Strona 16 z 84

: 24 kwietnia 2012, 21:23
autor: Keth
Hurricane, przedpołudnie 7 maja 2055

Ciąg dalszy retrospekcji...

Trzydzieści pięć lat temu Hurricane musiało być pogrążoną w leniwym życiu przydrożną społecznością, przylegającą do autostrady kwartałami niskich domostw, czworokątnymi ogródkami i garażami. Teraz stojący na pace nieruchomego Canyona Ebenezer widział przez lornetkę morze rozsypujących się budynków, straszących dziurami w ścianach i dachach, poczerniałych od płomieni starych pożarów, które musiały się przetaczać wielokrotnie przez porzuconą przez mieszkańców miejscowość. Na zarastających suchą trawą ulicach dostrzec można było wraki rdzewiejących samochodów, w których siedzeniach wciąż tkwiły ludzkie szkielety. Podobne zbiorowisko zniszczonych wozów znajdowało się po przeciwnej stronie autostrady, na jej północnym skraju, gdzie rozległy parking przed zrujnowanym centrum handlowym zastawiony był rzędami skorodowanych pojazdów. W tyle za budynkami supermarketu i sąsiadujących z nim firm wyrastały ku ciemnemu niebu nagie wzgórza, upstrzone ledwie tu i ówdzie kępami kolczastych krzewów trzymających się desperacko korzeniami wyjałowionej gleby.

- Mamy pół godziny - przypomniał Salt - Lepiej nie właźcie w żadne dziury, gdzie może was przysypać gruz, bo nam baron da popalić za opóźnienie.

- Jedziemy do miasta - przesądził natychmiast Preston, ostentacyjnie unikający choćby jednego spojrzenia w stronę Asha - Walmart pewnie wyszabrowany do szczętu, za blisko autostrady. Każdy wędrowny gang zagląda najpierw w takie miejsce. Franky, pal silnik!

Sprawdziwszy swą broń mężczyźni pod wodzą Prestona wsiedli do Jeepa, trzasnęli głośno drzwiami. Samochód ruszył z miejsca ciasnym skrętem, zjechał z autostrady manewrując ostro pod częściowo obsuniętym wiaduktem, zaczął toczyć się powoli opłotkami Hurricane.

Dwa pozostałe pojazdy tkwiły w bezruchu pośrodku autostrady, na wysokości miejscowego zjazdu, z wyłączonymi silnikami i zgaszonymi światłami. Przez otwarte okno składaka dobiegały suche trzaski radionadajnika, pozostawionego przez Jacka na przednim siedzeniu wozu.

- A ja bym poszperał w tych wrakach - odezwał się półgłosem pan Smith, zarzucając na ramię opróżniony wcześniej do bagażnika speedera plecak i pokazując ramieniem na rzędy porzuconych przed Walmartem samochodów - Zdziwilibyście się wiedząc, co można znaleźć pod siedzeniami albo w schowkach.

Radeford cofnął od oczu lornetkę ukontentowany brakiem oczywistych źródeł zagrożenia, powiesił ją sobie na szyi. Do jego uszu dobiegał odległy ptasi skrzek, wydawany przez kilkanaście niewielkich czarnych punkcików unoszących się w powietrzu gdzieś za grzbietem północnego wzniesienia, opadających co chwila w dół lub wznoszących się ponownie w górę.

- Nie wyglądają na rozmiłowanych w modlitwie, ale będę prosił Pana w myślach, by nic nie odgryzło im zadków - oznajmił wielebny spoglądając na odjeżdżającego w głąb miasteczka Patriota. Odpowiedziało mu kilka stłumionych chichotów, które szybko umilkły. Stojący na spękanej nawierzchni autostrady ludzie przywykli już do ponurego pejzażu opustoszałych i niszczejących coraz bardziej miejscowości, ale niezmiennie czuli na ów widok niezrozumiałe przygnębienie, zrodzone z tęsknoty za światem, którego nie dane im było poznać; światem sprzed Przebudzenia Molocha, normalnym i spokojnym, bez wybuchających atomówek, wywołanych skażeniem chorób, morderczych maszyn i zmutowanych potworów.

Światem znanym większości z nich jedynie z opowieści tych nielicznych ocalałych z atomowej pożogi, którzy przetrwali pierwsze lata Wojny zachowując wspomnienia bezpowrotnie unicestwionej ludzkiej cywilizacji.


Wątek techniczny

Dorzuciłem małą fabularkę będącą wprowadzeniem do postoju, następnie mają miejsce wszystkie zdarzenia i dialogi z postów 211-223! ;)

Ekipa Prestona pojechała od razu do miasteczka, Wy wciąż tkwicie pośrodku autostrady. Wilson, Tisdale i Radeford zamierzają zostać w aucie. Pan Smith chce pogrzebać we wrakach samochodów na parkingu Walmartu, pani Smith pewnie pójdzie z nim. Leon chce do salonu Chevroleta (speederem czy na piechotę?), Stalker i Salt na piechotę do Walmartu.

Powinienem wiedzieć coś jeszcze?

: 24 kwietnia 2012, 21:28
autor: Goldwin
Jack rozejrzał się jeszcze chwilę po okolicy nasłuchując. Wydobył lornetkę i starał się uchwycić w wizjerze kołujące w oddali ptaki. Zmarszczył czoło i cicho zaklął.
Odsuwając lornetkę od oczu wskazał kołujące ptactwo.

- Nie podoba mi się to stadko. Lezie tam coś żywego albo jakieś trupy są dziś obiadem dla ptaszysk. Nie wiem czy nie powinniśmy tego aby sprawdzić... - popatrzył pytająco na towarzyszy.

Schylił się do speedera. Wyciągnął radio i wcisnął pod kurtkę.

: 24 kwietnia 2012, 21:55
autor: deliad
- To mogą być padlinożercy, te ptaszyska. Pan daje nam za pośrednictwem braci mniejszych, że coś jest nie tak -Radeford ponownie spojrzał przez lornetkę.
- Czas na rekonesans Paul. Ściągamy Harleya i pojedziemy we dwójkę. Mamy pół godziny więc bierz nasze radio i w drogę.

Wątek techniczny:
Kto chętny na zwiad. Paul nieco kontuzjowany, może Jack (zwiadowca) go zastąpi?

: 24 kwietnia 2012, 21:58
autor: Araven
Wilson ze skrywaną ulgą przyjąl fakt, że Ash rzuci okiem na jego rana. Bok zacząl go mocno pobolewac ostatnio. Niepokoił go fakt udania się większości Aniołów Śmierci na zakupy...
Techniczny:
Lepiej weźcie przykład z tych ptaków i poruszajcie się stadem. ;) Ash - nie mam zbroji śmieciowej, sprzedałem.

: 24 kwietnia 2012, 22:04
autor: Goldwin
Salt przystanął w pół kroku. Odwrócił się i popatrzył jeszcze raz na ptaszyska myśląc nad słowami Kaznodziei.

- Szary, Eb ma chyba rację. Leć sam, tylko uważaj na siebie. Zerknij na graty o których wspominałem, mogą się przydać i uważaj na Smithów...

Odwrócił się na pięcie i pognał do pick'upa.

- Zmiana planów Wielebny, masz rację. Tam mogę się bardziej przydać. Zawijamy się na to wzgórze, jak czysto to zawsze możemy wrócić i zobaczyć co ukrywa się w zakrystii - puścił oko i wskoczył na samochód.

Zmiana deklaracji. Jednak kopnę się najpierw na wzgórze. Powoli pick'upem, tak żeby się nie wychylać i pozostawać poza zasięgiem słyszalności "kogoś" tam. Chyba, że harleyem, ale nie wiem czy wystarczy czasu na ściągnięcie go na ziemię. Resztę pieszo, wypatrując i nasłuchując.

: 24 kwietnia 2012, 22:12
autor: Keth
Hurricane, przedpołudnie 7 maja 2055

Starsze wiekiem małżeństwo zeszło ramię w ramię w dół drogi przebiegającej nad autostradą, skręcając w stronę położonego bliżej od Walmartu dawnego salonu samochodowego, wciąż powiewającego na wietrze częściowo urwaną tablicą reklamową z logo Courts Motors. Odprowadzający ich bacznym wzrokiem Ashley nie mógł się oprzeć wrażeniu, że pan Smith ożywił się znacząco na widok zastawionego wrakami placu przed budynkiem dealera, poruszony ilością porzuconych tam samochodów.

Trzymający się od małżeństwa na dystans Stalker szedł dużo szybszym krokiem, już po kilkunastu metrach wskoczył pomiędzy spalone szczątki przyczep kempingowych i dosłownie zniknął paramedykowi z oczu dowodząc swej znakomitej umiejętności wtapiania się w otoczenie.

- Wszyscy troje muszą się tym zajmować na serio - burknął Paul odsłaniając jednocześnie ranę na biodrze i oddając się w ręce paramedyka - Zwłaszcza ten cherlak. Dziwny gość. Widzieliście, ile targa sprzętu? Co to było, co miał w ręce?

- Licznika Geigera nie poznałeś? - udał zdziwienie Ash, przyglądając się jednocześnie poważnym wzrokiem zszytemu ciału Wilsona - I nie wariował, a to dobre wieści. Okolica nie jest radioaktywna. Ładny szew, sam zakładałeś?

- Robota sanitariusza z Anawalt - wyjaśnił Paul - Jack, co jest grane?

- Ptaki - odpowiedział przejawiający wyczuwalne zaniepokojenie Salt, toteż wszyscy odwrócili jak jeden mąż głowy w jego stronę - Widzicie te ptaki?

- Chyba padlinożercy - uznał po chwili namysłu Radeford, śledząc jednocześnie kątem oka Leona, który przelazł przez barierkę ochronną autostrady i pomaszerował z obrzynem w dłoni w stronę położonego po przeciwnej stronie zjazdu salonu Chevroleta - Pan daje nam za pośrednictwem mniejszych braci znak, że coś jest nie tak.


Wątek techniczny

Smithowie, Leon i Stalker już się wzięli za przetrząsanie okolicy. Przy samochodach są jeszcze Ash, Paul, Jack i Ebenezer. Padła propozycja sprawdzenia źródła zainteresowania ptaków. Jak to wygląda finalnie? Motor z paki i kaznodzieja przodem na motorze, a Salt za nim w pikapie z radiem? Czy też obaj w pikapie z motorem na pace? Czy jeszcze inna opcja?

: 24 kwietnia 2012, 22:15
autor: Goldwin
Jak uda się szybko ściągnąć motocykl z paki to lecimy nim, szybszy będzie. Kaznodzieja kieruje, ja za nim. Wypatruję po okolicy.

: 24 kwietnia 2012, 22:23
autor: deliad
We dwójkę na harleyu, nie ma co pikapa zabierać. Zmieścimy się jak się przytulisz:P

: 24 kwietnia 2012, 22:24
autor: Keth
Hurricane, przedpołudnie 7 maja 2055

Ash pozostawił na chwilę Wilsona samego i pomógł towarzyszom ściągnąć z paki Canyona motocykl. Radeford dosiadł potężnej maszyny, uruchomił ją przy wtórze grającego wysokimi obrotami silnika. Salt upewnił się, że wsadzone pod kurtkę radio nie wypadnie mu w trakcie jazdy, a potem wsiadł na motor za plecami Ebenezera ustawiając Uzi tak, by przypadkowym wystrzałem sprowokowanym jazdą na wybojach nie ugodzić kulą ani wielebnego ani jego maszyny.

- Nie wpakujcie się w jakieś wykroty - przestrzegł Paul pocierając czubkami palców szwy piekącej silnie rany - I zaraz wracajcie.

- Odstrzelić ci jednego z tych krakaczy? - zapytał Jack uśmiechając się szelmowsko - Ugotujemy ci w garnku, będzie rosół taki, że palce lizać.

- Padlinożercy żarł nie będę - odparł Wilson krzywiąc się z niesmakiem - Przynajmniej jeszcze nie teraz. Baron nas żywi, chociaż diabli wiedzą, czym.

- Diabli wiedzą znacznie więcej niż tylko o żarciu barona - odpowiedział Radeford okręcając się w siedzeniu Harleya - Nie mów o nich zbyt głośno, zawsze kręcą się w pobliżu zatwardziałych grzeszników.


Wątek techniczny

Motor gotowy do drogi, pora ruszać!

: 24 kwietnia 2012, 22:25
autor: Goldwin
To ściągamy ustrojstwo i w drogę. Nawet pomacam po cyckach jak już tak spodobały się ekscesy z Holtzem :P

: 24 kwietnia 2012, 22:47
autor: Keth
Parking Walmartu w Hurricane, 7 maja 2055

Stalker przystanął na chwilę na krawędzi wielkiego parkingu przed centrum handlowym, wyłączył wciąż pracujący licznik Geigera nie chcąc nadwerężać niepotrzebnie baterii urządzenia. Instrument nie wykrył najmniejszego śladu skażenia, co pokrywało się z informacjami posiadanymi przez mężczyznę. Przygryzając dolną wargę człowieczek obejrzał się przez ramię w stronę odległego o jakieś półtorej setki jardów pikapa, wciąż stojącego na zjeździe z wiaduktu. Pozostawieni przy wozach kurierzy ściągali z paki Canyona przewożony na nim motocykl, chociaż Szary nie miał pojęcia, do czego był on im teraz potrzebny.

Wstępna faza planu przebiegała zgodnie z założeniami. W przeciwieństwie do pozostałych członków patrolu Stalker wiedział o pewnych rzeczach, za których znajomość tamci daliby sobie uciąć ręce, ale przemyślawszy pomysł wtajemniczenia ich w swój plan doszedł do wniosku, że niczego by na tym nie zyskał, a wręcz przeciwnie, wiele mógłby stracić. O ile małżeństwo Smithów nie wywarło na nim złego wrażenia, reszta zespołu budziła w niepozornym człowieczku mieszane uczucia. Goście z Patriota byli zbirami jak wielu innych napotkanych na swej drodze przez Szarego: bezwzględnymi szakalami zabijającymi dla kilku nędznych gambli lub samej satysfakcji z odebrania komuś życia.

Starszy wiekiem paramedyk sprawiał wrażenie kompetentnego w swych fachu, ale Stalker nie zamierzał się oddawać w jego ręce nawet ciężko ranny: miał własne sprawdzone sposoby na tego rodzaju przypadłości. Wymagający długiej rekonwalescencji kierowca pikapa, jego kumpel z Uzi i kaznodzieja wydawali się tworzyć zgrane trio, lecz i w ich przypadku Szary miał w głowie więcej pytań niż odpowiedzi.

Pamiętając o zachowaniu odpowiedniej ostrożności zdjął z ramienia M16A2, sprawdził starannie magazynek i bezpiecznik, a potem zaczął się prześlizgiwać pomiędzy wrakami skorodowanych samochodów zmierzając w stronę głównego wejścia do Walmartu. Nigdzie nie dostrzegł śladu życia, toteż po chwili nasłuchiwania wyprostował się i wychynął zza najbliższego drzwi pojazdu i zniknął bezszelestnie w ciemnym wnętrzu opustoszałego supermarketu.

Poruszał się z zadziwiającą zwinnością i bez czynienia najmniejszego hałasu.

Podobnie jak cień, który wyślizgnął się jego śladem spod spalonego doszczętnie wraku dostawczej ciężarówki i przepadł w otwartych szeroko wejściowych drzwiach Walmartu.


Wątek techniczny

Tyle w kwestii wstawki dla Chemdoga. Stalker jest już w środku supermarketu i robi zakupy, a ja definitywnie idę pod prysznic. Do usłyszenia za chwilę!

: 24 kwietnia 2012, 23:01
autor: Araven
Dzięki Ash, za pomoc. Bądźmy w gotowości w razie czego podjedziemy pikapem. Odbezpieczam M16A2 i używam mojej lornetki by wypatrzyć tych z naszych których mogę widzieć, staję na pace pikupa by mieć lepszy ogląd sytuacji.

: 24 kwietnia 2012, 23:11
autor: Keth
Salon Courts Motors w Hurricane, 7 maja 2055

Pan Smith zdjął z ramienia plecak i ukucnął obok stojącego w poprzek miejsca parkingowego osobowego Forda, oglądając uważnie bieżnik przedniej opony. Z braku powietrza w dętkach wóz siadł płasko na betonie, ale guma wydawała się pozostawać w doskonałym stanie, być może wymieniona tuż przed wybuchem Wojny, a potem chroniona przed bezpośrednim światłem słońca płytą zadaszenia parkingu.

Starszy mężczyzna miał nadzieję, że któryś z kierowców patrolu woził ze sobą lewarek, to bowiem sprowadziłoby problem pozbawienia Forda opon do zaledwie kilkunastu minut siłowania się z kluczem do kół. Wciąż studiując wzrokiem łebki zardzewiałych śrub Smith wspomniał z pewną nutą rozrzewnienia odległe o całe lata świetlne czasy, kiedy troska o odkręcenie koła była najmniejszym z jego zmartwień, kiedy o wpływach i majętności decydowały nie uzbrojone bojówki i gamble wyrażane pryzmami złomu, a salda kont bankowych.

I wtedy uświadomił sobie niepokojącą ciszę. Wyszarpnął spod płaszcza dziewięciomilimetrowego Glocka z wprawą i szybkością, której mógłby mu pozazdrościć niejeden młodszy o połowę mężczyzna, po czym położył się płasko między wrakami samochodów zerkając pod ich podwoziami na obie strony.

- Angie? Angie, gdzie jesteś? - syknął czując podnoszące się na karku włoski.

Pani Smith zniknęła bez śladu.


Wątek techniczny

Google Maps podpowiada, że za Walmartem jest hurtownia kosmetyczna, na pewno poszła tam...

: 24 kwietnia 2012, 23:28
autor: Keth
Salon Chevroleta w Hurricane, 7 maja 2055

Leon Kennedy też miał ochotę zerknąć na samochody stojące przed biurem dealera Courts Motors, ale widząc zmierzające w tamtą stronę małżeństwo machnął ręką i poszedł w przeciwną stronę, ku zawalonemu do połowy salonowi Chevroleta. Nie zamierzał się wykłócać ze Smithami o prawo własności do każdej wypatrzonej na wyścigi sprawnej części, przeżył bowiem w swym życiu dość podobnych sprzeczek, często kończących się czyimś szwankiem na zdrowiu.

Minął powolnym krokiem biały niegdyś budynek dużego warsztatu samochodowego, świecący wyłamanymi elektrycznymi wrotami i chlubiący się wątpliwym eksponatem w postaci stojącego na podjeździe i spalonego do szczętu terenowego samochodu. Otoczony z wszystkich stron wrakami pojazdów salon Chevroleta znajdował się kawałek dalej, sąsiadując z warsztatem.

Kennedy oparł lufę obrzyna o swe ramię, obejrzał się do tyłu słysząc ryk uruchamianego motocyklowego silnika. Czekający na drodze mężczyźni kombinowali coś z Harleyem, być może chcąc sprawdzić jego zdatność do eksploatacji. Kierowca zagwizdał cicho pod nosem, obejrzał wrakowisko przed ogromnym gmachem salonu, potem przelazł ostrożnie przez niską metalową barierkę uważając, by nie rozedrzeć sobie przez przypadek ostrą krawędzią metalu spodni.

Wielka, połyskująca metalicznie mucha zabrzęczała mu koło ucha, więc machnął niecierpliwie wolną ręką odpędzając insekta od swej twarzy. Mucha miała zielonkawą barwę, kojarząc się kierowcy z padlinożernym insektem roznoszącym liczne choroby. Spłoszony owad zabzyczał nutę głośniej, po czym odleciał. Leon splunął pod nogi i obszedł rdzewiejącego Porsche o sportowej sylwetce, rozkraczonego na skraju parkingu.

Zaalarmowane nagłym pojawienie się człowieka, wielkie zielone muchy poderwały się w powietrze tworząc bzykliwą chmurkę wirujących wokół siebie punkcików. Kennedy zmełł w ustach przekleństwo, machnął ponownie ręką i potem spojrzał pod nogi szukając źródła zainteresowania much.

Było to coś małego; coś, co mogłoby się zmieścić w złożonych razem męskich dłoniach, ale Leon za żadne skarby nie wziąłby tego do rąk. W zamian cofnął się o krok pojmując nieoczekiwanie, na co spogląda i czując ściśnięte pierwszymi oznakami torsji gardło.


Wątek techniczny

Mabramczyk powinien pojawić się dopiero jutro rano, więc ten wątek pozostawimy na razie otwarty...

: 24 kwietnia 2012, 23:31
autor: 8art
- No miejmy na nich oko. - Ash sprawdził szybko swój karabin i wszedł za Wilsonem na pakę pickupa, przyglądając się oddalającemu Harleyowi z dwoma pasażerami. Chociaż Preston oddalił się i starannie unikał jego wzroku, to teraz dręczyły go te ptaszyska. Musiały zlecieć do czegoś...