Strona 16 z 56

: 29 października 2011, 09:20
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Wszyscy w duchu byli bardzo zadowoleni z zawartości wręczonych im mieszków. Po rozmowie z Gotmundem wychodziło na to, że dopiero jutrzejszego dnia będzie wiadomo coś więcej w sprawie księgi.
Aalmangar pierwszy zareagował wspominając szlachcicowi o udaniu się na rynek razem z Gilrael, Amras wypytywał o coś służącego, Kether mówił coś o swojej dawno nie widzianej rodzinie.

Watek tech:
Teraz czas na PW do każdego bo każdy w inne miejsce się udaje:-))

: 29 października 2011, 10:13
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

W mieście widać było iż wystraszeni mieszkańcy mimo wszystko podporządkowali się straży i wykonywali swoje pracę. Widać było nerwowość i strach w oczach zwykłych obywateli, co rusz na ulicy dało się dostrzec patrole straży i wojska, oddziały piechoty maszerujące w stronę portu. Do miasta z okolicznych wsi ściągano zapasy, duże ilości zbóż, bydła, które rozlokowywano przed murami. Miasto szykowało się do walki, pod rusztowaniami cały czas pracowali ludzie naprawiający mury, a tam gdzie blanki były gotowe polewano je wodą z roztopionego śniegu, gdzieniegdzie na murach zrobiła się już dość gruba warstwa lodu.
Kether przed wyjściem został zaczepiony przez żołnierza, który chciał kupić zbroję od kleryka, po wymianie ruszył w stronę świątyni.
Amras wychodzący właśnie od płatnerza spoglądał na kilka nowych blaszek wymienionych na jego zbroi, gdy wychodząc na ulicę tylko cudem uniknął potrącenia przez konny oddział, w ostatniej chwili odskoczył na bok w jego ustach już formowały się słowa straszliwej elfickiej klątwy gdy po drugiej stronie ulicy zauważył wyróżniająca się postać malauka-Methara idącego w towarzystwie bogato ubranego osobnika kryjącego się pod kapturem. Elfowi o mały włos serce nie wyskoczyło z piersi gdy głowa malauka odwróciła się w jego stronę, ale po chwili patrzał już gdzie indziej idąc dalej w swoją stronę.

: 29 października 2011, 17:46
autor: morgliht
Amraus wychodząc od płatnerza zastanawiał się w jaki sposób wredny mały gnom wściubił mu do zbroi książkę o konserwacji pancerzy, przecież nie chciał jej kupić ale ten mały wredny typ jakimś sposobom przekonał go że, takiemu żołnierzowi jest potrzebna. Rozmyślając o swoim nie przemyślanym zakupie o mało nie wpadł na czterorękiego potwora. Widząc go odruchowo opuścił głowę i ręką chwycił się za nos udając że go czyści, ma nadzieję że dla malauków wszystkie elfy wyglądają jednakowo.
Pamiętając że malauk jest dobrym wojownikiem i że odgrywa w tej intrydze ważną rolę dzielny elf postanawia śledzić tych osobników.
Wątek techniczny
Idę w pewnej odległości za tymi osobnikami, mieszam się w tłum jak się da to ukrywam się za przeszkodami terenowymi, innymi humanoidami, wozami itp.

: 29 października 2011, 23:57
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Amras kryjąc się za przechodniami, wozami czy po prostu idąc za malaukiem i zakapturzoną postacią przeszedł kilka ulic nie spuszczając ich z zasięgu wzroku, podążał za nimi jak cień, śledząc każdy ich ruch. Klucząc między kolejnymi uliczkami szedł tak za nimi dobre pół godziny, gdy dostrzegł, że zatrzymali się przed jedną z wielu kamienic na tej ulicy, nad wejściem wisiał szyld, przedstawiający otwartą książkę.
Obydwie postaci ruszyły w stronę wejścia, Amras udając, że się zgubił zaczął rozglądać się po okolicy. Dostrzegł jak przed samym wejściem malauk odwrócił się w stronę ulicy spoglądając na dwóch półorków siedzących przy stoliku sprzedawcy win a jeden z nich pokiwał w stronę Methara głową, postaci zniknęły za drzwiami. Amras ruszył dalej przechodząc koło kamienicy dostrzegł za szybą kamienicy postać malauka i zakapturzonego osobnika stojącego w pomieszczeniu z regałami wypełnionymi starymi księgami, i ogólnie różnego rodzaju starociami, zauważył też jak tajemniczy osobnik położył na ladzie małą szkatułkę podobną do tej, którą ukradziono z kufra Gotmunda.

: 30 października 2011, 21:47
autor: 8art
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Przechodnie i kramarze nadstawiali ucha. Ulicą niosła się piękna pieśń. Chwilę później oczom plebsu, mieszczaństwa i garstki szlachty ukazała się dość osobliwa grupa. Przepięknej urody kobiecie przygrywał i przyśpiewywał trubadur. W krok za tą, wyraźnie rozbawioną parą szło kilku żołnierzy będących zupełnym przeciwieństwem elfa i półelfki. Skupieni i bacznie rozglądający się wokoło, bez wątpienia tworzyli ochronę szlachcianki i jej grajka. Kobieta zatrzymała się przed sklepem jednego z uznanych w Halladorze krawców, uśmiechnęła sie do elfa i weszła do środka. Trubadur nie zrażony dokończył pieśń kilkunastorgu przechodniom, którzy zatrzymali się by wysłuchać wokalno-muzycznych popisów. Elf skłonił się kurtuazyjnie, po czym zakrzyknął:

- Moi drodzy, zajrzyjcie dziś do Mitrylowego Smoka, będę tam chwalił pieśnią waleczne czyny ludu Osmundu i przypominał legendarnych bohaterów Halladoru! Przyjdzcie i weźcie Wasze rodziny! Nie zapomnicie wieczoru barda El Aalmangara! - po czym czmychnął do sklepu.

Gnom El Farod w istocie był najlepszym krawcem Halladoru, a wręczone mu przez elfa 5 sztuk platyny jeszcze zwiększyły zaangażowanie rzemieślnika. Podczas gdy Gilreal oglądała wnoszone przez pachołków na sklep suknie, krawiec z zaciętą miną brał miarę z Aalmangara, w myślach tworząc kreacje, która miała przyćmić wszystko co do tej pory stworzył.

W końcu szlachcianka wybrała suknie. A trochę to potrwało. Gilreal przymierzała co rusz pytając się jak wygląda. Żołnierze kwitowali to obojętnymi minami, choć Aalmangar widział jak oczy wyłażą im z orbit na widok kobiety w odważnych kreacjach, subtelnie podkreślających atuty półelfki. Choć on zresztą sam wodził oczyma za kształtami Gilreal, to świetnie to maskował. Bard żywo komentował i doradzał. Zakupy były dla niego takim samym żywiołem jak śpiew, taniec czy błazeńskie figle. Półelfka szybko doceniła rady trubadura. Widać, że znał się na pięknie, a jego uwagi pokrywały się z tym co myślała ona sama.

Suknia była przepiękna. Granatowy kolor pokreślał oczy, dyskretne i gustowne srebrne ozdoby komponowały się z całością. Kreacja wyglądała jak uszyta pod półelfkę, a ona sama czuła się w niej doskonale. Spytała El Faroda:

- Powiedz Farodzie ile chcesz za tą kreację? - Kupiec odparł: - Jak dla pięknej małżonki Tana Gilreala, mojego dobroczyńcy to po kosztach. 35 sztuk złota. Szlchcianka wskazała jednemu z żołnierzy by wypłacił kwotę kupcowi. Wtedy wtrącił się Aalmangar:

- Pani, pozwól mnie, skromnemu bardowi, sprawić tę godną Ciebie ozdobę Twej piękności, jako wyraz szczerej przyjaźni, a także szacunku dla Twej osoby. Wiedz bowiem, że jedynie twa mądrość przewyższa twe piękno. - Elf skłonił się, po czym wręczył Farodowi cztery platynowe monety. Kupiec dawno nie miał tak dobrego dnia...


Wątek techniczny

Po wyjściu od Faroda, kontynuuje śpiewy i rozgłaszanie, gdzie będzie można mnie znaleźć wieczorem. Po powrocie do kamienicy, zaczynam przygotowania do recitalu, proponuję reszcie kompanów wypad do Mitrylowego Smoka. No i oczywiście składam tę samą propozycję Gilreal

: 30 października 2011, 23:54
autor: Keth
Świątynia Oriaka w Halladorze, koniec bakis-ranu 9446 KI

Kether opuścił wnętrze świątyni dobre półtorej klepsydry później, przystając na chwilę w cieniu rzucanym przez posągi obu prastarych Oriachów i rozmyślając nad wieściami zasłyszanymi od starszych kapłanów. Nie były to radosne nowiny, ale w każdym nieszczęściu można było przy odrobinie dobrej woli odnaleźć coś pozytywnego, a obrotni kupcy spod znaku Mitrylowego Boga należeli do prawdziwych specjalistów w tej dziedzinie.

Wsunąwszy dłonie pod ciepły płaszcz mężczyzna opuścił wewnętrzny dziedziniec świątyni, pozdrawiając stosownym gestem strzegących wrót strażników i znikając w niespokojnym tłumie przemierzającym rozmokłe od topniejącego śniegu ulice Halladoru.


Wątek techniczny

Sprawy służbowe załatwione, teraz pora spotkać się z rodziną. Kether nie wróci na noc do posiadłości rodziny Gotmunda, przenocuje u siebie (trzeba ucieszyć rodzicieli niezapowiedzianą wizytą). Stosowną wstawkę fabularną napiszę później, gdyby zaś akcja miała pójść do przodu, przyjmijmy, że następnego dnia po śniadaniu astrolog ponownie zapuka do drzwi kuzyna rzeczonego tana.

: 31 października 2011, 10:33
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Kether opuścił świątynie zastanawiając się w duchu co te wieści oznaczają dla przyszłości tej części Orchii i jakie skutki spowodują. Otuliwszy się szczelniej ruszył w stronę swojego rodzinnego domu. W duchy już marzył o ulubionej swojej potrawie żurku jego matki, te myśli tylko przyspieszyły jego kroki.
Aalmangar spedzał miłe chwilę z Gilrael u krawca, dobierając strój dla siebie i doradzając przy tym półelfce, dodatkowo podziwiał jej urodę i sylwetkę. Zapłacił za swój strój i za suknię Gilrael. Po zakupach otuliwszy się szczelniej ruszyli w stronę posiadłości, cały czas Aalmangar opowiadał różne historie, zabawiał śmiechem czy pieśnią uroczą Gilrael.

W posiadłości Aalmangar nie zastał nikogo ze swych towarzyszy, powiedziano mu, że wszyscy gdzieś ruszyli w miasto, elf ruszył do pokoju przymierzając nowy strój i układając swój repertuar na dzisiejszy wieczór.

Amras cały czas obserwował zarówno półorków jak i osoby w antykwariacie, dwa razy przeszedł obok szyby zerkając do środka, zauważył starego brodatego krasnoluda który oglądał z zaciekawieniem jakąś miedzianą płytkę, elf ruszył dalej bacznie oglądając kamienicę. Zauważył, że kominów na tym dachu było 6 i z każdego leciał dym, kamienica ulokowana była w ciągu innych kamienic, więc nie miała żadnego podwórka czy dziedzińca.

Margolas natomiast świetnie bawił się w towarzystwie klientów karczmy, siłował się na ręce i popijał piwo. Rozmowy które prowadził wyraźnie go nużyły już, ale, że już powoli zapadał zmrok i mógłby nie zdążyć przed zamknięciem bram, postanowił zostać na noc i wyruszyć do miasta z samego rana.

: 31 października 2011, 11:57
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Bard stroił się w swoim pokoju, przyśpiewując sobie i przypominając różnego rodzaju pieśni. Zadowolony z siebie, usłyszał pukanie do drzwi i po chwili do pokoju wszedł Gotmund patrząc na Aalmangara ubranego w elegancki strój: -"Witaj drogi chłopcze, chciałem Ci podziękować za suknie dla mojej żony i chcielibyśmy Ci oboje towarzyszyć w czasie Twego występu, a nie wiesz gdzie się podziewają Twoi znajomi?".
Elf wściekł się w duszy, że jego plan został zakłócony ale nic to ważne aby się występ udał a wtedy kto wie.
-"Nie nie widziałem ich odkąd wyszli a też chciałbym aby byli tam z nami"

: 31 października 2011, 23:59
autor: 8art
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

- Witaj drogi chłopcze, chciałem Ci podziękować za suknie dla mojej żony i chcielibyśmy oboje towarzyszyć w czasie Twojego występu. A nie wiesz gdzie podziewają Twoi znajomi?

Elf uśmiechnął się promiennie, w duszy zmiął jednak kilka przekleństw. W końcu obecność jego mecenasa nie była po myśli Aalmangara. Ale nic to, co się odwlecze to nie uciecze:

- Panie, tym skromnym darem chciałem odwdzięczyć się za Twój mecenat. Nie śmiałem proponować Wam Panie abyście uhonorowali Mitrylowego Smoka swą obecnością, tym bardziej cieszę się z Waszej inicjatywy. Będę zaszczycony mogąc zadedykować moje pieśni Tobie i małżonce. Co do wesołej gromady, która gości w Twych progach, to niestety nie wiem gdzie się podziali. Widziałem tylko mitrylowego kapłana, który ponoć udał się do światyni, a przed tem dokonywał jakiś targów ze zbrojnymi. A Amras wspominał coś o wizycie u płatnerza, ale żadnych szczegółów nie zdradził Panie.

: 01 listopada 2011, 19:38
autor: Keth
Wątek techniczny

Mała zmiana planów. Chciałbym po spożyciu wspólnego posiłku z rodziną udać się do stołecznych zbrojmistrzów, gildii handlującej bronią lub do manufaktury produkującej uzbrojenie, ostatecznie zaś do firmy importującej kusze wałowe. Muszę zawczasu zadbać o interes ubity z Hamrodem, ponieważ właściciel zajazdu pewnie już odkłada na boku gotówkę na zakup dwóch egzemplarzy. Podręcznikowa cena jednej sztuki wynosi 150 złt, chciałbym więc zasięgnąć informacji na temat cen sprzedaży takiego cacka na Halladorze.

MG, można poprosić o info (może być w trybie technicznym), gdzie w Halladorze sprzedaje się takie kusze, czy są na stanie i ile będą kosztować?

: 02 listopada 2011, 14:00
autor: 8art
ZajazdMitylowy Smok w Halladorze, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Aalmangar wyszedł z posiadłości swego mecenasa nieco wcześniej i udał się do Mitrylowego Smoka. Wypadało za wczasu sprawdzić akustykę i uzgodnić wszystko z właścicielem przybytku. Elf był pewien, że karczmarz nie będzie miał nic przeciwko występom trubadura. W końcu na występy ściągną rzesze ludzi, żądnych rozrywki, a każdy z nich będzie chciał jadła i napitku. Z reguły bardowie sami chcieli zapłaty lub udziału w zyskach od zarządców karczm, burdeli czy innych przybytków. Tym razem Aalmangar był jednak w znakomitym nastroju, po tym jak otrzymał nielichą sumkę od tana Gotmunda i postanowił wystąpić jedynie dla własnej próżności i przyjemności.

W torbie którą niósł spoczywały dwa stroje: nowa, wystrzałowa szata trubadura, mandolina oraz dopiero co wysuszone szaty błazna wraz rozmaitymi dodatkami - maczugami do żonglerki, sztyletami, bielidłem do pomalowania twarzy. Zamierzał spędzić w zajeżdzie większą część wieczoru a wiedział, że nie będzie mógł śpiewać na najwyższych obrotach przez całą noc. Przygotował więc małą niespodziankę, dla widzów.

Szybko dogadał szczegóły z karczmarzem, który jak najbardziej zadowolony z przebiegu całej sprawy zgodził się na udostępnienie elfowi małego pokoju na piętrze zajazdu. Mało tego posłał jeszcze chłopaka w miasto aby ten rozgłosił, że dziś w Mitrylowym Smoku występy i zabawa. Trubadur wybrał z piwniczki zestaw win, które miały być serwowane tanowi Gotmundowi i Gilreal a także wskazał na dogodną alkowę, z której szlachecka para mogła oglądać występ. Tknięty jakimś dziwnym przeczuciem, sam zasiadł w alkowie na chwilę i sprawdził zeń wszystkie możliwe drogi ucieczki. Zastanawiał się, czy towarzysze zjawią się dziś w karczmie. Alkowa była wystarczająco duża aby pomieścić kapłana, elfa, półolbrzyma wraz Gotmundem i zapewne połową jego rodziny.

Wypróbował akustykę sali, przygotował gardło do śpiewów wypijając starym, sprawdzonym sposobem trzy kurze białka na surowo. Wraz z nadciągającymi do garczmy bywalcami trzewia elfa poczęła ściskać, tak lubiana przez niego trema. Już nie mógł się doczekać występu, ułożonej specjalnie pod tę okazję pieśni, reakcji tłumu, zabawy i jego samego pośród w centrum, skupiającego uwagę wszystkich. Póki co chodził nerwowo w myślach dopieszczając elementy występu.

: 02 listopada 2011, 15:10
autor: morgliht
Amras stał w bramie obserwując kamienicę z antykwariatem, nagle dwóch orków wstało a antykwariatu wyszedł malauk z zamaskowanym osobnikiem i ruszyli w jego kierunku. Z dezorientowany elf w pośpiechu szukał ukrycia jednakże nie było gdzie się ukryć, więc po prostu odwrócił się do nich plecami i ukrył się w zacienionej bramie i nasłuchiwał. Na jego szczęście cała czwórka była zajęta rozmową pomiędzy sobą. Zamaskowany osobnik powiedział do malauka:
"Szukajcie mnie w Barrak-var " tylko tyle ? Ten staruch.........

Niestety nic więcej nie usłyszał.
Amras postanowił śledzić całą czwórkę, błąkał się po mieście kilkadziesiąt minut w pewnym momencie orki odłączyli od nich i poszły w inną stronę. Amras wciąż śledził zamaskowanego osobnika z czwororękim olbrzymem. Po pewnym czasie dotarł za nimi do kamienicy w centrum miasta. Stały tam pojedyncze kamienice, domy bogatych mieszczan i szlachty. Malauk ze świtą weszli do jednego z domów otoczonych wysokim żywopłotem, i bramie wjazdowej przy której stało dwóch strażników, półorki otuleni szczelnie w futrzane szuby i czapy z szablami przy pasie. Budynek jednopiętrowy ale rozłożysty zajmujący dużo miejsca, zauważył też duży plac wewnątrz.


Edit
Wątek Techniczny
Mam nadzieje że przeżyje drugi etap śledzenia ( wszystko na to wskazuje) i że nie wyskoczyłem przed orkiestre, bo inaczej inni członkowie drużyny o tym by się niedowiedzieli. :) Wieczorem będę miał mniej czasu więc aby nie wstrzymywać przygody wpis dałem wcześniej

: 02 listopada 2011, 18:44
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Amras dziarskim krokiem ruszył w kierunku domu krewnego Gotmunda, kilka razy wypytywał się o drogę ale w końcu trafił. W domu nie zastał nikogo ze swych nowych znajomych, dowiedział się od służby iż Gotmud, Gilrael i Aalmangar udali się do karczmy Mitrylowy Smok.
Elf nie wiele myśląc szybko zmienił swoje odzienie, wypytał się o drogę do tej karczmy i ruszył w tamtą stronę.
Aalmangar czuł lekki ucisk na żołądku, lekkie zdenerwowanie towarzyszące swojemu występowi-fakt nie był to jego pierwszy występ, ale mimo wszystko dreszczyk emocji nawiedzał go przy każdym występie- to czyniło go wspaniałym artystą. Chodząc po pokoju układał w sobie w głowie kolejne pieśni które zaśpiewa i mimo tego iż chciał dać jak najwięcej z siebie zdawał sobie sprawę, że jego gardło tego nie wytrzyma, więc przygotował także pokazy akrobatyczne w swoim wykonaniu i rozmyślał w jaki sposób je wykonać.

: 02 listopada 2011, 19:10
autor: mordimer00
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI. Karczma Mitrylowy Smok.

Po uzgodnieniach z karczmarzem Aalmangar miał wyznaczone miejsce na swój występ, w jednym z kątów karczmy skąd wcześniej usunięto stół i ławy-a z którego rozchodziła się najlepsza akustyka, elf zarezerwował jeden stolik w alkierzu (skąd był najlepszy widok na jego śpiewającą postać) dla swoich przyjaciół i szlacheckiej pary. Tknięty dziwnym przeczuciem, najpierw sprawdził wszystkie możliwe drobi ucieczki, widoczność z tego alkierza i mimo wszystko zdecydował się zamienić na inny.
Przygotowując się na górze słyszał jak karczma powoli wypełnia się gośćmi, dochodził do niego gwar rozmów, podniesione głosy zamawiających napitki i oczywiście zapach potraw, który powoli wypełniał całą karczmę. Aalmangar zszedł po cichu na dół, zerknął w stronę alkierza i nie dostrzegłszy nikogo ze swoich znajomych wrócił na górę lekko poddenerwowany: -"Gdzie oni do cholery są" wymamrotał do siebie po czym przełknął starodawną miksturę poprawiającą wydajność strun głosowych (trzy kurze białka na surowo) bleeee. Coraz szybciej krążył po pokoju z niecierpliwością wyczekując momentu aż zjawi się tutaj Gilrael-to w końcu jej chciał jak najbardziej zaimponować.
Margolas dalej przebywał w karczmie znajdując sporą uciechę z nowo poznanych osób, mieli wspólne tematy i wspólnych znajomych o których dowiedział się całkiem nowych rzeczy, po wypiciu kolejnych butelek wina, półolbrzym stwierdził iż czas na niego i udał się na spoczynek.

: 02 listopada 2011, 21:23
autor: Keth
Warsztat zbrojmistrza w Halladorze, koniec bakis-ranu 9446 KI

Oriakanin zamyślił się głęboko nad propozycją rzemieślnika, przygarbionego krasnoluda o sięgającej pasa brodzie i niebywale pomarszczonej twarzy, w której iskrzyła się para lodowato niebieskich żywych oczu.

- Czas mnie nie nagli, wszelako to musi być przednia jakość - zaznaczył po chwili ciszy Kether, wodząc wymagającym wzrokiem po zagraconym narzędziami i elementami broni warsztacie, gdzie uwijało się kilku brodatych krasnoludów i gnomów w skórzanych fartuchach. W trzech paleniskach żarzył się ogień, syczała buchająca z kamiennych kadzi para, kiedy krzepkie ręce wsuwały w nią rozgrzane kawałki metalu.

- Insza nie jest nam znana, świątobliwy - odpowiedział mistrz Argul zdejmując z własnych dłoni rękawice i splatając na brzuchu swe sękate paluchy - Jeno czasy takie, że klient musi zadatek zapłacić.

- Jeśli mus, niechaj będzie i żywię nadzieję, że wam na surowce styknie - mruknął kapłan - Zamówienie poprzez świątynię Mitrylowego Boga idzie, tedy wiadomym winno być, że umowa musi być dotrzymana, mistrzu. Dwa miesiące mogę zaczekać, ani tygodnia dłużej.

- Sto dwadzieścia olardów od sztuki, świątobliwy, a prócz tego po czterdzieści olardów zadatku, tedy uczyni to razem osiemdziesiąt - podliczył wartość swego rzemiosła mistrz Argul, odpowiadając gościowi równie twardym spojrzeniem.

- Niechaj będzie - zdecydował Kether wyciągając do krasnoluda prawicę w zamiarze przypieczętowania umowy - Oriak nam świadkiem tego, co tu zostało rzeczone.


Wątek techniczny

Zgodnie z treścią PW akceptuję warunki rzemieślnika z biednej dzielnicy. Kusze mają być gotowe za dwa miesiące, inaczej zwrot zadatku. Mam nadzieję, że Hamrod nazbiera swoją część - opchnę mu te kusze za 150 złt (nie będę chciwy, na jednej transakcji bogaczem nie zostanę), będzie mu taniej niż w popularnej manufakturze. Zysk rzędu 60 złt mnie satysfakcjonuje (nawet po odjęciu dziesięciny dla świątyni).