Świątynny zamek, popołudnie
- Nigdyśmy nie podawali się za kogoś, kim nie jesteśmy - oznajmił ostrożnym tonem Gusłek, splatając palcami obie dłonie - Imiona swe prawdziwe podaliśmy. Drogami naszymi Pian kieruje. On to zesłał nam owe amulety w sytuacji śmiercią nam grożącej. Nie z własnej też woli w tej oto krainie się znaleźliśmy, choć przyznać muszę, że gościnną na początku wydawać się mogła, przed śmiecią niechybną skóry nasze tu ratunek znalazły. Z żalem wielkim rzec jeszcze muszę, że znanych wam osób więcej już w zdrowiu nie ujrzycie. Życia swe postradali przez poczwary, przed którymi nam ledwo umknąć się udało. Wiem, że słowa moje na nas oskarżenie rzucić mogą, lecz gdybyśmy my to winni byli śmierci owych szlachciców, słowem o tym byśmy nie wspomnieli.
- Więc nie żyją - sapnął mnich siedzący na lewo od siedzącego pośrodku, potrząsając głową o smoliści czarnych włosach - Przyjrzeliście się ciałom?
- Kruca fuks. Jeszcze kaj my byli w lesie, kobiałka nam kazała ode wszystkich precjoza pozabierać i chronić - oświadczył Barthur unosząc dumnie podbródek.
- Lady Axel przeżyła? Weszła z wami we Wrota? - zapytał jasnowłosy elf i aż uniósł się z krzesła zaciskając dłonie mocno na oparciach.
- Kto? Nie pamiętam żadnej kobiety - wtrącił gnom.
- Kapłanka Arianny. Młoda wrażliwa ludzka kobieta? Wierzymy wam, że nie skradliście amuletów, ani, że nie zabiliście wybrańców. Wróżby wieszczyły ich klęskę. Jednak los Axel jest niejasny - mówił łamiącym się głosem elf.
- Spokojnie Markusie - rzekł siedzący w centralnym miejscu człowiek - sam widzisz, że to przypadkowa hałastra. Dwa gobliny, półolbrzym i ork, wraz z gnom i krasnoludem - dodał lekko kpiącym głosem. Pewnie nic nie wiedzą.
- Przypadkowa, Elasserze? A od kiedy to wierzymy w przypadki? Kiedy to porzuciliśmy ścieżkę przeznaczenia? - powiedział siwy starzec.
- Chyba nie myślisz, że oni są naszymi nowymi "Nieulęknionymi", Kiliarze? - prychnął Elasser.
- Twierdzę tylko, że wyparli się pokus i bez szwanku wyszli z Komnaty Próby.
- Jakby ich przeszkolić i wyjaśnić cel misji - zaczął się zastanawiać milczący dotąd ork o pokrytej bliznami po ospie twarzy.
- Raczysz żartować Rag-hugu - zaśmiał się czarnowłosy - Już to widzę. Drżyjcie siły ciemności! Pierzchajcie pokraki mrocznych panów! Nadchodzi czempion Asteriusza, goblin z błotem w uszach.
- Nie kpij z przeznaczenia - zasyczał Kiliar.
Czarnowłosy nie miał jednak zamiaru przestawać i kontynuował swoją farsę.
- Tak, masz rację. Po co nasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w goblińskiej zupie. A to fel..
- Dość! - krzyknął Elasser - Sytuacja jest wyjątkowa, więc i podjęte środki będą wyjątkowe. Radzić mieliście, a nie odstawiać komedie.
Gdy mnisi zamilkli, Elasser spojrzał na stojących na środku sali przybyłych.
- Jak słyszeliście nasze grono jest podzielone jeżeli idzie o znaczenie waszych osób w boskich planach. Jednakże z tego co słyszałem są wśród was głosiciele Piana i Gotam-gora. To nie najgorszy omen. Przeszliście cało przez Komnatę Pokus. To dobry znak. Złożymy wam propozycję. Zaoferujemy wam zapłatę, szkolenia, ekwipunek, wikt i opierunek. Wy w zamian za to wykonacie dla nas jedną misję. Jeżeli się powiedzie pomyślimy nad dalszą współpracą. Jeżeli odmówicie, ugościmy was i jutro odeślemy z doliny. Zastanówcie się przy wieczerzy. Wieczorem czekamy na odpowiedź.
Czekając na przyłączenie do wspólnego pliku konwersacyjnego pozwoliłem sobie przerzucić do wątku treść dotychczasowych rozmów...