Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran
Twarz zwieńczyła gruzowisko nadając stercie z zwalonej ściany upiornego wygląd. - Kto tam jest zawołał półelf, lecz odezwało się do niego tylko echo. Zbierając kaganek od przygotowanego do inkantacji zaklęcia maga, Bard zauważył gotowego do rzutu sztyletem ślepaka. Kiedy jego oczy ponownie szabrowały sterte kamieni Elszar westchnął z ulgą.
Kamienne lico było cześcią posągu z sufitu. Spadła z góry wraz z drewnianą krokwią i częścią stropu. Wzrok półelfa tylko na przełknięcie śliny poszybował w górę macając każdy fragment wysokich ścian. Dzięki nadludzkim oczom dostrzegł strop, który zwężał się u góry pomieszczenia. W każdym rogu wynurzał się wykuty z kamienia tors, który wspierał kamienną płytę. Twarze i nabrzmiałe mięśnie osiłków przedstawiały trud codziennej pracy. Cały strop opadał na grzbiet i mocarne ręce czwórki, rozsadzonej po jednym w każdym kącie. Najbliższy z wyrzeźbionych nagich torsów stracił z biegiem czasu rękę, połowę ramienia i głowę, co poskutkowało pokaźną wyrwą w murze i części stropu. Ściany zwężonego pomiędzy rzeźbami sufitu na środku wypełnione były grubymi taflami kwarcu, które wpuszczały do środka pomieszczenia migotanie kolejnych błyskawic.
Światło łapczywie wdzierało się pomarańczową łuną w dalsze zakamarki pomieszczenia. Na ścianie po prawej stronie malowały się kamienne schody prowadzące w górę na półkę. Za gruzowiskiem na ścianie na przeciw wejścia było przejście, kunsztownie ozdobione kamienną ramą. Wytarte z biegiem lat kamienne płyty sugerowały przejście prowadzący dalej bądź niżej. Często uczęszczane, teraz jednak pokryte zielonym nalotem i mchem. Po stronie serca malowała się szeroka alkowa kompletnie zasypana gruzem. Z pomiędzy licznych kamieni wystawały fragmenty drewna, grube sznury.
Błysk i grzmot w jednym momencie wstrząsnął światem trzech wyznawców. Tuż za postępującymi hukami gromu rozpętała się kakofonia odgłosów zburzonego ptactwa. Ślepak jednak był władcą swojego zmysłu, wśród natłoku uderzających go dźwięków był pewny, że krzyk chłopca dobiegł mrugnięcie oka po błyskawicy. Dochodził bardziej z góry niż z dołu i z kierunku gdzie przed kilkoma chwilami runął kawałek stropu.
To tylko kawałek posągu, ufff ... odetchneliście z ulgą. Ślepak jednak coś usłyszał. Zaczął machać rękami i uciszać was.