Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem Długiej Nocy
Czas płynął dziesięć razy wolniej a rozmowa z koterią rwała się jak stary całun na polach krematoryjnych w Varanasi. To był koniec planowania. Uwaga wampirów na zachodzie zmieniała się jak wzory w kalejdoskopie. Pojawienie się Assamity było lekkim wstrząsem ustawiającym ich chaotyczne myśli w nowym stochastycznym "prawie porządku".
"Światło tworzy te koszmary i dzięki niemu wierzysz, że istnieje cokolwiek. Zresztą, zapytaj jego... - uśmiechnął się lekko, samymi wargami, wskazując głową Darshana. - powinien wiedzieć, że świat jest iluzją..."
Owszem, świat jest iluzją, korytarzem luster, kołyszących się bezmyślnie jak - ujął to Łowca. Lustra naturalnie kłamią, zakrywają prawdę o rzeczywistości. Percepcja popełniała wiele błędów. Jednym z nich jest czas, innym poczucie realności świata zewnętrznego. Assamita miał rację, jednak wnioski jakie z tego wyciągał były objawem szaleństwa. Tak się działo kiedy umysł przejrzał iluzję, a adept nie posiadał w pełni rozwiniętych zmysłów duchowych pozwalających mu pojąć prawdę, którą skrywała. Pozostawało pęknięte lustro. Obłęd. Świadomość szukała wyjścia z tej sytuacji, labiryntu pękniętych teraz luster. Była bliżej prawdy niż wcześniej, przebudzały się dzięki temu moce duchowe takie jak intuicja Malkavian, a poczucie tej bliskości dawało natchnienie. To doświadczenie często dawało poczucie racji, oczywistej prawdy objawionej i niestety mocno zamykało umysł na wszystko, co podważało wnioski płynące z tego pierwszego przebłysku. Assamita zdradzał właśnie symptomy takiego stanu.
Darshan ocknął się z zamyślenia i spojrzał ponownie, trzeźwiejszym wzrokiem na scenę odbywającą się przed nim. Dwóch szaleńców dyskutowało realność słońca, światła i ciemności. Mieli ze sobą więcej wspólnego niż inni z koterii, nic dziwnego, że znaleźli nić porozumienia, tak jak mówiła Victoria - to była więź krwi. Tymczasem Horacy zgarbiony nad workiem przyniesionym przez Assamitę wpatrywał się z przerażającą fascynacją w coś brudnego i najwyraźniej toczył sam ze sobą jakąś wewnętrzną rozmowę a błysk w jego oku zmieniał się jak uwaga koterii. Idąc za przykładem Lidera Darshan postanowił także zrobić coś pożytecznego.
Pulhu-Imel, strażniku sanktuarium, proszę cię abyś przeniósł mnie do świata realnego, chcę zrobić to co obiecałem zebranym tutaj. - Powiedział bezpośrednio do ducha Ravnos.
Nie tracąc czasu sięgnął po telefon Sergia i wybrał numer Tabaha. W słuchawce usłyszał jedynie trzaski i piski. Spróbował ponownie, lecz efekt był ten sam. Numery innych przedstawicieli Wuzho, również nie przyniosły sukcesów. Nie oczekując lepszego rezultatu wybrał numer Lucjusza i tym razem usłyszał trzy sygnały a potem głos młodszego Ravnosa
- Słucham?
- Mówi Darshan Vimal, może o mnie słyszałeś, pracuję dla Wuzho a konkretnie dla Tabaha Mufazala, przyjechałem zastąpić Sergia.
- Darshan? To jakieś kadzidło? Eee... nieważne. Jest tam gdzieś moja kochana Victoria? Może to Prezencja, a może to coś więcej... Ona na pewno mnie kocha, a jak dam jej bębenek to nie będzie mogła mi odmówić. Pomożesz nie? Fajna z niej laseczka z tymi wielkimi... Oczami. - Właściciel głosu przestał się starać.
- Czy dobrze rozumiem, że znalazłeś bęben?
- Taaa, mam go. Mokry jest jak cholera, bo w rzece pływał. Wiesz ile zwierząt musiałem przepytać? Bobry są ohydne stary. Nie chcesz wiedzieć... No, ale samolot spadł prosto do rzeki. Było tam więcej różnych świecidełek, ale straż leśna przejęła fanty. Bęben jednak popłynął dalej na północ. Nie znalazłem pilota, ale wygląda na to że wszystko co miał w samolocie spłynęło z nurtem. A może skurwiel wpadł w letarg i też gdzieś leży w wodzie? Jestem teraz w Louisa i miałem iść spać, a tu kurwa świt wpierdoliło. Co jest?
- Nic czym powinieneś się w obecnej chwili przejmować. Victoria bardzo zależało na powodzeniu twojej misji, na pewno ucieszy się kiedy powrócisz bezpiecznie. Wiedz jednak, że może nie być to proste, dlatego zapewnimy ci eskortę. Victoria nie zniosła by, gdyby coś ci się stało, zwłaszcza teraz, kiedy jesteś już tak blisko powrotu z bębnem.
- Ok. Będę czekał w Giovanni's Pizza na 403 N Lock Ave.
- Bądź tam za godzinę i 15 minut, nie wcześniej.
Zakończywszy rozmowę, Darshan z pomocą ducha zjawił się ponownie w sanktuarium. Bez zwłoki zwrócił się w stronę Terrego, mówiąc jednak tak aby wszyscy go usłyszeli. - Lucjusz ma się dobrze i udało mu się odnaleźć bęben. Za godzinę i 15 minut będzie w Giovanni's Pizza na 403 N Lock Ave na eskortę. Terry, czy pojedziesz po niego w towarzystwie Łowcy aby zapewnić jego bezpieczny powrót? Do waszego powrotu sprawdzimy dysk Otta, ja przedstawię się Księciu i w ten sposób zdobędziemy kilka informacji, które pomogą nam zaplanować dalsze działania. Nie udało mi się wykonać połączenia do nikogo z klanu, kto byłby poza stanem zachodnia Virginia, więc będziemy musieli ugości Gavina jeszcze kilka nocy.
Do Lucjusz mówię w "tajnym języku Ravnosów", żeby wiedział że gada ze swoim. Kiedy wróci Victoria, zabieram się do sprawdzania dysku najpierw powierzchownie a potem coraz dokładniej aż znajdę informacje, które mogą nam być potrzebne w jego lokalizacji czyli też ostatniej aktywności. Jeżeli nie będzie potrzeby nie chcę za bardzo pchać się w jego osobiste pliki, chyba że przelotnie, żeby się zorientować czy to może mieć jakiś związek z tym co robimy. Chcę też wykonać w dogodnej chwili rytuał zestrojenia z duchem. Jak eskorta pojedzie, zapieprzam do Księcia się grzecznie przedstawić. Do woreczka sięgnę pewnie dopiero po tej rozmowie, dlatego jeszcze nic nie piszę o przedmiocie.