Strona 14 z 56

: 25 października 2011, 17:21
autor: mordimer00
Zajazd w okolicach Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Ranek.

"Miło mi Amrasie z Olgrionu", Gilrael lekko schyliła głowę w stronę elfa "A co Cię sprowadza w tak dalekie zakątki tego świata?"

: 25 października 2011, 17:50
autor: tzeentch
- Margolas mie zwą, ślachetna pani. - odpowiada półolbrzym kłaniając się szlachciance

: 25 października 2011, 18:43
autor: mordimer00
"Miło mi i Ciebie poznać Margolasie, słyszałam, żeś sam położył jednego z tych zbójców, dziękuję Ci w swoim imieniu" odparła Gilrael kłaniając swoją głowę w stronę półolbrzyma.

: 25 października 2011, 18:50
autor: mordimer00
Zajazd w okolicach Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Ranek.

Po paru minutach powrócili Kether i Gotmund do stołu, siadając i ze smakiem zajadając śniadanie.
Gotmund skinął na jednego ze służących, po czym ten nalał każdemu z biesiadników do kubka krwistoczerwonego wina, wstając Gotmund rzekł: "Chciałbym wznieść toast za Wasze męstwo i szlachetne czyny, mam nadzieję, że los nie po to nas postawił na swej drodze i nasza przyjaźń rozkwitnie, zdrowie Wasze w ręce nasze" spełnił toast podnosząc kubek do góry. Wypiwszy: "Spieszajmy tedy z jadłem aby jeszcze dziś zajechać do mojego kuzyna w Halldorze, a tam wszystko się wyjaśni". Siadł i zaczął z wielkim apetytem pałaszować jajecznicę.

: 25 października 2011, 20:27
autor: Keth
Wątek techniczny

Przed wyjazdem chcę jeszcze pogadać z Hamrodem na temat inwestycji w dodatkowe zabezpieczenia zajazdu, przede wszystkim wzmiankowane już kusze wałowe. Jeśli gospodarz się zgodzi i potwierdzi, że ma stosowne fundusze, poproszę go o zaliczkę, skromne 100 olardów powinno wystarczyć. Resztę wyłożę z własnych środków.


- Paskudna sprawa z tym napadem, drogi przyjacielu. Wieści szybko się rozniosą, pewnikiem już teraz ci biedni chłopi rozprawiają o tym w Libalu i w sadybach wzdłuż traktu do Algilu. Taki rozgłos może przynieść uszczerbek w interesie, bo przejezdni zwykli się lękać popasów w zajazdach, gdzie ktoś ich może ukrzywdzić. Mus ci zatem, dobry człowieku, starań dołożyć, że uszczerbioną reputację poprawić. Mam ja pomysł, któren ci pomóc władny, a jest nim lepsza ochrona. Drewna wokół pod dostatkiem, zrąbać nieco to nie kłopot, podesty na wysokość ogrodzenia po obu stronach bramy zbudować też nie kłopot. Rzecz w tym jeno, by na tych podestach co porządnego założyć, co zbrodzieniów z daleka straszyć będzie, a do najazdu zniechęcać. Wybornie by się tu zdały takowe ciężkie kusze, co w Halladorze w basztach są ustawiane, one zdatne ku temu, by rycerza w płytowej zbroi na wylot przebić.

Z punktu widzenia mechaniki najpierw Retoryka, a potem jednorazowo Wmówienie i Natarczywość - ciekawe, czy się uda?

: 26 października 2011, 07:48
autor: Keth
Wątek techniczny

Zapomniałem o czymś ważnym. Zakładam, że żołnierze zdjęli dla mnie zbroję z zabitego zamachowca - jeśli nie, chętnie się o takiej niesubordynacji dowiem, by mieć na oku późniejszego towarzysza podróży nie przejawiającego wobec mnie dość szacunku. I jeśli nie zrobili tego, dam kilka sztuk srebra pachołkom Hamroda - tak czy owak, zbroja i broń zabitego należą do mnie.

Ponieważ zadeklarowałem nocne przesiadywanie nad księgą (PW), a mam dostać wówczas do towarzystwa jednego z żołnierzy Gotmunda, korzystając z okazji spróbuję mu sprzedać kirys (zaznaczam, sprzedać, a nie odsprzedać). Promocyjna cena 40 złt powinna się wydać atrakcyjną, tak mi się przynajmniej zdaje.


- Patrzaj na ten metal, dobry człowieku. Ja nie mówię, że skórznia jest zła, pewnikiem cieplej w niej zimą jak w kirysie, wszelako lepiej żywemu marznąć niż grzać się trupowi, a prawda jest taka, że metalowy napierśnik szybciej ostrze powstrzyma od skórzanej zbroi, choćby i zrobiono ją ze skóry mamutasa opasa. Będzie twój za jedyne czterdzieści olardów, przeto świetna to okazja, by się o swoje życie zatroszczyć, bo przecie ledwie co żeś widział jak łacno je postradać.

Z punktu widzenia mechaniki ponownie Retoryka, a potem jednorazowo Wmówienie i Natarczywość.

: 26 października 2011, 08:33
autor: mordimer00
Zajazd w okolicach Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Ranek.

Po szybkim ale pożywnym śniadaniu, wszyscy przygotowywali się do drogi. Wyprowadzając konie ze stajni poprawiając popręgi siodeł i przytraczając sakwy i torby do siodeł, tylko Kether o czymś dyskutował z karczmarzem. Pod drzwi karczmy podstawiono powóz do którego wsiedli Gotmund i Gilrael, powoziło dwóch woźniców, z tyłu na koźle usadowiło się dwóch żołnierzy. Reszta już siedziała w siodłach czekając tylko na Kethera który uściskiem dłoni żegnał się z Hamrodem, po czy dziarsko wskoczył na siodło. Po czym niewielki orszak ruszył w stronę Halldoru. Wśród rżenia koni, odgłosu kopyt uderzanych o ziemie, uderzeń lejców i ogólnie wszelkiego hałasu jaki towarzyszy takiemu konwojowi, podróżni wyjechali na trakt wiodący do miasta portowego.
Wszyscy otuliwszy się szczelniej w opończe, szuby czy futra nie szczędzili koni, mijali na trakcie kilka wozów zaprzężonych w woły i jadące w przeciwną stronę, kilku uzbrojonych jeźdźców z barwami namiestnika Osmundu gnającego ile sił z Halldoru, kilku wędrowców noszących chyba cały swój dobytek na grzbiecie i podążający w stronę miasta.

: 26 października 2011, 09:44
autor: mordimer00
Okolice Halldoru. Koniec bakis-ranu 9446 KI.

Po dwóch krótkich postojach na napojenie i wytarcie koni, wyjechawszy z otaczającego Was lasu zauważyliście cel Waszej podróży, duże miasto portowe Halldor. Miasto od strony lądu otoczone było wysokim murem z blankami, od miasta odchodziły trzy główne drogi z trzech bram miejskich.
Jedna którą Wy jechaliście czyli na południe z miasta, druga na zachód w stronę centralnej części wyspy i ostatnia wiodąca na północ.
Za murami widać było setki dachów i unoszące się dymy z kominów.
O dziwo z miasta ciągnęły duże ilości wozów i ludu pieszego i to głównie zachodnim traktem, choć w Waszą stronę też zauważyliście sunące wozy.

: 26 października 2011, 10:48
autor: mordimer00
Okolice Halldoru. Koniec bakis-ranu 9446 KI.

Podjeżdżając bliżej jadących wozów i zagadnąwszy jednego z woźniców, żołnierz wrócił szybko do powozu zdać relację szlachcicowi.
Ten wychyliwszy się rzekł: -"Podobno patrol zauważył kręcące się dwa statki sharanów niedaleko wyspy, trza się spieszyć panowie, dalej jazda szybko do miasta" te ostatnie słowa wykrzyczał już w stronę woźniców, którzy popędzili konie traktem w stronę miasta.
Na murach miasta widać było krzątaninę, gdzieniegdzie ustawiano rusztowania z belek, kilka wozów zwoziło kamienie pod rusztowania, setki ludzi kręciły się przed murami, albo ustawiając rusztowania, albo nosząc kamienie i wciągając je na górę murów, wszędzie widać było ludzi naprędce naprawiających ubytki w murach.
Mijając bramę, zatrzymali Was strażnicy 10 tęgich chłopów, w pełnym wyposażeniu (zbroje skórzane, włócznie, miecze, topory 3 ma kusze) rozmawiali z jednym z żołnierzy po czy wpuszczono Was do miasta.
Wkoło bramy także trwały prace, wymieniano stare belki, smarowano sadłem zawiasy i sprawdzano okucia bramy.
Ulice miasta były zatłoczone, dużo wozów czy ludzi pieszych chciało widocznie opuścić jak najszybciej miasto, ale straż miejska nie pozwalała na wybuchnięcie paniki czy bezładną ucieczkę poza mury, wszystko widać mieli pod kontrolą.
Mimo iż jechaliście w orszaku z powozem, nie tak łatwo było się przebić przez tą ciżbę ludzi, ale powoli i wytrwale parliście w stronę centrum miasta.

: 26 października 2011, 11:13
autor: mordimer00
Miasto Halldor. Rynek.

Dojeżdżając do rynku ścisk ludzi stawał się coraz większy, wszyscy zwróceni byli w stronę centrum rynku, wszyscy wyraźnie nasłuchiwali czegoś, i rozmawiali co się dzieję. Z tłumu dało się słyszeć:
-"A widzieli podobno sharany na wodach blisko naszej wyspy, więc się ludzie boją coby nie ponowił się ich wypad na nasze ziemie"
-"A ludzi szukają do obrony murów, każdy ma być brany podobno do jakiegoś zadania"
-"Podobno tylko dwa statki widzieli marynarze." -"Jakie dwa ćtery były te statki a wielkie, bracie mówie ci tak łogromniaste i podono tyle tych pająków tam było, że aż czarniutko od nich"
-"Cicho, cicho bo tera prawi jakowy cech czego bronił bedzie, no cichaj nie słysze nic"
Wśród ludzi panowało podniecenie i strach. Większość póki co czekała na dalszy rozwój sytuacji, przecież wszak ich podatki szły na Wielką Flotę może uda się rozbić sharany na morzu i nie bedzie trzeba walczyć tu na swojej ziemi.

: 26 października 2011, 16:57
autor: mordimer00
Miasto Halldor. Rynek.

Orszak skierował się w jedną z bocznych uliczek, omijając tą ciżbę ludzi. Wszędzie dookoła widać było krzątających się ludzi. Jedni nosili kamienie pod rusztowania, inni przewozili jakieś towary na wozach pod eskortą miejskich żołnierzy.
Widać było iż miasto sposobiło się do obrony. Po kilkunastu minutach jazdy wreszcie dotarliście pod otoczoną kamiennym murem dużą kamienicę. Zza muru widać było piętro z sześcioma podwójnymi oknami, dach zakończony drewnianymi rynnami i pokryty zielonymi dachówkami, za murem widać było strzelającą w górę wodę, a także dużo drzew ładnie przyciętych.
Przy bramie wjazdowej stały dwa wozu zaprzężone w dwa koni i kilku ludzi ładujących jakieś worki na nie, dodatkowo dostępu na posesję przy bramie broniło 4 uzbrojonych ludzi.
Po krótkiej wymianie zdań ze strażnikami Wasza asysta została wpuszczona do wnętrza posiadłości. Ukazała się wysypana żwirem droga prowadząca pod same drzwi kamienicy otaczająca przy okazji kręgiem ustawioną na środku fontannę, przedstawiającą syrenę w pozycji stojącej z ręką wzniesioną do góry z której to ręki właśnie lała się woda.
Wszędzie widać było zieleń czy to na rabatkach z kwiatami czy na skrawkach ziemi na której rosły drzewa krzewy czy żywopłot przycięty równo i osłaniający jakieś budynki położone po prawej strony posiadłości. Wewnątrz widać było kilka innych budynków z jednego właśnie wychodził jakiś starszy mężczyzna z łopatą i grabiami w ręku.
Przed wejściem do kamienicy stało kilku ludzi ładujących worki donoszone im z jednego z budynków po lewej stronie.
Wasz orszak podjechał prawie pod same drzwi wejściowe. Żołnierze zeskoczyli z koni a drzwi powozu otwarły się.

: 26 października 2011, 19:19
autor: morgliht
Amras zeskoczył z konia, zabiera z niego sakwy i czeka na rozwój sytuacji.

: 26 października 2011, 19:46
autor: tzeentch
Margolas także zszedł ze swojego wierzchowca i czeka...

: 26 października 2011, 20:39
autor: Keth
Hallador, stolica Karminu, koniec bakis-ranu 9446 KI

Aster Kether szczerze się zasępił słysząc niepokojące wieści i dostrzegając na ulicach miasta oznaki znacznego ożywienia. Wojny wszelakiego rodzaju stanowiły okazję do szybkiego wzbogacenia, ale też przez wzgląd na swą zmienną naturę raptownie mogły przynieść utratę wszystkiego, co właśnie się zdobyło. Stroniący od okazji do zarobienia guza oriakanin poczuł się zatem głęboko zmartwiony realną groźbą sharańczej napaści.

Podróż do stolicy nie wieściła aż do ostatniej chwili niczego złego, a sam astrolog nie mógł się uskarżać na złośliwość nieprzychylnych mu bogów. Nie podołał co prawda tajemniczym zapiskom w księdze Gotmunda, uparcie opierającym się nawet mocy magicznego zaklęcia, w zamian jednak dobił targu z Hamrodem w kwestii pośrednictwa w zakupie kusz wałowych, na którym zamierzał zarobić co najmniej czterdzieści olardów. Co więcej, umiejętnie podchodząc jednego z żołnierzy tana wmówił w nieszczęśnika palącą potrzebę kupna zdobycznego kirysu, odkładając finalizację tego przedsięwzięcia do chwili przybycia do Halladoru, gdzie przekonany już do zakupu zbrojny chomikował swe oszczędności.

Za jedyną oznakę nieprzychylności Mitrylowego Boga, zupełnie zresztą w opinii Kethera niezasłużoną, uchodzić mogła chwilowa pomroczność, która spowodowała przepadek innego nielichego dochodu. Wpierw niewyspany i rozleniwiony sutym śniadaniem, potem zaś oddający się z prawdziwą przyjemnością konwersacji z tani Gilrael astrolog zbyt późno przypomniał sobie o czymś niezmiernie ważnym, mianowicie o koniu pokonanego przez siebie sługi Pana Umarłych. Zabity w zajeździe czciciel Morglitha najpewniej przybył tam konno na podobieństwo całej bandy, a zatem podług retoryki oriakanina zwierzę stanowiło integralną część jego łupu.

Koń z uprzężą i siodłem, choćby i licha chabeta, wart mógł być trzydzieści olardów, a teraz przepadł z kretesem. Zły sam na siebie Kether złożył w duchu solenne przyrzeczenie odprawienia pokuty, bo niewykorzystaną szansę do pomnożenia bogactwa zwykł traktować jako grzech, ale zasłyszane pod murami miejskimi wieści o sharanach natychmiast uwolniły go od wyrzutów sumienia.

Wjeżdżając do posiadłości będącej celem podróży postanowił czym prędzej wymknąć się na kilka godzin na miasto i odwiedzić swych rodzicieli zamieszkujących Hallador wraz z najstarszym bratem Astera.

Rodzina była dla astrologa równie cenna jak świeżo pozyskany protektorat tana Gotmunda.


Wątek techniczny

Najpierw wizyta w posiadłości - co to za miejsce, jak długo będziemy tu gościć? Potem chciałbym wyskoczyć do domu przywitać się z rodzicami i bratem, a potem zahaczyć jeszcze o halladorską świątynię Oriaka (złożyć ofiarę dziękczynną oraz raport z podróży u któregoś ze starszych rangą kapłanów). Da się załatwić?

Dumny nowy właściciel kirysu zapłaci mi za niego rzeczone 40 złt jeszcze tego samego dnia? (odpaliłbym dziesięcinę na rzecz halladorskiej świątyni, nie wypada inaczej, ta 5 na Retorykę i 11 na Natarczywość musiały być zesłane przez Oriaka!).

: 26 października 2011, 22:27
autor: morgliht
Amras widząc poruszenie w mieście zdał sobie sprawę, że może wreszcie będzie uczestniczył w prawdziwej bitwie i to nie z byle kim tylko z sharanami, aranami i być może zobaczy Karana ( choć z nim wolałby nie mieć styczności ). Sama świadomość tego sprawiła dreszcz podniecenia. Korzystając że jest w ochronie bogatego szlachcica postanowił na tej bitwie co nieco zarobić i zapewnić sobie większą szansę na przeżycie. Czekając na dogodny moment postanawia się nieco więcej dowiedzieć się od szlachcica co do planu na przyszłą bitwę.
Panie wielka bitwa się zapowiada.Czy masz w związku z tym jakieś plany wobec swojej ochrony? Pamiętaj że męstwo już raz udowodniliśmy a ja łucznikiem i miecznikiem jestem dobrym, walczyć mogę zarówno na murze jak i przy twym boku.

Wątek techniczny
Podejrzewam że jak dojdzie do bitwy to i mnie ona nie uniknie, więc wole wcześniej jakąś dobrą pozycję wynegocjować a nie gdzieś z całą hołotą bramę trzymać lub smołę gotować. Może ród szlachcica ma jakiś kawałek muru do obrony?