PBF - Podstępna rubież

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 27 kwietnia 2012, 20:33

Leon wypalił z obu luf obrzyna w kierunku miejsca w którym mogło stać to coś,nastepnie z okrzykiem
-Spier..aj!
pomknął rączym kłusem w kierunku wyjścia,rzucając prze zramie niespokojne spojrzenia za siebie aby upewnic sie ze nic go nie goni.Wetknął pustą broń do olstra i dobywajac Berette pobiegl w kierunku Aniołów
-Spadamy!

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 27 kwietnia 2012, 20:38

Szaremu krew odpłynęła z twarzy.Zamarł przerażony by po chwili wyprysnąć z kryjówki jak rasowy sprinter.Galopem ruszył w strone wyjścia nawet nie patrząć za siebie.Był pewien że moment nieuwagi na zagruzowanej podłodze marketu bedzie go kosztował życie,albo w najgorszym razie jego cenny plecak
-W dupie to mam.W Lexington sie nachapiemy!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 kwietnia 2012, 01:39

Zakładam że Ash i Mr Smith usłyszą huk wystrzału Leona. Jeśli tak to:

Ash odwrócił się gwałtownie w stronę huku wystrzału.

- Blisko. To dublet z broni śrutowej. Tylko Leon ma taką w pobliżu. Za mną. - krótko syknął do Mr Smitha. - Pilnujesz prawej i naszych pleców.

Paramedyk miał cichą nadzieję, że wystrzał zaalarmuje pozostałych, buszujących po okolicy Aniołów, którzy skierują kroki w stronę skąd doszedł ich huk. Tym samym ułatwi sobie życie i oszczędzi biegania po sąsiedztwie. Zostało siedem minut z niewielkim okładem. Czy tylko Eb z Jackiem dosłyszą wystrzał?

EDIT: Żeby tylko Leon nie poczęstował przypadkiem Pani Smith podwójną porcją śrutu :D
Ostatnio zmieniony 28 kwietnia 2012, 11:34 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 28 kwietnia 2012, 09:43

Wątek techniczny:
Eb z Jackiem wracają, nie oszczędzając harleya. Jeżeli słyszeliśmy wystrzał to tym bardziej. Wracamy do pikapa później się pomyśli co dalej.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2012, 19:47

Walmart w Hurricane, 7 maja 2055

Szary zerwał się na nogi niesiony zastrzykiem adrenaliny, którego chyba nigdy jeszcze w życiu nie doświadczył. Nie miał pojęcia, skąd pochodził ciepły, kryjący w sobie wyraźnie zwierzęcą nutę oddech, który owionął mu kark, ale podświadomie czuł, że jakakolwiek próba obejrzenia się za siebie mogła przynieść wyłącznie bolesną śmierć.

Runął przed siebie w stronę wyjścia z apteki, uderzając biodrem w jakiś regał i posyłając go z ogłuszającym hukiem na podłogę. Fala bólu zalała zmysły mężczyzny stanowiąc pierwszą zapowiedź mającego sie dopiero pojawić solidnego siniaka, ale Stalker pozwolił sobie jedynie na głuche stęknięcie, świadomy straceńczego wyścigu o życie. Wypadł do głównego holu słysząc za sobą dziwne dźwięki świadczące o ewidentnym pościgu: miękki odgłos uderzających w podłogowe płytki łap i chrapliwe sapanie podnoszące mężczyźnie włosy na karku. Przesadził ciąg złączonych ze sobą łańcuchami zakupowych wózków i dopadł szeroko otwartych wejściowych drzwi, częściowo rozbitych i wiszących krzywo na zawiasach.

Pogięta metalowa rama, odkształcona wiele lat temu na podobieństwo aluminiowego pazura, złapała Szarego zakrzywionym szpicem za pasek plecaka, potężnym targnięciem osadzając człowieka w miejscu. Materiał paska wytrzymał nieoczekiwane obciążenie, za to ziemia dosłownie uszła spod nóg mężczyzny, kiedy ten wykrzywił ciało w iście akrobatycznym wygibasie i grzmotnął plecami w chodnik przed wejściem do Walmartu.

Potylica Stalkera uderzyła z trzaskiem o marmurowe płytki, a wypchany dobytkiem plecak omal nie zgruchotał mu kręgosłupa. Świat zawirował w oczach zbieracza, pełen rozmazanych obrazów i czarnych plam, pomiędzy którymi zmaterializował się nieoczekiwanie jakiś dziwaczny kształt, upstrzony białymi punkcikami i wydający z siebie krótkie dźwięki o wysokiej nucie.

Oszołomiony uderzeniem w głowę Szary zacisnął z całej siły powieki, a potem otworzył szeroko oczy, próbując nie zwracać uwagi na pulsujący pod sklepieniem czaszki ból. Górujący nad jego twarzą dziwaczny kształt nabrał wyrazistości, przechodząc w obraz, który mózg zbieracza zdołał w końcu sklasyfikować.

Czując przypływ paniki człowiek przekręcił się na brzuch macając rozpaczliwie wokół siebie w poszukiwaniu upuszczonej broni. Widząc ten gest przestraszony pies cofnął się z podkulonym ogonem, kładąc po sobie uszy i spoglądając na Szarego okrągłymi z przerażenia oczami. Był to dorosły owczarek niemiecki, pokryty puszystą brązowoczarną sierścią dość zadbaną, by Stalker zrozumiał, że ma do czynienia z oswojonym zwierzęciem, a nie zdziczałą bestią.

Zresztą zachowanie psa dalekie było od dzikości: zwierzę przywarło brzuchem do chodnika popiskując żałośnie i nie odrywając zalęknionego spojrzenia od dwunożnej istoty przypominającej mu zapewne nieobecnego opiekuna.

Gdzieś z tyłu, od strony zabudowań samochodowych salonów dobiegł znienacka trzask podwójnego wystrzału i pies pisnął jeszcze głośniej przyciskając łeb do ziemi.


Wątek techniczny

Bestia została zdemaskowana! W ślad za Szarym do Walmartu wślizgnął się ukryty dotąd pod wrakiem ciężarówki komisarz Reks (na pewno łapiecie, o kim mówię, prawda?). Zwierzę jest skrajnie przerażone, sprawia też wrażenie odwodnionego, ale instynktownie garnie się do człowieka (wyraźnie widać, że to oswojony zwierzak).

I co teraz, Chemdogu? Przygarniesz czworonożnego doga czy od razu przerobisz go na rację żywnościową? I jak reagujesz na dźwięk wystrzału? Poproszę o krótką precyzyjną deklarację.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2012, 19:51

Biuro Courts Motors, 7 maja 2055

Smith potrząsnął głową słysząc słowa Asha, pokręcił nią przecząco pokazując jednocześnie lufą Glocka na uchylone drzwi wiodące ku zapleczu salonu Courts Motors. Paramedyk zmarszczył czoło, ale starszy mężczyzna syknął coś z zawziętą miną, a potem oderwał się od samochodu i potruchtał zgięty wpół w stronę wejścia. Tisdale zmełł w ustach przekleństwo i ruszył w ślad za towarzyszem, mierząc lufą karabinka w najbliższe okno biura dealera.

Smith przywarł do ściany tuż przy drzwiach, machnął na Asha ponaglająco. Mimo podeszłego wieku poruszał się zwinnie i sprężyście, dowodząc całkiem niezłej sprawności fizycznej. Paramedyk dołączył do niego, skulił się i wślizgnął z gotową do strzału bronią do środka budynku. Minąwszy kilka niewielkich klitek stanowiących stanowiska biurowe Ash przemieścił się ostrożnie aż pod przejście do głównego holu salonu, zastawionego częściowo zniszczonymi samochodami różnych marek.

Smith sunął w ślad za nim, mierząc z Glocka w ciasną przestrzeń każdego mijanego biura.

Pani Smith znajdowała się w głównym pomieszczeniu budynku, Ashley spostrzegł ją, kiedy tylko stanął na ugiętych lekko nogach w progu. Tkwiła nieruchomo na blacie dosuniętego do jednej ze ścian stołu, z podciągniętymi pod brodę kolanami i Sig-Sauerem ściskanym kurczowo w trzęsących się mocno rękach. Dostrzegła ruch w tym samym momencie, rzuciła w stronę paramedyka przerażone spojrzenie wskazując jednocześnie lufą pistoletu ku pryzmie rzuconych na kupę biurowych mebli spiętrzonych w rogu holu.

Czując nagły ucisk w gardle mężczyzna skulił się jeszcze bardziej, przycisnął do ramienia kolbę M4A1 przesuwając się ku starszej pani i celując jednocześnie cały czas we wskazanym przez nią kierunku. Przez jego głowę przemykały szaleńcze myśli próbujące określić jednoznacznie rodzaj nieznanego jeszcze zagrożenia. Pryzma nie sprawiała wrażenia kryjówki zdolnej pomieścić w swych szczątkach dużego drapieżnika, ale Ash zdawał sobie sprawę z tego jak śmiertelnie niebezpieczne potrafiły być mniejsze stworzenia, częstokroć groteskowo zmutowane, obdarzone drogą nienaturalnej ewolucji jadem lub toksycznym śluzem.

- Bogu dzięki, że jesteście - wyszeptała zbielałymi ustami kobieta, omal nie wypuszczając broni z rąk - Myślałam, że się nie doczekam.

- Co tam jest? - odpowiedział ledwie słyszalnie Tisdale pokazując lufą karabinku na stertę połamanych mebli.

- Myszy - wykrztusiła pani Smith, blednąc jeszcze bardziej - Myszy!

- Że co? - wyszeptał oniemiały ze zdumienia Ashley, pewien tego, że wstrząśnięta kobieta się przejęzyczyła - Maszyny? Maszyny Molocha?

- Nie, myszy - zaprzeczyła gwałtownym ruchem głowy pani Smith - Całe gniazdo, w jednej z szuflad! Obrzydliwe paskudztwo! Mam gdzieś pająki i skolopendry, ale myszami się brzydzę! Och, zabierzcie mnie stąd!

Tisdale zaczerpnął głęboko powietrza, nim jednak cokolwiek wykrztusił, do jego uszu dobiegł charakterystyczny huk podwójnego wystrzału ze strzelby.


Wątek techniczny

Kolejne bestie ukazały swe prawdziwe oblicze! Czy zimny pot już zrosił Wasze czoła? Czy krew ścięła się w żyłach? A wiedzcie, że to jeszcze nie koniec!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2012, 19:53

Opodal zjazdu z autostrady w Hurricane, 7 maja 2055

Wilson schował zegarek do kieszonki spodni i zastukał palcami w dach szoferki pikapa. Gdzieś od strony właściwej częsci Hurricane dobiegł go początkowo stłumiony, ale z każdą sekundą wyraźniejszy warkot samochodowego silnika. Przekręcił się w pasie posykując pod wpływem sprowokowanego tym ruchem ukłucia bólu, przyłożył lornetkę do oczu spoglądając w stronę południa.

Jeep Prestona nadjeżdżał statecznym tempem, wymijając zgrabnymi łukami tarasujące mu drogę śmieci. Właściciel rozbitego malowniczo nosa siedział w szoferce obok kierowcy, pozostali trzej najemnicy tkwili w tyle. Przyglądający im się Paul stwierdził z pewną dezaprobatą, że ciągle jeszcze nie zna z imienia żadnego z kompanów Prestona. Incydent na parkingu w Princeton nie dopuścił do zawarcia wzajemnej znajomości, ale gladiator postanowił nadrobić to niedociągnięcie przy pierwszej lepszej okazji. Nie powodowała nim bynajmniej chęć znalezienia nowych przyjaciół, wręcz przeciwnie - zamierzał wybadać pozostałych członków patrolu, odkryć stopień ich powiązań wobec wojowniczego Prestona i określić ryzyko oberwania w plecy rozmyślnie posłaną kulą.

Wilson dzielił uczestników wyprawy w myślach na trzy ewidentnie odrębne grupy. Pierwszą byli członkowie Czarnych Żmii, niemal wyłącznie federaliści znający się na swoim fachu i względnie lojalni wobec appalachańskich baronów pomimo niewątpliwej skłonności do czerpania na boku wszelkich dostępnych zysków z każdej operacji. Pochodzący z dalekiego południa, najpewniej z dawnej Arizony czy Nowego Meksyku najemnicy Vasqueza jawili się w porównaniu ze Żmijami bandą autostradowych łupieżców, chociaż względnie porządne opancerzenie i stopień wyszkolenia nadawały im zwartego paramilitarnego charakteru. Wilson od chwili wyjazdu z Peterstown zastanawiał się wielokrotnie nad tym jak obywatele Hegemonii zdołali wkraść się w łaski federalistycznego barona, nawet tak lekkomyślnego i buńczucznego młodzika jak Alan Sutherland. Napływające regularnie z południa wieści o granicznych wojnach Hegemonii z Teksasem rodziły w głowach ludzi północy wyobrażenie mieszkańców południa jako zdegenerowanych barbarzyńców żyjących wyłącznie z przemocy i rabunku, niegodnych zaufania łotrów czyhających na pierwszą okazję do wbicia noża w plecy sojusznika.

Większość ludzi Vasqueza miała w żyłach meksykańską krew, dowodem tego były ich latynoskie rysy twarzy i rodzima mowa, pozbawiona niemal całkowicie angielskich wtrętów. Paul słyszał od wędrownych handlarzy, że uciekający na północ przed zachłanną i wrogą człowiekowi Neodżunglą Meksykanie masowo zasiedlali południową część przedwojennych Stanów, stanowiąc doskonałe źródło armatniego mięsa dla hegemonów pokroju śniadego Vasqueza.

Trzecią grupę stanowili wolni strzelcy: malownicza zbieranina złodziei, podrzynaczy gardeł i oszustów, a pomiędzy nimi również względnie uczciwych nieszczęśników szukających sposobu na przeżycie kolejnego dnia, na początku zazwyczaj nie do odróżnienia od tych pierwszych.

Kierowca Patriota zatrąbił obwieszczając swe przybycie, toteż Wilson podniósł rękę w geście pozdrowienia. W następnej sekundzie zesztywniał, a potem odwrócił się gwałtownie na pace pikapa szukając wzrokiem źródła nagłego hałasu.

Po północnej stronie autostrady ktoś wystrzelił znienacka z broni palnej, najpewniej strzelby, a tych na stanie patrolu była tylko para, należąca do Ebenezera i Leona.


Wątek techniczny

Preston i jego kolesie wracają na miejsce zbiórki, niemal idealnie punktualni! Patriot nie gna na złamanie karku, ostrożnie manewruje na zasłanych śmieciami i złomem ulicach nie zdradzając pośpiechu mogącego świadczyć o ucieczce przed jakimkolwiek zagrożeniem. Jego załoga nie usłyszała rzecz jasna huku wystrzału ze strzelby Kennedy'ego, ale Paul jak najbardziej, więc czekam niecierpliwie na deklarację Aravena w kwestii, co dalej! Nic skomplikowanego, proszę, bardziej wpis w stylu wcześniejszej deklaracji Leona, zawierającej działania na najbliższe kilka, może kilkanaście sekund!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 kwietnia 2012, 20:29

Wątek techniczny

W zasadzie deklaracja Asha bez zmian, z tą różnicą, że Pani Smith w środek i ciśnemy po Leona. Mam tylko nadzieję, że nie spotkamy jakiś innych myszatych po drodze, bo przygwożdzą nas do ziemi i utkniemy w Hurricane na dobre;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2012, 20:49

Salon Chevroleta w Hurricane, 7 maja 2055

Huk podwójnego wystrzału wydał się Leonowi ogłuszający, spotęgowany ciasną przestrzenią zamkniętą w ścianach niewielkiego pomieszczenia. Płomienie wylotowe trysnęły z luf strzelby rozjaśniając na ułamek chwili ciemne wnętrze kanciapy i ujawniając prawdziwą tożsamość przewracającego się na podłogę napastnika, wyeliminowanego definitywnie z akcji celnymi strzałami Kennedy'ego.

Leon wyskoczył bokiem do głównej sali salonu, omal nie potykając się w pośpiechu o niski próg i wyszarpując prawą ręką z olstra swoją Berettę. Pachnący smarem pistolet, regularnie konserwowany i hołubiony z troską nie mniejszą od tej poświęcanej samochodowi, znalazł się w dłoni przestraszonego kierowcy w jednej sekundzie, ale jego lufa opadła ku podłodze, kiedy zdezorientowany umysł pojął w końcu, z kim człowiek miał do czynienia.

Ugodzony dwoma śrutowymi ładunkami, rozpostarty na wieszaku jednoczęściowy roboczy kombinezon runął na podłogę składziku z głuchym szczękiem metalowych zamków i trzaskiem strąconego ze szczytu wieszaka roboczego kasku, sprawiającego wcześniej w półmroku wrażenie dziwacznie obłej głowy.

- Żeby cię szlag, kurwa! - wrzasnął Leon - Nie żyjesz, ty... ty szmato jedna, nie żyjesz!


Wątek techniczny

Wierzę, że serce Leona wali teraz w szaleńczym tempie, ale nie ma się czego bać - to był faktycznie zawieszony na wieszaku kombinezon, który w połączeniu z kaskiem wydawał się w ciemnościach przyczajonym ludzkim kształtem. Wyeliminowany z akcji dwoma celnymi pociskami nikomu już krzywdy nie zrobi!

BG zadeklarował w swojej fabularce ucieczkę z salonu, ale jako MG pozwolę sobie zatrzymać go w środku, bo jeśli ochłonie, może zechce poświęcić ostatnie kilka minut postoju na zabranie tych rzeczy, które mu wcześniej wpadły w oko - komputerowej klawiatury, czterech odtwarzaczy DVD, biurowego dziurkacza i pięciu uniwersalnych żarówek samochodowych! Oraz przestrzelonego kombinezonu rzecz jasna i roboczego kasku!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 kwietnia 2012, 21:09

Wątek techniczny

To zwijamy jeszcze Szarego i jego nowego pupila i spadamy stąd.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 kwietnia 2012, 21:13

Hurricane Creek Road, 7 maja 2055

Idący w stronę motocykla Salt odsunął moduł łączności od ucha i wzruszył ramionami nie rozumiejąc do końca usłyszanego przekazu, powtarzanego ciągle w kółko na zasadzie nagranej i zapętlonej wiadomości. W głosie bezimiennego mężczyzny dźwięczała jakaś twarda desperacja, przechodząca w nutę rozpaczy jedynie przy słowach "arana de hierro".

Trzymający ręce na kierownicy Harley'a Ebenezer westchnął z ulgą widząc zbliżającego się kuriera. Wielebny nie miał co prawda pojęcia, czym mógł być odnaleziony u podstawy wzgórza groteskowy stos zwierzęcych trupów, ale żywił niezbite przekonanie, że jego architekt nie mógł być zdrowym na umyśle człowiekiem.

O ile w ogóle był człowiekiem.

Silnik Harleya generował głośny warkot, toteż idący w jego stronę Jack Salt słyszał praktycznie tylko ten dźwięk i żadnych innych hałasów. Nie miałby szans na zarejestrowanie dobiegającego od tyłu dziwnego odgłosu, ale zobaczył w najdrobniejszych szczegółach zmieniający się wyraz twarzy Radeforda, kiedy ten przeniósł swój wzrok z postaci Salta na przestrzeń usytuowaną gdzieś za jego plecami.

I grymas ten ściął mężczyźnie krew w żyłach, chociaż Salt wciąż jeszcze nie wiedział, czym był on spowodowany.

Ebenezer otworzył usta do krzyku. Jack dostrzegł to kątem oka, bo już obracał się w miejscu łapiąc oburąc za wiszący dotąd na ramieniu automat i wsuwając palec wskazujący prawej dłoni w osłonę spustu Uzi.

Kilka stóp za stosem zwierzęcych trucheł musiało być jakieś zagłębienie w ziemi, przeoczone wcześniej przez Salta i dość zarazem głębokie, by stanowić dobrą kryjówkę dla autora przemyślnej zasadzki. Ściskający kurczowo Uzi Jack uświadomił sobie w ułamku sekundy, że obaj motocykliści musieli być obserwowani od momentu podjazdu pod pryzmę trupów albo i nawet wcześniej, do samego końca pozostając nieświadomymi czyjejś obecności. Gdyby obaj zaczęli myszkować wokół stosu martwych zwierząt, być może weszliby wprost w pułapkę, ale odwrót zaalarmowanych wyczuwalną grozą tego miejsca ludzi sprowokował natychmiastowy atak, mający zapobiec ich ucieczce.

Lepka groza niemal sparaliżowała kuriera, a lekki dotąd automat zaciążył mężczyźnie w dłoniach wagą żelaznego kowadła. Znaczenie ułożonego z częściowo tylko znanych słów hiszpańskiego komunikatu stało się znienacka dla Salta całkowicie zrozumiałe.

- Arana! - wrzasnął Jack, przeraźliwą nutą wygenerowaną przez ściśnięte grozą gardło - Arana de hierro!


Wątek techniczny

Hiszpański język naprawdę mi się podoba, jest taki... klimatyczny? Niby człowiek nie wie do końca, co to ta cała arana i dlaczego hierro, ale jak Jack wrzeszczy to wysoką nutą, to Czytelnicy od razu pojmują, że musi to być coś zajebistego, prawda?

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 28 kwietnia 2012, 21:16

Czekam przy pikapie z duszą na ramieniu.

Pies się przyda. Arana jakiś zmutowany pająk?
Ostatnio zmieniony 28 kwietnia 2012, 22:09 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 kwietnia 2012, 21:22

Raczej pająk molocha:/

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 29 kwietnia 2012, 01:00

Wątek techniczny:zgarniam fanty i szybciutko wypierdzielam na zewnątrz.

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 29 kwietnia 2012, 01:06

Wątek Techniczny:spadam z marketu w kierunku pojazdów,jesli pies lezie za mną to po drodze daje mu coś na ząb.Pod ogon zajrzę mu potem żeby jakos z sensem go nazwać.ale znając poczucie humoru mojego boha,jesli bedzie to pies bedzie to Szarik.Jak suczka to Szara albo coś podobnego

ODPOWIEDZ