Strona 93 z 170

: 31 stycznia 2014, 12:14
autor: deliad
Deklaracje to jedno, a opis fabularny to drugie. Wasze deklaracje w niebieskich ramkach odpieram jako pomysły, które wykiełkowały w głowach BG. Jednak ich realizacja to całkiem inna sprawa. Stąd te nieporozumienia.

Jeżeli idzie o wino dla czarnucha. Karczmarz jest wam wielce wdzięczny, ale co beczka to beczka, koszt spory jak dla osoby, która od dwóch dni odratowuje swój upadający interes.

Do czasu waszego przybycia za personel miał jedynie starą kucharkę. Jak się zaczął ruch to najął dziewkę karczemną i stajennego. Ten stajenny to osoba mało pewna, kto wie może rozgadać to i owo. Po drugie musi być zawsze pod ręką, jakby trzeba jakiegoś konia osiodłać lub rozsiodłać, no i pilnować coby zwierząt nie ukradli.

W sprawie wina przydałoby się pokryć choć część kosztów, no i ktoś je musi zawieść. Nikt się do tego nie pali, bo wie, że czarny rycerz może go pochlastać. W sprawie przeszpiegów jesteście skazani na siebie.

: 31 stycznia 2014, 12:17
autor: Denver
Jeśli czuwający (czy też cierpiący na bezsenność) Bazookh, zdąży się połapać w sytuacji, to może ruszyć za posłańcem - decyzja MG

: 31 stycznia 2014, 12:53
autor: deliad
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek
Spoiler!
Bazookh przyłożył ucho do ściany i zatkał drugie, aby stłumić pochrapywania gnoma. Posłyszał, jak głosy dochodzące z sąsiedniego pokoju. Gońcy przynieśli jakoweś listy. Przyszedł też ktoś jeszcze, kogo Huskun wyprowadził z pokoju. Gusłek szepnął coś do Barthura i ten wyszedł także.
Rozległ się szmer pociągania za drzwi i Bazookh doskoczył, aby je rozewrzeć zanim Barthur zacznie łomotać.
Drzwi do pokoju gdzie spał Drayaharus wraz z krasnoludami rozwarł Bazookh. Sprawa była pila, a Barthur ze względu na swoją posturę i przynależność gatunkową, uważał, że zbytnio będzie rzucał się w oczy w trakcie śledzenia. Umyślił, że wyśle na przeszpiegi gnoma, ten jednak jeszcze spał. Czasu ubywało, więc Barthur wyłożył sprawę Bazookhowi, który zgodził się ruszyć za gońcem.

Wróżbita szybko opisał mu wygląd chłopaka na posyłki i krasnolud ruszył jego tropem.

Bazookh wybiegł z karczmy i rozejrzał się po rynku. Pora była wczesna, a słońce nie grzało jeszcze z pełną mocą, co wykorzystali mieszkańcy i goście Rotgan-kir do załatwiania swoich spraw przed południowym skwarem.
Wszędzie stały rozstawione przez kupców kramy, przy których kręciło się mrowie ludzi. Przy fontannie zgromadziły się plotkujące kobiety pragnące napełnić dzbany kryształowo czystą wodą.
Przy ogrodzonych zgliszczach stało kilkunastu strażników świątynnych bacznie przypatrując się ludziom na placu, jak i terenowi poza płotem.
Kilka kobiet szorowało wyschnięte kałuże krwi pozostałe na bruku po nocnym mordzie.

Gnojek stał przy kramie z owocami i kupił kilka gruszek. Widać było, że mu się nie śpieszy. Szedł przystając przy różnych kramach i przyglądają się różnym towarom, nic jednak nie kupił.

Krasnolud nie nawykł do podążania chyłkiem za ludźmi, ale widać ów posłaniec nie nawykł do tego, żeby sprawdzać czy ktoś go śledzi. Chłopak nieśpiesznym krokiem skręcił w stronę dzielnicy rybackiej. Przeszedł kilkoma ulicami i wszedł do karczmy o nazwie "Zielona przystań". Bazookh szybko podbiegł do otwartego okna i podciągnął się na parapecie. Goniec przez chwilę rozmawiał z rosłym karczmarzem po czym poszedł na zaplecze skąd wrócił z wiadrem do którego zaczął zgarniać wymiociny.

Krasnolud wszedł do karczmy i zamówił piwo. Karczmarz niecierpliwie nalał mu piwa i ruszyła do pokoju w suterenie. Piwo był ciepłe i wodniste, to jednak nie zniechęciło krasnoluda.

Z miejsca gdzie siedział Bazookh dobrze było widać drzwi do, których wszedł, a później wyszedł karczmarz. Nie minęło wiele czasu gdy z tych samych drzwi wyszedł wysoki, choć przygarbiony ork odziany w skórzaną zbroję z naszytymi metalowymi blaszkami oraz szablą przy pasie. Ów ork przechodząc koło Bazookha, przeszył go wzrokiem i wyszedł.

: 31 stycznia 2014, 13:14
autor: deliad
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek

Huskun zawiódł hobbita na dół do w ulubione alkowy, w miarę zapewniającej dyskrecję.

Hobbit nieco się krzywił, bo widać chciał gadać z Gusłkiem, ale zasiadł za stołem i powiedział.

- Jestem Gromko - hobbit podciągnął rękaw i pokazał wytatuowane małe "m" na nadgarstku - co prawda, miał przyjść ten co zwaliście go Smaugiem, ale biedak wczorajszej nocy miał wypadek. Śmiertelny wypadek. Wpadł w dokach do wody tak nieszczęśliwie, że już z niej nie wyszedł. Przejdźmy jednak do rzeczy. Gusłek jest winien pieniądze naszej organizacji. Zawsze wielce po szanowaliśmy i cenimy sobie jego przyjaźń. Przeto nie do końca rozumiemy co zaszło ubiegłej nocy. To jednak już historia, a my o historii rozmawiać nie będziemy. Dług jednak trzeba uiścić, aby stosunki nasze się nie popsuły i abyśmy dalej żyli w zgodzie, bo czasy ostatnio ciężkie i nigdy nie wiadomi, kto będzie potrzebował przyjacielskiej pomocy.

: 31 stycznia 2014, 13:22
autor: Denver
Bazookh, siorbał parszywego sikacza, którego oferowali tu pod nazwą "piwo". Mimo generalnego braku doświadczenia w podchodach, wiedział, że na dziś jego "misja" dobiegła końca. Barthur wyraźnie zaznaczył, żeby nie dać się nakryć. A tu o! został nakryty przez prawdopodobny cel. Starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z ubioru i postury orka, Bazookh postanowił zagrać rozsądnie.
-karczmarzu! dajcie no tu cosik lepszego! Chyba, że nic lepszego się tu u was nie znajdzie?? I śniadanie jakieś byście podali. Jajecznicę chociażby, tylko z jakimiś skwarkami i dużą ilością cebuli
Uznawszy, że być może czekający na "ogon" ork, opuści znudzony czekaniem posterunek, biorąc go za wczesnego gościa, Bazookh za bardzo się nie spieszył, szukając okazji do przepytania chłopaka o zapłaszczonego orka.

MG
Spoiler!
Biorąc pod uwagę zmienne: ilość gości (jeśli w ogóle) w karczmie, bliskość chłopaka od rzygów, nieobecność karczmarza (szykuje śniadanie?), zasobność kiedy (raczej kilka srebrników) od niechcenia wypytuję "posłańca" o orka.

: 31 stycznia 2014, 13:26
autor: deliad
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek

Gusłek załatwiwszy najpilniejsze sprawy, spojrzał na trzymane pergaminy. Złamał pieczęć listu bez znaków i szybko przeleciał wzrokiem po równym i pisanym ładnym charakterem pisma tekście. Rzeczywiście był od Senil, która się pod nim podpisała.
Jej ojciec wczorajszej nocy na krótką chwilę odzyskał przytomność. Nie wiele zdążył powiedzieć, jednak to co rzekł było bardzo niepokojące. Mówił, że ma okropne koszmary, w którym mnóstwo śmierci i okrucieństw. Ostatnie jego słowa były wykrzyczane, po czym znów popadł w śpiączkę. Krzyczał, że walczą o jego duszę. Szarpią ją w dwie strony i, że jest coraz bliżej mroku. Zmiana na stopach nie powiększyła się więcej niż o grubość paznokcia.

Drugi list z pieczęcią Katańską był zaproszeniem na śniadanie od kapłana Katana. Był uprzejmy i miły jednak lekko sugerował, że śniadanie jest tak późno, bo oboje noc poświęcili na rzeczy inne niż na sen.
Balin i Drayaharus obudzili się również i mogą gotować się do odwiedzenia ratusza

: 31 stycznia 2014, 13:48
autor: Araven
Balin ogarnął się zjadł śniadanie i zbierał się do ruszenia ku ratuszowi. Drayaharus idziesz ze mną?
Ktoś rozsądny musi porozmawiać z córką burmistrza.

Znaczy Huskuna nie wyślemy bo gotów jej składać jakieś obrazoburcze propozycje albo coś ukradnie...
Myślał Balin.

: 31 stycznia 2014, 13:52
autor: Dobro
- Idę, idę! - bernął gnom, zbierając się do wyjścia. Kuszę zostawił w pokoju, szkoda mu jej tachać, skoro i tak nie zrobi z niej pożytku. Za to księga zaklęć zawsze musi być przy małym gnomie!
Chodźmy we dwóch. Będę cię ubezpieczał i pomagał przekonywać córeczkę burmistrza, do naszych racji :D

: 31 stycznia 2014, 13:53
autor: deliad
Zielona przystań, 40 dzień kepon-ranu, poranek

Karczmarz splunął siarczyście na szmatę i sięgnął do drugiej beczki. Płyn z nich pochodzący pienił się znacznie przyzwoiciej i krasnolud z lubością wyczuł w nim ciemnego portera.
- Widzisz jak chcesz to potrafisz ugościć - zagadnął do wychodzącego do kuchni karczmarza.

- Ej, młody choć no tu. Nie znoszę marnotrawstwa. Masz tego sikacza, ja go nie ruszę, ale i nie pozwolę mu się zmarnować. Masz pij.


Młody z ochotą oderwał się od śmierdzącej roboty i sięgnął po kufel.
- Nie jest takie złe - powiedział uśmiechając się - mi tam smakuje.

- To i dobrze - odpowiedział krasnolud i specjalnie przedłużał chwilę niezręcznej ciszy.

- Hmm, hmm, hmm. To jesteś posługaczem, hę? A dobrze cię tu traktują? Bo jak widzę takiego jak tamten ork, co tu lazł, wraz myślę, że taki to lubi się nad dzieciakami znęcać.

- Praca ciężka, ale co tam. Jeść dają, spać gdzie jest. A tamten ork to może i groźny, ale nikogo bez powodu nie rusza. Widzi mi się, że on ma trudna pracę, bo zawsze taki poważny i mruk. Ino siedzi u siebie, albo krąży po mieście. No i te szablisko ostrzy.

- Trudną robota szable ostrzyć i po mieście łazić? He, he. Młody, młody to ty żeś chyba trudnej roboty nigdy nie widział - parsknął Bazookh.

- Bo to ponoć mieszczanin, a nie żaden chłop. El Hurgo go karczmarz nazywa. Przecia wiadomo, że im kto dłuższy tytuł ma przed imieniem tym mniej robić musi. Tak ojciec zawsze gadają. Tedy ten ork po mieście krąży i nawet ważnych ludzi odwiedza. Raz Krutek widział jak z ratusza wychodził, co prawda tylnym wyjściem, ale zawsze.

W tejże chwili wrócił karczmarz z parującą jajecznicą, a chłopak ukradkiem schował kufel i wrócił do swojej pracy.

: 31 stycznia 2014, 14:22
autor: Denver
Deliad , naprawdę niezły tekst! Po BC nie spodziewałem się tego po Tobie :)
Bazookh ze smakiem wcinał gorącą jajecznicę. Może nie była najwyższych lotów daniem sporządzonym na jakimś szlachetnym mięsiwie, ale dla strudzonego pracowitą nocą krasnoluda, była naprawdę wyśmienita. Dopił kufel, beknął, zapłacił karczmarzowi i ruszył na rozkręcający się ryneczek.

MG:
Spoiler!
Bazookh, jako w miarę specjalista, poszukuje amuletu spowalniającego przemianę - takie jakie widział, słyszał, zna. Raczej nie da się wykolegować, bo w tej wąskiej dziedzinie powinien być autorytetem. Problemem ewentualnie może być kasa - bo nie wiem jak bogaty jest mój bohater....

: 31 stycznia 2014, 14:24
autor: namakemono
Dobrze, zatem sprawa śledzenia posłańca załatwiona - dziękuję ochotnikom.
Sprawa wina - oczywiście pokryjemy koszty. Myślę, że to będzie dobra inwestycja.
Musimy pamiętać o tym śniadaniu u kapłana Katana, ale wolałbym uniknąć samotnych odwiedzin. Wolałbym iść w towarzystwie, najlepiej Huskuna (bo ma tęgą głowę), albo Barthura (bo ma tęgie bary).
Jestem też za tym, żeby przypilnować sprawy wąpierza. Coś mi się widzi, że ten wątek ma duże znaczenie dla całokształtu.

: 31 stycznia 2014, 14:33
autor: Keth
Postaram się jeszcze dzisiaj rozpisać spotkanie z następcą Srunga, a potem możemy śmigać do katanickiego hierarchy - jeśli Gusłek prosi, Huskun nie odmówi! ;)

: 31 stycznia 2014, 16:33
autor: deliad
Wielkie dzięki Denver, staram się. W BC grałem tępawym półolbrzymen, to całkiem inna bajka.To tak samo jak 8art. Tu gra półolbrzymen, a fenomenalnego cyberpankowego pbf-a poprowadził :).

: 31 stycznia 2014, 16:41
autor: Keth
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek

Huskun wysłuchał słów hobbita rozparty wygodnie po swojej stronie alkowy, przybierając kamienny wyraz oblicza i dobierając sobie zawczasu w myślach stosowną przemowę.

- Zaprosiłem tutaj świętej pamięci Smauga, żeby porozmawiać z nim o dalszej współpracy, nie zaś o spłacie długu, którego już nie ma - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem, kiedy niziołek skończył już wygłaszać własną kwestię - Długu nie ma tak samo jak nie ma już starego Gusłaka, któren był wam jakoby winien jakieś pieniądze. Człowiek, którego prawą ręką jestem to kthan Gusłak Miłosierny, ukochany syn Pana Kielicha, który zesłał na niego niezwykłe łaski i wizje. Powrócił do tego zapyziałego przyziemnego miasteczka tylko po to, by uratować je przed zagładą! Wiesz ty aby, co tutaj się ostatnio wydarzyło?

Jeśli nawet Gromko chciałby odpowiedzieć na całkowicie retoryczne pytanie, goblin nie dał mu dojść do słowa kontynuując głoszoną ściszonym głosem tyradę.

- W tym mieście zalęgły się wąpierze - wyjawił starając się nadać swemu tonowi złowróżbną nutę - Uderzyły otwarcie minionej nocy, rozszarpały i wyssały strażników, którzy strzegli świątyni Czaszkogłowego. Gdyby nie wizja świątobliwego Gusłaka i jego potężne zaklęcia, wąpierze może ucztowałyby i na twojej krwi. On jest teraz tarczą tego miasteczka i tylko on stoi pomiędzy wami, a najczarniejszą czarnością, razem z nami, jego wiernymi i bardzo utalentowanymi w sztukach magicznych akolitami.

Huskun uniósł nieco lewą rękę pokazując rozmówcy wiszący na łańcuszku amulet.

- Bardzo cenię tutejszego karczmarza i nie chcę mu psuć ledwie co odzyskanej reputacji, tedy nie pokażę przy gościach mojej ulubionej sztuczki magicznej - goblin uśmiechnął się w wyjątkowo złośliwy sposób - Polega ona na wywracaniu żywcem na drugą stronę, flakami na wierzch. Gusłak Miłosierny nie od parady nosi swe nowe miano, tedy nakazał nam unikać brutalnej siły, ale moc często kusi, nader często. A teraz wyobraź sobie, że władasz tą mocą i nagle zjawia się przed tobą ktoś, kto przychodzi po parszywe sto sztuk złota jakiegoś parszywego długu i ma czelność zawracać swymi żądaniami głowę komuś, kto właśnie wybiera się na spotkanie z najwyższym kapłanem Katana.

- Masz ochotę wysłuchać mnie do końca czy może pilnie ci udać się w sobie tylko znanych sprawach precz? Ja na twoim miejscu wysłuchałbym, albowiem koniec końców lepiej możesz wyjść na tej całej sprawie niż byś zasługiwał.
Przerywam tyradę w oczekiwaniu na jakąś reakcję hobbita. Kiedy tylko cokolwiek powie, i tak pewnie nie dam mu dokończyć lecąc dalej ze swoim! ;)

: 01 lutego 2014, 08:26
autor: deliad
"Rezolutny goblin", 40 dzień kepon-ranu, poranek

Hobbit słuchał z rosnącymi oczyma, jednak gdy przemowa dotarła do kwestii o wampirze i sile czarów Gusłka, niemal wyskoczyły mu z orbit. Hobbit stanął na ławie i zaparł oparł się o stół wyprostowanymi rękoma. Chciał coś powiedzieć, niem jednak to zrobił zaciągnął zasłonę. Jednak głos mu zadrżał i się rozkaszlał. Gdy mu przeszło, drżał już na całym ciele. Tym jednak razem pomachał przecząco głową i powiedział cicho, raczej do siebie niż do goblina.
- Zabiją mnie, za to! Zabiją!
W końcu przemówił do Huskuna.

- Słuchaj i nie przerywaj. Ten wampir... Mówisz, że Gusłek da mu radę? Bo widzisz...


W tejże chwili kotara odsunęła się gwałtownie i wszedł Balin i Drayaharus niosąc parujące talerz kiełbasy.
Gromko odskoczył jak rażony piorunem i niemal wytrącając Balinowi talerz czmychnął gdzie pieprz rośnie, z szybkością o jaką Huskun nie podejrzewał tłustawego hobbita. Sprawa długu chyba była załatwiona.

Na dół zszedł również Barthur i Gusłek i widząc Huskuna łakomie spozierającego na kiełbasę powiedział.
- Nie jedz Huskunie, dziś proszą nas na śniadanie do świątyni Katana.