Post
autor: koszal » 18 grudnia 2012, 20:42
Ehhh...
Vanko oprzytomniał nieco, 3 godziny walk, przelana krew i śmierć towarzyszy niestety przywróciły mu trzeźwość. Choć szczerze mówiąc wolałby, żeby było inaczej.
Słysząc słowa Tranicos, przewał mu gestem ręki, po czym harcząc z bólu rozpoczął.
Wina za niepowodzenia na mnie spoczywa Balthusie... co postanowisz- uczynisz, lecz rzec muszę słów kilka bo należne są one poległym.
Wiele lat temu podróżowałem niedaleko tych ziem, ciekawy swiata, młody bóg chętny podbić ały świat i jak król Conan dokonać wielu szlachetnych czynów, które opiewać będą wędrowni poeci. Podróżując wraz z przyjaciółmi pograniczem Zingary nadto zapuściłem się w leśne ostępy po północno zachodniej stronie tejże krainy. Tamże dopadli mnie piktowie, mordując moich przyjaciół w podróży a mnie samego biorąc w niewolę.
Nie wiem, jakie tam wtedy panowały układy, ale wówczas piktowie sprzedali mnie w zingarańską niewolę, lecz zanim do tego doszło doświadczyłem z ich rąk wiele męk i wtedy to w sercu moim zrodziłą się niepohamowana nienawiść do tego parszywego ludu, której nic już nie odmieni. Zbyt wiele lat ją żywiłem w sercu.[/]
- to mówiąc skierował wzrok na Tecumseha i sapiąc zaczął powoli odczepiać fragment lewego naramiennika.
Podczas naszego pierwszego starcia z piktami na owych ziemiach odniosłem rany, a opatrywał mnie wówczas Tranicos. Lojalny kompan dochował sekretu nie wyjawiając powodu udręki mego ducha..
.. oczom zebranych ukazało się odsłonięte lewe ramię, na którym widniało wypalone piętno niewolnika noszące zingarańskie symbole.
Wówczas, w latach niewoli duch mój legł, a jedyne co trzymało mnie przy życiu to chęć zemsty, lecz nawet gdy wreszcie odzyskałem wolność, zbyt lękałem się powrotu na piktyjskie ziemie. Zath jednak splótł swą nieskończoną sieć tak, by na powrót skierować mnie, bym stawił czoła swym demonom.
To dlatego za każdym razem, gdy napotykaliśmy piktów pierwszy rwałem się do walki. Chciałem ich usiec, nim oni usieką mnie.
Gniew wypełniał moje serce, a w żyłach płonął ogień, nie sposób bym rzekł Wam, co czułem gdy ta wszawa wiedźma raz za razem uchodziła z naszych rąk. To na niej swą nienawiść skupiłem i choć niezbyt podobało mi się owo zlecenie, które nagle zmieniło się w polityczne skrytobójstwo-
tu skierował palcem ku Tecumsehowi...
.. i nie zaprzeczaj przebiegły lisie, gdyż wspominałeś o marnych plonach i zaginionych myśliwych, tudzież zwiadach na wrogim terenie, a koniec końców nocą, jako zabójcy za Twoją akceptacją poszliśmy ubić kapłana ludu, który najwyraźniej jest solą w oku gubernatorowi-
Vanko opuścił głowę i patrząc w ziemię kontynuował:
i choć w głębi duszy czułem, że to zwykłe mordowanie, to w gniewie swym z nienawistną radością chciałem wykonać i to zadanie. Kiedy więc dotarliśmy do tej ponurej świątyni, a Ayodia znowu wydawała się nam wymykać, ziemia skwierczała od przeklętej aury postawiłem na szali życie takoż swoje, jako i przyjaciół, wierząc że w wirze walki nadarzy się okazja, by wiedźmę usiec i choćby za własne gardło ocalić mą niespokojną duszę...
Śmierci twych kamratów nie chciałem, Zath mi świadkiem wolałem ich odesłać. Co do mych towarzyszy, zaskoczyli mnie stając ramię w ramię w obliczu śmierci u boku szaleńca, czego się nie spodziewałem, a co niesie ukojenie memu zatraceniu.
Zatem rozsądzaj Balthusie, co tam uważasz. Jeśli jednak chcesz mnie usiec, to daj mi lepiej broń i wyślij za rzekę, na spotkanie z przeznaczeniem, by lepiej spożytkować resztki mego ducha.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 21:18 przez
koszal, łącznie zmieniany 1 raz.