Leśniczówka, poranek
Huskun zjeżył się w duchu słysząc miano Asteriusza, albowiem bóg ów nie kojarzył mu się z niczym miłym sercu. Wręcz przeciwnie, strzępy wiedzy zaklinacza związanej z bóstwami innymi niż Mamun czy Pian wspominały coś o nakazach miłosierdzia, współczucia, bezinteresownej pomocy, wręcz udzielania jałmużny. Wszystkie te pojęcia był goblinowi tak dalece obce, że sama o nich myśl wywołała u Huskuna gęsią skórkę, ale pokrętny chytry umysł zaklinacza podpowiadał mu, że lepiej byłoby się z takimi przekonaniami nie obnosić.
- Jako w ryncach, un obaczy - odburknął wymijająco goblin, żując jednocześnie rytmicznie kawał wsadzonej do gęby kiełbasy. Jeśli nawet oklejone okruchami sucharów usta Huskuna wzbudziły wesołość mnichów, żaden z nich nie okazał rozbawienia.
Cofnąwszy się o kilka kroków zaklinacz przysiadł na piętach i wsadził między kolana zabraną uczynnie gnomowi torbę, szperając z ogromną ciekawością w jej środku. Kiedy przejawiający równą ciekawość Mordil wyrósł znienacka u boku Huskuna, wychowanek szamana spojrzał na barbarzyńcę ze zmarszczonym czołem, a potem dźgnął powietrze palcem mierząc w postać posilającego się wciąż Gusłka.
- Idź, a o łaskawość poproś świątobliwego męża - oznajmił zachęcającym tonem - Najlepsiej po kuśce głaskaj, pewnikiem się ucieszy, a pobłogosławi. Idź żwawo, Pian wielce wielgaśny bożek, nie taki jakowy dziwakowy Baba Sum, iście jaka ryba, a nie bożek!
Korzystając z wolnej chwili goblin chętnie przeszpera całą torbę, w końcu należy mu się trochę rozrywki za wysiłek włożony w przytarganie bagażu gnoma do leśniczówki. Suchary i kiełbasę zje, resztę obmaca, zwłaszcza księgę (tłustymi od kiełbasy paluchami).