Pogórze Jerallu, 11 dzień Ostatnich Siewów
Znając już drogę do Rzecznej Puszczy, najemnicy pokonali śpiesznie równinę otaczającą gród jarla Balgruufa, odprowadzani spojrzeniami pracujących na farmach rolników i zmierzających w stronę miasta myśliwych. Słońce stało wysoko na niebie, odbijając się promieniami w lodowych czapach przykrywających najwyższe szczyty okolicznych gór. Szumiąca na głazach rzeka, spadająca wartko z wysokości Kaskad, wypełniała uszy mężczyzn jednostajnym hukiem, stłumionym i głuchym.
- Miejcie oczy otwarte wśród drzew - powiedział Hastur, kiedy grupka wędrowców zaczęła się zbliżać pogórza - Środek dnia, ale nigdy nic nie wiadomo. Jak nie bandyci, to może smok...
- Barr'teh przodem pójdzie - zaoferował się kotołak - Barr'teh wyborny węszyciel, smoka na pewno wyniucha.
- Byle nie tak jak tych łuczników za przejściem granicnzym - burknął cierpko Llorvas, sprawdzając mimowolnie czy bez trudu sięgnie tkwiącego w sajdaku łuku - Dobrze oczy wytrzeszczajcie.
Gęste zagajniki porastały strome wzniesienia, pogrążając szlak w półcieniu rzucanym przez korony drzew i gąszcz wysokich krzewów naznaczonym mrowiem wielobarwnych kwiatów.
Na obrazku ostatni rzut okiem na odległą Białą Grań. Pokonaliście w miarę bezpieczny odkryty teren, gdzie nie sposób Was było zaskoczyć, weszliście na wijący się w górę lesistych zboczy szlak. Jakieś specjalne środki ostrożności, jakiś przemyślny szyk?