Dom Gurgo Torophufa, 40 dzień kepon-ranu, przedpołudnie
Gurg złapał się za głowę i lamentując pomknął do kuychni po wiadro wody. Gusłek ruszył ostrożnym krokiem, zasłaniając usta i nos skrajem swojej obszernej czarnej szaty, na dół do pracowni alchemicznej.
Bzookh zmarszczył brwi i wymacał zawieszony na szyi amulet. Wypowiedział słowa czaru, a połowę salonu wypełniła ciemność.
Gdzieś w strefie mroku rozległ się wystraszony krzyk, szybko jednak umilkł. Krasnolud nie próżnował i wypowiedział kolejne zaklęcie po którym stojący przy drzwiach masywny dębowy wieszak, uniósł się w powietrze i poszybował w stronę kłębiącej się ciemności. Bazook zataczał łuki wieszakiem dbając o to, aby nie zagłębić go całkowicie w chmurze i nie stracić go z oczu co by przerwało działanie czaru. Nie trafił w nic.
- Hej stój! - rozległ się głos gnoma dobiegający gdzieś po drugiej stronie dymnego obłoku, a zaraz po tym wykrzykiwanie słów znanego Bazookhowi zaklęcia. Zaklęcia żrącej plamy. Nie minął ułamek sekundy gdy rozległo się wycie bólu i trzask łamanej drewnianej konstrukcji.
Pochylony kapłan Piana wszedł do dużego pomieszczenia o ścianach z kamienia i pozbawionego okien. Prowadzące do niego drzwi były rozwarte na oścież. Pracownie alchemiczna gnoma była zrujnowana. Pobite zlewki, chłodnice, retory i probówki walały cię po blatach stołów i podłodze. Regały pozastawiane najróżniejszymi komponentami tak sypkimi jak i przypominając różne narządy powywracano. Wszystko to śmierdziało okrutnie i wyciskało z oczu łzy. Na środku tego "pobojowiska", leżał stos ksiąg płonący zielonkawym nienaturalnym płomieniem.
Bazookh rzuca dwa czary. W pierwszej rundzie dymny obłoczek (rzut na UM udany -12) i w drugiej rundzie magiczna siłę (rzut na UM udany - 55). Odpisuję 2 PM.