: 21 października 2011, 12:31
Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Rozmowa z Gotmundem.
Kether zaczął od razu nie czekając na nic wyrzucił z siebie potok słów:
- Cosik mi się zdawa, że owi zbrodzienie nie byli wam obcy, panie. Skoro podnieśli rękę przy okazji na kapłana Oriaka, wyrządzili krzywdę kultowi Mitrylowego Boga, a zatem i mi stali się wrogami. Co to za jedni?
-Osobiście nie znam tych co tutaj zginęli, a potem nie pamiętam zbyt wiele z tego co się stało, ale mogę się tylko domyślać kto ich wynajął. Cztery lata temu zmarł mój ojciec i zostawił cały swój majątek mnie, a trzeba Ci wiedzieć, że był podróżnikiem, uwielbiał przygody, wyprawy, poszukiwania i to wszystko, nazwoził mase skarbów, różnistych. Jedne były cenne drugie stare i zniszczone, przesiadywał nad nimi całymi godzinami. Ale jak mu się zmarło trza było większość posprzedawać bo nikt nie wiedział po co i do czego niektóre służyły. I tak jak sprzedalim te stare rupiecie, chciałem w tej komnacie postawić kominek, z takim wiecie magicznym kamieniem co grzeje cały czas, i jak ścianę burzyliśmy, znaleziono mały kuferek-ten co go ukradli-a w nim pewne księgi i jeden ze skarbów ojca.
- Oni wiedzieli, po co tu przychodzą, wszystko przemyślnie zaplanowali. Jeśli umyślili sobie porwać ów kufer, coście go na górze trzymali, mus mi wiedzieć, co tam było w środku. Złoto, mitryl? Rubiny? Insze klejnoty? Straszniście to dla nich cenne było.
-To prawda wiedzieli co wiozę, cenne samo w sobie prawie bez wartości, była to miedziana płytka wyglądała jakby ćwierć koła, miała dziwne rysunki i znaczki na obwodzie. Stara pamiątka rodzinna, ukrywająca coś więcej, ale o tym dowiedziałem się niedawno. Słucham dalej.
- Wielu wiedziało o waszym przejeździe przez te strony, panie? Wszak ci dwaj, co bitkę wszczęli przybyli tutaj jeszcze przed wami i spokojnie czekali, aż się rozgościcie. Znaczy się, wiedzieli, żeście w drodze i że będziecie tu popasać. Skąd mogli się tego dowiedzieć?
-Hm co roku jeżdżę tędy aby podatek zawieść do Halladoru, więc nikomu to tajne nie jest, tutaj spokojna okolica, nic się nie dzieje, rabusiów mało, patrole ciągle gdzieś się kręcą, tak tedy jak tylko przyjdzie mi tędy droga to zatrzymuje się tutaj u starego przyjaciela. To żadna tajemnica, teraz podatku nie musiałem sam zawozić bo przysłali poborce do nas, od razu jakieś inwentarze robił, więc i on całą sumkę wziął, ja jechałem aby się dowiedzieć więcej czegoś o tej płytce i tej książce. Wyciągnął na stół książkę i wskazał na nią ręką. I od razu ją schował pod stół. Kether zdążył dostrzec okładkę wykonaną ze skóry, z inskrypcjami w jakimś dziwnym języku, nie rozpoznając w jakim. Więc pewnie o ta płytkę też im chodziło, ale szczęściem, że księgi nie zabrali bo w niej wszystko wytłumaczone jest.
- Co zamierzacie teraz uczynić? Skrzyknąć chłopów i najmitów i pospołu z waszymi żołdakami w pościg ruszyć czy do Halladoru uchodzić, namiestnika królewskiego o wszystkim powiadomić?
-I to dobre pytanie, wdzięcznym Wam za pomoc i pamiętam o tym!
Chciałbym jak najszybciej dotrzeć do Halldoru a tam u krewniaka zatrzymawszy się, zastanowić co dalej, czy gra jest warta tego. I chciałbym Was wynająć do eskorty, a potem i jak się zgodzicie do pewnych poszukiwań, ale to zostawmy póki co.
Na razie nie chcę nikogo powiadamiać, nikt postronny nie ucierpiał aż tak bardzo aby powiadamiać władze-lekko uśmiechnął się w stronę kapłana-oczywiście wiem, że trzeba będzie zataić co nieco przed władzami ale myślę, że jakoś to nam się uda. Prawda czcigodny? Ale ogólnie cały mój plan zależy od Was, chciałbym Was wynająć"
Kether zaczął od razu nie czekając na nic wyrzucił z siebie potok słów:
- Cosik mi się zdawa, że owi zbrodzienie nie byli wam obcy, panie. Skoro podnieśli rękę przy okazji na kapłana Oriaka, wyrządzili krzywdę kultowi Mitrylowego Boga, a zatem i mi stali się wrogami. Co to za jedni?
-Osobiście nie znam tych co tutaj zginęli, a potem nie pamiętam zbyt wiele z tego co się stało, ale mogę się tylko domyślać kto ich wynajął. Cztery lata temu zmarł mój ojciec i zostawił cały swój majątek mnie, a trzeba Ci wiedzieć, że był podróżnikiem, uwielbiał przygody, wyprawy, poszukiwania i to wszystko, nazwoził mase skarbów, różnistych. Jedne były cenne drugie stare i zniszczone, przesiadywał nad nimi całymi godzinami. Ale jak mu się zmarło trza było większość posprzedawać bo nikt nie wiedział po co i do czego niektóre służyły. I tak jak sprzedalim te stare rupiecie, chciałem w tej komnacie postawić kominek, z takim wiecie magicznym kamieniem co grzeje cały czas, i jak ścianę burzyliśmy, znaleziono mały kuferek-ten co go ukradli-a w nim pewne księgi i jeden ze skarbów ojca.
- Oni wiedzieli, po co tu przychodzą, wszystko przemyślnie zaplanowali. Jeśli umyślili sobie porwać ów kufer, coście go na górze trzymali, mus mi wiedzieć, co tam było w środku. Złoto, mitryl? Rubiny? Insze klejnoty? Straszniście to dla nich cenne było.
-To prawda wiedzieli co wiozę, cenne samo w sobie prawie bez wartości, była to miedziana płytka wyglądała jakby ćwierć koła, miała dziwne rysunki i znaczki na obwodzie. Stara pamiątka rodzinna, ukrywająca coś więcej, ale o tym dowiedziałem się niedawno. Słucham dalej.
- Wielu wiedziało o waszym przejeździe przez te strony, panie? Wszak ci dwaj, co bitkę wszczęli przybyli tutaj jeszcze przed wami i spokojnie czekali, aż się rozgościcie. Znaczy się, wiedzieli, żeście w drodze i że będziecie tu popasać. Skąd mogli się tego dowiedzieć?
-Hm co roku jeżdżę tędy aby podatek zawieść do Halladoru, więc nikomu to tajne nie jest, tutaj spokojna okolica, nic się nie dzieje, rabusiów mało, patrole ciągle gdzieś się kręcą, tak tedy jak tylko przyjdzie mi tędy droga to zatrzymuje się tutaj u starego przyjaciela. To żadna tajemnica, teraz podatku nie musiałem sam zawozić bo przysłali poborce do nas, od razu jakieś inwentarze robił, więc i on całą sumkę wziął, ja jechałem aby się dowiedzieć więcej czegoś o tej płytce i tej książce. Wyciągnął na stół książkę i wskazał na nią ręką. I od razu ją schował pod stół. Kether zdążył dostrzec okładkę wykonaną ze skóry, z inskrypcjami w jakimś dziwnym języku, nie rozpoznając w jakim. Więc pewnie o ta płytkę też im chodziło, ale szczęściem, że księgi nie zabrali bo w niej wszystko wytłumaczone jest.
- Co zamierzacie teraz uczynić? Skrzyknąć chłopów i najmitów i pospołu z waszymi żołdakami w pościg ruszyć czy do Halladoru uchodzić, namiestnika królewskiego o wszystkim powiadomić?
-I to dobre pytanie, wdzięcznym Wam za pomoc i pamiętam o tym!
Chciałbym jak najszybciej dotrzeć do Halldoru a tam u krewniaka zatrzymawszy się, zastanowić co dalej, czy gra jest warta tego. I chciałbym Was wynająć do eskorty, a potem i jak się zgodzicie do pewnych poszukiwań, ale to zostawmy póki co.
Na razie nie chcę nikogo powiadamiać, nikt postronny nie ucierpiał aż tak bardzo aby powiadamiać władze-lekko uśmiechnął się w stronę kapłana-oczywiście wiem, że trzeba będzie zataić co nieco przed władzami ale myślę, że jakoś to nam się uda. Prawda czcigodny? Ale ogólnie cały mój plan zależy od Was, chciałbym Was wynająć"