Strona 35 z 84

: 28 maja 2012, 22:24
autor: Araven
Można spróbować ustrzelić kilka psów o ile nas to zbytnio nie opóźni.

: 28 maja 2012, 22:32
autor: Keth
Wątek techniczny

Bierze się dwóch albo trzech gości ze sztucerami, strzelą jednocześnie, ktoś zasuwa biegiem po zabite psy, ładuje do auta i w dalszą drogę! To jak, polujecie? ;)

: 29 maja 2012, 00:12
autor: 8art
Watek techniczny

Ash raczej zrezygnuje z marnowania amunicji na psy. Strzela tylko w slusznych sprawach:)

Psy pewnie obgryzaja jakiegos wloczege z ciekawym zestawem niezjadliwego sprzetu. Bedzie mozna sie obliwic;)

: 29 maja 2012, 07:04
autor: deliad
Radeford zlustrował całą okolicę przez lornetkę. Widząc zdziczałe psy, zainteresował się ich łupem. Jeżeli był nim człowiek należało by to sprawdzić. Jeżeli nie można ruszać dalej.

- Szkoda czasu i amunicji na polowanie. Musimy jak najszybciej dołączyć do "Ludzi chudego" - rzekł stanowczym tonem - Ruszamy dalej!

: 29 maja 2012, 09:09
autor: Araven
Jako, że obecnie Eb został dowódcą patrolu po awansie na kaznodzieję wyprawy i przyprowadzeniu 12 owieczek jednak ruszamy. Mimo niechęci do psów po stracie ucha na lotnisku nie będę do nich strzelał. Jednym z nas jest Szarik i mógłby to źle obebrać :P pomyślał Paul. Jedziemy dalej bez zabijania psów, niech sobie żyją.

: 29 maja 2012, 09:20
autor: 8art
Ash spojrzal jeszcze raz na walesajace sie niedaleko psy. Mial zle przeczucia co do strzelania do nich. Tym bardziej ucieszyl sie w myslach, gdy kaznodzieja zarzadzil wyjazd ze zrujnowanej miesciny. Przelozyl karabinek przez ramie, krzywiac sie z bolu po wciaz dzialajacym silnym medykamencie i ruszyl do pick-upa.

Watek techniczny

Aravenie: "szarik mógłby to źle obebrać " - LOL. Malo nie zjechalem z krzesla:) Zwazywszy na okolicznosci NS i podejscie tamtejszych do psow: jak dla mnie przemyslenie roku:)

: 31 maja 2012, 22:37
autor: Keth
Droga nr 64 w Culloden, 7 maja 2055

Radeford przyglądał się podejrzanym psom dość długo, by zyskać pewność, że szarpanym przez nie łupem nie była żadna istota rozumna, a jakieś wyjątkowo pechowe zwierzę. Nie chcąc marnować na polowanie ani czasu ani amunicji kaznodzieja odesłał Stewarta z powrotem do półciężarówki, dosiadając swego harleya i dając wszystkim sygnał gotowości do wyjazdu. Konwój znajdował się jakieś dziesięć minut drogi od obecnej pozycji patrolu, toteż Ebenezer zamierzał szybko ów dystans pogłębić, by ciężkie wozy Sutherlanda nie najeżdżały mu ustawicznie na zderzaki.

Strawione wielkim pożarem Milton znajdowało się niecałe sześć mil na zachód od Culloden. Na wysokości tego miasteczka patrol jedynie zwolnił nieznacznie zamiast się zatrzymać, a uzbrojeni w lornetki ludzie poprzestali na obejrzeniu przez swe szkła morza poczerniałych ruin spustoszonych niszczycielskim ogniem wiele lat wcześniej. Wyglądający przez okno składaka Jack Salt poczuł przypływ dziwnego przygnębienia widząc kwartały obróconych w popiół jednorodzinnych domów, sięgających ku zachmurzonemu niebu fragmentami prętów zbrojeniowych i nadpalonych stropowych belek.

Pogoda zaczynała się psuć, od północy nadciągały gnane wiatrem ciemne chmury niosące zapowiedź deszczu, a deszcze z północy bardzo źle się Saltowi kojarzyły. W deszczowej wodzie były podobno jakieś związki chemiczne wypluwane do atmosfery przez pracujące dzień i noc zautomatyzowane manufaktury Molocha, bardzo szkodliwe nie tylko dla ludzi, ale i każdej innej formy organicznego życia. Kurier miał sposobność widzieć pod Detroit osadę ludzi o potwornej chorobie skóry wywołanej tymi toksynami, objawiającej się kościanymi naroślami i cieknącymi wrzodami nie poddającymi się leczeniu za pomocą jakichkolwiek antybiotyków.

Kiedy wiatr przynosił deszcz z północy, nikt zdrowy na umyśle nie wychodził z odkrytą głową na zewnątrz kryjówki.


Wątek techniczny

Dobra, nie daliście się wciągnąć w zasadzkę zmutowanych inteligentnych psów ninja i dowodzącego nimi superzmutowanego niedźwiedzia pandy, ale nic nie szkodzi, po drodze jest tyle innych pozornie niewinnych miasteczek!

Na wylocie z Milton droga biegnie nad niewielką, ale naturalnie trudną do sforsowania wpław rzeką o nazwie Mud River. Wykonałem dla Was utajnione testy Sprytu i na ich bazie mogę zdradzić, że w drużynie panuje powszechne przekonanie o tym, iż konstrukcja mostu utrzyma ciężar konwoju (ale oczywiście przekonanie to jedno, a rzeczywistość to drugie).

: 31 maja 2012, 22:53
autor: 8art
Wątek techniczny

Co do mostu, Ash sugeruje, żeby przejeżdzać mostem po kolei aby zmniejszyć nacisk na poszczególne przęsła. Nie martwi nasza szpica na moście. Ale za nami w konwoju jadą ciężąrówki. Niech ktoś powiadomi przez radio żeby dali tu jakiegoś pana engineer'a, żeby to sprawdził pod kątem cięzkich wozów.

A na kung-fu pandę i zmutowane psy ninja zamówimy nalot atomowy. Takie panisko jak Sutherland musi przecież dysponować takimi środkami, nie?

: 01 czerwca 2012, 08:47
autor: deliad
Kaznodzieja podniósł dłoń zaciśniętą w pięść, dając innym znać, żeby się zatrzymali. Przed nimi stał naruszony zębem czasu i palcem apokalipsy mostna, a spieniona i brudna woda opływała jego wsporniki.
Dyskretnie podrapał się po wewnętrznej stronie uda. Od jakiegoś czasu czuł wstręt na samą myśl, o zanurzaniu się w "naturalnych" ciekach wodnych.
Pogoda pogarszała się, być może chmury brzemienne w toksyczne płyny, rozprują swe brzuch aby zalać świat swymi trującymi ekskrementami.

Ebenezer poprawił wypłowiały kapelusz o szerokim rondzie i sięgnął do wewnętrznej kieszeni skórzanego płaszcza, po starą, pomiętą i opatrzoną wieloma własnoręcznymi dopiskami, mapę drogową. Przez chwilę studiował jej treść.
Sześćdziesiątka czwórka którą jechali, otaczał Pea Ridge od północy, przechodząc nad niewielką Mud River, nieopodal wpadającą do rzeki Ohio. Oprócz mostu na 64, przez rzekę na mapie przechodziło jeszcze kilka pomniejszym mostów.
Ebenezer zawołał dwóch gangerów, pokazał im mapę i kazał sprawdzić najbliższy most na południu, nieopodal wiaduktu kolejowego.

Do reszty zaś rzekł.
- Dobra chłopaki most nie wygląda najgorzej. My przejedziemy, ale co do ciężkiego sprzętu, to już pewności niema. Przejeżdżamy w takiej samej kolejności jaką jechaliśmy, każdy po kolei.
- Jack daj znać do bazy, żeby wysforowali przodem jakiegoś fachowca, co się zna na takich konstrukcjach, niech oceni dokładnie stan mostu. Jakby stwierdził, że się nie nada będziemy szukać inne przeprawy.

Radeford uruchomił silnik harleya i ruszył pierwszy na druga stronę rzeki.

: 01 czerwca 2012, 09:06
autor: chemdog
-Eb...mogę się przejść.Złaziłem w życiu kilometry ruin.Cos tam wiem o solidności.Jak dotąd nic nie zwaliło mi się na łeb.Dajcie mi chwilę.Chmurki się zbierają.Musiałbym się przebrać.

Techniczny:na wypadek deszczu psa upycham w aucie

: 01 czerwca 2012, 11:25
autor: Keth
Wątek techniczny

Jak rozumiem, dwaj gangerzy zjadą prosto z autostrady na przełaj na południe, do odległego o niecały kilometr most drogowego na Midland Trail, sprawdzą go i wrócą z powrotem na 64-kę? A jak uda się tam Szary? Chce się zabrać jako jeden z pasażerów motorem czy zasuwa na piechotę? Reszta patrolu czeka na zwiadowców na zachodnim brzegu Mud River czy jedzie od razu do Pea Ridge?

: 01 czerwca 2012, 12:23
autor: Araven
Wg mnie powinniśmy poczekać na zwiadowców na zachodnim brzegu.

: 01 czerwca 2012, 13:22
autor: deliad
Wątek techniczny:
Zwiad ma pojechać jedynie obejrzeć most i wrócić. Nie koniecznie na przełaj, niech jadą zjazdem i ulicą Midland Trail, aż do mostu. W tym czasie poczekamy po drugiej stronie mostu na 64. Szary będzie miał chwilę żeby pochodzić i się przebrać, a ja żeby z wysokości mostu rozejrzeć się po mieście lornetką. Gdzieś tam są ludzie chudego.

: 01 czerwca 2012, 13:47
autor: Keth
Droga nr 64 przy Mud River, 7 maja 2055

Wysłani na południowy most gangerzy szybko wrócili z powrotem, wzruszając przy każdym pytaniu Radeforda ramionami i twierdząc uparcie, że odległy o milę most jest w równie dobrym stanie jak ten przerzucony przez rzekę na wysokości autostrady. Kaznodzieja podziękował im ruchem głowy, wypytał na uboczu Szarego uzyskując taką samą opinię jak poprzednio.

- Anioły do Tatuśka - rzucił do radia Salt, oparty plecami o maskę składaka i spoglądający mało życzliwym wzrokiem na ciemniejące przestworza - Most za Milton wydaje się nienaruszony, ale nie dam sobie głowy uciąć za ciężkie wozy. Jeśli macie jakiegoś speca od robót budowlanych, niech to jeszcze sprawdzi. Co? Tak, południowy most też stoi i też jest przejezdny. Tak? Oczywiście. Już wyjeżdżamy.

- Baron każe się pośpieszyć - powiedział odwieszając radio na pas - Martwi się pogodą. Jeśli złapie nas burza, będzie chciał przeczekać w Huntington. Jedziemy?


Wątek techniczny

Oba mosty sprawiają wrażenie przejezdnych, nawet dla ciężkiego transportu. Do postoju motocyklistów Chudego macie jeszcze dziewięć mil (i około 20 minut jazdy), a po drodze jeszcze trzy mosty. W powietrzu czuć zapowiedź deszczu, ale może burza rozejdzie się po kościach...

: 01 czerwca 2012, 13:50
autor: Araven
Jack przekaż Wielebnemu, że ruszamy dalej, mam nadzieję, że nim burza rozszaleje się na dobre dotrzemy do ludzi Chudego.