Strona 35 z 170

: 11 lipca 2013, 17:36
autor: Dobro
- Jam jest wielki tan Darayaharus Imaginarus zwany Goblinem, najlepszy iluzjonista i gorliwy wyznawca Pianna - powiedział poważnym tonem gnom, kłaniając się nisko. - A talizman znalazłem w ciasteczku z wróżbą.

: 11 lipca 2013, 18:12
autor: Keth
Świątynny zamek, popołudnie

Huskun z rozmysłem strzygł głupkowato uszami i robił tępą minę - co nie było specjalnie trudnym wyzwaniem w przypadku niemal każdego goblina, ale co sam zaklinacz czynił z premedytacją chcąc sprawić, że mnisi zaczną go lekceważyć.

Lekceważony złodziejaszek wydatnie zwiększał swe szanse na szybkie dorobienie się na boku.

Elegancka prezentacja gnoma sprawiła, że goblin omal nie zrzucił na chwilę swej tępawej maski, zaintrygowany słowami rzekomego awatara Piana. Chociaż już wnikliwe oględziny księgi umocniły Huskuna w przekonaniu, że Darayaharus był czarodziejem, teraz rozwiały się w jednej chwili wszystkie wątpliwości zaklinacza. Gnomi więzień był iluzjonistą, a Huskun wiedział z grubsza, co ów termin oznaczał. Z miejsca jasne stało się też kilka innych kwestii, wśród nich niezrozumiały dotąd popęd płciowy Grubelli ukierunkowany wyłącznie na Darayaharusa oraz zagadkowy w swej wymowie incydent z pałą Barthura, na której objawiły się pozornie niebiańskie runiczne znaki.

O tak, gnomi iluzjonista był bez wątpienia kimś, z kim warto było zawrzeć bliższą znajomość. Huskun zdążył co prawda zjeść kiełbasę i suchary Darayaharusa, ale w jego posiadaniu wciąż znajdowała się cenna księga czarodzieja. Odwracając ponownie wzrok i koncentrując spojrzenie na osobie krążącej w powietrzu zielonkawej muchy, Huskun przysłuchiwał się wnikliwie dalszej rozmowie.
Jak będzie trzeba, przedstawię się jako ostatni, ale liczę na to, że zostanę jakoś przeoczony...

: 13 lipca 2013, 08:12
autor: deliad
Świątynny zamek, popołudnie

Mnisi długo siedzieli milcząc, jakby czekali na dalsze wypowiedzi. Minuty upływały pogłębiając zaległą ciszę. W końcu odezwał się mnich siedzący skrajnie po prawej stronie. Był to człowiek o orlim nosie i oczach równie siwych jak jego oczy.

- Nie skąpcie nam słów, bo idzie o wasze życie. Amulety należały do osób dobrze nam znanych, więc nie próbujcie się za nich podawać
- powiedział lekko zachrypłym głosem i kaszlnął - Ponadto podszywanie się pod szlachetnie urodzonego karane jest łamaniem kołem i obrzynaniem przyrodzenie - dodał patrząc na Barthura.
- Pytaliśmy kim jesteście i skąd macie amulety - powtórzył mnich siedzący pośrodku.
Przeprowadźmy tą pogawędkę tutaj. Przypominam, że potrzebuje maile aby dodać was przyłączyć. https://docs.google.com/document/d/1xY3 ... sp=sharing

: 13 lipca 2013, 09:32
autor: Araven
Jam jest tan Balin sługa Gotam Gora, amulety wpadły w nasze ręce niejako przypadkiem podczas ucieczki przed nieumarłymi, nikomu ich nie ukradliśmy, ani nie zabrali.

: 15 lipca 2013, 22:29
autor: Keth
Świątynny zamek, popołudnie

- Nigdyśmy nie podawali się za kogoś, kim nie jesteśmy - oznajmił ostrożnym tonem Gusłek, splatając palcami obie dłonie - Imiona swe prawdziwe podaliśmy. Drogami naszymi Pian kieruje. On to zesłał nam owe amulety w sytuacji śmiercią nam grożącej. Nie z własnej też woli w tej oto krainie się znaleźliśmy, choć przyznać muszę, że gościnną na początku wydawać się mogła, przed śmiecią niechybną skóry nasze tu ratunek znalazły. Z żalem wielkim rzec jeszcze muszę, że znanych wam osób więcej już w zdrowiu nie ujrzycie. Życia swe postradali przez poczwary, przed którymi nam ledwo umknąć się udało. Wiem, że słowa moje na nas oskarżenie rzucić mogą, lecz gdybyśmy my to winni byli śmierci owych szlachciców, słowem o tym byśmy nie wspomnieli.

- Więc nie żyją - sapnął mnich siedzący na lewo od siedzącego pośrodku, potrząsając głową o smoliści czarnych włosach - Przyjrzeliście się ciałom?

- Kruca fuks. Jeszcze kaj my byli w lesie, kobiałka nam kazała ode wszystkich precjoza pozabierać i chronić - oświadczył Barthur unosząc dumnie podbródek.

- Lady Axel przeżyła? Weszła z wami we Wrota? - zapytał jasnowłosy elf i aż uniósł się z krzesła zaciskając dłonie mocno na oparciach.

- Kto? Nie pamiętam żadnej kobiety - wtrącił gnom.

- Kapłanka Arianny. Młoda wrażliwa ludzka kobieta? Wierzymy wam, że nie skradliście amuletów, ani, że nie zabiliście wybrańców. Wróżby wieszczyły ich klęskę. Jednak los Axel jest niejasny - mówił łamiącym się głosem elf.

- Spokojnie Markusie - rzekł siedzący w centralnym miejscu człowiek - sam widzisz, że to przypadkowa hałastra. Dwa gobliny, półolbrzym i ork, wraz z gnom i krasnoludem - dodał lekko kpiącym głosem. Pewnie nic nie wiedzą.

- Przypadkowa, Elasserze? A od kiedy to wierzymy w przypadki? Kiedy to porzuciliśmy ścieżkę przeznaczenia? - powiedział siwy starzec.

- Chyba nie myślisz, że oni są naszymi nowymi "Nieulęknionymi", Kiliarze? - prychnął Elasser.

- Twierdzę tylko, że wyparli się pokus i bez szwanku wyszli z Komnaty Próby.

- Jakby ich przeszkolić i wyjaśnić cel misji - zaczął się zastanawiać milczący dotąd ork o pokrytej bliznami po ospie twarzy.

- Raczysz żartować Rag-hugu - zaśmiał się czarnowłosy - Już to widzę. Drżyjcie siły ciemności! Pierzchajcie pokraki mrocznych panów! Nadchodzi czempion Asteriusza, goblin z błotem w uszach.

- Nie kpij z przeznaczenia - zasyczał Kiliar.

Czarnowłosy nie miał jednak zamiaru przestawać i kontynuował swoją farsę.

- Tak, masz rację. Po co nasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w goblińskiej zupie. A to fel..

- Dość! - krzyknął Elasser - Sytuacja jest wyjątkowa, więc i podjęte środki będą wyjątkowe. Radzić mieliście, a nie odstawiać komedie.

Gdy mnisi zamilkli, Elasser spojrzał na stojących na środku sali przybyłych.

- Jak słyszeliście nasze grono jest podzielone jeżeli idzie o znaczenie waszych osób w boskich planach. Jednakże z tego co słyszałem są wśród was głosiciele Piana i Gotam-gora. To nie najgorszy omen. Przeszliście cało przez Komnatę Pokus. To dobry znak. Złożymy wam propozycję. Zaoferujemy wam zapłatę, szkolenia, ekwipunek, wikt i opierunek. Wy w zamian za to wykonacie dla nas jedną misję. Jeżeli się powiedzie pomyślimy nad dalszą współpracą. Jeżeli odmówicie, ugościmy was i jutro odeślemy z doliny. Zastanówcie się przy wieczerzy. Wieczorem czekamy na odpowiedź.
Czekając na przyłączenie do wspólnego pliku konwersacyjnego pozwoliłem sobie przerzucić do wątku treść dotychczasowych rozmów...

: 15 lipca 2013, 23:48
autor: Keth
Świątynny zamek, popołudnie

- Zapłata? Szkolenie? No, ciężka decyzja, naprawdę... - wybąkał Drayaharus próbując z wielkim wysiłkiem zachować dystyngowaną powagę - Ale z drugiej strony, mój talent nie może być niewykorzystywany. A o jakich kwotach i jakim szkoleniu tu mówimy? No i ten... Trzeba wyprosić łaski u Piana, a najlepiej to zrobić przez huczną imprezę! Możemy na to liczyć?

Elasser pogładził się po twarzy i przyjrzał dokładniej równie poważnemu co gnom Gusłkowi.

- Zapłatą waszą będzie nasza wdzięczność, a i złota wam nie poskąpimy. Nie wiemy ile jesteście warci... Dostaniecie sto dwadzieścia sztuk złota. Sami się kłopoczcie jak je podzielić. Jeżeli idzie o szkolenia... W dolinie żyje dużo ludzi parających się wieloma profesjami. Znam nawet jednego sprawnego złodziejaszka. Obecnie siedzi w lochach. Możemy zmniejszyć mu wyrok w zamian za przysługę. Zaś uczty zwykliśmy urządzać po zakończeniu spraw, a nie przed ich rozpoczęciem.
Skoro w rozmowie padł temat szkoleń... Mistrzu, możemy liczyć na jakieś pedeki w ramach zaliczonego prologu?

: 16 lipca 2013, 06:35
autor: deliad
Gdy podejmiecie decyzję czy podjąć się misji zleconej przez mnichów, zakończę prolog i przyznam PD-ki. Szkolić się można w dowolnej profesji ( za wyjątkiem czarnoksiężnika i zabójcy) oraz podnieść specjalizację w broni i szkolić się na tarczownika.
Wstawię tabelkę z przyznanymi PD-kami za różne wg mnie ważne dokonania. Jeżeli coś pominę to dajcie znać.
Na razie czekam na pytania odnośnie misji i decyzję od każdego gracza czy się jej podejmuje.

: 16 lipca 2013, 07:38
autor: mordimer00
-Moja dowac moja topora! Jo sa zgodza! Mordil jic wa biotkowac!
Południowo gobliński:
Spoiler!
-Moja dowac moja topora! Jo sa zgodza! Mordil jic wa biotkowac!-Ja dam wam swoje topory! Ja się zgadzam! Mordil iść walczyć dla was!

: 16 lipca 2013, 08:29
autor: 8art
Sto dwadziescia sztuk zlota jawilo sie Barthurowi jako ostateczne, nieskonczone bogactwo i choc zloto nie liczylo sie najbardziej w zyciu goblina, to wizja trzosika z blyszczacymi monetami podzialala jak odpowiednia przyneta. Wrozbita, ktoremu prawie udalo sie zostac szlachcicem rozmarzonym glosem powiedzial, rownoczesnie dowodzac, ze skomplikowane matematyczne obliczenia nie sa mu obce:

- Olaboga. Dziesieć tuzinów złotych monet... Toż ja w życiu nie widzioł tyle pieniądz.... Ino rzeknijcie kaj mamy iść i co zrobić dobre ludkowie. Jo żech dobry goblin i jak trzeba dobru pomóc, to Barthur pomoże.

: 16 lipca 2013, 08:54
autor: namakemono
- Pian nie dba o złoto ni chwałę, ale jego wierny sługa nie odmówi grosza by należycie czcić Boga swego, a eliksiry obrzędowe darmo nie rozdają. Skoro zatem Pan Uciech skierował tu stopy nasze, nie godzi się go złościć na przekór Jego planom z wyznaczonej ścieżki ustępować. Zgadzam się. Wierzę, że wierni moi akolici takoż samo bez lęku uczynią.

: 16 lipca 2013, 09:16
autor: Araven
Ja Balin, sługa Gotam-Gora, podejmę się tego zadania.

: 16 lipca 2013, 11:22
autor: deliad
Świątynny zamek, popołudnie

Mnisi spojrzeli po grupce awanturników. Czarnowłosy krzywił się z niesmakiem, elf miał smutną minę, a Mnich nazwany Kiliarem uśmiechał się pogodnie.

- Podziwu godny entuzjazm - powiedział bystro patrzący Elasser - a, ty orku?

Ranny ork, spotkany na pobojowisku, stał nieco z tyłu z zaciętą miną. Po słowach mnich pokłonił się i rzekł.

- Czcigodny Elasserze, nie miej mi tego za złe, ale ja już pracowałem dla Nieulękłych. Widziałem śmierć ich wszystkich, podobnie jak i moich kompanów. Napadli nas bandyci naznaczeni znakiem szaleństw. Walczyli do końca. Zaciekłe, bezlitośnie, nieludzko. Niedługo później pojawiły się żywe trupy i ścigały nas jak zwierzynę łowną. Tylko szczęśliwe zrządzenie losu, uratowało nam życie. Później znowuż, komnata wywlekająca największe pragnienia i torturująca duszę. Ja jestem prostym najemnikiem. Miałem jedynie przyprowadzić jednego z Nieulękłych, który gdy nadszedł czas próby, poszczał się po nogawicach i czmychnął gdzie pieprz rośnie. Ja się na to wszystko nie pisałem. Ja w sprawy boskie wplątywać się nie chcę. To nie moja rzecz. Proszę jedynie o czas na wyleczenie ran i .... i jeżeli ... jeżeli to możliwe, uiśćcie zapłatę, której nigdy od Nieulękłych nie dostałem
- powiedział ork siląc się na gładką mowę, co nie przychodziło mu łatwo i w wielu miejscach pojawiały cię pauzy i przejęzyczenia.

- Dobrze zatem. Twoje prośby zostaną wysłuchane. Zostaniesz uleczony i opłacony. Możesz zostać w naszym klasztorze jak długo zapragniesz lub wyruszyć w świat jeszcze jutro - zakończył rozmowę z orkiem Elasser.

- Jeżeli zaś idzie o was i wasze zadanie. Nic to trudnego. Przynajmniej na początku - Elasser skinął dłonią, a po chwili do sali wniesiono krzesła, na których mogli spocząć nowi Nieulękli - Kiliarze mógłbyś zacząć.

Siwowłosy starzec skinął głową i odchrząknął.
- Jak już pewnie wiecie nasze Bractwo, zwane Bractwem Czarnowidzących, zajmuje się przewidywaniem nadchodzących erupcji zła. Trudno byłoby wyjaśnić pokrótce jak to robimy. Kluczem jednak są gwiazdy. Dwie pełnie temu udało nam się odkryć nadejście takiej erupcji zła. Wezwaliśmy Nieulękłych. Jednak zawiedli. Pewnie przez tego ostatniego, który opóźnił resztę i przez to wciągnął pozostałych w pułapkę. Zrazu musicie wiedzieć, że już jest za późno. Wszystko się rozpoczęło. Gotuje się jak pod garnkiem z gulaszem. Waszym zadaniem będzie znaleźć przyczynę erupcji i zmniejszenie jej skutków do minimum - kontynuuj Morgridzie.


- Udało mi się ustalić miejsce pojawienia się zła - powiedział powoli czarnowłosy - to nie głusza, nie las, ni bagienko
- powiedział z pełgającym po ustach kwaśnym uśmiechem - To miasto. Byliście kiedyś w mieście? Spore miasto. Żyje tak kilka tysięcy mieszkańców. Elfy, półelfy, ludzie, półolbrzymy, orki, półorki, znajdzie się też krasnolud, gnom i hobbit. Nie ma tam za to goblinów. Wiecie dlaczego? Tam gobliny nie są mile widziani, bo uważa się ich za szkodniki, które kradną, mordują, rabują, ba nawet gwałcą - pod gromiącym wzrokiem Elassara Morgrid odchrząknął i kontynuował - To Rotgan-kir. Miasto portowe powstałe na ruinach starożytnej elfiej metropolii. Całe miasto skażone jest złem, ale wydaje mi się, że emanuje ono z jednego miejsca. Niepodobna powiedzieć jakiego, ale gdzieś z centrum. Tyle, że miasto spoczywa na labiryncie podziemi i lochów.


Gdy Morgrid zamilkł, kontynuował smutny elf.
- Udałem się tam przed tygodniem. Aż, skóra cierpnie od panującej tam atmosfery. Tak jak powiedział Kiliar, już się zaczęło. W mieście doszło do rozruchów i puszczono z dymem świątynię Morhlitha. Niby dobrze, ale katańskie orki nie mogą pozostawić tego bez odzewu. Jeżeli miałbym coś sugerować, to uważam, że zbiegli kapłani wymuszą na królu Borowiru krwawy odwet. Niby ujęto i powieszono winnych rozruchów, ale to przypadkowe kozły ofiarne. Jest coś jeszcze. W mieście emanuje zło. Pojawiają się różne potwory przyciągnięte jego zewem. Nadchodzą zaniepokojeni druidzi jak i czarnoksiężnicy. Pogoda oszalała. To burza, to śnieg, to znowuż upały. Na dodatek w mieście tłumy. Niedługo ma się odbyć święto Powietrznego Tańca. To ważny sharamicki rytuał. Mnóstwo pielgrzymów, handlarzy i wszystkich tych którzy chcą zarobić na tłumach świętujących - elf westchną i skinął na sąsiada - Twoja kolej Sartonie.

Siedzący dotąd cicho wysoki i szary na twarzy półork, wyłamał nerwowo palce.
- Wszystko wskazuje na to, że rozprawa będzie ze sługami Morglitha. Czegóż więc możemy się spodziewać? Trupów ! Czeredy wyrwanych z nieżycia monstrów. Nieprzekupnych, niestrudzonych, bezlitosnych i chcących jedyne mordować popaprańców. Walcząc z tego typu istotami najlepiej posługiwać się magią dobrych bóstw. Martwiaki sieja trwogę wśród żywych, dobrze jest mieć gdzie szukać odwagi. Jak nie w wierze, to przynajmniej w wódce. Panika równa się śmierć. Zapomnijcie o broni kłutej. Nie sprawdza się z tego typu przeciwnikiem. Najlepsze są obuchy. Zaopatrzymy was w posrebrzaną i błogosławioną przez Asteriusza broń i wodę święcona. Takie błogosławieństwo jest jednorazowe więc korzystajcie rozumnie. Taka broń powinna zranić nawet silniejszych sługusów Złego. Unikajcie kontaktu fizycznego, martwiaki wysysają energią życiową, nie dokarmiajcie ich - zakończył z chichotem Sarton.

Z krzesła podniósł się bliznowaty.
- Zwą mnie Rag-hug. Przyjrzyjcie mi się dobrze, bo przez kolejne dni ja będą się wami zajmował. Jestem mistrzem szkoleń. Zobaczymy na czym zna się każdy z was i co warto potrenować. Znajdę wam nauczycieli. Nie martwcie się ja ich opłacę. Od was oczekuję jedynie pełnego zaangażowania. Inaczej mówiąc całodzienne mordęgi i przespanych nocy. Żadnego chlania, żadnych kobitek i tego typu spraw. Jak sami słyszeliście już jesteście spóźnieni i trza się śpieszyć - powiedziawszy to mnich usiadł a głos zabrał Elassar.

- Prościej mówiąc. Dostarczymy was do miasta, a wy macie wtopić się w tło i węszyć. Weście jaką robotę to tu, to ta. Jak coś wywęszycie to działajcie. Zniszczcie przyczynę rodzącego się zła, lub zmniejszcie jego rozmiar. Nie ważcie się zapomnieć dla kogo służycie. Żadnych morderstw, rabunków i złodziejstw. Asteriusz nie pochwala takich metod. Gdy wszystko się skończy znajdziemy was i zapłacimy. Pytajcie, a jak nie macie pytań to odprowadzą was na wieczerzę, po której zajmie się wami Reg-hug.

: 16 lipca 2013, 14:10
autor: Keth
Świątynny zamek, popołudnie

Chociaż gospodarze zaoferowali przybyszom krzesła, gobliński zaklinacz zadowolił się miejscem przy nogach Gusłka, kucając w niewygodnej z pozoru pozycji i przysłuchując się wiedzionej przez znaczniejszych od siebie rozmowie. I tym razem nieszczęsny Huskun miał ogromne kłopoty z pojęciem sensu wielu zdań, wypowiadanych nazbyt jak na jego gust szybko i zdecydowanie zbyt długich.

Zrozumiał wszelako najważniejsze przesłanie ukryte w konwersacji, mianowicie ofertę pracy za złoto. Gospodarze zaproponowali jakąś niewyobrażalnie wysoką kwotę, której Huskun nie potrafił poukładać sobie w głowie, ale to tylko dobrze świadczyło o atrakcyjności zlecenia. Goblinowi nie było co prawda w smak, że stanie się najmitą na usługach kapłanów Asterusha, albowiem bóstwo to zwykło kojarzyć mu się z paskudnymi nakazami i surowymi doktrynami odzierającymi życie posłusznych asterian z mnóstwa codziennych przyjemności.

Lecz póki nad głową zaklinacza nie wisiała groźba przymusowego oddawania czci Asterushowi, ten gotów był pójść za Gusłkiem w każdy zakątek świata - byle było tam złoto, jadło i być może jeszcze okazja do radosnego chędożenia.
Huskun dołączy do wyprawy, chyba nie sądziliście inaczej! Na razie konsekwentnie udaje wiejskiego głupka otwierając szeroko oczy, robiąc co chwila ciche ochy i achy i snując w myślach pewne dalekosiężne plany...

: 17 lipca 2013, 08:19
autor: mordimer00
Mordil przysłuchiwał się mowie mnichów siedząc na ziemi w kucki, w swojej mordzie żuł jak zwykle jakiegoś robala wysuszonego a na kolanach leżał jego topór który właśnie ostrzył swoja wysłużoną już osełką.
Miał nadzieję, że mnisi może pomogą mu z jego dziwnymi snami, które go nawiedzały co jakiś czas ale czekał cierpliwie na koniec ich przemowy, po czym podszedł do jednego z mnichów i drapiąc się po swej łepetynie zaczął:
-Mama Dunia Baba Sun, Wioldzi mundry klecha jo by chcioł coby wy mogliśta moja spacne mojej rozmie dolmaczenku moje spacne, dobra?
Południowo gobliński
Spoiler!
-Mama Dunia Baba Sun, Wioldzi mundry klecha jo by chcioł coby wy mogliśta moja spacne mojej rozmie dolmaczenku moje spacne, dobra?
-Na Matkę Ziemie i Ojca Słońce, Wielcy mądrzy mnisi ja chciałbym abyście wyjaśnili mi moje sny i czy potraficie mi je wytłumaczyć i pomóc wyjaśnić dobrze?

: 17 lipca 2013, 19:08
autor: 8art
Barthur z nadzwyczajnie skupił się, gdy siwowłosy starzec zaczął gadać o astrologii. Wreszcie coś ciekawego zaczęło dziać się w głowie goblina. Techniczne aspekty astrologii interesował go niezmiernie i wypowiadane kwestie zostawiły niemały ślad. Jak zwykle odezwał się myśląc głośno:

-Pieruna... Gwiozdy godocie. - pokiwał z uznaniem głową: - Ja ino robia wróżba ze smoczych kości, co je w worku trzymom i czasem z plwocin Huskuna. Ale z gwiozd... Bedech się musioł nauczyć kiedy.