Strona 24 z 126

: 11 listopada 2012, 14:56
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów

Większość mieszkańców porzuciła na chwilę swe obowiązki odprowadzając gromadnie zmierzających w stronę kamiennego mostu posłańców, poklepując ich po ramionach i życząc szczęśliwej podróży. Idący pośrodku grupki najmitów altmer zachowywał powściągliwość świadomy tego, że niemal żadne życzenia nie były słane pod adresem jego własnej osoby.

- Wrócicie z powrotem z hersirami? - zapytała siostra kupca Valeriana, która ponownie wyrosła u boku Hastura - Liczę na to, jak również na to, że przyjmiesz wtedy gościnę w moim domu.

Redgard domyślał się, że słyszący owe zaproszenie Sven, oddalony ledwie o pół kroku od dziewczyny, odkrył właśnie w swym sercu ogromne pokłady niechęci do przybysza z południa, ale jakoś wcale się tym nie przejął, spoglądając z góry w wielkie orzechowe oczy Camilli.

- Najpewniej wrócimy - odparł wojownik pamiętny tego, że i tak musiał zjawić się z druhami w Rzecznej Puszczy po odbiór nagrody za sprowadzenie pomocy - Tylko nie wiem, kiedy.

- Nie szkodzi, zaczekam - uśmiechnęła się Camilla - Chłop jesteś na schwał, wpadaj kiedy tylko zechcesz.

Płynąca wartko rzeka szumiała na sterczących z toni kamieniach, koiła uszy swym dźwiękiem. Najmici wstąpili na kamienny most łączący oba brzegi, żegnając wieśniaków zdawkowymi ruchami rąk.


Obrazek

Na obrazku powyżej widać kamienny most wiodący na drugą stronę rzeki. Idąc przeciwnym brzegiem na wschód prędzej czy później dotrzecie do Białej Grani.

: 11 listopada 2012, 15:28
autor: Keth
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów

Zagłębiwszy się w rzadki las po przeciwnej stronie rzeki mężczyźni stężeli w jednej chwili, pozbyli się pozornie beztroskiego wyrazu twarzy taksując bacznym wzrokiem okoliczne chaszcze. Wyłożona blokami kamienia stara droga biegła nieco powyżej rzecznej skarpy, otoczona wysokimi przekwitniętymi krzewami. Od strony północy ku niebu wspinały się chropowate skały, przechodzące wyżej w zbocza gór.

- Ciekawy jestem, gdzie się na nas zasadzili - mruknął Hastur, który przezornie trzymał dłoń z dala od rękojeści miecza, ale który gotów był zarazem dobyć w każdej chwili niezawodnej południowej stali.

- O ile w ogóle będzie jakaś zasadzka... - odezwał się idący obok Sivariaela Llorvas, odsuwając z głowy kaptur płaszcza i spoglądając na altmera podejrzliwym wzrokiem - Rozmowa marszowi w niczym nie przeszkadza, kuzynie. Gadaj, co dokładnie słyszałeś od tych zbójów i co wiesz o tym Bretonie?

Ahraveen zasyczał z aprobatą, wodząc wokół siebie zmrużonymi żółtawymi ślepiami. Opinająca jego ciało futrzana zbroja przydawała jaszczurowi bardziej masywnego wyglądu, ale największą radość argonianina budziło przyjemne ciepło dotykającego łuskowatej skóry futra, wyścielającego wewnętrzną stronę pancerza.

Jesteście już z dala od wioski, toteż macie okazję pogadać szczerze ze swoim nowym towarzyszem podróży. Pytania Llorvasa już wrzuciłem do fabularki, ale możecie dołożyć coś od siebie, jeśli chcecie. I naturalnie zadeklarujcie jakieś ewentualne poczynania w kwestii wiadomej zasadzki!

: 11 listopada 2012, 17:22
autor: Araven
Ahraveen, się cieszył. Nareszcie opuścili gniazdo ludzi, nie bylo tam tak prytulnie jak na ciepłych bagnach, argonianina cieszyło, że ma ciepłą zbroję, zazdrościł Khjitowi jego futra a sam nie lubił zimna. Futrzana zbroja była tym, czego potrzebował. Zimne jesienne noce w górach zdarzały się coraz częściej. Ciekawe czy Altmer nass zdradzi myślał jaszczur. Był czujny, nie zamierzał obcym oddać swej nowozakupionej zbroji ani broni.

: 11 listopada 2012, 18:03
autor: Keth
Trakt do Białej Grani, 10 dzień Ostatnich Siewów

Wietrzący ustawicznie nosem khajiit zrównał na chwilę krok z Hasturem, trącił ludzkiego przyjaciela łokciem w bok zerkając na niego ciekawskimi ślepiami.

- Hastur chce wrócić do wioski po złote krążki czy mleczną samiczkę? - zapytał kotołak - Barr'teh widział jak Hastur na nią patrzył. Człowieki bardzo zadziwiaśne dla Barr'teha. Po co ona upachniła mlekowe sutki? Przecież nie nosiła w brzuchu młodych, mleka jeszcze nie miała!

Redgard nie zdołał powstrzymać zduszonego śmiechu, kolejny raz rozbawiony perspektywą postrzegania świata przez futrzastego druha.

- Ty pewnie byś na moim miejscu spróbował wsadzić jej nos pod ogon, co? - parsknął ciemnoskóry wojownik - Kłopot w tym, że ludzie nie mają ogonów, mają też zupełnie inne obyczaje jak wy, kotołaki.

- Barr'teh wielki znawca ludziów, ale takie sprawy mu niezwyczajne - pokiwał głową kocur, strzygąc spiczastymi uszami - Człowieki bardzo dziwaczne, Barr'teh nigdy tak do końca nie zrozumie człowieków.

- Zabiorę cię kiedyś do porządnego zamtuza - obiecał poważnym tonem Hastur - Takiego, gdzie doświadczone ludzkie kobiety zajmą się tobą na ludzki sposób, a tak wprawnie, że ci... że ci ogon stanie!

- Barr'teh nie pozwoli, żeby jakaś samiczka bez futra dotykała jego ogona! - zjeżył się natychmiast kocur - A Hastur niech zapomni teraz o tej mlecznej cesarskiej samiczce, bo trza ślepia dobrze wytrzeszczać po chaszczach!

- Musiałbym teraz przypomnieć, kto tę rozmowę zaczął - mruknął Redgard rozglądając się ponownie wokół siebie.

Pamiętajcie, że straciliście już z oczu Rzeczną Puszczę. Otacza Was górski las porastający obie strony starej drogi, pełen krzaków i omszałych skał - generalnie teren ułatwiający zasadzkę. Czekam na informację o ewentualnych środkach ostrożności, jakie mielibyście zamiar przedsięwziąć.

: 11 listopada 2012, 18:23
autor: Araven
Rozglądamy się okolicy, nasłuchując także, chyba nie powinniśmy iśc w zbitej gromadzie, kotołak na przód ja kilka metrów z tyłu. Inni po około dwa metry od siebie jeden za drugim.

: 11 listopada 2012, 19:31
autor: Procjon
Elf, jak gdyby nie zauważając reszty drużyny, wysunął się do przodu. Widział w swym życiu dość sporą ilość zasadzek, a w większości uczestniczył. Wiedział, że najlepszą okazją dla bandytów będzie zasadzić się w lesie zaraz przed stokami gór, a potem przycisnąć drużynę do górskiego zbocza. Później droga wychodziła na równiny, gdzie szansa zaskoczenia byłaby zerowa. Muszą czaić się w lesie.

: 11 listopada 2012, 19:50
autor: namakemono
Czy Sivariael ma do powiedzenia coś jeszcze w kwestii zasadzki? Jeśli nie, to nie za dużo mamy informacji. Skoro chce iść przodem - niech idzie. Rozciągnięcie kolumny w zasadzce nie pomoże. A może by tak w podejrzanych etapach drogi kotołaka wysłać równolegle - lasem? Mógłby bezszelestnie się skradać, nie będąc zauważonym być może odkryłby zawczasu zasadzkę lub mógłby zaatakować napastników z flanki w przypadku ataku.

: 11 listopada 2012, 19:50
autor: Araven
Altmerze, gdzie idziesssz? z przodu jesst kotołak, nic nie rzekłeś o zassadzce, wygląda jakbyś szedł do Nordów, przed którymi nass ossstrzegałeś...

: 11 listopada 2012, 19:51
autor: Keth
Trakt do Białej Grani, 10 dzień Ostatnich Siewów

Poinstruowany przez Ahraveena, khajiit ponownie objął szpicę czujki posuwając się środkiem drogi kilka metrów przed resztą towarzyszy i nawet na chwilę nie pozwalając sobie na osłabienie czujności. W lesie uwijało się wiele małych stworzeń - ptaków, gryzoni i owadów - ale kocur z iście męczeńską wytrwałością ignorował ich obecność nie dając się zbić z tropu lub co gorsza, ulec pokusie zapolowania na borsuka czy susła.

Wyjątkowo milkliwy Sivariael ignorował z uporem godnym lepszej sprawy pytania towarzyszącego mu Llorvasa i chociaż Barr'teh nie zwracał na tę jednostronną rozmowę większej uwagi, wyczuwał narastającą w zastraszającym tempie irytację dunmera, przejawianą bardziej mową ciała niż słowami. Coś podpowiadało kocurowi, że nie słynący z nadmiaru cierpliwości Llorvas prędzej czy później okaże swe niezadowolenie w bardziej bezpośredni sposób, inicjując być może bolesną, ale na pewno widowiskową konfrontację.

Sivariael przyśpieszył kroku chcąc być może uwolnić się od Llorvasa, nim jednak dogonił Barr'teha, khajiit zesztywniał nagle i uniósł raptownie swą prawą łapę. Widząc ów gest pozostali przybysze z Brumy smyrgnęli czym prędzej na pobocza traktu, kucając w cieniu drzew z dobytą częściowo bronią.

Pośrodku drogi pozostał jedynie napinający mięśnie kotołak i stojący ze zdezorientowaną miną altmer.

Bardzo czuły węch khajiita wychwycił nikły, ale charakterystyczny zapach: słodkawy mdlący odór spalonego mięsa, niesiony wiatrem gdzieś z głębi traktu.

Ciekawy też jestem jak się niebawem ułożą relacje Llorvas-Sivariael, bo dunmer nie słynie z taktu i cierpliwości ;)

: 11 listopada 2012, 19:57
autor: Procjon
- Nie dosłyszałem, gdzie zasadzili się na was, ale znam się trochę na zasadzkach. Sadzę, że zaatakują nas w okolicy tamtej przełęczy - elf wskazał na okolice Czarnygłazu. - To najkorzystniejsza dla nich lokacja. Nie będziemy mieć dokąd uciekać, jeżeli wejdziemy do przełęczy, a za Czarnygłazem są same równiny. Mogę się mylić, ale myślę, że zaatakują właśnie tam.
Sorry że teraz, ale pisałem to zanim Keth dopisał poprzedni post.

: 11 listopada 2012, 20:07
autor: 8art
Kocur sprawdził skąd wieje wiatr i tym samym skąd niesie zapach pieczystego. Pieczen na ogniu raczej nie była niezbytym dowodem na czającą się w poblizu zasadzkę, ale czymś co zdecydoanie nie pasowało do otoczenia i wyraźnie świadczyła o obecności humanoidów w okolicy. A jakie mogli mieć zamiary wobec wędrowców, to bogowie tylko wiedzieli. Wytężył wzrok i szukając odległych śladów dymu, po czym zamknął oczy i zdał się na czuły węch.

Istniała jeszcze jedna opcja. Mięso mogło być spalone ogniem smokowatego. Sama myśl o potworze spowodowała, że oczy khajita rozwarły się szeroko w niemym strachu. O ile nie bał się ludzi, to wielki smok przerażał kotołaka pierwotnym strachem i była synonimem nieuchronnej śmierci. Na szczęście szansa na spotkanie potwora była minimalna. Barr'teh powoli ruszył za tropem dymu.

- Barr'teh czuje spalone mięsiwo. Spalone na czarno. Khajit nie poznaje czy to odór spalonych człowieków czy sarniny.
Ruszam powoli odnaleźć źródło skąd pochodzi odór

: 11 listopada 2012, 20:36
autor: Keth
Trakt do Białej Grani, 10 dzień Ostatnich Siewów

Pozostawiwszy za sobą resztę towarzyszy, kotołak wślizgnął się pomiędzy gęstwę krzewów porastających północną stronę traktu, zmierzając ostrożnie ku źródłu niepokojącego odoru. Wąsy kocura poruszały się ustawicznie, łowiąc sygnały czytelne tylko dla khajiita, niesione podmuchami leciutkiego wiatru.

Rozgarnąwszy dużą kępę paproci kocur wyjrzał na niewielkie wzniesienie górujące ponad drogą i zesztywniał uzmysławiając sobie znienacka, co wydzielało tak nieprzyjemny dla khajiita zapach.

Na skałach leżało kilka ludzkich ciał, nieruchomych i częściowo strawionych ogniem, poczerniałych, ale i pokrytych zaschłą niedawno krwią. Barr'teh zrobił ku trupom kilka ostrożnych kroków, spoglądając na nie nieufnie, a potem zerkając równie podejrzliwie ku koronom drzew.

Nigdzie nie odkrył śladu smoka, chociaż w pierwszej chwili przekonany był niezbicie, że martwi ludzie nad szlakiem padli ofiarą uskrzydlonej bestii. Korony drzew rozciągających nad miejscem rzezi swe gałęzie okazały się nienaruszone, nie spadł z nich żaden strącony podmuchami skórzastych skrzydeł liść.

Cokolwiek zabiło tych ludzi, nie był to drapieżny potwór z Helgen.

W lesie cisza, nie widać śladu zabójcy...

: 11 listopada 2012, 20:56
autor: Araven
Co tam znalazłeś Khait? Jaszczur się nieco zaniepokoił, że kotołak zniknął mu z oczu i ruszył do niego by zobaczyć co znalazł koci zwiadowca.
Staram się ocenić, czy ofiary zginęły od magii i ew. broni, używam tropienia, spostrzegawczości i swojej wiedzy.

: 11 listopada 2012, 21:17
autor: 8art
Też najpierw sprawdzam czy przyczyną śmierci byłą jakaś magia. Obchodzę jeszcze okolicę w poszukiwaniu śladów.

: 11 listopada 2012, 21:36
autor: Procjon
Czy widziałem już podczas swoich podróży podobne ślady? Poza tym obchodzę okolicę i sprawdzam czy nikogo nie ma w pobliżu.