WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
- Dobra idea. W sumie obie - poparł Ravnosa Morderca, zajęty czyszczeniem giwery. - Załatwmy sprawę z bębnem jak najszybciej. Jako wasz ochroniarz sugerowałbym też wezwać jakieś małe zwierzęta, które umieją poruszać się pod ziemią. Krety, szczury, myszy czy coś w ten deseń. Niech sprawdzą teren posesji. Byłoby kiepsko, neik,* gdybyśmy mieli tu jakieś przejścia, o których nie wiemy. Axra min kida mafii?.** Jeśli zwierzaki nie wrócą, będzie wiadomo, że mamy.
Metalowe części szczeknęły w dłoniach Assamity, gdy złożył z nich czarny, śmiercionośny kształt Desert Eagle. Załadował magazynek ze zwykła amunicją, po czym położył broń na blacie. Wstał płynnie, wycierając ręce z resztek oliwy i zbliżył się do Sidonii przez chwilę taksując ją wzrokiem. Jego twarz jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji, jedynie nozdrza Łowcy rozszerzyły się lekko chłonąc zapach czerwieni.
- Ona będzie potrzebowała sporo krwi - powiedział wreszcie. - Poczekam, aż ją napoicie. Powiedzcie mi, kiedy już będę miał ją poskładać.
Wydawało się, że nie widzi specjalnej różnicy między leżącą na kanapie kobietą, a spluwą, którą właśnie złożył. Obie rzeczy wymagały pewnego rodzaju pielęgnacji i to było na tyle... Nie, nie była to do końca prawda. Uśmiechnął się lekko, prawie niedostrzegalnie. Metal nie krwawił i nie czuł bólu. Poza tym, o broń zwykł dbać. O Niewiernych zaś tylko wtedy, gdy mi za to płacono. Patrząc na bladą twarz Malkavianki, pomyślał, że chciałby usłyszeć jej krzyk, gdy kości zaczną powracać na właściwe miejsce...
* arab. kurwa
** arab. w tym kontekście: To byłoby niezłe gówno.
PBF - Charleston by Night
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 15:53 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=rIzUY-pQaWk
Terry zabrał się do dzieła zachęcony słowami Assamity. Stojąc przed kanapą na której leżała Sidonia, podwinął rękaw i jednym ruchem przeciął sobie żyły na nadgarstku. Przytrzymał rękę tuż nad ustami nieprzytomnej Primogenki, aby jego ofiara nie poszła na marne. Obłożona klątwą szaleństwa krew spływała powoli, wypełniając martwe ciało nieumarłej. Namtar przełknął nerwowo ślinę obserwując skapujące krople. Terry skończył, lecz Sidonia nie obudziła się, co zmartwiło trochę księdza. Następny podszedł Darshan, następnie Victoria, na samym końcu zaś Horacy. Wszystkim zależało na tym, aby pomóc nieprzytomnej Malkaviance. Fakt, iż posiadała ona odpowiedzi, na wiele trapiących ich pytań z pewnością także działał na jej korzyść.
Gdy zakończyli dzielenie się krwią Namtar zabrał się za regenerację ciała Primogenki. Oceniał, że rany były poważne. Wiedział też, że ich wymuszona regeneracja wywoła niezwykle silny ból. Katusze, które są trudne do zniesienia i doprowadzają większość Nieumarłych do Szału. Assamita zwrócił się do Horacego:
- Przytrzymaj ją. Jeśli się obudzi może wpaść w szał. Będzie zagrożeniem.
Horacay skinął głową, po czym złapał kobietę tak, aby nie pozostawiać jej zbyt wielu możliwości ruchu.
Namtar uklęknął obok kanapy i dotknął ręki Sidoni. Zaczął szeptać coś w znanym tylko sobie języku. Już po chwili jego działania przyniosły efekt. Spuchnięte w miejscach złamań kończyny zaczęły przybierać swój naturalny kształt. Kości powracały na swoje miejsce z cichym chrupnięciem, mięśnie i ścięgna regenerowały się. Zmasakrowana twarz Sidoni, zaczynała znów przypominać tą samą piękną Malkaviankę. Namtar nie przestawał widząc, że pozostało jeszcze kilka ważniejszych uszkodzeń w okolicy podbrzusza.
- Tu kan ina. Maskim Xul kima parsi labiruti...* - szeptał chrapliwie, a jego głos chwilami nabierał dziwacznego tępa i rytmu, przypominającego jakiś hipnotyzujący, barbarzyński zaśpiew.
I nagle stało się coś dziwnego. Lewe oko Sidoni wyskoczyło z oczodołu. Zakrwawiona, połyskująca kulka upadła na kanapę, a następnie sturlała się na jej krawędź i spadła na dywan.
[center]
[/center]
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, w pokoju zawirował wiatr, który wzniósł w powietrze kartki oraz inne lekkie przedmioty. Jego pojawienie się było całkowicie niewytłumaczalne, tym bardziej iż wszystkie drzwi i okna pozostawały zamknięte. Lampka nocna, stanowiąca jedyne źródłem oświetlenia, zaczęła mrugać histerycznie. A w jej chaotycznych rozbłyskach ujrzeli procesję nieludzkich kształtów, stworzonych z ciemności. Upiorne cienie tańczyły wkoło nich, przesuwając się po ścianach i meblach. Wszyscy momentalnie zerwali się na równe nogi, próbując zorientować się w nowej sytuacji. Jedynie Morderca wydawał się niezbyt zaskoczony, szczerząc zęby w szerokim, psychopatycznym uśmiechu. Terry także chciał wstać, lecz upadł na kolana, gdyż ciało odmówiło mu posłuszeństwa. W jednej chwili na dłoniach i stopach Księdza pojawiły się stygmaty, z których zaczęła płynąć krew.
Wtem w głowie Świra odezwał się jego Mentor:
- TERRY OKO! UKRYJ JE, BO NIEWIDZIALNE ZŁO ZARAZ NAS ZNAJDZIE!!!
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=rIzUY-pQaWk
Terry zabrał się do dzieła zachęcony słowami Assamity. Stojąc przed kanapą na której leżała Sidonia, podwinął rękaw i jednym ruchem przeciął sobie żyły na nadgarstku. Przytrzymał rękę tuż nad ustami nieprzytomnej Primogenki, aby jego ofiara nie poszła na marne. Obłożona klątwą szaleństwa krew spływała powoli, wypełniając martwe ciało nieumarłej. Namtar przełknął nerwowo ślinę obserwując skapujące krople. Terry skończył, lecz Sidonia nie obudziła się, co zmartwiło trochę księdza. Następny podszedł Darshan, następnie Victoria, na samym końcu zaś Horacy. Wszystkim zależało na tym, aby pomóc nieprzytomnej Malkaviance. Fakt, iż posiadała ona odpowiedzi, na wiele trapiących ich pytań z pewnością także działał na jej korzyść.
Gdy zakończyli dzielenie się krwią Namtar zabrał się za regenerację ciała Primogenki. Oceniał, że rany były poważne. Wiedział też, że ich wymuszona regeneracja wywoła niezwykle silny ból. Katusze, które są trudne do zniesienia i doprowadzają większość Nieumarłych do Szału. Assamita zwrócił się do Horacego:
- Przytrzymaj ją. Jeśli się obudzi może wpaść w szał. Będzie zagrożeniem.
Horacay skinął głową, po czym złapał kobietę tak, aby nie pozostawiać jej zbyt wielu możliwości ruchu.
Namtar uklęknął obok kanapy i dotknął ręki Sidoni. Zaczął szeptać coś w znanym tylko sobie języku. Już po chwili jego działania przyniosły efekt. Spuchnięte w miejscach złamań kończyny zaczęły przybierać swój naturalny kształt. Kości powracały na swoje miejsce z cichym chrupnięciem, mięśnie i ścięgna regenerowały się. Zmasakrowana twarz Sidoni, zaczynała znów przypominać tą samą piękną Malkaviankę. Namtar nie przestawał widząc, że pozostało jeszcze kilka ważniejszych uszkodzeń w okolicy podbrzusza.
- Tu kan ina. Maskim Xul kima parsi labiruti...* - szeptał chrapliwie, a jego głos chwilami nabierał dziwacznego tępa i rytmu, przypominającego jakiś hipnotyzujący, barbarzyński zaśpiew.
I nagle stało się coś dziwnego. Lewe oko Sidoni wyskoczyło z oczodołu. Zakrwawiona, połyskująca kulka upadła na kanapę, a następnie sturlała się na jej krawędź i spadła na dywan.
[center]
[/center]Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, w pokoju zawirował wiatr, który wzniósł w powietrze kartki oraz inne lekkie przedmioty. Jego pojawienie się było całkowicie niewytłumaczalne, tym bardziej iż wszystkie drzwi i okna pozostawały zamknięte. Lampka nocna, stanowiąca jedyne źródłem oświetlenia, zaczęła mrugać histerycznie. A w jej chaotycznych rozbłyskach ujrzeli procesję nieludzkich kształtów, stworzonych z ciemności. Upiorne cienie tańczyły wkoło nich, przesuwając się po ścianach i meblach. Wszyscy momentalnie zerwali się na równe nogi, próbując zorientować się w nowej sytuacji. Jedynie Morderca wydawał się niezbyt zaskoczony, szczerząc zęby w szerokim, psychopatycznym uśmiechu. Terry także chciał wstać, lecz upadł na kolana, gdyż ciało odmówiło mu posłuszeństwa. W jednej chwili na dłoniach i stopach Księdza pojawiły się stygmaty, z których zaczęła płynąć krew.
Wtem w głowie Świra odezwał się jego Mentor:
- TERRY OKO! UKRYJ JE, BO NIEWIDZIALNE ZŁO ZARAZ NAS ZNAJDZIE!!!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!