PBF - Charleston by Night

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 31 sierpnia 2015, 11:12

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Z pozycji kwiatu lotosu, Darshan przyglądał się i przysłuchiwał elementowi chaosu, który niczym wiatr wtargnął do sanktuarium. Postanowił nie analizować na razie tego zjawiska. Zwłaszcza, że wypowiedzi i gesty Nosferatu świadczyły o tym, że jego percepcja próbuje śledzić kilka wątków jednocześnie i znajduje się w stanie pomieszania. Ravnos pozostał więc odprężony i czekał na rozwój wydarzeń.

"Przejście" do sanktuarium było zaskakujące ze względu na swą płynność i sposób w jaki zostało zainicjowane, ale nie zupełnie niezrozumiałe dla mistyka. Jego wiedza o kosmologii wystarczyła by orientować się co się właściwie działo. Był ciekaw szczegółów układu między Horacym a Duchem rezydującym w sanktuarium. Ze względu na swoje "zawodowe" zainteresowanie zaczął kontemplować doświadczenie tej rzeczywistości i dopiero po chwili zorientował się, że zadano mu pytanie.

- Jestem mistykiem, ale nie jestem jeszcze gotów nauczać - kiedy usłyszał swój głos, zrozumiał, że nie w takim kontekście Horacy użył słowa Mistrzu. Skupił więc swój wzrok na rozmówcy a umysł na słowach aby przywrócić sobie kompatybilność komunikacyjną. Trwało to kolejną krótką pauzę, gdyż teraz dopiero zaczął naprawdę analizować usłyszane słowa. - Czy naprawdę chcesz usłyszeć odpowiedź teraz, wolałbym poczekać aż pojawi się reszta koterii? Wierzę, że oni także będą chcieli znać odpowiedź na to pytanie... - i w tym momencie Darshan się zawahał. Przypominając sobie swoje kontakty z kulturą zachodu. Może pozostali nie byli zainteresowani jego osobą? Może traktowali ją jak konieczność ze względu na testament mędrca? Jego klan nie cieszył się popularnością wśród innych. Może ostracyzm był główną przyczyną problemów Sergia? Postanowił nie kontynuować ani swoich rozważań ani wypowiedzi...
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 18:42 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 31 sierpnia 2015, 15:34

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Podczas krótkiej chwili jego nieobecności wybrańcy Atra-hasisa zdążyli już opuścić bibliotekę. Łowca udał się więc za nimi. Wbiegając po schodach, przeskakiwał co dwa stopnie, pamiętając, że czas w Sanktuarium posiada swą własną, dodatkową głębię - niczym tajemna rzeka, pełna ukrytych meandrów i zagadkowych wirów - które nie zawsze pojawiają się na powierzchni. Nie chciał przecież, aby Niewierni zbyt wynudzili się bez niego i eksperymentowali z przesłuchaniami na własną rękę. Nie wtedy, gdy w okolicy leżały dwa ciała z kołkami w piersiach. Wątpił co prawda w to, by Gavin miał stanowić jakieś zagrożenie - jednak wciąż miał słabą nadzieję na odrobinę krwi. Lub chociażby możliwość zadania Oszustowi bólu, co znacznie poprawiłoby nastrój Mordercy tej nocy. Cóż, nadzieja zawsze umiera ostatnia- pomyślał kwaśno, przekraczając magiczne linie wyryte w marmurze posadzki. Wpadł do Sanktuarium praktycznie chwilę po Terrym. Przebiegł spojrzeniem po zebranych, którzy w większości stali nieruchomo, wpatrując się z pewnym zaskoczeniem w nowego Ravnosa. Nowy Ravnos - pomyślał. To dobra ksywa. Na razie nie ma sensu nazywać go inaczej. Zmieniają się szybciej niż wydmy na pustyni.

- Gavin jednak mówił prawdę. To jest jego zmiennik, przysłany przez Wędrowny Klan. Ma go zastąpić - poinformował skrótowo tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzieli.

Podszedł do Darshana i otaksował go wzrokiem, przekrzywiając lekko głowę - trochę tak, jak murena patrzy na rybę, zanim ją połknie. Nie było to jednak zamierzone - właściwie miał to we krwi. Korzystał po prostu z okazji, by przyjrzeć się Oszustowi uważniej. I musiał przyznać, że Nowy Ravnos wydawał się budzić zaufanie. Tak jakby wiedział, czym jest honor... Fashkh* sztuczka! - pomyślał. Każdy z tych zakłamanych kundli jest taki sam. Haraamiyya** chowający się za iluzjami. Axra min kida mafii?***Zachował jednak spokój, nie pozwalając, by ta myśl wywołała w nim gniew. Głupotą byłoby zresztą spodziewać się czegoś innego po tym kaddaab.**** Taka była przeklęta natura jego domu i krwi. Poza tym, był pewien, że nim nastanie świt uda mu się przejrzeć także i tą zasłonę. Łgarstwa Kuffrów nie miały bowiem władzy nad Synami Haqima, których serca były czyste i którzy kroczyli drogą Prawdy...

- Jestem Namtar Sharur, z Klanu Łowców - nie było to przedstawianie się, raczej przekazywanie informacji. Sterylne do bólu. - Jeśli ten tutaj - wskazał głową Gavina. - potwierdzi twoją tożsamość, to na mocy Kontraktu zawartego z Artahasisem, z krwi Brujah, będę miał obowiązek ochraniać cię w czasie tej misji.

Darshan skinął głową patrząc na Mordercę ze spokojem. Zauważył lekkie napięcie mięśni w ciele Łowcy, które wskazywało na to, że Namtar nie uważa tej rozmowy za konwersację, lecz raczej za niezbyt przyjemną powinność, którą ma nadzieję zakończyć jak najszybciej.

- Możliwe, że taka ostrożność wydaje ci się zbędna - dodał po chwili Assamita, dowodząc posiadania szczątków jakiegoś społecznego instynktu. Choć chyba niewiele dałoby się uratować z tych ruin. - Jednak mamy tutaj bardzo skomplikowaną sytuację. Zamieszane są w nią osoby udające inne osoby. Co jest specjalnością twojego Klanu. - uśmiechnął się zimno, w ten charakterystyczny dla siebie sposób, którzy nie budził dreszczu jedynie w samobójcach, ślepcach i podobnych mu potworach. - Tak więc dobrze jest wiedzieć, z kim się rozmawia.

- Co do tego psa i kłamcy - w głosie Assamity dało się słyszeć z trudem maskowaną odrazę, gdy skierował swój wzrok należące na ziemi ciało Oszusta. - Zdążył mi już wyjaśnić, jak bardzo Twój Klan nie szanuje Prawdy. Muszę więc uprzedzić cię, że próby okłamania mnie, będą kosztowały cię kilka połamanych żeber. A jeśli dotyczyły będą spraw kluczowych dla naszej misji, mogą zakończyć się twoją śmiercią. Ufam, więc, że to rozważysz zanim zechcesz mnie oszukać, oszczędzając sobie niepotrzebnych cierpień - wyszczerzył zęby, dając tym samym dowód na to, iż tak naprawdę nie narzekałby, gdyby Nowy Ravnos jednak dał mu okazję do spełnienia tej obietnicy. - Hal tafham?*****



* arab. Pierdolona
** arab. Złodzieje
*** arab. Nie ma większego gówna.
**** arab. kłamcy
***** arab. Rozumiesz?
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 20:34 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 31 sierpnia 2015, 21:07

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem i powrotem Assamity, a także chwilę po.

Kiedy tylko wraz z Mroczną Panią znaleźli się w sanktuarium, spojrzenia Terry'ego padło na mężczyznę o śniadej karnacji, w długim i starym skórzanym płaszczu. I chociaż ten był osobą całkiem mu obcą, od pierwszej chwili poczuł wobec niego sympatię. Nie od razu zwrócił na to uwagę. Zdziwił się lekko widząc nową twarz, zatrzymał się więc by przyjrzeć się uważniej. Nowo przybyły, pomijając fakt, że nie powinien znajdować się w Sanktuarium, sprawiał wrażenie osoby godnej zaufania. Co trochę zdziwiło Malkaviana, nie miał bowiem w zwyczaju ufać osobom nowo poznanym. Ale też uzmysłowiło mu pewien fakt. Oto bowiem, wysłannik samego Pana stał przed nim, odwzajemniając badawcze spojrzenie. Wysłannik Pana, jak on. Umiał rozpoznać ten błysk w oku, zdążyło się mu już spotkać osoby które go posiadają. No i widział się w lustrze.

Wiedział jednak, co cechuje istoty o tej dziwnej aurze. Były przepełnione światłem Pana. Ponad przeciętnie. To trochę jak patrzenie na negatyw Darth'a Namtara.

Postanowił przywitać się i przestawić. Tylko ręka jakoś postanowiła nie współpracować z nim w tej chwili. Stał więc bez ruchu i słowa, wpatrując się w nowe Objawienie. I stałby tak jeszcze długo, gdyby nie przybycie Łowcy, który bez grama emocji wyjaśnił kim jest przybysz. Wygłosił przy tym swoją zwyczajową zastraszo-gadkę, której raczej nikt nie chciał przerywać. Zakończył ją jednym z tych swoich pytań, które według Terry'ego były sprytną pułapką. No bo jak odpowiedzieć na pytanie którego się nie rozumie. Całe szczęście, on zdążył już poznać magiczną odpowiedź. Kulu Tamam. Słowa, które uspokajają Mrocznego Jedi. Chciał nawet podpowiedzieć je nowemu Ravnosowi, nie był jednak pewien, czy nie naruszy jakiegoś świętego prawa czy kontraktu, postanowił więc zaczekać, aż ten sam wybrnie z sytuacji.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 21:19 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 31 sierpnia 2015, 22:01

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem
Jesteście wszyscy w Sanktuarium. Pozostało wam bardzo dużo czasu na rozmowy i ewentualne inne działania w obrębie sfery z zwolnionym przepływem czasu.

Jako MG uznaję, że jeśli taka będzie wola gracza/graczy wystarczy napisać: streszczam z szczegółami przebieg śledztwa etc. Przyjmę wtedy, że Darshan będzie miał wiedzę z całej przygody. Nie ma sensu pisać wszystkiego, bo tego będzie za dużo.

Dla Darshana: Zobaczysz, że są tutaj trumny z symbolami klanów. Jest tu także znak klanu Ravnos, a przy nim stoją flakony z krwią. W zapasach masz 15 PK.
Ostatnio zmieniony 31 sierpnia 2015, 22:27 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37