Strona 84 z 170

: 11 stycznia 2014, 16:23
autor: Araven
No huncwoty, odpowiadajta na pytania Huskuna.
Niedawnom ranę na twarzy odniósł i strasznie wyrywny jestem teraz.
Będziecie łgać albo kręcić, stopę łgarzowi toporem odrąbię. A potem insze gnaty.

: 12 stycznia 2014, 10:36
autor: deliad
Magazyn numer 13, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Bandziorom jeszcze bardziej zrzedły miny i spojrzeli po sobie wystraszeni.
- No - zaczął jeden - przecie Gusłek sam wie jak to z Mrocznymi jest. Pieniądze pożyczał coby pić i chędożyć, ku uciesze swojej i boskiej. Tak mawiał. To i pieniądze powinien oddać. My dzisiaj na niego jak na kumpla od piwa czekali. Wiemy, że persona z niego coraz większa, to i oddać miał w miejscu ustronnym, coby nikt go z nieodpowiednimi ludźmi nie widział.

- No - dodał drugi - tak właśnie mówił Srungo, znaczy się ten co zwiał. Na picie się nastawialiśmy nie na bitkę, przecie byśmy ręki nie podnieśli na osobą stanu kapłańskiego.

- Zawrzeć ryje i na pytania odpowiadać dupcożercy - warknął goblin.

-Chędożeni prze buhaja
- dodał Goblin.

- Naszym szefem jest Srungo. Ten duży co zwiał. Kto jego to nie wiemy. Jak jest robota to nas woła. Normalnie to my rozładowujemy statki, barki i kutry. Taki to nasz proceder. Czasem komuś w ryj dać, coś rozwalić, podpalić, zastraszyć, wymusić. Eee, ekupunek to noże mamy, pały jak ciężka kurta się znajdzie. Sernag nam daje za to kilkanaście srebrniaków.


- No - kiwnął głową drugi - my nic Gusłkowi nie zrobimy, klnę się na wszystko co święte.

: 12 stycznia 2014, 19:24
autor: Keth
Magazyn numer 13, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Huskun wysłuchał zeznań obu więźniów, marszcząc się na przemian groźnie i kiwając z udawaną wyrozumiałością głową. Kiedy mężczyźni umilkli, goblin wiercił ich przez chwilę srogim spojrzeniem, koniec końców jednak sięgnął ponownie do jednej ze swych kieszonek i wyciągnął z niej dwie złote monety.

- Naści pieniążka, boście wcale nie takie tępe pały, jak żem wpierw myślał - powiedział rzucając po monecie każdemu z pojmanych łotrów - Już żem wam mówił, że myśmy są dobrzy z serca i łatwo nikogo nie krzywdzimy. Tu też żeśmy chcieli jeno pogadać po dobroci, jeno za szybko wam groza do łebów uderzyła. Pamiętni klątwy, idźcie w pokoju chwaląc imię Piana. Za nasze złoto kupcie dobrą okowitę i oddajcie jeszcze dziś hołd Panu Kielicha. Przekażcie też wieść swemu hersztowi, temu całemu Smaugowi czy jak go tak zwiecie. Jeśli chce po dobroci załatwić sprawę swych roszczeń, niechaj przyjdzie jutro wieczorem do "Rezolutnego Goblina" i zgłosi się do mnie, znaczy się Huskuna Roztropnego zwanego też Wszechwładnym. Sam ma przyjść i bez broni i bez złych zamiarów, bo inakszej też dupą będzie żarł, ale jak się okaże zgodliwy, jeno dobrze może na tym wyjść, jeno dobrze. Pamiętajcie, jutro o zmierzchu.

Huskun przeniósł spojrzenie na Barthura i uśmiechnął się pogodnie, krzyżując ręce na piersiach na sposób podpatrzony wcześniej u setyckiego rycerza.

- Puść ich wolno, Barthurze, proszę.
Kończymy zadymę i wracamy do siebie!

: 12 stycznia 2014, 21:29
autor: Keth
Nie, żebym się czepiał, ale jeśli nie chcecie potem narzekać, że nikt się nie liczył z Waszym zdaniem, teraz macie okazję wyrazić własne opinie, inaczej Huskun przejmie niepodzielną władzę nad drużyną! :P

Wciąż nikt się nie wypowiedział w kwestii statusu dyplomatycznego drużyny - staramy się odzyskać neutralność (albo odwiedzając setyckiego rycerza albo wywalając na zbity pysk ariadyna) albo też opowiadamy się definitywnie po stronie "dobra" (montując czym prędzej koalicję złożoną z nas i reszty paladynów). Jakie jest Wasze zdanie w tej sprawie?

: 13 stycznia 2014, 08:25
autor: namakemono
Jako kapłan dobrego bóstwa, Gusłek powinien opowiedzieć się po stronie dobra. Ale myślę, że neutralność pozwoli nam na większe, obustronne korzyści.

: 13 stycznia 2014, 09:03
autor: Araven
Balin jako kapłan neutralnego Gotam-Gora, obstaje za neutralnością.

: 13 stycznia 2014, 17:11
autor: deliad
Karczma "Zielona przystań", 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Uzyskawszy potwierdzenie odwzajemnienia przysługi, Gusłek bardzo niechętnie pozwolił Senil zawiązać sobie oczy. Poczuł jej dłoń ujmującą jego własną. Rozległ się dźwięk, trących o siebie kamieni i w nozdrza kapłana uderzył zapach piwnicy, wilgotnej ziemi i pleśni.
Ruszyli. Po kilkunastu krokach kapłan dotarł do stromych, wysokich i wilgotnych schodów. Stopni było kilkadziesiąt. Gdy zeszli niżej zmysł orientacji Gusłka zamieszał się całkowicie. Wielokrotnie zakręcali to w lewo to w prawo. Schodzili i wchodzili po schodach. Kilka razy słychać było metaliczny dźwięk stukających o siebie kluczy i zgrzyt dawno nie używanych zamków. W końcu gryzący zapach pochodni zmienił się wyraźnie, na topiony w ogniu wosk. Tutaj było cieplej.

- Jesteśmy na miejscu - usłyszał głos milczącej przez całą drogę Senil.

Blask licznych świec oślepił na chwilę Gusłka. Ich płomienie tańczyły i wyginały się, a szatę wydymały powiewy. Drzwi zamknięto.
Stał w niewielkim pomieszczeni zastawionym przez dwa łóżka, krzesła, stół i zapasy żywności. Przy stole siedziało jeszcze dwóch zbrojnych skrywających twarze za chustami.

Z pomieszczenia wychodziły dwie pary drewnianych drzwi. Senil podeszła do drugich z nich i uchyliła je dając Gusłkowi znak by podążył za nią.
Większość drugiego pomieszczenia wypełniało duże łóżko z baldachimem, stół zastawiony resztkami żywności oraz różnymi fiolkami i słojem z pijawkami. Ściany całkowicie pokrywały kobierce i gobeliny. Panował półmrok. Senil zaczęła zapalać więcej świec.

Na łóżku leżał człowiek o czarnych zmierzwionych i mokrych włosach. Jego twarz była czerwona i zroszona kropelkami potu. Usta wyschły i spękały. Mężczyzna mógł mieć na oko nie więcej niż czterdzieści kilka lat. Pozostała część ciała skrywała jedwabna kołdra. Człowiek miał zamknięte oczy i oddychał w przyspieszony sapiący sposób.

: 13 stycznia 2014, 17:21
autor: deliad
Magazyn numer 13, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Huskun siedział wraz z pozostałymi Nieulękłymi na tarasie karczmy. Pociągali z kufli piwo i przekąszali wędlinami.
Rynek mimo nocy był dobrze oświetlony. Koło szyldów karczem i przy drzwiach możniejszych kamienic wisiały jaśniejące latarnie.

Oczy Nieulękłych śledziły chodzących z przy wysokim płocie, skrywającym zgliszcza świątyni Morghliycha, strażników. Było ich dwóch. Jeden był strażnikiem miejskim, drugi natomiast żołnierzem katańskim. Od czasu do czasu przychodzili do nich inni strażnicy, którzy najwyraźniej pilnowali zgliszczy od drugiej strony. Czasami rozmawiali nawet po kilkanaście minut. Wyraźnie było widać, że unikali patrzenia w stronę zgliszcz. Chodzili przygarbienie i poddenerwowani. Drayaharus zauważył nawet, że od czasu do czas znikają w cieniu sąsiedniego budynku pociągając coś z butelki.

: 13 stycznia 2014, 17:26
autor: Dobro
- A jeżeli cosik Gusełkowi się stanie - zaczął powoli gnom. - To biada wam, oj biada... bo wiemy, do kogo się kierować. - Drayaharus zmrużył oczy, patrząc podejżliwie na mężczyzn.

Po sekundzie klasnął w dłonie, prostując się.

- Huskinie, może i dla mnie monetę wyciągniesz jakowąś, cobyśmy godnie Piana naszego pochwalili?
Też jestem za opcją neutralności. Zawsze to więcej możliwości.
*Nieco później, w karczmie*

- Tak sobie myślę, że nie możemy stać murem za jedną ze stron. A co, jeśli później okaże się, że spaliliśmy za sobą mosty? Zresztą... ciekawi mnie, co ten Gusłek robi tyle czasu. Powinien już tu być...

: 13 stycznia 2014, 19:18
autor: namakemono
Gusłek odprawi modły w intencji wyzdrowienia chorego. Jak rozumiem wszyscy możliwi medycy już człowieka badali, więc wiedza (a raczej niewiedza) Gusłka w tej materii jest nieistotna. Zatem Gusłek używa czaru "wykrycie wszystkiego co się da" żeby spróbować ustalić co tu się dzieje. Trochę przy tym w skupieniu pomruczy, żeby wyglądało poważnie. W chwili obecnej jestem przekonany, że bez wykorzenienia przyczyny, która nie znajduje się w najbliższym otoczeniu, nie będziemy w stanie pomóc choremu. No ale jak już tu jesteśmy to robimy co można. Człowieka trzeba obejrzeć od stóp do głowy, szukać każdego możliwego śladu. I jeszcze raz przepytać obecnych. Bo jak rozumiem, sam poszkodowany leży bez ducha.

: 13 stycznia 2014, 19:40
autor: 8art
Barthur tez jest pianickim klerykiem, takze tez opowiada sie za "dobra" opcja.

: 14 stycznia 2014, 09:42
autor: deliad
Podziemna komnata, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch


Gusłek przyjrzał się dokładnie twarzy leżącego w łożu człowieka. Co prawda nie był specjalistą w dziecinie leczenia chorób, jednak od razu rozpoznał, że chorego trawi gorączka.
Pacjent leżał bez przytomności nie reagując na próby budzenia.

Piannita ruszył ku stołowi i dokładnie obwąchał jedzenie i picie chorego. Co jak co, ale na tym się znał. Wino był rozwodnione, ale prawdopodobnie celowo, a nie z chęci zysku karczmarza lub innego kupca. Jadło i wino nie posiadało, żadnej nutki smakowej, która mogłaby potwierdzić, że jest zatrute.

Gusłek zauważył, że pod łóżkiem stoi wiadro z ekskrementami i wymiocinami. Z niechęcią pogmerał w nich trzonkiem znalezionej na stole łyżki. Nie było widać ni robali ni innych podejrzanych rzeczy mogących być przyczyną ciężkiego stanu chorego.

Przyszedł czas na obejrzenie chorego. Gusłek robił to z pewną odrazą i zabobonną niechęcią, obawiając się, żeby nic nie podłapać.

Odkryty człowiek przedstawiał się mizernie. Był wychudzony i zalatywało od niego potem.

Kapłan postanowił poszukać, jakichś śladów pokąsań albo ranek po zatrutych strzałkach. Nie znalazł ich, ale trafił na coś ciekawego. Stopy chorego wyglądały jakoś dziwacznie. Były do połowy zasiniałe, niemal niebieskie i zimne. Ich palce opuchły a paznokcie wydłużyły się i stwardniały, przypominając szpony.
Wiedziony przeczuciem Gusłek, podniósł dłoń chorego. Czubki jej palców zdobiły zaczerwienione plamki.
Wykrycie magii nie przyniosło, żadnego rezultatu.Gusłek wzniósł dłonie ku górze i odprawił, krótką modlitwę w intencji chorego.


- Jak długo występują te zmiany na stopach? - zapytał się Senil.

- Pojawiły się dwa dni temu, ale wtedy dotyczyły tylko palców - powiedział przelękła kobieta.

Gusłek zamyślił się. Przypadek, był dość ciekawy i nietypowy. Biorąc, pod uwagę, że chorym zajmował się wcześniej kapłan i znachorka, od razu odrzucił możliwość otrucia lub choroby. Z takimi jego poprzednicy poradziliby sobie bez problemu. Tymczasem w człowieku zachodziły jakieś niepokojące zmiany, które były najprawdopodobniej przyczyną jego złego stanu. Tylko czym mogły być spowodowane i jak im zaradzić?

: 14 stycznia 2014, 10:20
autor: namakemono
- Nic tu po mnie. Com miał zobaczyć i wybadać, tom uczynił. Modły odprawiłem. Teraz mus mi do towarzyszy wrócić, naradzić się i zacząć działać. Wy nie traćcie nadziei, bowiem sprawa jeszcze nie jest przesądzona, choć moce zaiste potężne człeka tego dopadły. Odprowadźcie mnie teraz do gospody. Jak będę się chciał z wami spotkać, nad wrotami gospody węglem kielich wymalowany zobaczycie. Ale mus mi o postępach choroby wiedzieć, tedy gońca z wieścią dwakroć na dzień przysyłajcie. Jak powie, że nic nowego, tedy będę wiedział, że choroba nie postępuje. Jak powie, że go kolana bolą, tedy będę wiedział, że choroba do kolan już dotarła. Et cetera. To wszystko.

: 14 stycznia 2014, 15:38
autor: deliad
Pod rezolutnym goblinem, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Senil wraz z eskortą odprowadziła Gusłka do obskurnego pokoju w "Zielonej przystani". Na pożegnanie wręczyła mu obiecaną Huskunowi zaliczkę.

Balin wraz z Bazookhiem zdążyli wypić po dwa piwa gdy ujrzeli idącego przez rynek Gusłka. Kapłan szedł śpiesznym krokiem odziany w swe odświętne szaty.
Widząc go Huskun pomachał mu z daleka dając znać, że są na tarasie.

Gusłek już wkrótce dołączył do nich z ochotą sięgając po naczynie pełne pieniącego się trunku.

: 14 stycznia 2014, 15:48
autor: namakemono
Gusłek oczywiście relacjonuje towarzyszom przebieg wizyty u ojca Senil.