Strona 14 z 170

: 14 kwietnia 2013, 11:25
autor: Araven
Kim jesteś gnomie? Szukamy goblinów, widziałeś jakichś?
Pytanie zadaję cicho.

: 14 kwietnia 2013, 11:43
autor: Dobro
- Cywilizacja!!! - niemal zakrzyknął gnom, opadając na kolana i wznosząc ręce do góry, w modlitewnym geście. - Dzięki, o Piannie! - wyszeptał już ciszej. Zaraz jednak sobie przypomniał, że niespodziewani podróżnicy mogą nie mieć zbytnio przyjaznych zamiarów, toteż Imaginerus postanowił szybko odpowiedzieć na ich pytania i zaskarbić ich przychylność.

- Jestem tan Darayaharus Imaginarus zwany Goblinem. Mistrz sztuk magicznych! - gnom wypiął z dumą pierś. Dostrzegając zniecierpliwione błyski w oczach napotkanych istot, domyślił się, że lepiej dla niego będzie kontynuować odpowiedzi na pytania. - Gobliny? Właśnie od nich uciekłem! Z całej tej przeklętej wioski na bagniskach! Szli złupić spływające rzeką barki. Wyczekałem moment - i puff! Znikłem jak zawodowiec. W końcu jestem magikiem, co nie? - gnom przekrzywił głowę i uśmiechnął się tajemniczo. - Piann zesłał mi was na swej drodze. Pewnie nie odmówicie mi, żebym do was dołączył? Tylko do najbliższego miasteczka!

: 14 kwietnia 2013, 14:21
autor: Araven
Jestem Balin, mówisz gnomie co chcą napaść na barki, cholera, musimy wracać do kapitana, chodź z nami, może stąd odpłyniemy.
Po mojemu to wracamy na barkę idąc ostrożnie.

: 14 kwietnia 2013, 19:14
autor: Keth
Krzewy bzu nieopodal rzeki Senil

Oniemiały zaklinacz zerwał się na równe nogi, wytrzeszczając oczy i strosząc bacznie uszy. Dźwięk wybuchu sprawił w jednej chwili, że całe znużenie goblina znikło bez śladu, zastąpione dziką ciekawością.

- Co to było?! - wyrzucił z siebie uczeń szamana, spoglądając to na Mordila, to na Barthura - Piorun uderzył?

Nie czekając na odpowiedź zaklinacz dociągnął parciany pasek i podniósł wbitą w ziemię ostrzem maczetę, a potem rozgarnął bronią gęste zarośla zeskakując na piaszczysty bieg rzeki.

- Chodźmy sprawdzić, co to było! - zakrzyknął niecierpliwie, przestępując z nogi na nogę i machając wolną ręką w stronę kompanów.
Proponuję udać się w okolice wybuchu, by sprawdzić jego źródło. Jesteśmy na tym samym brzegu czy przeciwnym?

: 14 kwietnia 2013, 19:48
autor: deliad
Jesteście po tej samej stronie rzeki, ale dzieli was jakieś kilometr w linii prostej. Wzdłuż wijącej się rzeki to około dwa do trzech kilometrów.

: 14 kwietnia 2013, 20:19
autor: deliad
Trakt przy rzece Senil, wczesna noc

Zainteresowane niecodziennym zjawiskiem gobliny ruszyły czym prędzej do miejsca eksplozji.
Noc była jasna i przyjemnie chłodna, więc gobliny przemieszczały się dość szybko. Trak wił się, to wchodząc na pagórek to opadając w dolinkę.
Będąc na jednym z takich pagórków, w świetle rosnącego księżyca zwiadowcy dostrzegli pędzącego ku nim rozjuczonego wierzchowca.
Mimo, że zwierze był jeszcze od nich ze trzysta kroków, to już teraz wiejący z południa wiatr przyniósł do nozdrzy Gusłaka i Barthura woń spalonej sierści.

: 14 kwietnia 2013, 21:14
autor: Keth
Trakt przy rzece Senil, wczesna noc

Huskun od dłuższego czasu wybałuszał oczy, ale teraz wytrzeszczył je do granic możliwości, mocniej oplatając palcami rękojeść swej żelaznej maczety. Zdobyczny koń - bez względu na to, czy ciągle jeszcze żywy czy nie - stanowił spory zapas wybornego mięsiwa, za które reszta plemienia byłaby zwiadowcom nad wyraz wdzięczna. Dieta na bagnach była mało urozmaicona, opierając się głównie na żabach, piżmakach, z rzadka zaś żółwiach. Czasami myśliwym wyprawiającym się poza granice mokradeł trafiał się wół albo koza albo nawet jakiś wyjątkowo pechowy wieśniak, jednakże zjadanie tych ostatnich wiązało się z wielkim ryzykiem pod postacią najazdu rozwścieczonych ziomków dwunożnego posiłku.

Koń był czymś wyjątkowym w tym jadłospisie i Huskun nie zamierzał dopuścić, by ta okazja przeszła mu koło nosa.

- Brać go! - wrzasnął zaklinacz wymachując maczetą - Barthur, wal go w łeb pałą! Wal go!
Bierzemy tego konia, dawać go!

: 15 kwietnia 2013, 10:02
autor: Dobro
Gnom poczłapał za Balinem, nucąc pod nosem zwycięską piosenkę. W duchu żarliwie obiecywał Piannowi, że kolejna libacja będzie nader szczodra. O ile bóg da mu szansę zorganizowania takowej.

- Heej, zaraz! A jak tam będą gobliny? - zreflektował się Goblin, zawieszając pytanie w powietrzu przed nowymi znajomymi. Nie mógłbyć pewien, czy to przypadkiem nie są łowcy niewolników, sadyści, albo inni zwyrodnialcy spod ciemnej gwiazdy. Dla bezpieczeństwa gnom ułożył w myślach plan ewentualnej ucieczki i trzymał się od grupy kilka metrów z tyłu.

: 15 kwietnia 2013, 20:01
autor: 8art
Barthura dwa razy nie trzeba było popedzać do upolowania konia. Uwielbiał koninę tak samo jak jego malauccy, czwororęcy kuzyni. Półolbrzym skoczył do przodu wnzosząc kłodę drewna do ciosu.
Atakuje qnia!!!

: 15 kwietnia 2013, 20:39
autor: deliad
Trakt przy rzece Senil, wczesna noc

Rozszalały paniką koń parł naprzód nie patrząc na przeszkody. Z pyska spadała spieniona ślina, łyskał białkami oczu.
Zwierza musiało być strasznie przestraszone, skoro rzuciło się w tłumek goblinów i kapłana Piana.

Barthur mlasnął i przełknął ślinę w myślach żując już świeżutką, średnio przysmażoną, słodkawą koninę prosto z ogniska. Ten nad wyraz rozrośnięty goblin chyżo wyskoczył ku pędzącemu rumakowi wkładając w zamach całe swe siły.

Uderzone zwierze zakwiczało z bólu, gdy pała z impetem zdzieliła go w bujnie rozwinięte mięśnie piersiowe. Jednak mimo ciosu, który niemalże połamał dębową pałę, koń jedynie zwolnił zbijając swoim impetem Barthura z nóg.
Z boku do konia doskoczył Husun zamierzając się w ofiarę maczetą. Jednak szybkość konia sprawiła, że mały drapieżnik chybił celu.

Kary rumak szybko zbiegł ze wzgórza i zniknął pola widoku goblinów.
Rzut na trafienie 03 więc nawet z biegłością minimalną w pałach cios doszedł celu. Obrażenia 170. Potężny cios, jednak koń uciekł. Podejmujecie pościg?
Rzut na trafienie Huskuna 96, niestety chybiony, ale bez krytyka w siebie.

: 15 kwietnia 2013, 20:57
autor: mordimer00
-Kiej wy robita?
Odezwał się Mordil, wściekły na to co zrobiły gobliny! I wtedy cały las eksplodował śpiewem ptaków, cały las jakby nagle ożył przez tych dwóch niefortunnych myśliwych!
-Cichać i na ziemia!!! I nie ruchać mi się tutaj!!!!

: 16 kwietnia 2013, 10:02
autor: deliad
Gdzieś w niezmierzonych puszczach Borowiru

Idąc przodem Skela wypatrywał swych własnych śladów. Stawało się to coraz trudniejsze z powodu unoszących się znad ziemi oparów i zapadających ciemności.Tropienie w warunkach pustynnych, do jakich przywykł Skela, było całkowicie odmienne od wyszukiwania śladów w porośniętym roślinności miękkim gruncie. Na szczęście głębokie ślady krasnoludów, zdeptane trawy i połamane gałęzie ułatwiały powrót na barkę.

Było już godzina po zmroku, gdy zmęczenie i ból stóp zaczął doskwierać gnomowi. Idąc z tyłu narażony był od dłuższego czasu na nieprzyjemne zapachy wydzielane przez jego kompanów. Cóż jednak było począć. Trzeba przeć na przód.
Las nocą okazał się miejscem strasznym i mrocznym. Gałęzie przypominały zaczajone stwory, dziwne szmery kojarzyły się z świstem spadającego na kark miecza.
Na przykład tamte drzewo. Istny szkielet. Zgrubienie na ramionach, przypominające głowę, gałęzie niczym rozwarte szponiaste palce.
Gnom aby odegnać złe myśli uderzył trzymanym w ręku kijem w gałęzie drzewa. Wydarzyła się rzecz niespodziewana. Drzewo ożył i zaklekotał żuchwą.

- Szkielet! - wyrwało się z gardła iluzjonisty.

: 16 kwietnia 2013, 12:05
autor: Araven
Co za diabelstwo? Uderzam toporem, o ile to szkielet albo inny nieumarły.

: 16 kwietnia 2013, 20:47
autor: Dobro
- Szkielet! Bardzo paskudny szkielet! - drżał Goblin, stojąc w miejscu i rozmyślając nad kolejnymi krokami. Intynktownie cofnął się o krok, akurat na tyle, żeby Balin wyskoczył z toporem i sieknął chodzące kości w łeb.

Nie czekając na finał akcji, gnom przywołał w myślach czar, i zamykając oczy szybko wyrecytował formułkę.

Miał zamiar przywołać obraz Grubelli. Jeżeli było coś, co mogło przerazić nawet szkielety, z pewnością była to szczerząca się zalotnie Grubella.
Rzucam czar WIDZIADŁO, próbując uformować z tego obraz Grubelli, którym to chce odwrócić uwagę przeciwników.

: 16 kwietnia 2013, 21:33
autor: Keth
Trakt przy rzece Senil, wczesna noc

Rozczarowany ucieczką zwierzyny goblin wściekł się tak bardzo, że aż mu ślina pociekła po brodzie, a w wąskich oczach przez krótką chwilę błyszczał prawdziwy obłęd.

- Tyle mięsa! - wrzasnął Huskun w swej rodzimej mowie, wymachując w zacietrzewieniu maczetą i omal nie obcinając przez przypadek ucha Barthura - Jakeś go palnął?! Dałbym ci ja pałą po łbie, przerośnięty gobosie jeden!

Zaklinacz doskoczył do najbliższego drzewa i tryknął w jego pień z rozpędu głową, dając upust nagłej złości. Potężne uderzenie oszołomiło go, ale jednocześnie przyniosło zamierzony skutek. Potrząsając głową obśliniony wciąż wychowanek szamana obejrzał się w ślad za uciekającym z zawrotną szybkością koniem, a potem wskazał ostrzem maczety kierunek, z którego nadbiegł wierzchowiec.

- Żwawo, tam, tam! - zakrzyknął goblin - Może jaki wybuchem ubity?! Taki nam nie ucieknie!
Biegiem w stronę, z której nadbiegł koń - w najgorszym przypadku zjemy jeźdźca!