Niestety oglądałem Hobbita. Nie ma czym się zachwycać. Dlaczego? O tym poniżęj.
Tekst zawiera spoilery.
O ile pierwsza część jeszcze jako-tako trzymała się książki to druga idzie w stronę śmiesznego efekcierstwa i wprowadzania masy zbędnych, dla całości, elementów. Nie jestem jakimś fanbojem oryginału i nie liczyłem na pełne oddanie książki jednak pierwsza część zawierałą większość książkowych scen w nieokrojonej wersji. Zaś druga idzie pełną parą w kierunku typowo hollywodzkiej zabawy formą, z dużą ilością walk, walącymi się domami i superbohaterami.
Wszsycy wiedzą, że Jackson nie może zabić kogokolwiek z głównej grupy (krasnoludów / hobbit/ czarodziej), mimo to sztucznie piętrzy przed nimi absurdalne wyzwania, mające
zagrozić ich życiu. Dodaje też kilka motywów oraz obcina kilka kluczowych (i ciekawych) scen z książki. Liczyłem np. na pokazanie w całości książkowej sceny z Beornem. Zmiennokształtny został niesamowicie opisany przez Tolkiena, a scena spotaknia z krasnoludami byłą jedną z perełek ksiąąki: zabawna i jednocześnie niebanalna.
W filmie mamy Beorna przez chwilę goniącego drużynę pod postacią krwiożerczego niedźwiedzia i słowa Gandalfa, że nie lubi on niema tak samo krasnoludów jak orków. Oczywiście wszyscy robią stosownie zafrasowane miny, a po chwili
krwiożerczy, nienawidzący krasnoluduów, zmiennokształtny już w ludzkiej postaci, z uśmiechem nalewa drużynie koziego mleka do kubków.
Oczywiście doświadczymy brak wpływu fizyki na działania postaci (np. niewywracające się beczki w scenie ucieczki z miasta Leśnych Elfów, super odporność postaci na uderzenia, teleportacje z lokacji do lokacji, superzwinność i supercelność elfów). Obok tworzenie nowych wątków dla drużyny (pomijam na razie Gandalfa) nie występujących w książce. Pierwszy, znany wszystkim, to wprowadzenie elfki (lub ogólnie kobiety) do filmu i wątek jej zakochania/zapatrzenia się w jednego z krasnoludów, motyw Legolasa biegającego to tu to tam i machającego mieczami i szyjącego z łuku, mordującego przy tym z 50 orków, murzynki(!) w jednej ze scen, przepychanka całej(!) drużyny ze smokiem... I nie zapominajmy - wszyscy są mroczni, mówią w
mroczny sposób - z głębi gardła w efekcie rozmowy Łucznika z Thorinem są niezamierzenie komiczne. W efekcie większość z tych dodatków to typowe zapchajdziury. Tyle, że ładnie zrealizowane. Gdyby się ich pozbyć strata dla filmu byłaby żadna, a skróciłby się o jakąś godzinę.
Po drugiej barykady stoją wątki (króciutkie w porównaniu z dupnymi dodatkami dla drużyny) wprowadzone dla Gandalfa. Są odpowiednio wyważone i sensowne, nie odkrywają niczego nowego oraz nie wprowadzają wiele do treści filmu jednak sprytnie nawiązują do późniejszych wydarzeń w Śródziemiu.
Część trzecia będzie rąbanką na całego, z płonącym miastem, smokiem walącym się w gruzy, pięcioma armiami i zarzynaniem na wszelkie możliwe sposoby pokazanym w każdym możliwym ujęciu. Legolas zarżnie z 200 orków, krasnoludy w tym czasie z 5 może 6, smok spali co ma spalić, Łucznik strzeli i uj. Nie napalam się na 3 część, poczekam chyba na DVD.
I tak, Jackson nie mógł się powstrzymać i ponownie widać go jak wcina marchew w pierwszej scenie filmu. Z grubsza też rzecz ujmując dobre 60% scen filmu to samo CGI (sam film w każdej scenie obrobiony jest w dużej mierze na komputerach) , w trzeciej to będzie z 95% z kompa i z 5% z aktorami.
Podsumowując - nie polecam. Poczekajcie na DVD