Portal stał otwarty falując i żarząc się symbolem łzawiącego oka, mnisi natomiast tłoczyli się wokół niego półkolem, żegnając swoją obecnością Nieulękłych. Możliwe też, że po prostu otaczali Nieulękłych, aby mieć pewność, że w ostatniej chwili nie zmienią zdania i ruszą w góry parać się wypasem kóz. Incydent w którym głównym bohaterem było to właśnie niewinne zwierze, naruszył w znacznym stopniu i tak dość wątłą nić porozumienia i zaufania mieszkańców ukrytej doliny w stosunku co do Nieulękłych.
Jako pierwszy portal przekroczył Gusłek. Stał się on nieoficjalnym przywódcą całego przedsięwzięcia i to właśnie w nim pokładano największe nadziej na pomyśle przeprowadzenie świętej misji. Zaufanie te zakwitło, niczym mała delikatna roślinka, nie ze względu na wielką odwagę Gusłka, czy też potężne moce czarodziejskie, ani wybitną zdolność władania bronią. Co to to nie. Gusłek był jedynym członkiem drużyny, który potrafił zapanować nad całą hałastrą. Wydawał się w szczególny sposób wzbudzać szacunek i wręcz służalczość w goblinach i Barthurze.
Nowiuśkie niebieskie szaty podróżne zaszeleściły, a nabijana srebrnymi guzami pała zamajtał mu przy pasie, gdy dziarskim krokiem przechodził przez portal, a na twarzy człowieka, który od kilkunastu dni nie dopuszcza do pojawienia się kaca, wykwitł uśmiech.
Tuż za nim ruszył krasnolud. Balin w wypolerowanej i naprawionej kolczudze, z posrebrzonym toporem i z wyczesaną brodą, poprawił wypakowany prowiantem i ekwipunkiem plecak i wszedł w portal.
Przyszedł czas na ciężko opancerzonego półolbrzyma. Barthur z bagażem tak różnorakich przedmiotów i doświadczeń oraz siniejącym limem, poprawił widzącą przy pasie nabijaną srebrnymi kolcami pałę i ruszył za Balinem.
Przystrojony w nową zbroję i skrojone na najnowszą modę ubranie Mordil wyglądał dość dziwacznie i zresztą czuł się podobnie. Trudno jednak było odmówić mnichom, gdy jednocześnie z ubraniem przynieśli pięciozłotową zaliczkę. Humor poprawiała mu myśl, że uzupełnił zapasy swoich przysmaków. Świerzno ususzone ciągnące się dżdżownice i chrupiące chrabąszcze wypełniały dwie wypchane sakiewki. Goblin zważył w dłoni połyskujący srebrem topór i wetknął go głęboko za pas. Ruszył z gracją drapieżnego kota i znikną w portalu.
Tuż za nim nie zwlekając poszedł Drayaharus. Zatrzymał się przed samym portalem i obrócił. Z jego pleców wybiegł odziana jedynie w przepaskę biodrową Grubella, która piszcząc i chichocząc rzuciła się na przeora starając cmoknąć go w policzek. Przyjemne duże i jędrne piersi podskakiwały mimowolnie ściągając uwagę wszystkich mnichów. Nie czekając na efekty Imaginarus pokłonił się dostojnie, a zza jego pleców w niebo wystrzeliły białe gołębie. Posyłając całusa swojej pięknej nauczycielce gnom zrobił obrót na pięcie i wskoczył w portal.
Zrobione prze iluzoryczna goblinkę zamieszanie szybko ustało. Jako ostatni Nieulękły, odprowadzany wzrokiem mnichów, ku portalowi ruszył Huskun. Goblin szedł wolno i dystyngowanie. Jego prośby w sprawie ekwipunku i zaliczki zostały wysłuchane. Odziany w czarne mocne i obcisłe szaty z niesionymi przy pasie w ozdobnych pochwach dwoma sztyletami Huskun czuł się niczym szlachcic. Jego szyję zdobił wielki, biały jaka śnieg, świeżo wykrochmalony złożony w harmonijkę żabot. Całości dopełniała biała, składająca się z setek uformowanych na wałkach "rurek". Ufryzowane włosy opadały mu na ramiona i plecy, podskakując przy każdym kroku.
Gdy goblin zniknął w portalu, mnisi parsknęli żywiołowym nieokiełznanym śmiechem.
- Z tą peruką to chyba przesadziliście - powiedział powstrzymujący się od śmiechu Elassar -
kpicie z poważnych spraw - dodał zmuszając się do stanowczego tonu.
- Wybacz panie. To za tą biedna kozę. Ledwo co uspokoiliśmy wieśniaków, bo już chcieli go z nią żenić.To jakiś zamorski zwyczaj - powiedział Rag-hug.
- Myślisz, że dadzą radę? - dodał bez krzty wesołości.
- Pokładam nadzieję w wierze - odparł śmiertelnie poważnie Elassar.
KONIEC CZEŚĆ PIERWSZEJ PT. - PROLOG - Czyli jak się to wszystko zaczęło.