Strona 6 z 34

: 07 kwietnia 2016, 11:48
autor: Zin-Carla
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]

Po chwili czekania, trochę dłuższej niż oczekiwała Zyanya, Alchemik otworzył drzwi. Stał przez chwilę w ciszy jakby nagły widok Hieroduli odebrał mu mowę. Ta lustrowała go przez chwilę przez chwilę płonącymi czerwienią oczami. Skinęła głową w geście powitalnym. Nie powiedziała jednak nic jako że słowa były dla niej często zbędną utratą energii.

- Widzę, że oboje interesujemy się botaniką - wyjąkał nieśmiało gospodarz wymieniając uwagi co do stanu Orchidei, na które dziewczyna patrzyła się z politowaniem i zaprosił do środka.

Zyanya bez słów przeszła przez próg domostwa ciemnoskórego mężczyzny. Wspólnie przeszli do izby dość dużych rozmiarów, spełniającej jednocześnie rolę kuchni i salonu. Dziewczyna szybko omiotła wzrokiem mieszkanie alchemika. Na półkach stały rzędy szklanych naczyń i tykw. Podłoga wyciszona była wyniszczonym AjArdzkim dywanem, który może kiedyś był piękny ale teraz kolory i wzory spłowiały. Wszystkie meble zrobione były z drewna, niektóre proste, niektóre trochę bardziej zdobione. Ixari dostrzegła ławę i dość bezceremonialnie usiadła na niej wciąż pozostawiając miejsce dla Khema by mógł usiąść koło niej. Zaprosiła go gestem widząc, że ten stoi jak sparaliżowany. Może nie ważył się siadać tak blisko niej. Ciągła obecność samej Wielkiej Bogini, którą starała się w sobie utrzymać, mogła być dla niektórych w końcu onieśmielająca. Nagle, po dłuższej chwili ciszy, która dla innych mogła być niezręczna lecz dla niej była zaś naturalnym stanem rzeczy, odezwała się:

- Potrzebujesz dwóch cząstek Xoyhua Olbrzymiego zalanego wrzątkiem w ampułce z ciemnego szkła. Następnie gdy przestygnie dodaj kwasku z Mixxo. - Powiedziała, wpatrując się płonącymi karmazynem oczyma w alchemika.

: 07 kwietnia 2016, 22:33
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Zaskoczony słowami Ixari alchemik drgnął mimowolnie, pochylił się w jej stronę w ukłonie podziękowania.

- Cenna rada, toteż wezmę ją do serca - oznajmił pełnym szacunku tonem - Wszelako głowa mi już nie dolega, nie folgowałem sobie zanadto w czasie uczty. Ale, ale, gdzie moje maniery? Czy zechcesz ugasić pragnienie, pani?

Język Khema zazwyczaj podążał za podpowiedziami rozumu, tym jednak razem stało się odwrotnie przez wzgląd na ogromne poruszenie AjArdczyka. Ledwie wypowiedział swą propozycję zerkając wymownie na dzban źródlanej wody, z wrażenia zastygło mu w gardle.

Czy takie słowa wypowiedziane pod adresem Ixari mogły zostać opacznie zrozumiane? Na Mnumbi, czy ta... istota aby nie zinterpretowała ich w katastrofalnie błędny sposób?

Alchemik przełknął odruchowo ślinę i wtedy Mnumbi okazał mu swe miłosierdzie ratując żarliwego wyznawcę z opresji.

Ktoś zapukał do drewnianych drzwi.
Któż przybył jako następny w me skromne progi? :P

: 07 kwietnia 2016, 23:21
autor: Sigil
[center]Calli, Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Od pewnego czasu, stojąc w cieniu pobliskiej bramy, obserwował dom alchemika i okolicę. W zasadzie wypatrywał każdego, kto zdradzałby więcej niż przypadkowe zainteresowanie tym niewielkim, w połowie kamiennym, w połowie zaś ceglanym budynkiem. Nikogo jednak nie spostrzegł. Podejrzewał jednak, iż skoro ktoś próbował śledzić jego skromną osobę, tym bardziej mógł też obserwować pozostałych...

Uśmiechnął się lekko widząc nadchodzącą Ixari. Kobieta odziała się tak, by zamaskować swój wygląd, lecz zarówno wysoki wzrost jak i szerokie rękawy, mające ukryć szpony, zdradzały jej pochodzenie. Nikt, poza Ixari nie ubierał się w taki sposób... Nic dziwnego więc, że siedząca kawałek dalej na schodach, staruszka Siwja, która dotąd spokojnie obserwowała bawiące się dzieci, na widok zakapturzonej postaci natychmiast zawołała pociechy do domu i starannie zamknęła drzwi. Złodziej obserwował jeszcze przez chwilę, jak hierodula puka do drzwi, po czym zamienia kilka słów z Khemem na werandzie. Z tej odległości nie mógł słyszeć o czym rozmawiają. Odczekał, aż drzwi za nietypową parą zamkną się ponownie, rozejrzał się po raz ostatni i powoli ruszył w stronę domu AjArdczyka...
Puk, puk - wybawiam Khema z opresji. ;)

: 08 kwietnia 2016, 23:48
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Zmieszany alchemik poderwał się z ławy dziękując w myślach patronackiemu bóstwu za protekcję. Postąpiwszy w kierunku drzwi otworzył je nie siląc się nawet na wcześniejsze wyglądanie przez okno.

Na werandzie stał młody muzyk o cenionych przez An'harata talentach, które ze sztuką nie miały wiele wspólnego. Ucieszony widokiem wybawiciela, Khem ujął go pod ramię i wprowadził do środka oglądając się jednocześnie dyskretnie na ulicę.

- Racz spocząć na ławie, Stratisie - zaproponował wskazując młodzieńcowi miejsce obok Ixari - Pozostali powinni się zjawić lada chwila.
Jeśli wpis po wpisie będę witał każdego kolejnego członka drużyny, zbiórka potrwa chyba z tydzień. Czy Mistrzyni zgodzi się przeskoczyć z biegiem fabuły do rozmowy przy stole w pełnym składzie ekipy?

: 09 kwietnia 2016, 13:07
autor: Sigil
[center]Calli, Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Stojący w cieniu werandy mężczyzna, z trudem przypominał eleganckiego artystę, którego Khem spotkał na uczcie u oroni. Wytworna elfia koszula zniknęła gdzieś, zastąpiona przez szare, poszarpane ponczo. Fragment niedbale zawiązanego turban tej samej barwy, skrywał twarz młodzieńca, nadając mu wygląd pospolitego zakapiora, których tylu spotkać było można w biedniejszych dzielnicach Calli. Alchemik jednak nie zwrócił na to większej uwagi, kontent, iż oto znalazł się ktoś, kto wybawi go z kłopotliwej sytuacji.

Ah-saa-brax zesztywniał na chwilę, gdy Khem złapał go za ramię. Z uwagi na swoją profesję i sekret wężowej krwi, unikał sytuacji, które wiązały się z bliskim, fizycznym kontaktem z poganami. Rozluźnił się jednak po chwili, nie chcąc by jego napięcie zaalarmowało Sophię, dając jej sygnał do ataku. Nieco zaskoczony wylewnością AjArdczyka, bez oporu pozwolił się wprowadzić do izby.

- Oczywiście, kadi. Jeśli to wam nie przeszkadza... - wyjąkał, nieco zmieszany, w odpowiedzi na jego propozycję.

Nie był przyzwyczajony do takich oznak gościnności. Skłonił się lekko hieroduli i usiadł na wskazanym miejscu, by nie urazić gospodarza. Rozejrzał się szybko po zgromadzonych, starając się ocenić sytuację. Przez chwilę w powietrzu wisiała dziwna cisza i Sa zaczął zastanawiać się, czy w czymś nie przeszkodził.

- Jeśli przyszedłem nie w porę... - zaczął.

- Nie, nie - odparł szybko alchemik. - Wszystko w porządku. Jesteś o znakomitej porze.

Złodziej skinął głową z odrobiną ulgi.

- Mam kilka rzeczy do przekazania, ale wolę je poruszyć, kiedy zjawi się reszta. Nie ma sensu, bym się powtarzał - powiedział.
Czekamy, czekamy...

: 09 kwietnia 2016, 17:01
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Stratis usiadł na ławie obok wciąż ukrytej pod płaszczem Ixaru, zajmując wcześniejsze miejsce Khema - ku jego starannie skrywanej uldze. Atmosfera w domostwie wciąż pozostawała napięta, ale AjArdczyk z miejsca poczuł się lepiej dzięki towarzystwu młodego złodzieja. Ustawiając na blacie stołu malowane gliniane kubki, alchemik przyjrzał się raz jeszcze drugiego z gości, szacując go w myślach i skrupulatnie oceniając.

Khem Lafeef Mibampes lubił się postrzegać za człowieka spostrzegawczego i biegłego w odczytywaniu intencji bliźnich. Krótka chwila poświęcona dyskretnym oględzinom muzyka utrwaliła alchemika we wcześniejszym przeświadczeniu: po raz kolejny talent go nie zawiódł, pozwalając przejrzeć na wylot młodego człowieka. Skromny, wyciszony, pełen szacunku dla lepszych od siebie - Stratis dawał się czytać niczym otwarta księga, nie skrywając przed Khemem żadnych tajemnic. Z natury najpewniej był nieśmiały, świadczyło o tym jego głęboce spolegliwe zachowanie w stosunku do czcigodnego An'harata. Zresztą upodobanie do muzyki świadczyło dobitnie o łagodnym usposobieniu i wrażliwej duszy, jakże pokrewnej i miłej alchemikowi.

Zawiązana przez królewskiego doradcę drużyna stanowiła zbieraninę skrajnie odmiennych osobowości i kultur, toteż AjArdczyk poczuł się znacznie lepiej mając obok siebie łagodnego i okazującego lepszym od siebie szacunek Stratisa. Da Mnumbi, może znajomość ta miała się z czasem przerodzić w głębszą przyjaźń, wówczas bowiem Khem zyskałby sposobność, by wrażliwego artystę nieco przygotować na konfrontację z brutalnym światem, którego niebezpieczeństw tamten najpewniej wcale nie był świadomy.
Myślę, że Khem przygarnie pod swe skrzydła tego młodego, potrzebującego wsparcia człowieka!

: 09 kwietnia 2016, 18:17
autor: zmarly
[center]Calli, Pałac Aru Ari, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Ehecatlem po wykonaniu codziennej praktyki składającej się z z treningu fizycznego, medytacji oraz modlitw przygotował płócienny worek z rzeczami, które uznał za potrzebne i położył się spać na swym posłaniu w koszarach. Trudno mu było jednak zasnąć ze stresu, część czasu przeznaczonego na sen po prostu wiercił się na łóżku.

Późnym popołudniem poczuł na ramieniu czyjąś dłoń i usłyszał szept:

- Już czas, bracie.

Przez kilka sekund zdawał sie być nieprzytomny, po chwili jednak przypomniał sobie, że prosił Mahaneta, 1 z Synów Słońca, który akurat pełnił służbę w koszarach o obudzenie go późnym popołudniem.
Wzdychając tęskno za swym jedynym miejscem wypoczynku wstał, ubrał na siebie jedynie proste, przewiewne szaty, które na co dzień noszą Siwja, umocował swą obuchową broń u pasa, założył na to wszystko spłowiały od słońca, lekko postrzępiony płaszcz z kapturem i przerzucił przez ramię worek z ekwipunkiem. W międzyczasie opłukał jeszcze twarz i dłonie oraz zabrał z kuchni trochę owoców, które zaczął przekąszać w drodze w ramach spóźnionego śniadania.

[center]***[/center]

[center]Calli, Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Droga przebiegła bez zbędnych problemów - w końcu opuścił pałac bocznym wyjściem, o którym wiedzieli tylko jego mieszkańcy, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.

Aruan nie zwrócił zbytniej uwagi na wygląd domodstwa Alchemika - wszystkie te budowle są do siebie tak strasznie podobne...
Słabnące, popołudniowe słońce całowało plecy paladyna swymi promieniami po plecach i karku, gdy ten podszedł do drzwi i kilkukrotnie w nie zapukał, czekając na reakcję ze środka.

: 11 kwietnia 2016, 10:16
autor: Mystic
[center]Calli, popołudnie, 14 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ukończywszy sprawunki i przygotowania do wyprawy, młody mag skierował swe kroki do dzielnicy, w której mieściło się domostwo alchemika. Słońce już jakiś czas temu schowało się za widnokręgiem i miasto powoli zatapiało się w szarówce. Już czas, najwyższy czas. Gwar miasta przycichał, zaś na ulicach można było spotkać coraz mniej przechodniów. Calli powoli szykowało się nocy, tym razem w pełni przespanej. Młodzieniec przez chwilę błądził po wykutych w skale, zakurzonych zaułkach nim udało mu się trafić pod wskazany adres.

Obejście nie wyróżniało się niczym szczególnym, choć widać że gospodarz starał się tchnąć w nie nieco polotu ustawiając przy wejściu donice z kwiatami. Zbliżając się do mieszkania, Mezxtliego dobiegło donośnie ryczenie - to juczne zwierzę alchemika musiało go zwietrzyć. Zaciekawiony zmienił kierunek i podszedł do małej stajenki w której trzymany był zwierzak. Gdy stanął przed boksem, ryczenie tylko przybrało na sile, a sam zwierzak nie pozwalał się dotknąć kłapiąc zębami. Ahaha, takiś bratku - pomyślał z wesołością mag - chyba nie przepadasz za ludźmi. Ryczyosioł zdecydowanie nie podzielał entuzjazmu bohatera, toteż ten ostatni odwrócił się i podszedł do drzwi domu.

[center]* stuk puk, stuk puk *[/center]
W oczekiwaniu na pana domu, Lenja'kare przyjrzał się kwiatom rosnącym na ganku. Wśród nich rozpoznał aloes oraz suszone orchidee. Hm, w naszym kraju hodujemy żywe kwiaty, ale widać w Ajard mają swe dziwne zwyczaje - zadumał się. Po chwili w drzwiach stanął gospodarz, który usłyszał:

- Witaj Khem Lateef Mibampesie - rzekł Mezxtli kłaniając się delikatnie - przybyłem na umówione spotkanie.

: 11 kwietnia 2016, 12:37
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=sHGUx060Re0[/center]

Z pobliskich, gęstych od rozkwitłych roślin ogrodów ozwały się przedziwne pieśni nocnych cykad. Ostatnie promienie słońca skryły się za szczytami gór Xiquti pogrążając gościnne pomieszczenie Khema w mroku. Naraz jednak rozbłysnęły magiczne kryształy przylegające do ciemnego lica ścian. Otoczenie rozświetliło się ciepłym światłem bijącym z serc pomarańczowawych minerałów. Pukania rozlegały się co pewien czas, a kolejni członkowie biorący udział w misji odzyskania utraconej szkatuły i cennych zapisków, witani przez alchemika, wprowadzani byli do całkiem przestronnego pomieszczenia. Niebawem pojawili się już wszyscy - łącznie z dostojnym Synem Słońca - teraz prezentującym się niczym skromny siwja codziennie pracujący wytrwale w polu czekając aż rośliny zakiełkują i wzrosną, zapewniając jego licznej rodzinie pożywienie. Na niskim stoliku rozstawiony był gliniany, malowany w czarne ornamenty kwiatowe talerz a na nim pachnące rozgrzanym syropem różanym i cynamonem, przepyszne słodkości kayu manis. Jako, że nie wypadało częstować gości czymkolwiek, co mogłoby zmącić zmysły lub nadmiernie pobudzić, gliniane czarki napełniły się wodą. Każdy z zebranych usiadł wygodnie na wskazanym mu miejscu. Teraz nadszedł czas istotnej rozmowy, przemyśleń i ustaleń w naglącej wszystkich sprawie.
Teraz jest czas na to abyście sobie porozmawiali w sprawie czekającego was zadania i ustalili jakiś plan działania.

: 11 kwietnia 2016, 18:23
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Rozsadziwszy gości wokół kuchennego stołu alchemik nakreślił kredą na zewnętrznej stronie drzwi znak ostrzegający przed dychawicą, chorobą na szczęście nie śmiertelną, ale skutecznie zniechęcającą do kontaktów z chorymi. Potem domknął uważnie wszystkie okiennice i dopiero wówczas powrócił do reszty zebranych nalewając im do glinianych kubków świeżej wody.

Miał co prawda w zapasach kilka mocniejszych trunków, ale charakter sekretnego spotkania skutecznie odstręczał od ich degustacji. Wszyscy musieli tego wieczoru zachować trzeźwość myśli.

- Czy sądzicie, że Bentaresh Ammenofre spodziewa się odwetu Najjaśniejszego? - spytał wodząc wzrokiem po obliczach towarzyszy - I czy któreś z was wie coś więcej o Xitaa Fialt'u?
Pierwsze ruchy będą bardzo trudne, nie widzę jakiegoś oczywistego punktu zaczepienia...

: 11 kwietnia 2016, 22:44
autor: zmarly
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

- Oczywiście, że tak. Dlatego moim zdaniem skradzione rzeczy wywiezie poza miasto lub dobrze ukryje i spróbuje przeczekać zamieszanie - odpowiedział na pytanie Alchemika. - Jestem w stanie gruntownie wraz ze swymi braćmi przeszukać wybrane miejsca w mieście, niemniej nie będzie to zbyt dyskretne. Chociaż nie wątpię w lojalność żadnego z Synów Słońca, to pozostali nie muszą być po naszej stronie.

Ehecatlem rozejrzał się po twarzach zebranych w izbie szukając jakichkolwiek oznak ich reakcji. Wiedział bowiem, że należało działać szybko, jeśli mieli mieć jakąkolwiek szansę na odzyskanie bezcennych przedmiotów.

- Być może ktoś z was ma lepsze kontakty wśród przeciętnych mieszkańców Calli?

: 12 kwietnia 2016, 09:23
autor: Sigil
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax od dłuższego czasu lustrował obecnych uważnym spojrzeniem, kryjącym się za fasadą uprzejmego i nieco nieśmiałego uśmiechu. Nie był przyzwyczajony do pracy w zespole. A już na pewno nie z poganami, których działania i reakcje wydawały się czasami zupełnie szalone. Jednak zaliczka, którą otrzymał od An'harata przekonałaby go nawet do pracy ze stadem szablarów. Nie narzekał więc. Inteligencja nakazywała dostosować się do sytuacji. Poza tym zawsze mogło być gorzej....

Alchemik zdawał się człowiekiem spokojnym i uczciwym, który przez większość swego żywota mieszał coś w fiolkach i zapewne rzadko miał kontakt z rzeczywistością. Z jakiś względów czarodziej czynił podobne wrażenie i Ah-saa-brax mógłby się założyć o własne kły, że nie jest on jednym z budzących szacunek na polu bitwy magów bojowych. Może to i lepiej - pomyślał. Kiepsko byłoby z dyskrecją, gdyby facet co rusz ciskał błyskawicami... Spojrzenie Alinur przypominało mu nieco wejrzenie śniętych sumów rzecznych, leżących na ladzie u Eubula. Było w nim mniej więcej tyle samo przytomności i skupienia. Ciekawe, w czym on się specjalizuje? - dywagował dalej. Oby tylko nie był cholernym Tkaczem, oni zawsze za dużo wiedzą. Wygląda jakby ostro przyćpał, może siedzi w Astralu? Niemniej muszę uważać, nie zwracać za wiele uwagi...

Kobieta... Cóż, nie był w stanie zbyt wiele o niej powiedzieć. Stanowiła zagadkę. Służki pogańskich bogiń rzadko kiedy opuszczały świątynie i złodziej zastanawiał się, jak sobie poradzi? Na Wielkiego Węża, trafiła mi się kompania, niech to szlag... Wszyscy lepiej urodzeni i żyjący we własnym świecie... Może być ciężko...

Był jeszcze oczywiście Syn Słońca, którego obecność cieszyła Sa równie mocno jak nagły ból zęba. Zdecydowanie wolałby na jego miejscu widzieć jakiegoś Tiba - skromnego, skupionego na zadaniu fachowca i realistę - miast tego gościa, który nadal, pomimo szarego okrycia, zdawał się ociekać wprost znakomitością. A do tego był bratem Patrona. Choć sądząc po zachowaniu oroni raczej dużo młodszym i mniej popularnym bratem. Mimo wszystko jednak bratem cholera... I niestety jedynym wojownikiem tym nazbyt zacnym towarzystwie... Miał nadzieję, że przynajmniej potrafi naprawdę nieźle posługiwać się bronią, gdyby coś poszło nie tak.

- Z tego co zrozumiałem z informacji udzielonych nam przez szlachetnego oroni - odezwał się cicho, włączając się do rozmowy. - Sprawa jest dyskretna a oskarżenia opierają się jedynie na zeznaniach kultysty Ciemności. Nie sądzę więc by z takiego powodu dostojny An'harat chciał ryzykować oficjalne przeszukanie, co mogłoby źle odbić się na jego relacjach z zamieszkującymi miasto AjArdczykami...Tak więc interwencja Synów Słońca nie wchodzi w grę i musimy działać sami.

Ukrył uśmiech sięgając po czarkę z wodą i wypijając kilka łyków.

- Jeśli chodzi o Bentaresh Ammenofre, to nie umiem nic powiedzieć. Nie znam jej wpływów w sferze cienia - uśmiechnął się lekko. - Więc albo jest ich pozbawiona, albo potrafi działać w ukryciu. Stawiam na to drugie. Nazwa Xitaa Fialt'u także nic mi nie mówi. Mogę jednak jeszcze popytać wśród pcheł... Choć pewnie będzie to ryzykowne. I kosztowne, jeśli chcecie by nikt się o tym nie dowiedział... Ostatni gość, który miał pecha i coś im sprzedał, umarł wkrótce potem. Na jakąś nieznaną chorobę. Interesujący zbieg okoliczności, prawda?

Zawiesił na moment głos pozwalając, by dotarła do nich waga tej informacji.

- Szkatułka, którą mamy odzyskać - kontynuował po chwili. - Jest niewielka, płaska i okrągła. Uczyniona z zielonego metalu, który jak mi powiedziano nie przypomina żadnego znanego stopu. Jest nieco szersza niż dwie dłonie i pokryta glifami ochronnymi. Myślę, że to dość dokładny opis. Nie mam jednak pojęcia jakich zwojów szukamy, ile ich jest i jak wyglądają? - zwrócił się do maga i siedzącej w milczeniu Ixari - Zgaduję, że znacie odpowiedzi na te pytania. Nie chciałbym wynosić całej biblioteki Bentaresh.

- A skoro już przy tym jesteśmy... - uśmiechnął się ponownie, sięgając ku talerzowi z poczęstunkiem. - Moje kompetencje pozwolą mi się dostać do jej domostwa i przeszukać je. Jestem dość dobry w swoim fachu.

Mówiąc to podniósł lewą rękę i rozprostował dłoń, ukazując niewielką jadeitową figurkę Mnumbi. Przez chwilę obracał ją w palcach po czym położył przed zaskoczonym Khemem, który właśnie począł gorączkowo sprawdzać kieszenie.

- Nie szukajcie, czego nie zgubiliście - roześmiał się i puścił oko do Alchemika.- Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, kadi. Taki mały pokaz umiejętności. Nic osobistego.

Ugryzł trzymane w drugiej ręce ciastko i kontynuował:

- Jeśli wiem, co mam ukraść i gdzie się to znajduje, wydostanie tego nie będzie problemem. Kłopot mogą sprawić jedynie skomplikowane magiczne zabezpieczenia, z prostymi sobie radzę... No i ustalenie lokalizacji. Osobiście przyjrzałbym się domostwu Bentaresh... Ewentualnie innym budynkom w jej posiadaniu... Pod Calli ciągną się nieskończone labirynty podziemi, niektóre sięgają głębiej, niż sądzicie... Jeśli ktoś chce coś ukryć, nie musi wcale wywozić tego z miasta. Wystarczy, że zna kilka sekretnych przejść... Nie mamy jednak na razie innego punktu zaczepienia niż ta niewiasta. Sugeruję więc odwiedzić jej dom, jeszcze dziś w nocy... Choć nie wiem, na ile jesteście biegli w takich wycieczkach...?

Dokończył jeść i oblizał palce czekając, na odpowiedź pozostałych.

: 12 kwietnia 2016, 23:03
autor: zmarly
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

- Na mnie możesz liczyć. Może nie jestem akrobatą ani skrytobójcą, ale jeśli trzeba, potrafię się przynajmniej nie rzucać w oczy - odpowiedział Ehecatlem na pytanie Sa. Wciąż nie mógł wyjść z szoku, że Ahnarat obraca się w coraz ciekawszym towarzystwie. Jego stwierdzenie o finansowej stronie jego usług Syn Słońca potraktował mocno nie na miejscu:

- Poza tym jeśli pracujesz dla mojego brata, to z pewnością źle finansowo na tym nie wychodzisz, prawda? - Paladyn przyglądał się przez chwilę uważnie muzykowi badając jego reakcję, po czym zapytał:

- Czy ktoś ma jeszcze jakieś propozycje? - zawisło w powietrzu wśród zebranych.
Edytowany przez sklerozę :D

: 13 kwietnia 2016, 09:49
autor: Sigil
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Hojność czcigodnego An'harata jest wielka i istotnie, nie mogę narzekać - odparł natychmiast Sa. - Wszakże nie zrozumcie mnie źle, szlachetny Aru, lecz nie będę dokładał do interesu. Zdecydowanie nie stać mnie na to. W tym wypadku więc zapewniam jedynie możliwości, które staną się realne, jeśli wy jesteście w stanie zapewnić dźwięczącą monetę... Oczywiście jakieś fundusze też byłbym w stanie załatwić... W rozsądnych granicach... Ale nie wiem, czy spodobałoby się wam ich źródło. - dodał już ciszej, wbijając wzrok w powierzchnię stołu.

Odczekał strategiczną chwilę, spodziewając się wybuchu świętego gniewu paladyna. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło i Syn Słońca nie eksplodował. Złodziej pozwolił więc sobie kontynuować.

- Poza tym wybaczcie, o nieustraszony Aru, lecz śmiem poddać w wątpliwość wasze twierdzenie na temat nie rzucania się w oczy. Przebranie wasze bowiem nie jest w stanie ukryć pochodzenia... Poruszacie się i chodzicie jak wojownik... Trzymacie głowę zbyt wysoko i w każdym waszym geście widać szlachetne wychowanie... Być może więc ubiór jest w stanie skryć tatuaże, czy zmylić prostych ludzi. Ale każdy kto ma oczy na miejscu natychmiast rozpozna, że jesteście Aruan w przebraniu Siwja... A to zwraca uwagę... Ja sam byłem śledzony wczoraj, po wyjściu z pałacu oroni. Zgaduję, że wy byliście również i że dom kadi Khema, jest już obserwowany... Czy ktokolwiek z obecnych tu wziął to pod uwagę? Bądź zauważył kogoś podejrzanego? Zanim wyruszymy musimy coś zrobić w tej sprawie, trudno bowiem byśmy poruszali się po mieście mając ogon dłuższy niż Wa'anag rzeczny...

: 14 kwietnia 2016, 17:38
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Siedzący u szczytu tołu Khem poczuł jak w jednej chwili oblewa go zimny pot. Stratis miał niewątpliwie słuszność sugerując, że uczestnicy tajemnej schadzki byli śledzeni, a to niosło ze sobą poważne niebezpieczeństwo, na dodatek nie tylko dla samego alchemika, ale i Smolucha. Na kamienne ulice miasta wypełzł powoli półmrok zmierzchu. Nasłani przez niecne bractwo skrytobójcy mogli się już kryć w pobliżu, gotowi podłożyć ogień pod drewnianą część domostwa albo zadźgać nieszczęsnego gospodarza we śnie obsydianowymi sztyletami.

Zdesperowane spojrzenie AjArdczyka pobiegło ku zawieszonemu na ścianie jadalni kopeshowi, co prawda nadal ostremu, ale przyozdobionemu kilkoma srebrzystymi nitkami pajęczyny. Broń pełniła w domostwie rolę dekoracyjną i raczej nie odstraszyłaby zdecydowanego na wszystko mordercy.

W głowie Khema kłębiły się puste myśli, z których za nic w świecie nie chciały się ułożyć fundamenty jakiegoś planu. Lecz w obecności tak znaczących gości, zwłaszcza brata szlachetnego oroniego, nie wypadało się otwarcie przyznawać do braku błyskotliwych pomysłów - to byłby przejaw kolejnej słabości, a ujawniona nieopacznie słabość w ciemnym świecie szpiegów i skrytobójców przynosiła niechybną zgubę.

Ściskając w dłoni odzyskaną od Stratisa figurkę Mnumbi alchemik zastukał jej podstawą w blat stołu i skupił na sobie spojrzenia wszystkich gości.

- Pragnę pochwalić mądrość niesioną waszymi słowami - oznajmił skłaniając głowę - Najjaśniejszy kierował się niezwykłą roztropnością dobierając nas do swej służby. Każdy z nas winien wykazać się jak najlepiej w uprawianej przez siebie dziedzinie, aby suma naszych wysiłków złożyła się na wielki sukces. Kiedy zatem wyruszycie w miasto szukać śladów tych przebrzydłych zbrodniarzy, ja będę pilnie strzegł naszej wspólnej kryjówki. Nikogo tu nie wpuszczę i zadbam o to, byście mieli w Calli bezpieczne miejsce. Co więcej, nie zmrużę nawet na chwilę oka, warząc lecznicze eliksiry i nawet ugotuję wam strawę, byście się mogli w międzyczasie pokrzepić na ciele.

Khem zawiesił na chwilę głos pozwalając słuchaczom rozważyć w myślach jego logiczną i ze wszech stron uzasadnioną propozycję.

- Co się zaś tyczy funduszy, pewien jestem, iż czcigodny oroni nie poskąpi nam takiej gotówki, jaka tylko będzie niezbędna dla powodzenia zleconej nam misji - alchemik spojrzał swymi pełnymi niezbitego przekonania oczami na siedzącego w milczeniu Syna Słońca - Wszak bogactwo twego brata, szlachetny herosie Calli, jest niepomierzalne. Czym jest dla niego tysiąc nakf, jeśli tylko przysłużą się one odzyskaniu bezcennych skarbów? Człek tak hojnie obdarzany łaskami bogów nawet nie zauważy takiego ubytku w swym godnym nabożnego pdoziwu skarbcu! Rzeknijcie proszę sami, czy nie mam racji!
Na początku skupiam się na przejęciu strategicznej roli w strukturach drużyny, potem sięgnę po koronę przywództwa!