Strona 14 z 84
: 23 kwietnia 2012, 13:51
autor: maciej
-Miejsca jest dość i nie masz się co martwić,Salt...dokulamy się na miejsce.To cudeńko-Leon poklepał deske rozdzielczą wozu-sporo potrafi.Jak przyjdzie wiać zadziwi wszystkich.Nitro,pełne kapcie i...-tu zrobił dramatyczną pauzę-niespodzianka.Może nie jest wygodny ale jak najbardziej praktyczny.No i jeździ na najgorszym syfie w baku
: 23 kwietnia 2012, 14:51
autor: Goldwin
Obszedł powoli poodrapywany wóz ciągnąc ręką po krawędzi dachu, zajrzał do wnętrza przez zakurzone okno, oparł się ręką o prawy błotnik i mocno docisnął sprawdzając sprężystość amortyzatorów. Skrzywił się delikatnie popatrując na tylni zderzak, puknął go czubkiem buta.
- Chyba będziesz musiał coś z nim zrobić, jak się zatrzymamy. Lepiej dokręć, bo jeszcze chłopakom zostanie na drodze... Jedziemy! - zagaił zdecydowanie do Leona.
Zgarnął z ziemi plecak, wrzucił na tylne siedzenie samochodu i odwrócił się do Wilsona.
- Paul, zatem radio u nas, Ty pilnuj chłopaków. Wolę dowódcę z jednym uchem niźli z żadnym! - mrugnął do Wilsona szczerząc zębiska w radosnym uśmiechu i rzucił do reszty towarzyszy - I pomyślcie jak się przetasować, kiepsko jak wszyscy będą na jednej budzie i coś pizgnie z krzaków. Tym bardziej jak doturlamy się w okolice miasta... Cholera wie co tam zostało po Molochu.
: 23 kwietnia 2012, 16:05
autor: Araven
Techniczny:
Zapomnieliśmy o tych dwóch ludzikach co czekali na rozwój wypadków, ich też bierzemy na pakę pikapa, albo lepiej do wozu Leona jak ma z tyłu 2 miejsca i Jack bedziesz ich urabiał coby nas polubili
.
Bo na pace pikupa to już są Harley, Wielebny, i wysoki Nieznajomy z białawymi włosami?. Kolejne 2 osoby to ciasno tam będzie... Ale zabrać ich trzeba.
Edit: Nie chcę Was martwić ale jak ostatnio byłem kapitanem statku kosmicznego to pbf padł i wszyscy umarli... No dobra żyją ale pbf padł. 
: 23 kwietnia 2012, 16:08
autor: chemdog
A więc ciekaw jesteś mojej osoby?-zapytał Asha nieznajomy,jednocześnie wyciągając pobliźnioną dłoń,nie pomijając przy tym siedzącego w poblizu wielebnego-
Mówię na siebie Stalker,a Wy możecie mnie nazywać jak się Wam podoba. Moja historia zaczęła się w najbardziej chyba zasyfiałym zakamarku ZSZ-ów czyli nad Missisipi. Dziadunio Artem zdaje się był,jak opowiadał,ruskim imigrantem i taryfiarzem. Potrafił świetnie opowiadać różne historie. Kiedyś zasunął gadkę o jakimś wielkim mieście,ponoć tak samo dużym jak Nowy Jork,ale gdzieś cholernie daleko za morzem. Mówił że po wojnie mieszkańcy pochowali się w takich tunelach pod miastem co to niby kolej jeździła,ale nie taka jak tu w Apallachach tylko taka na prąd. Opowiadał że żyją tam setki ludzi,jak w mieście,podzieleni na różne ugrupowania i mają się całkiem dobrze dzięki Stalkerom. Ci twardziele niby wychodzą na powierzchnię szperając w ruinach i dostarczają tym na dole różne gamble przedwojenne. Czasem też zdrowo dowalają mutkom. Więc sam się zacząłem zajmować czymś takim,szperam po okolicy a co wyszperam to na handel,w końcu trzeba z czegoś żyć. Pojęcia nie masz w jakim syfie trzeba nieraz grzebać...ale naprawdę warto. Można znaleźć takie cuda że się w pale nie mieści. Ryzyko duże ale opłacalne.
Wątek Techniczny I tak siedząc sobie na pace snujemy z Ashem i wielebnym opowieści dziwnej treści.Poza tym nieznajomy jest mały i nie ma białych włosów.Przecież to nie wiedźmin.a do Asha gadam przez tylne okienko 
: 23 kwietnia 2012, 20:38
autor: Goldwin
Salt zamierzył się aby wsiąść do samochodu, nawet już przełożył nogę przez próg gdy nagle zatrzymał się w pół ruchu. Odwrócił się spoglądając oceniająco na pozostałą parę włóczęgów.
- Aaa... Jeszcze Wy! Panowie, krótka prezentacja i wskakiwać do wozów! Zawijamy się bo za chwilę to zostaniemy tu sami i zakwitniemy.
Drgnął lekko i przyjrzał się ponownie dwójce nieznajomych taksując wzrokiem odzienie, broń i ekwipunek.
- Nie macie jakiegoś choróbska przypadkiem? Ash by was obejrzał w wolnej chwili. I chyba nie macie towarzystwa... - ostatnie zdanie dodał ściszając głos, na poły do siebie z myślą czy aby nie oblezą wszystkich jakieś wszy albo inne ustrojstwo.
Aravenie: a dowaliłem kawałek fabularki z tamtymi dwoma gapowiczami 
: 23 kwietnia 2012, 21:15
autor: Keth
Thornton Ave w Princeton, poranek 7 maja 2055
Wilson odczekał jeszcze chwilę na kwatermistrza Czarnych Żmii, wrzucającego z pomocą kilku kompanów przydziałowe racje żywnościowe do ruszających z parkingu wozów. Posępny mężczyzna o pociętej bliznami twarzy przeliczył ilość pasażerów w każdym pojeździe Aniołów Śmierci, a dwaj młodzi najemnicy z bronią krótką przy pasach, najpewniej świeży rekruci zaczynający karierę w bojówce od służby zaopatrzeniowej, wrzucili przez uchylone okna pojazdów odpowiednią liczbę papierowych toreb z prowiantem i plastikowych butelek wypełnionych odkażoną chlorem wodą.
- Jedziecie jako pierwsi - rzucił sucho Paul, wychylając się przez swe boczne okno i spoglądając ostro na siedzącego za kierownicą Jeepa człowieka. Zasiadający w przednim fotelu pasażera Preston odpowiedział mu wściekłym spojrzeniem, ale nie zaoponował, wydając z siebie w zamian przeciągłe warknięcie zrozumiane przez kierowcę jako polecenie. Patriot ruszył ostro ku bramie parkingu, sypiąc spod opon kawałkami żwiru.
- Kretyn - skomentował Ash odprowadzając Jeepa spojrzeniem i bębniąc palcami wystawionej przez okno ręki w drzwi pikapa - Zero szacunku do swojego sprzętu.
Wilson zerknął w tylne lusterko na samochód Leona. Starsze małżeństwo, które przedstawiło się jako pani i pan Smith, akurat zamykało drzwi speedera, rozsiadając się wygodnie na tylnych siedzeniach.
- Ruszaj, bo nam zwieją - rzucił do kompana Tisdale, oglądając się jednocześnie na pakę pikapa stanowiącą schronienie dla Radeforda i niepozornego człowieczka o ksywce Stalker.
Wątek techniczny
Jedna ważna kwestia. Ekipa ze speedera przewozi radio, musi zatem znaleźć sposób na przekazywanie wieści do reszty patrolu. Nie zapominajcie, jedziecie w trzy wozy, a generalnie każdy BG pcha się do pikapa, więc radiowiec najpewniej zostanie w aucie z parą NPC-ów. Jak ma się z Wami kontaktować na trasie, na migi, błyskając lampami?
: 23 kwietnia 2012, 21:29
autor: Araven
Radio ma Jack Salt który jest w aucie Leona. Też z Leonem na tylnich siedzeniach są Państwo Smith . Reszta BG na pace, oprócz mnie i Asha w szoferce. Jack Salt robi za radiowca. Może być? A mam pytanie czy Pani Smith jest podobna do Angeliny Jolie? Tak wiem podpadłem MG... 
: 23 kwietnia 2012, 21:31
autor: Goldwin
Jak coś będziemy błyskać światłami, że mamy jakieś niusy z bazy. Ewentualnie klakson, ale to lepiej nie wyć po drogach jak stary upiór. Tym bardziej w obcym terenie, raczej jako ostateczność.
Kwestia do rozważenia: czy Preston ma jechać pierwszy a nie ostatni... Żeby nas po złości na jakąś "minę" nie wepchnęli...
: 23 kwietnia 2012, 21:46
autor: Keth
Wątek techniczny
Mam wrażenie, że zaproponowany układ patrolu to Patriot przodem (coby Prestona i jego kolegów mieć cały czas na oku), potem pikap z załogą w składzie Paul i Ash w szoferce oraz Ebenezer i Stalker na pace, na końcu zaś Leon, Jack i państwo Smithowie (generalnie mało podobni do Pitta i Jolie, ale kto ich tam wie?).
Wyjeżdżacie w tym układzie czy wkurzacie Tysona dalszą opieszałością?! 
: 23 kwietnia 2012, 21:56
autor: 8art
- Ruszajmy zanim Tyson wkurwi się nie na rzadko. I tak już zabarłożyliśmy negocjacjami z Prestonem - Ash uśmiechnął się sam do siebie, przypominając jak chłop rypnął na dupę, powalony ciosem medyka. Wiedział, że będą z tego kłopoty, ale nie przejmował się nimi zbytnio. Z takimi palantami można było rozmawiać tylko płynącymi prosto z głowy argumentami. Kto wie jak długo ciągnęłyby się słowne ustalenia gdyby nie szybka i skuteczna interwencja. Przynajmniej Preston wiedział, że nie ma do czynienia z mięczakami, tylko Aniołami Śmierci...
- Niech jadą na razie pierwsi. Tu powinno być jeszcze w miarę bezpiecznie, więc nie wrzucą nas na minę. Potem ich przesuniemy ich w środek albo na koniec. Mamy czas. Zastanowimy się
: 23 kwietnia 2012, 22:01
autor: Keth
Droga międzystanowa nr 77, przedpołudnie 7 maja 2055
Autostrada numer siedemdziesiąt siedem podziurawiona była wyrwami, ale nadawała się do względnie szybkiej jazdy. Przeskakujący z pasa na pas kierowcy manewrowali umiejętnie swymi wozami unikając większości pułapek, chociaż pędzący karkołomnie Patriot wpadł w pewnej chwili w dziurę zalaną do pełna wodą i niemal skraksował o resztki zardzewiałej barierki rozgradzającej obydwie części autostrady. Jadący w ślad za Jeepem Wilson poprawiał się co chwila w siedzeniu czując bolesny ucisk na wysokości znaczącego biodro szwu, ale obiecał sobie, że wytrzyma do najbliższego planowanego postoju, dopiero wtedy oddając kierownicę pikapa Ashowi.
Wyglądający przez przednią szybę Ash siedział w fotelu po turecku, trzymając karabin na kolanach i podśpiewując coś ledwie słyszalnie pod nosem. Za oknami wozu przesuwał się szarobury krajobraz porośniętych skąpą roślinnością wzgórz, najeżonych bryłami nagich skał i pozostałościami po zdewastowanych doszczętnie drogowych zajazdach. Niebo pozostawało pochmurne, chociaż bynajmniej nie padało, co szczerze Wilsona cieszyło. Kierowca wypróbował założone przez Leona nowe wycieraczki i widząc ich skuteczność pogratulował sobie w duchu udanego zakupu, ale wcale nie palił się do jazdy w ulewie, lękając się dla odmiany o przyczepność mocno już zużytych opon pikapa.
Zmierzający w stronę Charleston mężczyźni nie mogli nie spostrzec jak ich patrol przemieszcza się w stronę ziemi niczyjej opuszczając umowne granice Federacji Appalachów. W przydrożnych osadach w Ghencie, Beckley czy Greencastle zamieszkujący blaszane domostwa ludzie wylegali na ulice pozdrawiając przejeżdżających obcych machaniem rąk. Na wysokości Chesapeake i Dupont City zabiedzeni osadnicy poprzestali na niemym obserwowaniu rozciągniętego na długości kilku mil konwoju, spoglądając na przewalające się drogami pojazdy z kamiennymi minami.
Zaś w Charleston - postrzeganym za ostatni, chociaż wątpliwej lojalności bastion FA na pograniczu zachodnich baronii - nieliczna garstka mieszkańców zaszyła się w swych domostwach ryglując drzwi i tarasując meblami okna, nie przejawiając najmniejszej ochoty do zawarcia bliższej znajomości z budzącymi słuszny lęk intruzami. Wilson podejrzewał, że spory udział w tej niechęci mogli mieć jadący przodem konwoju motocykliści, już w Princeton jawiący mu się członkami jakiegoś niekoniecznie praworządnego gangu ukrytego za odznakami młodego Sutherlanda i czującego z tego tytułu nadmierną zuchwałość połączoną z poczuciem własnej bezkarności.
Poczuciem, które w opinii Wilsona prędzej czy później miało ich przyprawić o ciężkie zatrucie ołowiem, uformowanym w obłe kształty i poruszającym się z dużą prędkością wylotową.
- Musimy gdzieś skołować własne radio - odezwał się nagle Tisdale, przerywając nucenie i odwracając głowę w stronę Paula - Jak będzie trzeba, zrzucimy się na spółę, co? Taki brak łączności jest do dupy, powiedz sam. Widziałeś jakim furgonem zapieprza baronik? Wygląda jak jakaś cholerna stacja nadawcza na kółkach. Gość ma wszystko pod kontrolą, wszystko.
- Najpierw znajdź kogoś, kto będzie chciał radio sprzedać, potem pogadamy o kasie - odpowiedział Wilson - Albo poszukaj dobrze w Lexington, może tam coś znajdziemy.
Wątek techniczny
I znowu w drodze, w forpoczcie wiadomego już konwoju. Liczący 96 mil odcinek pomiędzy Princeton i Charleston pokonaliście w trzy i pół godziny, jesteście już na drodze międzystanowej nr 64 na wysokości Teays Valley. Jak dotąd żadnych niespodzianek, sympatyczna ekipa w Patriocie jedzie przodem nie robiąc Wam żadnych przykrości.
: 23 kwietnia 2012, 22:01
autor: Goldwin
Salt rozsiadł się wygodnie w fotelu, popatrzył w boczne lusterko upewniając się czy cokolwiek dojrzy i poprawił ułożony pomiędzy nogami plecak ściągnięty uprzednio z tylnego siedzenia. Obejrzał uważnie radio, włączył i wyłączył, upewniając się, czy aby sprawne i z naładowanymi bateriami. Zadowolony z rezultatów oględzin, pstryknął przełącznikiem.
- Anioły Śmierci do bazy! Jak mnie słyszycie?
***
Zerknął w tylne lusterko ukazujące wpatrzone weń oczy nieznajomego. Odwrócił się przez lewe ramie do tyłu spoglądając z bliska na sylwetki dwojga pasażerów.
- Państwo Smith... Jak wiecie, ja to Jack Salt. Robię za zwiad i teraz radiooperatora. Leon to nasz mechanik i kierowca tego cuda - poklepał ręką siedzenie - A was co sprowadza na ten wyścig szczurów, o ile można wiedzieć?
Warto przetestować radyjko i poznajomić się z "koleżeństwem".
: 23 kwietnia 2012, 22:42
autor: Keth
Droga międzystanowa nr 64, przedpołudnie 7 maja 2055
Próbujący wybadać bliżej starszą parę Jack poddał się w końcu ulegając ich małomówności, przeniósł swą uwagę na radio i płynące z niego co chwila komunikaty, z trudnością wybijające się ponad jednostajny szum radiowych zakłóceń. Dowódcy poszczególnych patroli łączyli się co chwila z wozem transmisyjnym Sutherlanda, określonym nazwą kodową Duży Tatuś, zgłaszając swe przybliżone pozycje i meldując o utrudnieniach na trasie.
Salt próbował uporządkować strukturalny chaos, z jakim kojarzyła mu się ekspedycja młodego barona, wsłuchując się w radiowe meldunki, zapamiętując przypisane poszczególnym grupom kryptonimy i próbując zbudować w głowie trójwymiarową obraz taktyczny.
- Duży Tatuś do Aniołów Śmierci, czy mnie słyszycie? - z głośnika padło trzeszczące nienaturalnie pytanie rzucone przez jednego z jadących wozem transmisyjnym radiooperatorów służących pod hegemonem Vasquezem - Anioły Śmierci, zgłoście się!
- Tu Anioły! - odpowiedział natychmiast Salt - Słyszę niewyraźnie, ale zrozumiale!
- Gdzie jesteście?
- Zaraz... - Salt wyjrzał za szybę speedera szukając jakiegoś charakterystycznego znaku, ale obserwujący cały czas drogę Leon zdążył go ubiec.
- Minęliśmy właśnie zjazd na Teays Valley - podpowiedział kierowca.
- Jesteśmy przy Teays Valley, droga przejezdna, brak zagrożenia - zameldował Salt.
- Stańcie na pół godziny postoju w Hurricane, to jakieś pięć mili przed wami - polecił anonimowy rozmówca, mówiący z wyraźnym południowym akcentem - Konwój zatrzyma się na postój w Charleston. Czekajcie na dalsze polecenia. Bez odbioru.
Wątek techniczny
Nareszcie postój, w niewielkiej mieścinie o mało oryginalnej nazwie Hurricane. Na północ od autostrady był przed Wojną duży kompleks handlowy, m.in. dwa salony samochodowe i wielki market Walmartu. Zresztą mając pół godziny możecie ewentualnie zapuścić się do właściwej części miasteczka, na południe od autostrady.
: 23 kwietnia 2012, 22:51
autor: Araven
Panowie myślę, że możemy skoczyć do miasta na zakupy co o tym myślicie?
: 24 kwietnia 2012, 00:02
autor: 8art
- A czemu nie... Trochę czasu mało, bo tylko pół godziny, ale może Walmart jeszcze nie obrany ze wszystkiego. Ja bym wolał jednak Twoje rany oblukać, zanim się zakażenie wda i trzeba będzie czyścić.