Strona 15 z 56
: 26 października 2011, 23:59
autor: 8art
Wojna i bitwa to nie brzmiało dla mikrego elfa najlepiej. Nie był jednym z wielkich wojowników, ba, nie potrafił nawet walczyć. Niemniej jednak perspektywa przeżycia czegoś takiego napawała go pewną ekscytacją. Ileż pieśni będzie można ułożyć. Ilu bohaterów zostanie unieśmiertelnionych w pieśniach Aalmangara. Postanowił w przypadku bitwy zrobić to co potrafił najlepiej. Zagrzać ludzi do boju, wzniecić w sercach wojowników bojowy żar, umocnić ich odwagę. A przy okazji może zaznać trochę sławy... W końcu odważnym szczęście sprzyja.
Wątek techniczny
Udaje się w miasto, przysłuchać się baczniej plotkom, przesiać wszystkie, odrzucić te bzdurne i wyciągnąć z reszty jakieś sensowne wnioski. Jeżeli tan Gotmund ma jakiś odcinek muru do obsadzenia to idę go obejrzeć, by znaleźć jakieś stosowne miejsce z dobrą akustyką.
: 27 października 2011, 07:13
autor: mordimer00
Miasto Halldor. Koniec bakis-ranu 9446 KI
Na Wasz widok jeden z ludzi wbiegł szybko po kilku schodach do kamienicy.
Zeskoczyliście z koni rozglądając się uważnie po okolicy, dostrzegając kilka budynków na tym placu oprócz oczywiście samej kamienicy. Czym prędzej woźnica odjechał sprzed kamienicy wozem z workami. Gotmund też wysiadł z powozu i podał rękę Gilrael, na schodach pojawił się właśnie otyły człowiek w wieku ok 50 lat, dość wysoki ale z dwoma podbródkami, z wielkim brzuszyskiem, jego twarz była pucołowata, podkrążone oczy, obwisłe policzki waszym oczom ukazał się otyły mężczyzna, ubrany w męską togę i narzuconą na nią szubę futrzaną.
Widząc parę szlachecką na jego twarzy pojawił się uśmiech : -"Witam kuzynostwo, proszę, proszę zachodźcie, właśnie obiadek podano wchodźcie, wchodźcie" zamachał ręką i wszedł z powrotem do środka.
Gotmund odwracając się do Was: -"To właśnie mój kuzyn, proszę wchodźcie razem z nami, odpoczniemy podjemy a ja dowiem się paru rzeczy, pewnie dzień nam tutaj zejdzie. Tak jak obiecałem po obiedzie odpłacę Wam za pomoc, więc przynajmniej tyle zróbcie i wejdźmy do środka".
Nie czekając na innych Amras szybko wtrącił swoje pytanie: -"Panie wielka bitwa się zapowiada.Czy masz w związku z tym jakieś plany wobec swojej ochrony? Pamiętaj że męstwo już raz udowodniliśmy a ja łucznikiem i miecznikiem jestem dobrym, walczyć mogę zarówno na murze jak i przy twym boku."
Szlachcic odwracając się w stronę elfa: -"No cóż nie wiem jeszcze co się dzieję, mam nadzieje, że to tylko jakaś plotka, ale pewnie mój kuzyn powie więcej na ten temat, co do obrony to w razie czego służymy w polu w jeździe a nie bronimy murów, ale tak jak mówię nie wiem jeszcze nic. Wchodźmy pewnie będzie czas pogadać w środku. Zapraszamy."
Po czym ruszył przodem z Gilrael wchodząc po kilku stopniach i znikając w wejściu kamienicy.
Kilku pachołków (ludzi) odebrało od Was wodze koni, żołnierze zaczęli iść z prowadzonymi końmi za uzdy za nimi a Wy odprowadzając konie oczami powoli wchodziliście na schody do wnętrza kamienicy.
: 27 października 2011, 08:12
autor: mordimer00
Miasto Hallador. Koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze kamienicy.
Wchodząc do środka Waszym oczom ukazał się korytarz prowadzący prosto wgłąb budynku na końcu zakończony schodami prowadzącymi na górę, i dalszym korytarzem prowadzącym pod schodami.
Stojąc w przedsionku zauważyliście na ścianach wiszące obrazy, różnego rodzaju broń ozdobną, jakieś kilimy czy nawet makaty. Podłoga wyłożona czerwonym dywanem na całej długości korytarza. Zauważyliście po każdej stronie korytarza po dwie pary drzwi prowadzących do innych pomieszczeń kamienicy, nad każdymi drzwiami wisiały ozdobne maleńkie latarnie oświetlające korytarz.
Najbliższe drzwi po prawej stronie były otwarte i z ich wnętrz wyszedł człowiek (ok.25-30 lat, średniej budowy ciała i wzrostu, włosy czarne krótko ostrzyżone, w nienagannie czystym ubraniu, czarnego koloru) po czym ukłonił się i zwrócił do Was:
-"Witam czy życzą sobie państwo odświeżyć się trochę? Może kąpiel, zmiana ubrania? Jeśli tak to zaraz karzę naszykować wody i zająć się Waszym odzieniem. A i upraszam o pozostawienie wszelkiej broni tutaj."
ukłoniwszy się po raz drugi czekał na odpowiedź.
-"Moja żona oczywiście skorzysta, ja może później, najpierw wypada mi słówko z kuzynem zamienić, a Wy nie krepujcie się, pewnie chwilę potrwa zanim podadzą obiad więc korzystajcie póki czas" zwrócił się Gotmund odprowadzając Gilrael do pojawiających się właśnie dwóch kobiet na końcu korytarza.
: 27 października 2011, 08:20
autor: morgliht
Widząc że w kamienicy nie ma nerwowej atmosfery, Amras pomyślał że o tych sharanach to jakaś plotka, więc bez krępacji skorzysta z darmowego mycia, zmiany ubrań i opatrunków. P tych wszystkich zabuegach ubiera zwoją zbroje i czeka na dlaszy rozwój sytuacji.
: 27 października 2011, 08:34
autor: Keth
Wątek techniczny
Ja chętnie skorzystam z wszelakich dobrodziejstw cywilizacji, w końcu wizytujący szlachecką rodzinę kapłan nie może capić koniem! Tak więc oddaję bagaż w ręce służby i odświeżam się na maksa! 
: 27 października 2011, 10:27
autor: mordimer00
Miasto Hallador. Koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze kamienicy.
Zadowolony z propozycji Kether od razu odłożył swoje rzeczy na wskazane miejsce, reszta drużyny tak samo postąpiła zrzucając z siebie całą stertę broni i zdejmując pancerze.
Służący czekał na Was po czym zaprowadził Was korytarzem do schodów na górę gdzie po zejściu do piwnicy wskazał Wam drzwi, oznajmiając, że kąpiel zaraz będzie gotowa, a ubrania wyprane i za jakiś czas zostanie wam dostarczony inny przyodziewek.
W środku w komnacie panuje duchota, na środku wkomponowany w podłogę mieści się wykładany płytami jakiegoś minerału duży zbiornik z parującą wodą, na znajdującej się wewnątrz komnaty komodzie stało kilka dzbanów glinianych i kilka maści do mycia i zioła zapachowe w drewnianej misce.
Wszyscy szybko rozebrali się i składając jako tako swoje ubranie weszli do zbiornika niosąc w dłoniach ziele i maści.
Szczególnie zadowolony z kąpieli Kether wcierał w swoje ciało maść, która zaczęła się pienić i w komnacie rozszedł się zapach lawendy, Aalmangar natomiast roztarł w dłoniach kilka ziół i wrzucił je do wody, Amras delikatnie siadając sprawdzał swoją ranę, która goiła się zadziwiająco szybko, nawet Margolas usiadł w wannie z błogim uśmiechem na ustach.
Po kilkunastu minutach do środka wszedł młody chłopak (człowiek) ubrany schludnie i czysto o blond włosach za ucho, niosący kosz wiklinowy i zaczął wykładać z niego białe płócienne koszule, spodnie różnego rozmiarów i kolorów, oraz kamizelki pasujące do spodni, oraz białe kawałki płótna służące do wytarcia się, po czym zaczął pakować Wasze ubrania do kosza i wyszedł szybkim krokiem.
Watek tech:
Tak Wam minęła godzina na beztroskim odpoczynku i higienie. Jakieś konkretne życzenia?
: 27 października 2011, 13:48
autor: morgliht
Po kąpieli Amras ubiera się i czeka na rozmowę z Gotmund. Ciekaw jest jakie ma plany wobec niego, i czy jego oferta mimo widma inwazji sharanów jest nadal aktualna, czy czasem nie będzie trzeba wsiąść na konia i ganiać pająkoludzi po okolicznych wsiach polach i lasach.
: 27 października 2011, 16:00
autor: mordimer00
Miasto Hallador. Koniec bakis-ranu 9446 KI. Wnętrze kamienicy.
Po odprężającej kąpieli i włożeniu na siebie czystych i pachnących ubrań, zostaliście zaprowadzeni przez tego samego człowieka który witał Was przy drzwiach, do jadalni. Komnata ta była urządzona z przepychem, na ścianach wisiały trofea głowy niedźwiedzi, wilków, jelenia z wielkim porożem, wystój wnętrza dopełniały okazy rzadkiej broni niezwykle bogato zdobionej, na środku pokoju stał wielki dębowy stół, z 14 krzesłami z oparciami obitymi zielonym materiałem, dodatkowo krzesła miały wysokie oparcia i bogate zdobienia w drewnie.
Na stole ustawiona była zastawa przy każdym krześle, srebrne talerze i sztućce aż błyszczały z czystości, na środku stołu na dużych talerzach leżał drób. Rozpoznaliście bażanty, kuropatwy, kaczki, w glinianych miskach parowała świeżo smażona kapusta z grochem, w innej kasza ze skwarkami, na dużym talerzy leżały świeżo wypieczone bochenki chleba, za stołem siedział już Gotmund, który na Wasz widok wstał i ręką zaprosił do stołu:
-"Siadajcie zjemy pogadamy o interesach i może o Waszej przyszłości".
Zajęliście miejsca jak najbliżej szlachcica, służący który pojawił się szybko i sprawnie nalewał wino do kryształowych kielichów, po czym stanął za Gotmundem.
-"Mój kuzyn proszę wybaczcie mu udał się na drzemkę, przeprasza Was za uchybienie kulturze ale w jego wieku i przy jego tuszy, nieważne.
Czas na interesy, ale cóż to jedźcie nakładajcie sobie, czas na moje podziękowania dla Was, nie obraźcie się ale mam dla was po 20 szt platyny, lub jeśli wolicie mogę wymienić to na jakiś oręż lub innego rodzaju ekwipunek, który Wam najbardziej będzie odpowiadał przy tych słowach kiwnął głową w stronę służącego który podszedł do jednej z komód i wyciągnął z szuflady małą szkatułkę którą postawił przed Gotmundem, ten otworzył ją i wyciągnął cztery mieszki, wręczając każdemu po jednym -"Wiem, że to i tak za mało ale mam nadzieję, że nasza współpraca się przedłuży a wtedy możemy wszyscy zarobić. Wracając do sprawy, mój brat Goblung jest w posiadaniu jednej płytki ale nie ma księgi która według mnie jest kluczem do tej zagadki. Jutro mam spotkać się w tutejszej świątyni Gotam-gorra z kapłanem, który podobno potrafi odczytać język jakim zapisano te karty, a ponadto jest starym przyjacielem mojego kuzyna, księga jest już pewnie w jego posiadaniu i do jutra powinienem wiedzieć o co chodzi. Więc możecie wstrzymać się jeszcze jeden dzień? Zobaczymy co ujawni księga i wtedy zdecydujemy co dalej? A co do ataku pająkoludzi, no cóż dawno ich tutaj nie było ale nie wydaje mi się aby to coś grubszego było, ale jeśli okaże się, że jednak nastąpi atak to mamy już plan na wydostanie się z miasta, ale to potem. Więc jak co o tym wszystkim sądzicie?"
: 27 października 2011, 17:57
autor: morgliht
Ja oczywiście panie na decyzję mogę poczeka do jutra, dziękuje za tak choiną zapłatę. Tylko gdzie na ten jeden dzień mógłbym się zatrzymać ? Przez inwazję sharanów karczmy w mieście są przepełnione...
Wątek techniczny
Jak szlachcic pozwoli mi nocować w swojej kamienicy to po obiedziew pokoju zostawiam swoje rzeczy i idę na małe zakupy na miasto 
: 27 października 2011, 18:33
autor: Keth
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI
Kąpiel w drewnianej balii okazała się dla Kethera prawdziwą rozkoszą. Zanurzony w gorącej wodzie i wciągający w nos zapach mydlin astrolog pozwolił sobie na chwilę zupełnego odprężenia, troski dnia powszedniego szybko go jednak ściągnęły z powrotem na ziemię. Sharany u wybrzeży Karminu nie były czymś niespotykanym, stanowiąc swoistego rodzaju ewenement w tym przypadku. Kether lubił studiować mapy, potrafił też wyrysować z pamięci przybliżony układ wysp Archipelagu Centralnego, ilekroć zatem słyszał o groźbie sharańskiego najazdu na Karmin, nie posiadał się ze zdumienia, że rzecz taka w ogóle mogła zastnieć. Jedynie prastary Arturius Asser, Ojciec Bogów, wiedział, jakim cudem pająkopodobni najeźdźcy potrafili przedostać się swymi statkami przez gęste od okrętów wewnętrzne morza Kartarii, przez wyspy malauków od zachodu, imperialne Orkusy od północy, przez Elmanal i strzeżony przez flotę Imperium Walgar, o Gutum-guru nie wspominając od południa, na wschodzie zaś trzymani w szachu przez resztę Osmundu. Bogowie jedni wiedzieli, skąd sharany miały tyle szczęścia, by wciąż docierać niemalże do serca Kartarii, do wysp położonych w bezpiecznym interiorze Archipelagu, a mimo to liczne kroniki dowodziły jawnie faktu, że potwory bywały na Karminie. Świadczyły o tym nie tylko pierwotne zapiski zawarte na Asseryjskim Dysku, ale i postrzegane przez wielu za herezję fragmentaryczne wpisy do niesławnej księgi Erbe.
Logika za każdym razem zdawała się przeczyć obecności sharanów na osmundzkich wodach, ale pająkoludzie logiką bynajmniej się nie przejmowali, co jakiś czas szerząc popłoch i grozę na pozornie bezpiecznych akwenach.
Wątek techniczny
Nie mogłem się powstrzymać przed malutkim sarkazmem odnośnie tych sharańskich inwazji, przepraszam. Po prostu mój umysł stratega nie chce jakoś zaakceptować faktu, że pajęcza flota potrafi się przedostać tak głęboko do serca Kartarii...
: 27 października 2011, 19:09
autor: mordimer00
Wątek Tech:
A czy dokładnie przeczytałeś moje wpisy? Podobno widziano i podobno zauważono i podobno....!!!!!
Ale czy to ważne?? Czyta się tylko to co chcę i tylko to co kogo interesuje!
I póki co nadal nie wiem co myślicie o ofercie Gotmunda
: 27 października 2011, 21:02
autor: Keth
Wątek techniczny
Zapłatę przyjmuję ze stonowanym podziękowaniem, zgadzam się też na zaczekanie na wynik oględzin księgi przez kleryka Gotam-gora. Po wstępnych ustaleniach chętnie urwę się do halladorskiej świątyni Oriaka.
: 27 października 2011, 21:19
autor: 8art
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI
Aalmangar dystyngowanie przyjal wynagrodzenie, lecz wduszy skakal i cieszyl sie jak dziecko. W koncu zainkasowal calkiem sporo sumke. A w dodatku cala awantura zapowiadala sie ciekawie. Zapewnil szlachcica o tym, ze moze liczyc na niego.
W zwiazku z tym, ze tan Gotmund postanowil pchnac sprawe do przodu dopiero jutro, elf postanowil wykorzystac fakt na jakies ciekawe zakupy. Pomyslal od razu o szacownej zonie szlachcica. Gilreal z pewnoscia bedzie chciala wybrac sie na targ i zostawic troche zlota u lokalnych kupcow, a nie ma jak zakupy w towarzystwie pieknej damy, pomyslal. Przydalby sie jakies nowy ekstrawagancki stroj trubadura! i pranie stroju blazna! A poza tym spacer w odpowiednim stroju i w towarzystwie przepieknej Gilreal bedzie najlepsza reklama w miescie.
Postanowil ubrac sie w najlepsze szaty trubadura i nie zwlekajac zaproponowac szlachciance wypad na miasto.
: 27 października 2011, 21:33
autor: tzeentch
Margolas odbierając swą zapłatę wyglądał niczym kot, który opił się śmietanki. Okazja tak dobrego zarobku za tak niewielką robótkę nigdy do tej pory mu się nie trafiła... Wydukał z siebie jakieś podziękowania i zapewnienia, że -Hojny pan może oczywiście liczyć na moje usługi w przyszłości.
: 28 października 2011, 19:59
autor: Keth
Świątynia Oriaka w Halladorze, koniec bakis-ranu 9446 KI
Halladorska świątynia Mitrylowego Boga wzniesiona została dwieście lat temu na niewielkim wzgórzu w północnej części miasta, dzięki czemu jej białe mury górowały ponad dachami portowej dzielnicy. Wiodące na wewnętrzny dziedziniec wrota były o tej porze dnia szeroko otwarte i zmierzający do środka Kether zwolnił kroku omijając licznych wiernych modlących się przy tworzących wewnętrzną część muru ołtarzykach otaczających świątynny placyk.
Strzegący porządku strażnicy świątynni odpowiedzieli oriakaninowi stosownym gestem odwzajemniając jego pozdrowienie, zapatrzyli się ponownie w tłum niespokojnych przechodniów płynący brukowanymi uliczkami stołecznego kwartału. Wieści o rzekomym pojawieniu się sharanów wzbudziły w Halladorczykach ogromne poruszenie, a kiedy nad zwykłymi śmiertelnikami zwykła wisieć jakaś groza, każdy czym prędzej przypominał sobie o zapomnianych na co dzień bogach ruszając w te pędy do najbliższej świątyni swego patrona.
Astrolog zatrzymał się na krótką chwilę przed wzniesionym z białego marmuru frontonem właściwej świątyni, pomodlił się u stóp wyrzeźbionych z niebywałem kunsztem posągów Robusta Szczodrego i Ajwena Ogarda, dwóch Wielkich Oriachów wywodzących się z wysp Ciągu Grua, którzy wieki temu mieli zaszczyt zasiadać na tronie najwyższego arcykapłana Mitrylowego Boga w Ostrogarze i którzy postrzegani byli przez osmundzkich oriakan za patronów wiernych z Królestwa Złotych Twierdz. Potok czcicieli płynął poprzez fronton w obu kierunkach, szeleszcząc drogimi szatami, pobrzękując metalem pięknie zdobionych broni i błyszcząc kosztowną biżuterią. Słowa wypowiadanych półgłosem modlitw łączyły się w ledwie zrozumiały szum, przyjemnie dla uszu Kethera kojący i przywracający astrologowi poczucie bezpieczeństwa.
Złożywszy dziękczynną modlitwę za szczęśliwy powrót do Halladoru mężczyzna nakreślił na piersi znak oriakańskiego błogosławieństwa, po czym wszedł do środka świątyni, wciągając w nozdrza znajomy zapach kadzideł.
Wątek techniczny
Przepraszam, jeśli pchnąłem akcję za szybko do przodu, ale skoro trefniś poszedł na miasto, to ja nie chciałem być gorszy...
Chcę prosić o spotkanie z którymś z wyższych kapłanów. Mam zamiar złożyć sprawozdanie z działalności świątyni w Algilu (rutynowy raport), przekazać na ręce kleryka ofiarę (jedną platynową monetę i dziesięć złotych) oraz poprosić o najświeższe plotki i pogłoski znane oriakańskim duchownym. Przekażę zamiar rychłego wyjazdu z tanem Gotmundem (żeby świątynia wiedziała, kogo pytać o moje zniknięcie, gdybym miał przypadkiem nie wrócić, w końcu chciałbym, aby pochowano mnie w Halladorze). A że ofiara pieniężna wydaje się szczodra, nie od rzeczy byłoby na koniec zapytanie o Błogosławieństwo z opóźnionym zapłonem.