Strona 5 z 170

: 12 marca 2013, 12:47
autor: mordimer00
Mordil z ciekawością przysłuchiwał się rozmowie i planach goblinów, czuł już podniecenie panujące w szałasie, widział jak niektóre z gobosów już pokazywały jak będą ścinać ludziów.
Nic nie mówił tylko zajadał kolejne robale wyciągnięte z woreczka.
Z ciekawością obserwował tych dalekich swoich kuzynów gdyż sam pochodził z dalekiego południa z pustynnych obszarów gdzie raczej jego plemię żyło w zgodzie z człowiekami no ale....

: 12 marca 2013, 13:04
autor: namakemono
- Chwała niech będzie Panu Uciech! Rozlewu krwi on co prawda nie pochwala, ale szczęście wasze Jego wszak jest szczęściem, zatem mus nam obrzędową biesiadą tak szczęśliwy traf uczcić, a kufle trunków zacnych w górę wznosząc imię Jego wychwalać i o błogosławieństwo prosić!
Keth, wybacz, że nie zagadałem do gnoma, spóźniłem się z postem. Okazja była doskonała, mam nadzieję, że jeszcze się jakaś trafi (może na biesiadzie, o ile do takowej dojdzie?).

: 12 marca 2013, 13:06
autor: Keth
Chata szamana Uhara

Huskun poczuł wzbierającą raptownie ekscytację. Krew poczęła żwawiej krążyć w żyłach młodego goblina, a przed oczami ucznia szamana stanęły znienacka obrazy radosnej przemocy i błyszczących złotą barwą łupów. Podstępna grabież i nieskrępowana żądza czynienia krzywdy był nieodłącznymi elementami goblińskiej natury, toteż nawet nie zaliczający się w poczet wojowników Turgunów Huskun zakrzyknął raz czy dwa donośnie, dając upust swej radości ze słów wodza.

Znaczniejsi rębacze, zasiadający bliżej wodza i szamana, jęli jeden po drugim gardłować za czym rychlejszym wyruszeniem na wyprawę. Huskun, od pewnego czasu nie cieszący się już wątpliwymi łaskami złośliwego starego czarnoksiężnika, rozsądnie unikał rzucania mu się w oczy, bacznie nadstawiał w zamian szpiczastych uszu żądny usłyszenia słów wypowiadanych przez ziomków.

Goblin nie zamierzał rzecz jasna wdzierać się na pokłady barek, nawet nie myślał o heroicznych szarżach z maczetą w ręku na człowieczych marynarzy - będąc istotą chytrą i przebiegłą, uczeń szamana planował już w łepetynce obłupienie ze skarbów tych wojowników, którzy upojeni zwycięstwem zbyt głęboko ulegną narkotycznym używkom spożywanym na miejscu tryumfu ku chwale Cycatego Morka.
Huskun nie zabiera głosu, przysłuchując się w zamian uważnie konwersacjom znaczniejszych od siebie...

: 12 marca 2013, 19:23
autor: namakemono
- Aleś poweselał, Huskun! No, no, dawnom cię takim wesołym nie widział. Ostatnio to chyba, jakeś Barthurowi, nieborakowi w zadek kijka wetknął, ja on się po poziomki schylił. Wiedz tedy, że pobożnemu Piana wyznawcy w rzezi uczestniczyć a krwi przelewać inakszy niźli we własnej obronie nie przystoi. Tedy gęby tak w radości nie wykręcaj, bo we łupieskiej wyprawie uczestniczyć nam nie wolno, jeśli na gniew Pana Uciech narazić się nie zamierzamy. Co inszego za zdrowie duszyczki sąsiada swego miodziku a inszego fermentowanego trunku wychylić kubek, w intencyi łupieskiej profesji przez niego porzucenia, ma się rozumieć.
Gusłek wraz ze swą trzódką w łupieskiej wyprawie wolałby nie uczestniczyć, chyba, że pod przymusem.

: 12 marca 2013, 20:15
autor: deliad
Borowirskie molo.

Kapitan Gurbin przetarł wilgotną już chustką twarz, widać człowiekowi o jego tuszy upał nie służył.

- Dobrze mości krasnoludzi, wyruszamy jeszcze dziś po południu, jak skwar trochę osłabnie. Możecie się już zaokrętować w koi pod pokładem. Jak tam wolicie.

Nim powrócił do notowania wnoszonego na pokład ładunku podszedł do niego człowiek prowadzący konia.
Kapitan podniósł na niego wzrok i wysłuchał jego słów. Kiwał głową, a jego wzrok zazdrośnie wodził po nowo przybyłym. Mimo, że jak na Orkus Wielki temperatura była zabójczo wysoka, Skela nie zdradzał jakichkolwiek objawów zgrzania. Nawet się nie pocił.

- Dobrze el Skelo. Widziałem, żeś nie lękliwy i dobre oko do strzelania masz. Stawka ta sama co dla krasnoludów. Prowiant wliczony w koszta, ino o konia sam dbasz.

: 12 marca 2013, 21:06
autor: Araven
Balian skinieniem dłoni pozdrowił człowieka nazwanego przez kapitan Skelą, zebrał niewielki tobołek ze swym dobytkiem i wszedł na pokład. Kapitanie, tedy my z Baziikhem pod waszą komendą teraz, oby Gotam Gor nas chronił.

: 12 marca 2013, 22:22
autor: 8art
Barthur żuł Mordilowego robala mimo obrzydzenia. Ale mus mu to było zrobić. W koncu był pełnokrwistym goblinem i choć był dwukrotnie wieszy to nie przystawało mu w niczym innym odstępować od kuzynów. Zasuszony owad zdawało kręcił mu się w brzuchu i wił jak niespokojna glizda, powodując wielkie wzdęcie, które w końcu znalazło swoje ujście wraz z odgłosem burzowego pomruku. Choc nikt w chacie nie dostrzegł pioruna, to musiał on uderzyć w pobliską sławojkę, bo wnętrze śmierdzącej chaty wypełniło się nagle zapachem niczego właśnie innego jak nieczystości z wygódki. Olbrzym spróbował gto przekuć na swoją korzyść:

- To był znak bracia! Trza komuś w końcu obić mordę i zebrać duzo łupów.

: 13 marca 2013, 06:51
autor: deliad
Gdzieś na Borowirskich bagniskach


Na cichych bagniskach wśród szuwarów i unoszących się smrodliwych oparów żył On. Nienazwany,siejący grozę, pierwotny byt. Jego ciało był tak czarne jak jego dusza. Wraz ze zmierzchem wyruszała na łowy, aby pozostawić po sobie grozę, śmierć i wyssane z soków trupy.

Niewidzialny nocą cień przemykał cicho między zbutwiałymi pniami drzew i sitowiem, jego przybycie zwiastowały zawirowania wiszącej tuż nad ziemią mgły.

Wszystko co żywe struchlało i chowało się w najgłębsze jamy, wstrzymując oddech. Czy tym razem padnie na nie?

Nie, On wyczuł coś smakowitszego. Jego trzewia skręcił głód, a tysiące zębów zrosiła jadowita ślina. Ktoś był na jego bagnach. Wielu ich było.
Pomknął w tamtą stronę. Głupie stworzenia hałasowały nie dbając o bezpieczeństwo. Niczym cień lub podmuch wiatru podpełzł do wysepki. Wyczuwał wiele istot żywych, żarzyły się one w jego szóstym zmyśle. Wystawił wielokrotnie rozwidlony język, aby poczuć już teraz ich zapach i smak. Zaskowytał z radości. Było ich tak wiele. Zeżre ich. Zeżre wszystkich.
Najpierw jednak tam, w tamtym miejscu jest ich najwięcej. Przemknął między szałasami do tego największego.

Przecisnął między skórami.

Był już w środku.

Przed nim były rosłe i szerokie plecy największego i najsmakowitszego osobnika.

Nie mógł się powstrzymać polizał go, posmakował.

Po jego pysku rozszedł się spazm rozkoszy. Sześć gałek ocznych obróciło się białkami w cichej ekstazie.
Po kolei w każdym mózgu rozszalała się nieokiełznana żądza mordu.

Barthur przeżuwał robala gdy nagle poczuł na plecach śliskie pacnięcie. Na odczepnego machnął ręką, aby strącił pasożyta. Pewnikiem pijawkę.
Wtedy jego trzewiami wstrząsnął grom.

Mordercza maszyna do pożerania już miała rozpocząć akt mordu gdy wydarzyło się to...
Wydobywający się z ofiary podmuch powalił Go na ziemię. Pierwotny byt zatrząsł się zadrgał konwulsyjnie. Wypadł na zewnątrz szukając świeżego powietrza.
Było już jednak za późno. Wyżarte kwasem oczy gotowały się, zęby rozpuszczały jak z wosku.
On, telepał się jeszcze w przedśmiertnych spazmach. Gdy toksyny dotarły do mózgu, westchnął i znieruchomiał.

Niedługo później Grubella wyszła na przechadzkę. Gnom nie wracał tak długo, a ona go potrzebowała. Poszła podsłuchać pod szałas szamana czy narada nie zmierza ku końcowi. Gdy podglądała przez szparę trafiła na coś włochatego nogą. Było całe czarne i jeszcze ciepłe.

Goblinka słysząc wrzaski domyśliła się, że narada trwa w najlepsze.
Wzięła sierściucha i przechodząc koło kotła wrzuciła go do wrzątku szykowanego na poranną strawę.

: 13 marca 2013, 07:21
autor: deliad
Narada w szałasie Szamana

Wódz nonszalancko rozsiadł się na swojej skórze i przypatrywał przekrzykującym się goblinom. Już przed południem rozmówił się ze zwiadowcą i z szamanem. Barka przewoziła mnóstwo skrzyń przeładowanych prosto z dalekomorskiego statku. Szczególnie szaman napalił się na łupy, jak się dowiedział jakie bandery miał ten statek.
Decyzja o napadzie została podjęta już dawno, ale niech głupki myślą, że mają na to jakiś wpływ.
Burgul wzniósł rękę uciszając wrzawę.

- Szum szum, rum turum puk

Wpatrujący się dotąd z niechęcią, zwężonymi w szparki ślepiami, w Gusłka i Huskana, szaman spojrzał na wodza. Widać jako najmądrzejszy goblin w plemieniu poznał tajniki języka wspólnego, a słowa kapłana Piana nie przypadły mu do gustu.

Sięgnął po worek z ziołami, pomruczał, pomachał grzechotką i cisnął kilka liści w ogień. Czarna chmura dymu wystrzeliła z pośród płomieni.
Szaman zatańcował i zaśpiewał, gęsty dym formował się w najróżniejsze kształty.

Gdy dym z wolna począł się rozwiewać prowadzący rytuał szepnął.

- Bala kala mala. Pula kuta lula. Ke ke. Ke ke. Keke gurbel. Fire szipe. Da. Da. Que? Ke ke Mordil z capa una. Ke ke Barthur a Huskan ta pala. Tuk ruk kanpa Pian. Gug gul pilsne. Gnom hir. Da gnome. Kuru człap człap. Ala. Pula de gurkum.

Zawistne oczka wróciły na Huskuna i jego towarzyszy, a twarz zmroczył krzywy uśmieszek.

Wódz przestał dłubać w zębie i warkną.

- Trututum. Tara gul gul.



Nowogobliński:
Spoiler!
- Szum szum rum turum puk - szamanie co mówią wróżby.

- Bala kala mala. Pula kuta lula. Ke ke. Ke ke. Keke gurbel. Fire szipe. Da. Da. Que? Ke ke Mordil z capa una. Ke ke Barthur a Huskan ta pala. Tuk ruk kanpa Pian. Gug gul pilsne. Gnoem hir. Da gnome. Kuru człap człap. Ala. Pula de gurkum.

- Być ma co być musi. Los zmienny nie jest. Widzę. Widzę. Wielkie łupy i stosy trupów naszych wrogów. Płonące statki. Tak. Tak. Ale co to? Widzę Mordila z głową w dłoni. Widzę Barthura i Huskana zbrojnych w, broń. Jest też tam, na łodzi kapłan Piana. Tak to on, żłopie zrabowane piwo! Gnom też tam jest. Tak to gnom. Oni muszą tam iść. Wszyscy. Aby los się spełnił.

- Trututum. Tara gul gu - Więc postanowione. Teraz na biesiadę.

: 13 marca 2013, 07:44
autor: namakemono
No i masz goblińska babo krowi placek! Kapłan Piana będzie świadkiem (bo przecież nie czynnym uczestnikiem!) grabienia i mordowania! Kapłan Pana Uciech! Chociaż w sumie dla niektórych będzie uciechy co niemiara. No ale słowo się rzekło, a skoro jeszcze szaman widział w dymie (heretyckim!) beczułkę obrzędowego wywaru, to Gusłek czuje się zobowiązany do uratowania owej beczułki od goblińskiego zmarnowania.

: 13 marca 2013, 07:58
autor: mordimer00
-Te Barthur, twoja nie lubować robali Mordilowych? Sluchować co ta szum szum gadować? My iścieć na człowieki. My iscieć na wyprawa.
Co to byc znakować Mordila capa una? Te łogromnistowy gobosie?
-Komu w drogę temu szłapy na człapy, raz maty rodziła, Mama Dunia Baba Sun miejta nas w swoja opieka.
Przyklękam i zbieram garść ziemi w dłoń i podnosząc na wysokość oczy rozsypuję ziemie starym goblińskim zwyczajem, mającym przynosić szczęście i powodzenie w trudnych sytuacjach. Po czym częstuje Barthura kolejnym robalem ale takim który ma w sobie jeszcze trochę tego mniamnuśnego miąsiku:-)

: 13 marca 2013, 18:14
autor: Keth
Chata szamana Uhara

Złowieszczy wzrok Uhara przyprawił Huskuna o ciarki, a w chytrym umyśle goblina pojawiło się natychmiast podejrzenie, że zesłana na Uhara wizja nie miała wiele wspólnego z wolą Cycatego Morka. Od dłuższego czasu szaman dawał swemu wychowankowi do zrozumienia, że wyrzekł się go z chwilą, kiedy obmierzły uczeń jął bić pokłony przywleczonemu do wioski przez człeczego przybłędę Pianowi.

Wizja wizją i niechętny szacunek wobec Morka jedno, a nieufna ostrożność drugie. Huskun podejrzewał zawiązanie jakiegoś paskudnego spisku, ale nie mógł z całą pewnością siebie zaprzeczyć, że ukazane Uharowi obrazy prawdziwie zesłane zostały przez Morka - a jeśli naprawdę tak było, sprawy dalece się komplikowały.

Jeśli Mork naprawdę stał za wizją Uhara, być może stanowiła ona punkt wyjścia do przebiegłej i okrutnej zemsty zgotowanej przez goblińskiego boga zuchwałym wiarołomcom? Ciarki znowu przebiegły po grzbiecie struchlałego goblina, ale głęboki przestrach zniknął bez śladu, kiedy jeden ze skaczących wokół ochoczo ziomków ponownie boleśnie nastąpił Huskunowi na palce lewej stopy.

- Khurrwa! - wrzasnął niedoszły następca Uhara, chociaż jego dźwięczący nutą istnego męczeństwa skowyt utonął w wypełniającym chatę zgiełku wrzasków i pohukiwań. Poczerwieniały po okrągłej gębie, goblin zacisnął dłonie w pięści i wbił zwężone w szparki ślepia w plecy swego prześladowcy.

- Furha durduk! - wysyczał mściwie wystawiając jęzor z kącika ust.
Huskun rzuca Przerażenie na trącającego go od dłuższej chwili sąsiada. Jednosegmentowy czar nie powinien zwrócić większej uwagi w tym hałasie, PM czerpię z ŻYW. Mam nadzieję, że skurczybyk sfajda się w porty! UM 81.

: 13 marca 2013, 18:44
autor: 8art
- Lubi, lubi te Twoje robale. Co to za goblin co nie lubi robali, tylko mam straszne wiatry od nich, jakbym nie przymierzając, z pechęrza rybiego powietrze spuszczał.

: 13 marca 2013, 19:34
autor: mordimer00
-Ty duża ta reba takoj ne smerdi jako une brzdyle
- zarechotał Mordil wyciągając w stronę Barthura kolejnego robaczka.
-Une brzdyle i łogromniastego trolla łobalić rozmiejac. Wielguchny czij mo, a moćny te bec w biotkowac inszich?
Zapytał z łobuzerskim uśmiechem a w tym momencie jedna z nóżek zjadanego robala właśnie wysunęła się pomiędzy kiełkami Mordila przydając mu dziwnego wyglądu.
-Dze bec ta moli goblin mionowi Huskun? Ta twoja dretow dze bec? Łon cheba mo sa cos da gulgane, me jic do one?
Południowy Gobliński dla innych:
Spoiler!
-Ty duża ta reba takoj ne smerdi jako une brzdyle.
-Ty wielki ta ryba nie śmierdzi jak Twoje pierdy.

-Une brzdyle i łogromniastego trolla łobalić rozmiejac. Wielguchny czij mo, a moćny te bec w biotkowac inszich?
-Twoje pierdy i ogromnego trolla powalić by mogły. Wielgaśną pałę masz, a mocny ty być w biciu innych?

-Dze bec ta moli goblin mionowi Huskun? Ta twoja dretow dze bec? Łon cheba mo sa cos da gulgane, me jic do one?
-Gdzie jest ten mały goblin imieniem Huskun? Gdzie Twój przyjaciel może być? On chyba ma coś do picia, idziemy do niego?

: 13 marca 2013, 20:24
autor: Keth
Chata szamana Uhara

Huskun nigdy nie rozumiał do końca działania zaklęcia, po które sięgnął powodowany słusznym gniewem, ale tak naprawdę wiedza ta nie była mu potrzebna: liczył się wszak sam efekt. Właściciel podkutych łapci zesztywniał w ułamku chwili, skamieniał nim jeszcze przebrzmiał dźwięk ostatniego słowa zaklinacza.

Uczeń szamana podejrzewał, że każda ofiara czaru odczuwała jego skutek w inny sposób, porażona znienacka obezwładniającą trwogą odbierającą jej rozum i zastępującą go ślepą paniką.

- Uuuuaaa! - uciążliwy uczestnik narady wrzasnął wniebogłosy, prężąc się spazmatycznie i strosząc swe uszy - Uuuuaaa!

W krzyku wibrowała tak przerażająca nuta, że w chacie w mgnieniu oka zapadła śmiertelna cisza. Skowyt pobratymca odebrał wszystkim mowę, Uhara zaś przestraszył tak dalece, że stary szaman odskoczył za siedzisko wodza niczym wielka pomarszczona ropucha.

- Uuaa! - młócąc powietrze ramionami gobliński rębajło obalił z rozpędu kilku śmiertelnie przerażonych jego zachowaniem ziomków, po czym skoczył wprost na wątłą trzcinową ścianę pomieszczenia wyrywając w niej wielką dziurę i znikając w ciemności nocy.

Jego wrzaski, chociaż z każdą chwilą cichnące, dały się słyszeć jeszcze przez długi czas.

- Kurdur uhru azrak hush! - odezwał się chrapliwym głosem Huskun, przerywając w końcu panującą w chacie szamana ciszę.

Gobliński dla początkujących:
Spoiler!
Kurdur uhru azrak hush! - Następnemu, który mnie nadepnie wywrócę bebechy na drugą stronę!
MG rozliczył mój test przez PW. Wynik 1k100 w teście UM 15, test odporności na uroki goblina 78 przy wartości cechy 46, więc zaklęcie weszło. Rzucałem z ŻYW, kosztem 10 ran.