed świtem.
- Ile jest takich grup w Charlestone i okolicy?
- Nie mam pojęcia.
- Gdzie się spotykacie? Chcę znać adresy, numery telefonów, godziny.
- Śpimy po za miastem w kanałach. Mamy swoje miejscówki tam. Nie znam nic z tych rzeczy, o które pytasz...
- Kto odpowiada za organizację waszych rytuałów i jak często je robicie?
- No... Pamiętam, że raz w nocy Fred robił jakiegoś mrocznego ryta. Było spoko.
- Podaj nazwiska i adresy wszystkich ghuli jakich znasz.
- Jake Forester, eeee... nie wiem gdzie mieszka. I jeszcze Emma, ale też nie wiem gdzie mieszka... No i Bob Czacha z Nowego Yorku też. Mieszkał chyba gdzieś na Brooklynie, przynajmniej te trzy lata temu, jak z nim gadałem, to mieszkał... Ale nie wiem gdzie... A no i Garry ma psa Laczka. Jest naprawdę spoko, ponoć rozumie po ludzku i przynosi różne rzeczy. Mieszka w budzie.
- Rozumiem. Terry, mam nadzieję że ta mała wymiana zdań rzuciła nieco światła na ogrom nieszczęścia, jaki spotkał to biedne stworzenie. Wszyscy cierpimy, gdy świat zalewają jakże ohydne fale ciemnoty i ignorancji... - wypowiadając te słowa, odeszła na bok, pozostawiając uczestników owej szopki i czekając na dalszy akt.
Siadam sobie wygodnie i przeszukuję portfel i telefon. Notuję na kartce wszystkie ważne informacje.