Strona 54 z 84

: 21 lipca 2012, 20:01
autor: 8art
Ash przyjarzal sie bacznie okolicy korzystajac ze swiatla z rzuconej flary. Szczegolnie wypatrwal kryjowek miejscowych.

Watek techniczny

Jesli dostrzege gdzie ukryci sa snajperzy to ukryje chlopakow jak trzeba i oslonimy Eba. Jak tylko skoncze z rannym...

: 21 lipca 2012, 22:05
autor: deliad
- Spokojnie Joshua, jakby mnie chcieli zabić to już bym leżał martwy. Nie widziałeś jak oni strzelają? - uspokoił poddenerwowanego Stewarta kaznodzieja.

- Jack postaraj się wywołać naszych. Każ im w moim imieniu powstrzymać się od działań zaczepnych w stosunku do tubylców. Bo mnie jeszcze kropną. Jakby coś się ze mną stało przejmujesz komendę. - powiedział cicho do Salta.

- Idę. W imię Boże! - zawołał głośno Ebenezer i ruszył z wolna w stronę racy.

Wątek techniczny:
Broń długą zostawiam na plecach. Za odpinam pasek na kaburze, pod pachą, z moim obrzynem, tak żebym mógł go szybko wyciągnąć. Staram się nie patrzeć bezpośrednio na flarę, żeby oczy nie odzwyczaiły się od ciemności. Daleko ta flara?

: 22 lipca 2012, 15:53
autor: chemdog
Szary przystanął w miejscu, jedną ręka przytrzymując psa... Drugą uniósł w górę w geście który wg posterunkowca miał oznaczać ''STOP''.

-Dobre i to że nikt nie strzela - pomyślał. Nie odwracając głowy w kierunku oddziału krzyknął

-Nie strzelać. Pierwszemu który to zrobi wpakuje osobiście kulę.
Przygladał sie uważnie chwile tajemniczemu przybyszowi po czym opuszczajac karabin przewieszony przez ramie tak by lufa byla skierowana w dół pokazał przybyszowi puste rece i powoli ruszył naprzód.

Starając sie przekrzyczeć deszcz i burzę krzyknął

-Nie mamy wrogich zamiarów!

: 22 lipca 2012, 19:40
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Ash Tisdale przeciął nie bez trudu nożyczkami znoszoną tenisówkę bojówkarza, a potem ściągnął ją ostrożnie ze zmiażdżonej stopy najemnika, co chwila zerkając przez ramię w stronę oddalającego się w głąb ulicy Radeforda. Reszta patrolu tkwiła ukryta za osłoną kilkanaście metrów dalej w tyle, obserwując uważnie zarówno paramedyka jak i kaznodzieję. Ash słyszał szmer ludzkich głosów, dźwięczący niepokojem i zdenerwowaniem. Niedawny wybuch paniki wywołanej strzałami snajperów dowiódł paramedykowi namacalnie niskiej wartości członków zwiadu, nie mających pojęcia o podstawowych zasadach wojskowości i dbających wyłącznie o własną skórę.

W opinii Asha bojówkarze z wolnej kompanii stwarzali większe zagrożenie dla samych siebie i Aniołów niż jakiegokolwiek realnego przeciwnika.

Dźwięk wypowiadanych spokojnie słów dobiegł znienacka również od strony samotnego dotąd Radeforda, toteż Tisdale odłożył na asfalt rolkę elastycznego bandaża i metalowy szkielet usztywniacza, a potem przeciągnął swój karabin za taśmę tak, aby broń wślizgnęła mu się skrycie w dłonie.

Radeford z kimś rozmawiał, wytężając oczy paramedyk dostrzegł stojącą obok kaznodziei ciemną ludzką sylwetkę.


Wątek techniczny

Przyszła pora na obiecany wcześniej test Pierwszej pomocy. Umiejka na +3, Spryt Asha 14, wyzwanie na poziomie trudnym (-5 kary do testu). Turlam 3k20 i wypadają następujące wyniki: 14, 3, 17. Niestety, dwie porażki i stopy raczej nie da się uratować...

: 22 lipca 2012, 19:41
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Wilson i Salt dosłownie rozpłaszczyli się na osłonie silnika dużej półciężarówki, przepędzając syknięciami ukrytych dotąd za nią najemników i szukając naprędce dogodnych stanowisk strzeleckich. Klękając tuż przy przednim błotniku Paul oparł się stopą o bok zderzaka, a plecami o korpus ulicznej latarni, wygięty w dość niewygodnej pozycji, ale w zamian zyskujący szerokie pole ostrzału na pustej przestrzeni przed wozami patrolu. Przed sobą, ponad lufą M16A2, widział tylko klęczącego przy nieruchomym człowieku Asha i znajdującego się dużo dalej Radeforda, stanowiącego zaledwie ciemną plamę na tle jeszcze ciemniejszych ścian budynków.

Rzucona przez kogoś flara dogasała szybko - zbyt szybko jak na gust byłego gladiatora.

- Spierdalajmy stąd! - syknął gdzieś w tyle jeden z bojówkarzy.

- Zamknij mordę, bo ci wpierdolę - odparował Jack, który odwiesił na ramię Uzi i wyciągnął w zamian z olstra ciężki pistolet. Kurier nawet się nie obejrzał za siebie w poszukiwaniu malkontenta, nie musiał tego robić. Kucający tuż obok Joshua Stewart okręcił się w miejscu z pomrukiem godnym zmutowanego baribala i pogroził pobliskim najemnikom paskudnie wyglądającą strzelbą domowej roboty, natychmiast uciszając wszystkich niezadowolonych.

- Ktoś tam jest! - syknął nagle Salt napinając mięśnie i łapiąc oburącz Deserta - Ebe z kimś rozmawia!


Wątek techniczny

Przepchnąłem Wilsona i Salta na sam przód kolumny, by zapewnić im w razie potrzeby okazję do postrzelania (tak, tak, wiem doskonale, że chcielibyście sobie postrzelać). Na ulicy jest cholernie ciemno, ale flara ciągle jeszcze generuje trochę poświaty, co umożliwia wykonanie bardzo trudnego testu Wypatrywania. Zobaczmy zatem, czy uda Was się wypatrzyć kogoś jeszcze prócz tajemniczej postaci, która pojawiła się znienacka obok Radeforda.

Wyniki testów w osobnym wpisie...

: 22 lipca 2012, 19:42
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Wycieraczki pikapa zgrzytały głośno, swym upiornym dźwiękiem wprawiając Leona w stan skrajnego napięcia. Z przodu coś się ewidentnie działo, ale kierowca praktycznie niczego nie widział, uwięziony w opancerzonej metalowymi płytami bryle Canyona i próbujący wyjrzeć na zewnątrz przez oczka ochronnej siatki założonej na przednią szybę wozu. Po bokach dostrzegał za strugami spływającego po szkle deszczu głowy ukrytych bojówkarzy, wykorzystujących pikapa jako metalową tarczę.

Co samo w sobie nie było wcale złym pomysłem, bo w parku maszynowym wolnej kompanii samochód kurierów pokryty był najgrubszą chyba warstwą pancerza i w zasadzie mógł iść w szranki nawet z niektórymi profesjonalnie przerabianymi wozami Czarnych Żmii czy hegemonistów, zwanych powszechnie pancerkami. Oczywiście Canyon płacił za to kiepskim przyśpieszeniem i fatalnymi ogólnymi osiągami silnika, ale w tej konkretnej chwili Kennedy nie przykładał jakoś większego znaczenia do kwestii maksymalnej prędkości pikapa.

Gdyby on sam tkwił teraz na zewnątrz z pistoletem w ręce i oczami zalanymi deszczem, najpewniej natychmiast przylgnąłby do niosącej poczucie bezpieczeństwa burty Canyona.

Zaraz też okazało się, że zdanie rajdowca z Detroit podziela przynajmniej część bojówkarzy Sutherlanda.

Ktoś pociągnął za klamkę po stronie pasażera, ale Kennedy z przyzwyczajenia zamknął wcześniej wszystkie drzwi. Niezrażony tym kandydat na towarzysza podróży przycisnął twarz do szyby rozpłaszczając w komiczny sposób nos i wwiercając się wzrokiem w twarz Leona.

- Otwórz, szybko! - obcy mężczyzna zastukał kostkami dłoni w szybę domagając się natychmiastowego odblokowania zamka - Wpuść mnie do środka!


Wątek techniczny

Autostopowicz?

: 22 lipca 2012, 19:45
autor: Keth
Midland Trail, 7 maja 2055

Ciemna postać przekrzywiła głowę spoglądając w stronę świateł samochodów, ale jej ręce wciąż uniesione były w górę w uniwersalnym geście pokojowych zamiarów.

- Opuśćcie broń, to porozmawiamy! - rzuciła twardym męskim głosem, brzmiącym zdecydowanie, ale zarazem dźwięczącym nutką szczerego zaciekawienia - Mam ze sobą dziesiątkę świetnych strzelców, rozstawionych na dachach! Jeśli spróbujcie coś kombinować, będzie z tego prawdziwa jatka!


Wątek techniczny

W tych ciemnościach nie dostrzegasz żadnego innego intruza, ale prawda jest taka, że znając miejscowy teren nieznajomi mogliby tu skutecznie ukryć małą armię!

: 22 lipca 2012, 19:46
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Sprawdziwszy raz jeszcze, czy ręka bez trudu dosięga krótkiego obrzyna, Radeford wychynął zza pikapa i ruszył zdecydowanym krokiem w stronę dogasającej flary. Próbował zachować kamienną twarz, chociaż serce waliło mu jak oszalałe ze zdenerowania. Nie dostrzegał w ciemności nocy żadnego śladu tajemniczego rozmówcy, ale nie potrafił się opędzić od zrozumiałego wrażenia, że śledzą go uważnie czyjeś oczy.

Mijając klęczącego przy nieprzytomnym bojówkarzu Asha kaznodzieja przystanął na ułamek chwili, klepnął paramedyka w ramię w geście aprobaty dla jego odwagi.

Flara syczała cicho, przygasając z każdą sekundą i oddając ulicę ponownie we władanie nocnych ciemności. Wielebny stanął pośrodku ulicy tuż przy racy, starając się omijać ją wzrokiem i oplatając palcami dłoni paciorki zawieszonego na szyi różańca.

- Oto jestem, w pokoju i przyjaźni! - powiedział gromkim głosem - Kto stanie ze mną twarzą w twarz?

Ciemny ludzki kształt wyślizgnął się zwinnie z częściowo zamurowanego wejścia do najbliższego domu, wyrósł przed Radefordem z opuszczoną ku butom kaznodziei lufą automatycznego karabinu. Był to przemoczony deszczem mężczyzna o siwawych włosach, niski, ale barczysty i najwyraźniej zdrowy: przynajmniej na tyle, na ile Ebenezer mógł to w półmroku stwierdzić.

- Jesteś człowiekiem wierzącym? - zapytał obcy wbijając w przybysza żywe inteligentne oczy osadzone w pociętej zmarszczkami twarzy - Chrześcijaninem?

- Synu, jestem kimś więcej - odpowiedział z nutką emfazy Ebenezer, nie wyczuwając w głosie rozmówcy cienia wrogości, a jedynie podejrzliwą niepewność - Jestem namaszczonym sługą Pańskim, głosicielem Pisma Świętego, a także wybranych ustępów zawartych w Torze i Koranie. Odpuszczam grzechy, pokrzepiam i pocieszam, a także osądzam i wymierzam stosowną pokutę. Jestem księdzem!

- Ksiądz! - wyrzucił z siebie obcy, opuszczając karabin bezwiednym ruchem ku ziemi - Jeśli to prawda, sama opatrzność musiała cię tu zesłać, lecz najpierw musimy się naradzić i zadecydować, co dalej. Ci wszyscy ludzie należą do ciebie?

- Są pod moją duchową opieką, ja zaś dbam o to, by nie grzeszyli ponad zwyczajową miarę - odparł dyplomatycznie Radeford, świadom wielu niechrześcijańskich praktyk swoich podkomendnych i próbujący jednocześnie zdecydować, czy ma do czynienia z człowiekiem prawdziwie wierzącym czy też obłąkańcem - A ty coś za jeden, synu?

- Nazywam się Mitch - odparł rozmówca Ebenezera, jakby mitygując się i wyciągając w stronę przybysza rękę - Mitch z Kościoła Ciała Chrystusowego.


Wątek techniczny

Pierwsze lody przełamane?

: 22 lipca 2012, 21:56
autor: 8art
Ash odetchnął z ulgą, dziękując Bogu, że nikt z obszarpanych najemników, ani on sam nie wystrzelił od razu w stronę niebezpieczństwa. Przynajmniej będzie można pogadać i doiwedzieć się czegokolwiek. Jak na razie wyglądało, że strzelcy wyborowi sami potrzebowali opiekuna duchowego. Przynajmniej przez chwilę postwai to ich w dogodnej sytuacji taktycznej. Przerwał przemyślenia i skupił się z powrotem na nieprzytomnym.

: 22 lipca 2012, 23:13
autor: Goldwin
Salt z napięciem wpatrywał się w ciemność starając się dojrzeć kaznodzieję i jego ewentualnego rozmówcę. Odruchowo przeczesywał też okoliczne ciemne plamy mogące uchodzić za okna i drzwi, może udałoby się kogoś w nich wypatrzeć. Pełen napięcia czekał na rozwój sytuacji, w duchu, wbrew sobie, cicho modląc się do nieznanej siły napędzającej świat. Oby nikomu nie przyszło do łba strzelać do kogokolwiek w tej sytuacji, nawet do pustej puszki. Nie miał zamiaru przez jakiegoś przygłupa z nadwyrężonym systemem nerwowym tracić kompana...

: 23 lipca 2012, 07:23
autor: deliad
- Kościół Ciała Chrystusowego - powtórzył delektując się tymi słowami Ebenezer - Jakżeż trudno w obecnych czasach odnaleźć ludzi wierzących. Jednak od razu podejrzewałem, że miejsce to zamieszkują prawi ludzie, skoro tylko zobaczyłem, że wszystkie szkielety w mieście zostały uprzątnięte. Choć manekiny na szosie był nieco zastanawiające.
- Mitch ja jestem Ebenezer Radeford z łaski Pańskiej Sługa Boży. Tam za mną kryj się moja trzódka, którą staram się nauczać słowa bożego. Wybaczcie, że przybywamy w nocy, ale przy dziennej wizycie zostaliśmy zaatakowani przez techmorwy. Te szatańskie stworzenia mocno poraniły dwóch naszych ludzi. Mimo kunsztu naszego medyka, tylko jeden z nich przeżył usuwanie jaj tych plugastw. Stwierdziliśmy, że w strugach deszczu będą bardziej widoczne - tłumaczył zgodne z prawdą kaznodzieja.
- Mówisz o opatrzności Pańskiej. Czy coś trapi waszą społeczność? Jednak jeżeli mamy się naradzać, wejdźmy gdzieś pod dach. Moi ludzie są strudzeni i głodni po podróż. Tułamy się dość długo, poszukując ludzi, którzy rozpalili powitalne stosy. Huntingtone to duże miasto niektórzy z naszych emisariuszy nadal przeczesują inne jego części...

: 23 lipca 2012, 12:14
autor: Araven
Eb ma gadane, oby to nie były jakieś świry to zdoła się z nimi dogadać, rzucił Paul Wilson.

: 23 lipca 2012, 15:59
autor: chemdog
Wątek techniczny

opuszczam bron,najemnikom karze zrobic to samo,upewniam sie ze to robia


-Pogadajmy-rzucił Szary

: 24 lipca 2012, 17:19
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Mitch wyjrzał zza Radeforda ku stojącym nieruchomo wozom patrolu, otaksował wzrokiem majaczące w ciemności sylwetki pojazdów oraz dostrzegalne tu i ówdzie postacie najemników.

- Nie wpuszczę lwa do świątyni Pana mego, jeśli kryje pod grzywą ostre zęby - odparł filozoficznym tonem - Muszą tutaj zostać, dopóki Pierwszy Sługa Pana nie pozwoli wam wjechać. Przykro mi, takie mam rozkazy. Zaprowadzę cię do Pierwszego, będziesz mógł sam zapytać go o zgodę. Ale najpierw oddaj mi całą swoją broń, co do sztuki.

Ebenezer zmarszczył czoło słysząc zdecydowane żądanie Mitcha, wypowiedziane tonem przyjaznym, ale zarazem nie znoszącym cienia sprzeciwu.


Wątek techniczny

Mitch proponuje spotkanie z jakimś przełożonym, być może szefem całej osady (wnioskując po jego tytule), ale wejść może tylko Radeford i na dodatek bez broni - ewentualnie można spróbować poprosić o zgodę na wejście dodatkowej osoby (np. Wilsona).

: 24 lipca 2012, 17:20
autor: Keth
Madison Ave w Huntington, 7 maja 2055

Przemoczony do gołej skóry bojówkarz, jakiś zupełnie Leonowi obcy drab przyciskający pociętą bliznami twarz do mokrej szyby, poczuł się pasywnością kierowcy wyraźnie zdenerwowany, bo zamiast pukać dalej w szybę, zaczął z uporem godnym lepszej sprawy szarpać za klamkę wozu.

- Otwieraj, kurwa! - sarknął dość głośno, by Kennedy usłyszał go mimo trzasku uderzających o dach pikapa kropel deszczu - Otwieraj, bo ci łeb urwę!


Wątek techniczny

Deszcz wciąż kapie, nic więc dziwnego, że każdy szuka względnie suchego schronienia...