Strona 104 z 170
: 26 lutego 2014, 22:18
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", poranek 1 dnia bakis-ranu
Próbując z całych sił nie dać się rozproszyć widokowi piersi i ud otaczających go elfich dziewoi, Huskun obejrzał bardzo dokładnie pogrążonego w śpiączce Hirmina Arusa. Gobliński zaklinacz nie znał się za bardzo na sztuce leczenia magicznych chorób ani zasadach działania religijnych amuletów, ale nawet on dostrzegł od razu zbawienny wpływ talizmanu Arianny na zdrowie chorego kleryka.
- Ręce ma gładziutkie i różowe jak ten minstrel, cośmy go zeszłego roku zjedli po napaści na karawanę - burknął w zamyśleniu, nie dostrzegając wyraz przestrachu, który pojawił się w wielkich migdałowych oczach najbliższych dziewic Orofara - Ani chybi amulet go leczy. Patrzajcie jeno, moje nadobne panny. Trza mu ów talizman na odsłoniętych piersiach położyć, wprost na sercu, a od góry przykryć rękami. Powszechnie przecie wiadomo, że całym ciałem, a jego waporami i fluidami zawiaduje serce właśnie, do którego głowa przypięta jest karkiem i resztą.
Huskun kiwał głową w miarę wypowiadania swych instrukcji, nie potrafiąc się oprzeć wrażeniu podziwu wobec własnej mądrości.
- A jeśli się przebudzi, niechaj która natychmiast mnie o tym powiadomi, najlepiej ty, zacna pani o ciele godnym bogini.
Wygląda na to, że amulet nie tylko wstrzymał rozwój choroby, ale wręcz wydaje się cofać jej działanie!
: 27 lutego 2014, 07:15
autor: Denver
Bazookh kombinuje jak by tutaj zabezpieczyć okno na strychu. Poprosi alchemika, żeby pokazał mu owe "rysy" i ewentualnie zaryzykuje wpisanie czaru w znak - jako formę pułapki/ ostrzeżenia
: 27 lutego 2014, 09:38
autor: Araven
Balin poświęca się modłom do Gotam Gora.
Wielki Ojcze krasnoludów, ja Balin proch pod Twymi stopami,
proszę Cię o wybaczenie grzechów zaniedbania z mej strony.
Wielokrotnie obdarzałes mnie swoją mocą i otaczałeś opieką.
Ja zaś zaniedbywałem swe obowiązki kapłańskie.
Proszę Cię o wybaczenie. I oddaję Ci cześć.
Po modlitwie Balin rusa do Hirmina Arusa. Sprawdzam jego stan,
badam puls. Sprawdzam tez jak się można dostać do jego komnaty i jak ja zabezpieczyć przed nieproszonymi gośćmi.
Potem udam się do paladyna Orofara, by z nim pogadać.
Czekam na info od MG.
: 27 lutego 2014, 09:58
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", poranek 1 dnia bakis-ranu
Wkrótce po przeniesieniu kapłana Arianny do karczmy Nieulękli zajęli się najpilniejszym działaniami. Barthur wraz Drayaharusem, Gusłkeiem i kilkoma znajomymi czczicielami Piana zabrali się za ostrą pijatykę, znaczy się modlitwę, w intencji prześcignięcia wąpierza w ilości i szybkości wypicia krwistoczerwonych napojów, tak aby tamten ze wstydu i sromoty obrócił się w proch i gówno.
Tempo picia było iści imponujące. Kubek za kubkiem pito do dna, przerwę poświęcając jednie na gromkie i pokrzepiające toasty. W końcu stało to co stać się musiało. Z premedytacją zaatakowane ciężkim wińskiem żołądki odmówiły posłuszeństwa, wyrzucając swoją treść na bogu ducha winną podłogę i buty nie dość rychłych pijanic.
Poległych w tak zabójczym boju wojowniczych czczycieli Pana Kielicha odniesiono do pokoi, aby mogli zażyć regeneracji przed drugą rundą walk.
Barthur widząc rozrzucone na podłodze wymiociny wpatrzył się, oglądając to z jednej to z drugiej strony. Kształt, wielkość, ułożenie przestrzenne. Ciężka zagwozdka, tyle wariantów. Barthur dla dokładniejszego przemyślenia wróżby udał się na krótki spoczynek.
Barthur wróży z różnobarwnych pawi. Zdolność nr 14. Szansa powodzenia 25 % czas potrzebny na opracowanie wyników 4h. Wynik opiszę już wkrótce.
: 27 lutego 2014, 11:39
autor: Dobro
- Hiiiik! - czknął gnom, czując, że unosi się w powietrzu. Zupełnie nie był świadomy, że właśnie jest niesiony przez obsługę lokalu. Wymamrotał coś o skaczących małpach i wrócił w objęcia snu.
: 27 lutego 2014, 17:47
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", poranek 1 dnia bakis-ranu
Bazookh wyminął pijących na umór Piannitów i ruszył wraz z alchemikiem do jego pokoju. Pokój był niewielkim pomieszczeniem znajdującym się na poddaszu. Strop był mocno ścięty i w zasadzie utrudniało by to poruszanie ludziom, ale dla krasnoluda i gnoma nie stanowiło to problemu. Okno w dachu okazało się jedynie zamykanym na klapę lufcikiem. Krasnolud wspiął się na robiącą za szafkę skrzynię i przyjrzał się ramie świetlika. W dolnej jego części znajdował się kilka wąskich cięć i odpryska sporego kawałka drewna. W rzeczywistości wyglądało to tak, jakby ktoś starał się sforsować zamek, a dokładniej ujmując zerwać przytrzymujący klapę haczyk.
- Widzisz kurna, jakiś zabójca, albo złodziej. Co tu dużo gdybać. Wiemy kto tu był. Kurwie syny! Zabierzmy się do tego eliksiru i skończmy z tym wreszcie. Poszukałem, poszperałem i wiem co to jest te zioło Rustan. To taki kwiatek co to na wietrze dzwoni jak dzwoneczki. Chłopi nazywają go cmentarnikiem, bo niby odstrasza ghoule. Sadzą je na cmentarzach przy grobach. W przepisie stoi, że trzeba zebrać je w pełnię księżyca. Tak się składa, że to dziś. Za Rodgan-kir jest cmentarz. Tam trzeba poszukać. Osobiście uważam, że to zbieranie o pełni księżyca to poetycka ściema, ale przy eliksirze o takiej złożoności wolałbym przestrzegać wszystkich szczegółów. Jak nam ucieknie pełnia to trzeba będzie czekać o następnego miesiąca- mówił gnom wyciągając i ustawiając przenośną aparaturę alchemiczną.
Jeżeli idzie o te znaki magiczne to Bazookh nie posiada jeszcze zdolności profesjonalnej czarnoksiężnika nr 11 Tworzenie Znaków Magicznych.
: 27 lutego 2014, 17:55
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", poranek 1 dnia bakis-ranu
Odprawiwszy modły Balin poczuł się o wiele lepiej. Ostatnie wydarzenia w Rotgan-kir, tak dramatyczne dla jego mieszkańców, dla Balina były rodzajem katharsis. Pierw pojednał się ze swoim dziadkiem, a teraz po napadzie na jego osobę przez Mrocznych, z Gotam-gorem. Był nowym krasnoludem. Takim jak sprzed roku. Młodym, ambitnym i dobrze rokującym klerykiem, przed którego życiem wrota sukcesu stały szeroko otwarte. Skoro został napadnięty przez wyznawców Morghlitch już on zadba, że będą imię Balina i jego boga wymawiać z mieszanką szacunku i strachu. Krasnolud ruszył realizować swoje plany.
Po pierwsze ruszył do pokoju, gdzie leżał złożony chorobą Hirmin. Pokój kapłana należał do jednych z wewnętrznych pomieszczeń, co w przypadku "Rezolutnego Goblina" oznaczało że leżał w centrum budynku, a co za tym idzie nie posiadał okien. Ciemna i nieco ponura klitka, posiadał także liczne zalety, jak choćby to, żę prowadziły do niej jedynie jedne drzwi i było to jedyne wejście. Drzwi zaopatrzono w dość prosty zamek i zasuwę wewnętrzną. Były tu także drugie łóżko na którym miała pełnić wartę jedna z elfek. Usytuowanie na piętrze pokój położony był pomiędzy pokojem Orofara, a elfek. Na przeciw natomiast znajdował się jego własny pokój, a obok niego Gusłka i goblinów.
Przy łóżku Arusa spotkał elfkę która przecierał rozognione skronie chorego zimną wodą z miednicy. Ręce dzierżące ariadyczny amulet spoczywały na piersiach kapłana. Owe dłonie fascynowały swoją młodocianą odmiennością w stosunku co do reszty poszarzałego schorowanego ciała. Krasnolud omacał szyję Hirmina i wyczuł puls. Serce nieustannie tłoczyło krew, wolniej i słabiej niż powinno ale niestrudzenie. Stan chorego można było uznać za stabilny.
Po wtóre ruszył do Orofara. Zapukał zdecydowanie w jego drzwi i wszedł do karczemnego pokoju, gdzie Orofar pogrążony był lekturze jakiejś księgi, a jego giermek oliwił płytową zbroję.
- Proszę siadaj - powiedział paladyn - wybacz straszne warunki. Napijesz się czegoś?
: 27 lutego 2014, 23:30
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", poranek 1 dnia bakis-ranu
Dokonawszy kilku starannych przemyśleń Huskun zabrał się za równie dokładne oględziny zdobytych niedawno zwierzęcych czaszek, szczególnie uważnie taksując wzrokiem psią. Próba włamania do karczmy skłaniała do przemyślenia dodatkowych zabezpieczeń, zwłaszcza na czas spoczynku, a pewne zaklęcia ukryte w pachnącej świeżością księdze goblina pozwalały żywić nadzieję na polepszenie stanu rzeczy.
Zaklinacz wyciągnął ze swojej podróżnej sakwy oprawioną w czarną skórę księgę, przewertował jej kartki wciągając z lubością w nozdrza charakterystyczny zapach magicznego atramentu. Nakreślone starannie runy składające się na sekwencję zaklęcia strażniczego kusiły Huskuna w nieodparty wręcz sposób.
Chciałbym skorzystać z czaru Czaszka strażnicza, rzucając je na dwie czaszki, a następnie rozmieszczając je w strategicznych miejscach karczmy (czyt. tam, gdzie ktoś może próbować się skrycie wślizgnąć). Ważne jest, by przy rzucaniu zaklęcia byli obecni wszyscy członkowie drużyny oprócz Orofara, jego giermka i dziewic. Świadkowie zaklęcia będą odporni na działanie jej odstraszającej aury, ale paladyn Arianny mógłby się wściec widząc, że ktoś rzuca pod jego dachem zaklęcie czarnoksięskie, więc chciałbym go wyłączyć z zabiegu. MG, da to się jakoś zaaranżować?
: 28 lutego 2014, 07:13
autor: Denver
Bazookh obmyślił szatański plan. Czy też morghlicki. Otóż wie, że czasem pozory mylą i ma zamiar z tego skorzystać.
Krasnolud zszedł do karczmarza, który wyszczerzył do niego swe spróchniałe zęby -
Czym moge pomóc, panie? - zapytał służalczo. -
Potrzebna mi kreda, szeroka deska, taka długa - krasnolud rozłożył krótkie ręce na prawie całą szerokość -
młotek i dwie duże przygarście długich gwoździ. Mogą być zardzewiałe.
Czekam na określenie możliwości zdobycia tych "dóbr"
: 28 lutego 2014, 08:50
autor: Araven
Zacny Orofarze, chętnie się coś napiję, ale nic mocnego.
Przybyłem tu rozmówić się z Tobą o sytuacji Rotgan Kir.
Jak sam wiesz miasto nęka wiele nieszczęść, w tym ów wampir z jakim
niedawno walczyliśmy, ale jaki uszedł. Takoż banda Mrocznych ze złem jest jakoś powiązana,
napadnięto mnie i moich towarzyszy, strzelając z dachów, topór skradziono mi, gdym ostatkiem sił walczył o życie.
Chodzi mi byś pogadała z innymi paladynami. Musimy się zjednoczyć w walce ze złem.
Ale musimy działać ostrożnie, by jak najmniej ofiar było. Czy mogę cię o to poprosić, byś
porozmawiał z innymi paladynami o tym?
: 28 lutego 2014, 10:35
autor: Dobro
Mistrzu, rozumiem, że gnom Drayaharus śpi jak zabity po ostatniej libacji... medytacji ku chwale Piana?
: 28 lutego 2014, 10:55
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", przedpołudnie 1 dnia bakis-ranu
Orofar nalał Balinowi kubek źródlanej wody, co nieco zaskoczyło krasnoluda, ale po chwili przypomniał sobie o ascetycznych torturach rycerzy, którzy chcą zmyć plamę na honorze. Z uprzejmości udał, że upija łyk napoju i odstawił kubek.
- Jeżeli idzie o zjednoczeni sił dobra przeciw tej plugawej pijawie, to dzisiejszego wieczora przybędą do karczmy wszyscy przebywający w mieście paladyni oraz sprzyjające nam rycerstwo. Będziemy radzić nad sojuszem i wspólnych celach. Wszyscy oczywiście jesteście mile widziani - powiedział Orofar.
Bazookhowi już po chwili przyniesiono potrzebną deskę, kredę jak i nieco powyginane i pordzewiałe czworokątne gwoździe.
Nim dotarł na strych został zawołany przez Huskuna do jego pokoju. Byli to wszyscy. Balin, który właśnie wyszedł od Orofara, kiwający się i szeroko uśmiechnięty Drayaharus, czkający Gusłek jak i równie upity Barthur.
Huskun zaczął odczyniać nad zgromadzonymi czaszkami magię, która miała na celu odstraszenie intruzów.
: 28 lutego 2014, 11:20
autor: Araven
Nim Balin wyszedł od Orofara rzekł:
Słuchaj Orofarze, nie masz na zbyciu jakowegoś bojowego topora? Pożyczyć chciałem.
Wstyd mi, ale strasznie spłukany jestem. Na spotkaniu się stawimy. Przynajmniej niektórzy z nas.
Do towarzyszy mówię potem:
Słuchajcie ochlajmordy, wstawać zaraz, do wieczora macie wyzdrowieć.
U Orofara narada rycerstwa i paladynów będzie, jesteśmy zaproszeni.
Kwestia czy pójdziemy tam wszyscy...
: 28 lutego 2014, 11:27
autor: Denver
Po zakończeniu rytuału Bazookh kontynuuje plan. W pobliżu okna - koniecznie tak, żeby było widać z zewnątrz, maluje zapamiętany z ksiąg magicznych pentagram i kilka czarnoksięsko-alchemicznych run, w wolnym tłumaczeniu oznaczających "na pohybel skurwysynom".
Gdyby jednak, ktoś był zbyt oczytany lub zbyt uparty, pod oknem, przez które intruz musiałby wejść, układa zdobytą deskę z nabitymi przez nią na wylot gwoździami. Oczywiście ostrym do góry

Jeśli intruz nie zostanie powstrzymany, to powinien chociaż dostać tężca i potężnie okuleć
: 28 lutego 2014, 12:39
autor: 8art
Barthur był pogrążony w głębokiej pianickiej medytacji kontemplując w myślach małe, acz kształtne piersi jednej z elfickich dziewic towarzyszących Orofara. Oczywiście nie było to przewodnim motywem medytacji, bo przewijały się weń także równie zacne pośladki i półsenne marzenia o wypiciu z wyżej wspomnianą dziewicą garńca gorzałki i skradzeniu cnoty ku chwale Wielkiego Opilca. Aha, no i oczywiście były modły żeby Pian wskazał dobre znaki dla wróżby jaką postawił olbrzym.
Medytację przerwało wparowanie Balina. Barhir dosłyszał tylko jego słowa i uśmiechnął się szeroko. Nazwanie go ochlajmordą w środku modłów wyraźnie połechtało dumę wielkiego goblina. Barthur jako pianicki kleryk nie mógł przegapić ważnego spotkania i postawiona przez Balina pod znakiem zapytania obecność nie była dla goblina żadnym problemem. Nie pił tyle ile jego wróżebni posługacze i szczerze powątpiewał aby nawet chciało mu się wieczorem pić. Istotnym pytaniem było jednak, jak długo potrwa narada. O północy trzeba było iść na cmentarz po alchemiczne zioła, a Barthur nie chciał przegapić i tego.
Powolnym, wytwornym gestem dłoni uspokoił Balina i nie odzwywając się ni słowem kiwnął jeszcze raz ręką aby mu nie przeszkadzano. Elfia dziewica czekała przecież...