W domostwie Jareda Brunty, poranek
Eithart mówił cicho, ale wyraźnie, nie chcąc zaalarmować swymi słowami przebywających w sąsiednim pomieszczeniu dziewcząt, a pragnąc zarazem pewności, że wsłuchani w jego opowieść Duvikanie doskonale zrozumieją każde zdanie. Obaj starcy wpatrywali się w gorlamickiego kapłana w zupełnym milczeniu, niemalże wstrzymując oddech, na ich pociętych zmarszczkami obliczach rysowało się zaś osłupienie przemieszczane z trwogą. Eithart nie mógł rzecz jasna wykluczyć, że obaj świetnie panowali nad okazywanymi emocjami, instynkt podpowiadał mu jednak, że wcale nie udawali zaskoczenia, lecz prawdziwie byli wstrząśnięci podejrzeniami gorlamity wobec fałszywej kapłanki.
- Pozbycie się Sanny w tym momencie też mogłoby mieć straszliwe skutki. Być może jest tylko pomocnikiem demona. Jeżeli taka hipoteza jest prawdziwa to musimy znaleźć drogę, jak pokonać tą moc, a rzekoma kapłanka może nam w tym pomóc - dokończył swą opowieść Eithart, pocierając spoconą dłonią podbródek.
- Czy jesteście w stanie sprawdzić, czy Sanna lub jej pomocnik opuszczali mury osady od czasu, gdy przybyli do Duviku? - zapytał Trehant, zanim Duvikanie zdążyli w jakikolwiek sposób skomentować słowa gorlamity - Sądzę też, że warto by było spytać kapitana, co mu kapłanka tłumaczyła, nim doszło do walki z Esajanami.
- Niby kapłanka! - sarknął wyraźnie wzburzony Brunta - Nigdy sobie nie wybaczę, żem się tak dał podejść, jeno jedno mam ku sobie na obronę, że asteriańskie obrządki wielce mi obce w szczególe i żem się w jej postępkach nie dopatrzył przez to niewłaściwych rzeczy.
- Wszelako wciąż nie wiemy, czy ona zaprawdę jest wysłanniczką satrapy Tureganu czy też duszą przez demona zawładniętą - wtrącił pośpiesznie Magur Dragan - Sam nie wiem, co mnie tutaj bardziej lęka! A co do onych przebywania w osadzie, co rusz które gdzieś znika, to sama Sanna, co na pustynię wychodzi medytować w samotności, to ten jej niemowa gdzieś przez nią posyłany w im tylko znanych sprawach.
- Czy Sanna i jej pomocnik byli w osadzie, gdy zaginęła ta znaleziona przez nas na pustyni para? - dopytywał dalej ze zmarszczonym czołem Trehant, porządkując sobie w myślach pewne sprawy.
- Tego mi nie wiedzieć - wzruszył ramionami sędziwy strażnik praw - Wszelako zdaje mi się, że tamtej nocy nie widziałem nigdzie tego jej służbity...
- Na początek chcemy porozmawiać z Esajanami - powiedział Eithart - Im szybciej, tym lepiej. Mus nam wywiedzieć się czegoś więcej o tym demonie, któren im się objawił przed brzaskiem. I zdałoby się pilnować z oddali Sannę, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie czyni czego podejrzanego.
Wątek techniczny
Wydaje mi się, że wkomponowałem w fabularkę wszystko, co pisaliście w ostatnich postach. Macie zielone światło w kwestii przesłuchania ocalałych karawanników, możecie to zrobić choćby i natychmiast. Jeśli o dyskretną obserwację Sanny idzie, w jaki sposób chcecie to rozegrać? Kto miałby ją obserwować i kiedy zacząć?
Treant, jedyne znalezione w miejscu mordu na szlaku ślady to piaskowe lejki po wylanej z bukłaków wodzie oraz ślady butów biegnące ze szczytu koryta rzecznego na jego dno, a potem z powrotem na skalisty płaskowyż, gdzie się urwały na skalnym podłożu.
PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chatka dla gości, poranek
Widząc pojednawczy gest goblina obaj Duvikanie usiedli z wahaniem na podsuniętych im matach, wszelako pierwszy kapitan nie ustawał w podejrzliwym mierzeniu Mordila wzrokiem.
- Ile minąć księżyce od pierwsza chora ludź, i czy pierwej ludź zachorować czy może jakaś nowa twarz się w osada pojawić przed choroba? A jeśli tak, to kto to być? - zapytał barbarzyńca wyciągając spośród swoich tobołków bukłak z napitkiem i podnosząc go w geście zaproszenia. Oktar Detelf pokręcił przecząco głową, ale Hakan Harmun sięgnął po trunek upijając z bukłaka grzecznościowy łyczek.
- Będzie tydzień z okładem jak się ta choroba zaczęła - oznajmił myśliwy ocierając wpierw usta rękawem - Najpierw dziatwę położyła, onych maluczkich, potem zaś starszych, na chybił trafił, wojaków naszych, starców na kosturach wspartych, młodziaków z kopalni, dziewki.
Mordil nie mógł nie dosłyszeć głębokiej nuty przygnębienia i żalu dźwięczącej w głosie Hakana mimo jego oczywistych wysiłków zmierzających do zachowania beznamiętnego tonu.
- Ale to się zaczęło, zanim przyjechała tutaj świątobliwa Sanna - ciągnął dalej Harmun - Wcześniej prawie miesiąc nie było żadnego przyjezdnego, bo wtedy nikt jeszcze nie wiedział o mintongu, wszak wyście pierwsi tę wieść przynieśli. A że pora sucha w pełni, zwykle nikt tutaj tera nie zagląda. Czcigodna kapłanka zatrzymała się u nas pięć dni temu, kiedy już pierwsi chorzy krew poczęli toczyć z uszów, a oczów. Była jeno ze swym świątynnym służbitą, onym młodzikiem niemową, a zara się z pomocą rzuciła, nie szczędząc sił.
Uhra zauważyła kątem oka, że pierwszy kapitan wzdrygnął się mimowolnie słysząc słowa o cieknącej z oczu i uszu krwi, domyślała się jednak, że komendant należał do tej części duvikańskiej społeczności, której starszyzna oszczędnie dawkowała informacje o szczegółach potwornej choroby.
- Mordil ma racje, golnijmy na zgodę, wszak nie o to chodzi, aby waśni szukać, a sposobu pozbycia się mrowczarzy i tego chorobska paskudnego, stąd nasza ciekawość - powiedziała dziewczyna wyjmując goblinowi z rąk bukłak i upijając samej porządny haust mocnego trunku. W gardle zapłonęło jej znienacka, a w oczach pojawiły się na ułamek chwili otarte dłonią łzy, ale przełknąwszy napitek skwitowała ową chwilę słabości donośnym śmiechem, wywołując mimowolnie taką samą reakcję mężczyzn.
Widząc pojednawczy gest goblina obaj Duvikanie usiedli z wahaniem na podsuniętych im matach, wszelako pierwszy kapitan nie ustawał w podejrzliwym mierzeniu Mordila wzrokiem.
- Ile minąć księżyce od pierwsza chora ludź, i czy pierwej ludź zachorować czy może jakaś nowa twarz się w osada pojawić przed choroba? A jeśli tak, to kto to być? - zapytał barbarzyńca wyciągając spośród swoich tobołków bukłak z napitkiem i podnosząc go w geście zaproszenia. Oktar Detelf pokręcił przecząco głową, ale Hakan Harmun sięgnął po trunek upijając z bukłaka grzecznościowy łyczek.
- Będzie tydzień z okładem jak się ta choroba zaczęła - oznajmił myśliwy ocierając wpierw usta rękawem - Najpierw dziatwę położyła, onych maluczkich, potem zaś starszych, na chybił trafił, wojaków naszych, starców na kosturach wspartych, młodziaków z kopalni, dziewki.
Mordil nie mógł nie dosłyszeć głębokiej nuty przygnębienia i żalu dźwięczącej w głosie Hakana mimo jego oczywistych wysiłków zmierzających do zachowania beznamiętnego tonu.
- Ale to się zaczęło, zanim przyjechała tutaj świątobliwa Sanna - ciągnął dalej Harmun - Wcześniej prawie miesiąc nie było żadnego przyjezdnego, bo wtedy nikt jeszcze nie wiedział o mintongu, wszak wyście pierwsi tę wieść przynieśli. A że pora sucha w pełni, zwykle nikt tutaj tera nie zagląda. Czcigodna kapłanka zatrzymała się u nas pięć dni temu, kiedy już pierwsi chorzy krew poczęli toczyć z uszów, a oczów. Była jeno ze swym świątynnym służbitą, onym młodzikiem niemową, a zara się z pomocą rzuciła, nie szczędząc sił.
Uhra zauważyła kątem oka, że pierwszy kapitan wzdrygnął się mimowolnie słysząc słowa o cieknącej z oczu i uszu krwi, domyślała się jednak, że komendant należał do tej części duvikańskiej społeczności, której starszyzna oszczędnie dawkowała informacje o szczegółach potwornej choroby.
- Mordil ma racje, golnijmy na zgodę, wszak nie o to chodzi, aby waśni szukać, a sposobu pozbycia się mrowczarzy i tego chorobska paskudnego, stąd nasza ciekawość - powiedziała dziewczyna wyjmując goblinowi z rąk bukłak i upijając samej porządny haust mocnego trunku. W gardle zapłonęło jej znienacka, a w oczach pojawiły się na ułamek chwili otarte dłonią łzy, ale przełknąwszy napitek skwitowała ową chwilę słabości donośnym śmiechem, wywołując mimowolnie taką samą reakcję mężczyzn.
- Spytajmy zatem czym prędzej Esajan o tę wizję, która nawiedziła Salacha. Wydaje mi się też, że należy dać chorym wybór, czy chcą poddać się zabiegom. Może mogliby przy okazji obserwować Sannę? Tylko czy zechcą z nami współpracować? Sugeruję także rozmówić się z kapitanem na temat tego, co usłyszał od naszej podejrzanej nim doszło do walki z Esajanami.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
No to chyba audiencja jest zakonczona, udajmy sie do chatki. Ja z Trehantem nic nie wiemy o tym że kapitanowie tam sa, ale pewnie spotkamy sie w polowie drogi to sobie pogawedzimy moze troszke jak Kuklinowski z Kmicicem:) Osobiscie sugeruje zeby moze Trehant z El Skela ze wzgledu na ukierunkowania profesyjne tropili Sanne i jej pomocnika w nocy. A my moze bysmy zrobili z Uhra, Mordilem i kapitanami ewentualny rekonesans po okolicznych jaskiniach - najlepiej glosno, zeby odwrocic uwage od tropicieli. Moze sie okazac, ze to my bedziemy sledzeni przez Sanne lub jej zausznikow a oni przez naszych lowcow.
Mozemy ewentualnie zainscenizowac jakas scenke wsrod "publicznosci", ze niby Trehant ranny, cierpi i zostaje w obozie, Skela bedzie nad nim "czuwal". Bedzie mniej podejrzen, czemu tylko kilkoro z nas udaje sie na zwiad.
Jesli chodzi o gadke z kapitanem o jego rozmowie z "asterianka" to nie wtajemniczal bym go poki co w nasza wiedze. Moze byc tak, ze nawet nieswiadomie pomaga Sannie, wiec im mniej wie tym lepiej. Jezeli kapitan powie o czym to rozmawial z podejrzana to moz
No to chyba audiencja jest zakonczona, udajmy sie do chatki. Ja z Trehantem nic nie wiemy o tym że kapitanowie tam sa, ale pewnie spotkamy sie w polowie drogi to sobie pogawedzimy moze troszke jak Kuklinowski z Kmicicem:) Osobiscie sugeruje zeby moze Trehant z El Skela ze wzgledu na ukierunkowania profesyjne tropili Sanne i jej pomocnika w nocy. A my moze bysmy zrobili z Uhra, Mordilem i kapitanami ewentualny rekonesans po okolicznych jaskiniach - najlepiej glosno, zeby odwrocic uwage od tropicieli. Moze sie okazac, ze to my bedziemy sledzeni przez Sanne lub jej zausznikow a oni przez naszych lowcow.
Mozemy ewentualnie zainscenizowac jakas scenke wsrod "publicznosci", ze niby Trehant ranny, cierpi i zostaje w obozie, Skela bedzie nad nim "czuwal". Bedzie mniej podejrzen, czemu tylko kilkoro z nas udaje sie na zwiad.
Jesli chodzi o gadke z kapitanem o jego rozmowie z "asterianka" to nie wtajemniczal bym go poki co w nasza wiedze. Moze byc tak, ze nawet nieswiadomie pomaga Sannie, wiec im mniej wie tym lepiej. Jezeli kapitan powie o czym to rozmawial z podejrzana to moz