Strona 11 z 84
: 22 kwietnia 2012, 00:04
autor: 8art
Wątek techniczny
Podtrzymuje ogólnie deklarację z posta 146. Jeśli jednak złożyłem już swoją broń, to raczej wykorzystam M4 do zasadzenia się na złodzieji. Jeśli przerwali czyszczenie Leonowego obrzyna to oddam mu ewentualnie pistolet do obrony. Chce szybko zorientować się w taktycznej sytuacji i niepostrzeżenie zbliżyć się do bandytów od flanki. Jeśli nie ma czasu to zajmę dogodą pozycję gdzieś w garażu albo zaraz obok, tak aby maksymalnie wykorzystać wszelakie betonowe zasłony.
Ewentualnie jeśli mam możliwośc to chciałbym się na któreghoś zasadzić z nożem i wziąść jako zakładnika. A potem sobie pogawędzimy z panami;)
: 22 kwietnia 2012, 00:17
autor: maciej
Wątek Techniczny
Rozumiem że oboje z Ashem jestesmy świadomi nocnych Jasiów wędrowniczków?Jesli tak,widząc przygotowania Asha ustawiam się z przygotowaną bronią po przeciwnej stronie niz medyk,by wziąść nocnych marków w krzyżowy ogień.
: 22 kwietnia 2012, 00:27
autor: 8art
- Tylko nie ustawiaj sie naprzeciw mnie albo naszych bo narazimy sie na friendly fire. Zreszta trzeba wejscia pilnowac, bo jak sie tu wbija to beda mieli przewage taktyczna i nasze graty.
: 22 kwietnia 2012, 01:08
autor: Goldwin
Salt poczuł się lekko zagubiony, wątpliwości niepewnej i podejrzanej wyprawy rysowały się ostro na jego szczupłej twarzy. Opierając się w zadumie ramieniem o framugę okna spoglądał na ulicę przed budynkiem.
- Nie podoba mi się ta wyprawa. Czuję w kościach, że bohaterami to raczej nie zostaniemy. Chyba, że ostatniej akcji. Nie wiem czy nie lepiej byłoby dać sobie spokój i wracać do Anawalt, wesprzeć tamtejszych.
Splunął szybko plwociną w otwarte okno pokoju. Drgnął na głośniejszy dźwięk niosący się metalicznie w zapadającym mroku.
- Coś się chyba dzieje na dole. Albo chłopaki wracają albo ktoś się kręci przy garażu...
Pogubiłem się z deka w lokalizacji Jacka. Założyłem, że jednak zostałem w budynku z Leonem i Ashem.
Jeśli zwróciliśmy uwagę na coś w pobliżu budynku, szykuję się do rozróby. Tym bardziej widząc reakcję nowo poznanych towarzyszy.
W przypadku jeśli jest jakiś rozleglejszy widok na przedpole z budynku pozostanę w pokoju starając się wypatrywać nadciągającego przeciwnika.
W razie gdyby dobiegały hałasy typowo z garażu, czy z innej strony chciałbym dowiedzieć się najpierw czy aby budynek nie posiada jakiegoś włazu na dach. Dobrze by było zabezpieczyć tą drogę ataku/ucieczki.
Jeśli ślepo zamknięty schodzę na dół, starając się ukryć w cieniu garażu za samochodami.
W razie strzelaniny, przycelowanie i strzał z Desearta. Ewentualnie gdyby wpadł w rękę jakiś łom, pałka, francuz, przychylam się do walki wręcz i "zasięgnięciu" języka.
: 22 kwietnia 2012, 11:03
autor: Keth
Peryferia Princeton, wieczór 6 maja 2055
Spoglądający w stronę garażowych drzwi mężczyzna w czarnej kuloodpornej kamizelce odwrócił się powoli ku ukrytym w załomie uliczki kurierom, okrzyknięty przez nich chrapliwym głosem. Intruz opuścił ku betonowej powierzchni placyku swą latarkę, przezornie trzymając prawą dłoń z daleka od przewieszonej przez ramię broni. Kilku innych bojówkarzy Czarnych Żmii nie poruszyło się prawie wcale, pozostając na swoich miejscach i przekręcając ku Wilsonowi jedynie głowy. Owa oszczędność ruchów dowodziła zarówno ich sporego opanowania jak i świadomości tego, że zbyt raptowne poruszenie się mogłoby sprowokować zbyt nerwowego strzelca do przedwczesnego i tragicznego w skutkach pociągnięcia za cyngiel.
- Spokojnie, facio - odezwał się pierwszy bojówkarz, nadal powolutku poruszając kończynami - Nie myślcie sobie, że was okradamy. Sprawdzamy tylko okolicę. Wyluzujcie, opuśćcie gnaty.
Wątek techniczny
Pod garażem jest pięciu najemników z bojówki Czarnych Żmii. To dość znana w FA formacja paramilitarna, wbrew przyjętym powszechnie zwyczajom nie podporządkowana bezpośrednio na stałe żadnemu baronowi, ale szanowana przez wszystkich (chociaż trudno orzec, czy to prawdziwy szacunek czy też strach przed ich ofensywnym potencjałem). W Princeton przebywa obecnie prawie setka Żmii, z własnym parkiem maszynowym. Dowodzi nimi poznany przez Was na odprawie pułkownik Fuller (ranga samozwańcza, równie dobrze mógłby się tytułować generałem albo imperatorem, ale to chwilowo nie Wasz problem, kto komu dokładnie podlega w najwyższych strukturach ekspedycji).
Ci goście mogą patrolować okolicę, a równie dobrze mogą próbować przywłaszczyć sobie cudzą własność, trudno jednoznacznie orzec.
Jakieś deklaracje?
: 22 kwietnia 2012, 11:34
autor: deliad
- Dobrze wiemy, że to niebezpieczna okolica. Gości nie zapraszaliśmy. Patrolować teren sami umiemy - powiedział Ebenezer wychodząc z mroku. Ściskał w ręku naładowanego obrzyna z odciągniętym kurkiem.
- O tą część miasta możecie się nie martwić, my jej pilnujemy - Radeford stanął obok Paula trzymając lufę obrzyna w zgięciu ręki. Po zastanowieniu wsunął ją za pas. Gdyby zadarli z Czarnymi Żmijami to ich dni i tak by były policzone. Dał znak reszcie towarzyszy żeby schowali broń (przynajmniej tym, których widzę).
- Widziałem wasz sprzęt do wykrywania syfu, można mu zaufać. Wykryjecie toksyny zanim wyżrą nam płuca - zagadnął już nieco spokojniej Radeford.
- Skoro Sutherland was zatrudnił pewnie puścił was na zwiad do Liexington. Jakiego oporu możemy się spodziewać?
Wątek techniczny:
Staram się wyciągnąć ze żmij nieco informacji. Wykorzystuje "Właściwą twarz".
: 22 kwietnia 2012, 11:45
autor: 8art
- Tutaj perymetr mozecie uznac za sprawdzony i zabezpieczony panowie. Dobrej nocy.
Ash nie chcial wchodzic na wojenna sciezke z goscmi, za ktorymi stala cala potega Zmij. Jesli chcieli im utrzec nosa bezkarnie to musieliby ich po cichu zalatwic i dobrze ukryc ciala. Nawet z ich sprzetu nie byloby pozytku, bo zaraz ktos przyuwazylby fanty zaginionych najemnikow i zaczelyby sie w najoptymistyczniejszej wersji niewygodne pytania. Choc najprawdopodobniej podzieliliby bardzo szybko los swoich ofiar.
: 22 kwietnia 2012, 13:08
autor: Keth
Peryferia Princeton, wieczór 6 maja 2055
Na umówiony widać wcześniej znak swego przywódcy pozostali najemnicy opuścili ku ziemi własne latarki, nie chcąc nikogo przypadkiem oślepić ostrym promieniem światła. Obserwujący ich w milczeniu Wilson, wciąż przyciskając kolbę M16A2 do ramienia, ale nie celując w nikogo otwarcie, nie mógł się oprzeć ukłuciu zazdrości na widok funkcjonującego należycie ekwipunku gości, bo wszystkie latarki świeciły równie mocno i nie widać na nich było śladu uszkodzeń.
Dowódca patrolu pociągnął za taśmę przewieszonego przez ramię Ingrama ustawiając broń tak, by nikt nie poddawał w wątpliwość jego pokojowych zamiarów, słuchając jednocześnie spokojnego tonu Ebenezera Radeforda. Nie odpowiedział w pierwszej chwili wyciągając sobie z kieszonki papierosa, ale kaznodzieja spostrzegł lekkie odprężenie najemników.
Atmosfera wyraźnie zelżała.
- Nie wiemy jak się sprawy mają w Lexington - wzruszył ramionami dowódca patrolu pociągając wpierw szluga - Droga powinna być czysta do Charleston, siedzą tam jacyś złomiarze pracujący dla baronów. Pół roku temu byliśmy w Huntington na rekonesansie, ale przepędziliśmy tylko jakiś motocyklowy gang. Stamtąd jest jakieś sto dwadzieścia mil do Lexington.
- Jak wyglądają drogi? - zapytał Wilson wieszając karabin na ramieniu i podchodząc bliżej - Przejezdne?
- Co jest za Huntington, nie wiem - rozmówca ponownie wzruszył ramionami - Międzystanowa sześćdziesiątka czwórka jest zryta dziurami, ale przejadą nawet ciężarówki, byle nie pruć za szybko. Ale bez obaw, ciężkie wozy na pewno nie będą się spieszyć.
Wątek techniczny
Żmije najwyraźniej nie szukają zwady i całe szczęście. Dajcie znać, czy faktycznie chcecie ich jak najszybciej spławić czy też wolicie jeszcze chwilę pociągnąć za języki?
: 22 kwietnia 2012, 13:19
autor: 8art
Ash opuścił lufę M4 i uśmiechnął się przyjacielsko. Patrol jednak mógł okazać się chociaż trochę pożyteczny, tym bardziej, że wydawali się gadatliwi:
- A jakieś ploty o Lexington słyszeliście może? Co tam jest takiego, że Sutherland zebrał armię na taką wyprawę? Mutanty, ludzie? Cokolwiek? Przecież w ciemno na chybił trafił nie jedziemy.
Wątek techniczny
To co zapraszamy ich do środka? Może coś się z nich wyciągnie. Jeśli tak to Tisdale poczęstuje najemników jakimiś "łakociami" jak np chrupkami dla psów, albo konserwą. Jakby nie patrzeć smaczniejsze niż szczury. Yummi;)
Paru znajomych może zawsze się przydać... Kto wie co nas czeka.
: 22 kwietnia 2012, 13:54
autor: Keth
Peryferia Princeton, wieczór 6 maja 2055
Żmije obrzuciły bacznymi spojrzeniami wychodzącego z garażu paramedyka, kilku skinęło Ashowi zdawkowo rękami dając do zrozumienia, że przejawiają zwyczajowy respekt wobec kogoś znającego się na sztuce opatrywania ran i leczenia chorób.
- Wiesz jak to jest ze żniwami - odparł dowódca patrolu - Żeby interes się opłacił, musisz mieć roboli do kopania i odgruzowywania oraz dobrych gości do ochrony. Na takie wypady nie jeździ się w pięciu kolesi na quadzie. Jeden uśpiony robot Molocha wystarczy, żeby ślad po takich frajerach zaginął. Sutherland dobrze kombinuje, załatwił sporo giwer i wozów do transportu. Podobno Lexington prawie wcale nie oberwało atomówkami, trochę tam tylko popadały radioaktywne deszcze. W takich ruinach można znaleźć niesamowite rzeczy, może nawet sprawne komputery albo na tony lekarstw.
- Trzy lata temu jacyś goście odkopali w Harrisonburgu podziemny garaż pełen całkiem sprawnych samochodów - dodał inny najemnik zapalając własnego papierosa - Sprzedali je później za kupę gambli ludziom z Posterunku, a teraz posuwają panienki na własnej baronii gdzieś w Greensboro. Też tak chcę.
Reszta Żmii skwitowała marzenie swego kompana sardonicznym śmiechem.
Wątek techniczny
Nie wiem, co z tym zapraszaniem do środka, więc na razie nadal gadacie na zewnątrz garażu.
: 22 kwietnia 2012, 13:55
autor: Araven
Jestem Paul Wilson mam nadzieję że Panowie nie mają noc przeciwko byśmy uścisneli sobie prawice, bo np. Pan Tyson prawa ręka barona nie kwapi sie z okazywaniem innym szacunku. Osobiscie cenię niezależność, dlatego jestem pełen uznani, dla Czarnych Żmij, iż nie podlegają niczyjemu zwierzchnictwu. My chwilowo zmuszeni przez okoliczności stalismy się wasalami Pana Sutherlanda...
Techniczny:
Mam nadzieję, że uda nam się złapać kontakt z Czarnymi Żmijami.
: 22 kwietnia 2012, 14:14
autor: Keth
Peryferia Princeton, wieczór 6 maja 2055
Dowódca patrolu uniósł znacząco brwi słysząc słowa Wilsona, zaśmiał się krótko kwitując je rozbawionym rechotem.
- Jesteś jakiś intelektelny, co? - zapytał oglądając się na towarzyszy - Dawno nie słyszałem kogoś, kto umiałby tak ładnie gadać, a już nie pamiętam, żeby ostatnio ktoś do mnie powiedział panie.
Wilson zmarszczył czoło odnosząc z miejsca wrażenie, że Żmija sobie z niego bezceremonialnie drwi, ale najemnik nie przejawiał zbytniej złośliwości, co więcej, wyciągnął w stronę Paula rękę pozwalając sobie na krótki zdecydowany uścisk dłoni.
- Eddie Wright - przedstawił się rozmówca - Radzę uważać, do kogo co gadacie. Potem wyjdzie dupiata sprawa jak was będzie trzeba odstrzelić za obrażanie Tysona. A wy coście w ogóle za jedni?
Wątek techniczny
Faktycznie każde słowo może być w przyszłości użyte przeciwko temu, który je wyrzekł...
: 22 kwietnia 2012, 14:28
autor: Araven
A jako wasale Pana Sutherlanda, nie zamierzamy robić problemów Czarnym Żmijom. Ściskam podaną mi dłoć najemnika. Nie jestem intelektualistą. Posiadasz jakis stopień wojskowy Eddie? Może wstąpicie do nas na jakies co nieco jak nie będziecie mieli służby?
Techniczny:
Co do nazwy naszej grupy musimy pomysleć.
: 22 kwietnia 2012, 14:37
autor: 8art
Ash podszedl do Zmij i zdecydowanie uscisnal dlonie najemnikow, jednoczesnie przedstawiajac siebie i reszte niedawno poznanych kompanow:
- Tam stoi Leon - zlota raczka, Paula juz znasz, Ebenzer jest duchowym przewodnikiem. I jeszcze Jack (no wlasnie, jaka jest specjalnosc Salta?). A ja Jestem Ash Tisdale, wojskowy paramedyk z Posterunku. Jestesmy Wolnymi Strzelcami, jak juz sie domyslasz o dosc uniwersalnym spektrum dzialania, na razie na uslugach Sutherlanda.
: 22 kwietnia 2012, 14:44
autor: deliad
- Radeford, Ebenezer Radeford, sługa Boży - przedstawił się zwięźle kaznodzieja.
- Zaciągnęliśmy, się "rajd" w ostatniej chwili i mamy nieco mało danych na temat całego przedsięwzięcia. Jednakże takiemu zgromadzeniu ludzi o różnych poglądach i zwyczajach przyda się wsparcie duchowe. Sutherland to dla nas nowy pracodawca, wiele o nim nie wiemy, ale wydaje się być łebskim facetem.
- Przejdźmy może pod dach, coś do zjedzenia się znajdzie, ba może i do picia - Ebenezer wskazał na wejście do garażu.
Gdy już zasiedli przy wspólnym stole, a chrupki i konserwy trafiły na stół kontynuował.
-Co do nas, to podróżujemy od jakiegoś czasu razem, imamy się różnych robót. To się zarobi kilka kapsli, to oczyści świat ze zmutowanego plugastwa. Ja się zajmuję wsparciem duchowym, Paul jest byłym gladiatorem. Jack nieźle radzi sobie jako tropiciel i zwiadowca, Ash nasz nowy zabytek para się leczeniem wszelkich przypadłości, Leon natomiast potrafi uruchomić wszystko co ma cztery koła i pedał gazu. Jakoś sobie radzimy i nawzajem uzupełniamy - wskazuję każdego z naszej ekipy po kolej.
- W Lexington będzie gorąco, takie miejsca kryją cholernie mroczne i zabójcze tajemnice. Dobrze, że Żmije tam będą i w chwili jak wszyscy zaczną srać w gacie będzie z kim współpracować. Nie macie może na zbyciu pestek do snajperki?