Strona 88 z 170

: 20 stycznia 2014, 20:40
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Blady jak śmierć Huskun wysunął głowę spod swego łóżka dygocząc na całym ciele i strzelając na wszystkie strony oczami wielkości bransolet olbrzymki. Nawet nie potrafił sobie przypomnieć, w jaki sposób dotarł w pozornie bezpieczne ściany pokoju, ale nie omieszkał złożyć w podzięce Pianowi kilka nieskładnych świątobliwych wersetów.

- Drayaharus! - wrzasnął piskliwie, przypominając sobie bez większych szczegółów, że współdzielił paniczną ucieczkę z utalentowanym w sztuce iluzji gnomem - Drayaharus! Tchórzu jeden niepospolity, dawaj tu mnie bronić!

Lecz gnomi iluzjonista nie odpowiedział na wykrzyczane drżącym głosem polecenie, co tylko spotęgowało grozę duszącą w żelaznym uścisku gardło Huskuna. Przełykając nerwowo ślinę goblin wyczołgał się spod łóżka i przekradł do otwartego szeroko okna wyglądając trwożnie ponad parapet.

Na placu oddzielającym karczmę od spalonej świątyni Czaszkogłowego działy się jakieś straszne rzeczy, powietrzem wstrząsały jakieś przerażające krzyki, szczękała stal.

- Wąpierz ubity?! - wrzasnął ponownie Huskun, kurczowo ściskając palcami skraj parapetu i wytrzeszczając jeszcze bardziej oczy.
Kocham tę postać, ale czasem mi za nią wstyd... :P

: 21 stycznia 2014, 15:28
autor: Keth
Brawura podpowiada, by zapuścić się samemu do leża potworów i tam ściąć łeb wampirycznej hydrze, ale Huskun na nadmiar brawury nie cierpi, na rozwagę zaś aż nadto! Tak sobie zatem myślę, że skoro jesteśmy z gnomem w karczmie, moglibyśmy podnieść nieopisany rwetes przywołując do siebie służbę, właściciela i innych gości, a następnie galopem rozsyłając wieści do tych przybytków, w których nocują właśnie inni paladyni (Mistrz Gry podawał nam ich listę, ale muszę jeszcze pokopać w zeszłorocznych postach, by ją odświeżyć).

Tak czy owak, odsiecz w postaci kilku wkurzonych paladynów na pewno się naszym rębajłom przyda, a Huskun i Dray są w dogodnej sytuacji, by zacząć ją organizować.

: 23 stycznia 2014, 11:50
autor: deliad
Zgliszcza, 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Barthur zawahał się chwilę stojąc przy płocie po czym przeszedł na jego drugą stronę. Tuż zanim ruszył Bazookh.
Ruszyli przez pokrzywy i osty, aby dotrzeć do wejścia do świątyni. Z drewnianych drzwi pozostały zaledwie nadtopione zawiasy, dalej ciągnął się korytarz pokryty fragmentami murów i niedopalonymi belkami zawalonego sufitu.

W zasnuwającym podłogę popiele Barthur dostrzegł ślady stóp prowadzące zarówno na zewnątrz jak i w głąb budynku. Podążał wzdłuż nich omijając przeszkody, aż dotarł do, usytuowanych za kamiennym ołtarzem, na wpół zasypanych małych metalowych drzwi ukrytych za zwęglonym arrasem. Ślady prowadziły do ich wnętrza.
Wewnątrz panował mrok, którego wzrok ogromnego goblina nie mógł przeniknąć.

Zza pleców wróżbity wysunął się Bazook, który zajrzał do środka. Małe pomieszczenie ocalało niemal nietknięte przez pożar. Co prawda metalowe drzwi były powyginane od żaru, a stojąca przy nich szafa czerniała, ale nie było innych śladów zniszczeń. W kamiennej podłodze wyryto figurę prezentującą czaszkę opisaną w okrąg, a rowki zalano połyskującym szarym metalem, być może ołowiem.

Jedną z najbardziej zastanawiających rzeczy był brak ściganego półelfa, którego ślady znikały w centrum figury oraz wypełniająca pomieszczenie, rozrzedzająca się mgła.

Uwagę Bazookha zwrócił błyszczący przedmiot leżący w oku figury czaszki. Niewątpliwie był to misternie rzeźbiony sztylet, zaopatrzony w szerokie krzemienne ostrze oraz złotą głownię w kształcie czaszki z oczami wysadzanymi rubinami. Przyjrzawszy się bliżej bronie, krasnolud zauważył, że w ostrze po jednej stronie wprawiono szarawo błyszczący metal. Taki zabieg wymagał ogromnego kunsztu i zdolności zbrojmistrza.

Gobliński łowca czekając co powie Bazookh, dokładniej przyjrzał się śladom na ziemi. Były ich dwie ścieżki. Oceniając ich kształt można było powiedzieć, że coś wyszło z pomieszczenia i ruszyło na zewnątrz budynku, a następnie wróciło. Ślady poczęły ginąć w kłębach nisko zawieszonej na poziomie buta mgle.

Stojący nadal przy wejściu do karczmy Gusłek, dojrzał w rozwiewającej się chmurze, dwie powstające z ziemi postacie. Fizjonomie obu z nich były pobladłe, a mięśnie ich twarzy drgały po doznaniu nieznośnego, niewyobrażalnego wręcz bólu. Był to Balin i Orofar.

Huskun starając się zorganizować pomoc wyleciał jak wystrzelony z procy pocisk i pognał do stojącej kilka domów dalej karczmy, gdzie ponoć mieszkali paladyni.

Drayaharus otworzył oczy i zobaczył zatroskane twarze, pochylających się nad nim nadobnych elfek. W pierwszej chwili pomyślał, że jego życie dobiegło końca, a on trafił do piannickiego nieba, ale siarczysty policzek dostany od chwyconej za pierś elfki przywrócił go do rzeczywistości.
Wątek techniczny:
Udane rzuty uwalniają Orofara i Balina od boleści.

: 23 stycznia 2014, 13:16
autor: Denver
Przemierzając zgliszcza świątyni wraz z Barthurem, Bazookh intensywnie myślał o całym zajściu i powodach ucieczki potwora. Czyżby uciekał do swojej trumny, aby się zregenerować? Czy to tylko sprytny wybieg, mający na celu zmniejszenie ilości przeciwników, z którymi miał jednocześnie walczyć? A może już weszli w pułapkę?

Podwyższone obroty umysłu krasnoluda, zawyły z przeciążenia kiedy dotarli do, wydawało by się, zamkniętego pomieszczenia. Czy potwór potrafił stawać się niewidzialny? Uruchamiał pokłady swego doświadczenia, wyniesione z, wydawało by się, poprzedniego życia.

Goblin uważnie badał ślady, a Bazookh uważnie oglądał rzeźbę w centrum salki. Podejrzewał, jakiś ukryty mechanizm. I co miał oznaczać ów sztylet? Zemstę Morghlihta, po dotknięciu go przez niewiernego? A może w ogóle przez żywego? Wszystko tutaj mogło czyhać na ich życie. ścisnął mocniej stylisko topora.

Barthurze, przyprowadź proszę resztę naszej kompanii. Poczekam tu czy aby wąpierz nie postanowi wyjść... Rzekł krasnolud stając w wejściu do komnaty na szeroko rozstawionych nogach.

: 23 stycznia 2014, 14:41
autor: Araven
Gdzie uszedł ten cały wąpierz jebany? I gdzie się pochowali nasi nieulękli? Widziałeś cosik Gusłaku? Mus nam do ruin świątyni Morghlitha, chyba...
Co myślisz Orofarze?

: 23 stycznia 2014, 16:38
autor: Dobro
- Pianie, trafiłem do nieba? - rozpromienił się gnom, widząc piękne twarze elfich niewiast. Dla spróbowania wyciągnął słabnącą rękę i chwycił pochylającą się kobietę za biust, ściskając nieco.
Rozumiem, że jestem już przytomny. Rozpoznaje miejsce? Wiem co się działo przed utratą przytomności?

: 23 stycznia 2014, 18:03
autor: namakemono
Gusłek podąża do spalonej świątyni za swymi towarzyszami.

: 23 stycznia 2014, 18:49
autor: 8art
- Dajcie no świotła, bo ćmica tu jak nie przymierzojąc u czornego rycerza w rzyci, a nie chodzić mi tu, bo ślody zadepczecie. - olbrzym skupił się na śladach starając się dociec, gdzie mógł zniknąć wampir. Noewątpliwie odnalezienie ostatniego mogłoby rzucić nieco światła na zagadkowe zniknięcie:

- Huncwot się w nietopyrza zamienił? - zapytał zamyślony Barthur.

Watek techniczny

Jesli nic ze sladow nie wyczytam to moze zajmiemy sie tym sztyletem. Emanuje od niego magia? Jak znam zycie to pewnie tak, ale wampir sie pewno w sztylet nie zamienil:)

: 23 stycznia 2014, 18:59
autor: Denver
techniczny:

8art - w jakim sensie "olbrzym" ? jak na goblina? bo się zgubiłem :)

: 23 stycznia 2014, 19:02
autor: namakemono
Spieszę z wyjaśnieniem: Postać 8arta to półolbrzym wychowany wśród goblinów i święcie przekonany, że również jest goblinem.

: 23 stycznia 2014, 19:27
autor: deliad
Zgliszcza, 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Słysząc zawołania Barthura zmierzający do spalonej w większości świątyni zabrał ze sobą latarnię należącą od martwego już teraz strażnika. Biedaczysko leżało z rozszarpaną szyją i wyrazem przerażenia na twarzy. Znaczy się wiedział co go dopadło i że nieuchronnie czeka go śmierć, a być może i życie po śmierci.

Barthur i Bazookh stali nieopodal kamiennego ołtarza z zagłębieniem na głowę ofiary o kanalikami dla odprowadzenia krwi. Dach się zawalił i wydać było niebo z rosnącym księżycem. W ocalałej tylnej ścianie były małe pogięte drzwi w których pochylał się Barthur.
Spoiler!
Zwiadowca unikając dotknięcia linii wylanej z ołowiu w rowkach podłogi figury, zbliżył dłoń do sztyletu i musną go palcami. Od razu wyczuł delikatne mrowienie w opuszkach palców zwiastujące ukrytą w przedmiocie magię.
Nadszedł także Orofar wraz Balinem i dołączył do nich giermek.

Drayaharus zorientował się, że znajduje się w pokoju "Rezolutnego goblina". Dokładniej mówiąc w pokoju w którym mieszkają dziewice Orofara.
W tym czasie Huskum podrywał na nogi paladynów.

: 24 stycznia 2014, 20:04
autor: Dobro
- Olaboga - jęknął gnom, dostając siarczystego plaskacza od jednej z elfek. To utwierdziło iluzjonistę, że nie jest jeszcze godzien wyruszyć na ostatnią, wieczną wieczerzę u boku Pianna.

Szybko skonstantował gdzie się znajduje i poderwał się z podłogi. Chwytając się na pulsujący z bólu policzek wybiegł z karczmy i rozejrzał się. Chwilę przyglądał się uliczkom rozchodzacym się w każdy zakątek miasta, po czym puścił się sprintem do miejsca, z którego jeszcze nie tak dawno temu spieprzał gdzie pieprz rośnie.
Wracam do moich towarzyszy, biegnąc co tchu w płucach, przy okazji wrzeszcząc "WAMPIRRR! WAMPIRR POMOCYYYY!!!" (na ile wystarczy oddech)

: 24 stycznia 2014, 20:21
autor: 8art
- Jako żywo ten kozik jest magiczny. - cicho stwierdził Barthur bojąc się jednak go dotknąć bez uprzedniego zbadania jego właściwości.

Watek techniczny

Nawet nie wiem czy astrolog ma zdolnosc badania jakie wlasciwosci moze miec ow magiczny sztylet.

A ze sladow da sie cos wyczytac?

: 24 stycznia 2014, 21:30
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", 40 dzień kepon-ranu, przed świtem

Ganiając jak szalony od drzwi do drzwi pokojów, gobliński czarownik jął wywlekać wynajmujących je gości za nogawice na korytarz karczmy, wyzywając ich od tchórzy i grożąc srogą pianicką klątwą, jeśli nie usłuchają jego poleceń. Przerażeni i zdezorientowani goście przyjmowali zatem do wiadomości, że mają gnać do innych miejskich karczm - choćby i z gołymi tyłkami, Huskunowi w tym względzie wszystko było jedno - i wyrywać ze snu przebywających tam ewentualnie paladynów, przekazując im wstrząsające wieści o objawieniu się w mieście wąpierza i o wezwaniu słanym przez bohatersko heroicznego Gusłka Przemężnego, który gromadził pod swym przywództwem świątynny rycerski poczet gotowy rozprawić się ze złem!

Uporawszy się z wygnaniem za próg karczmy przymuszonych do tego posłańców z łapanki, Huskun rzucił się na złamanie karku w ślad za szaleńczo odważnym gnomem, dotknięty do żywego niespodziewaną odwagą iluzjonisty i przerażony myślą, że Imagerus może go dzięki swej rycerskiej postawie wyprzedzić w wyścigu o łaski świątobliwego Gusłaka.

Goblin szczerze polubił rubasznego gnoma i bez wątpienia czułby się zakłopotany, gdyby musiał go usunąć ze ścieżki swej kariery wrażonym pod łopatkę ostrzem sztyletu...
Huskun również wraca do zgliszczy, upewniwszy się wpierw, że dostatecznie wielu zastraszonych gości karczmy już biega po mieście budząc zdumionych tą napaścią paladynów!

: 24 stycznia 2014, 21:47
autor: Araven
MG dotarliśmy z Orofarem do ruin świątyni?