Rynek, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Ledwo głos Gusłka umilkł, a wśród tłumu rozeszła się dzika wrzawa. Jednak nie tylko słowa pianickiego kapłana tak poruszyły tłumy, ale też dziwaczne zdarzenie. Alfred, giermek Orafara, rzucił topór oraz tarcze i z opętańczym wyciem oraz wzrokiem przesiąkniętym przerażeniem pomknął w tłum gapiów.
Z pełnego hełmu zaopatrzonego w nietoperze skrzydła, jaki nosił Rahbag, rozległ się dudniący śmiech. Jego giermek wygrał walkę zanim ta się jeszcze zaczęła, stawiając Orafara w bardzo niekorzystnym świetle, ponieważ część sromoty giermka spływało także na paladyna.
Huskum zagryzł wargę. Zachowanie giermka było niemal identyczne z efektem jednego ze znanych mu czarów. Tylko nigdzie nie było widać żadnej podejrzanej postaci, a przecież wpatrujący się przez chwilę w Alfreda czarny rycerze nie mógł przecież rzucić czaru. Nie mówiąc już o wydumane poczucie honoru rycerzy, ale ze względu na noszony przez niego ciężki pancerz.
Być może Alfred zwyczajnie stchórzył jednak goblina wierciły, jak chore drzewo korniki, wątpliwości.
Nie tracąc czasu czarny rycerz natarł na paladyna uderzając ogromnym obusiecznym toporem. Po trzykroć toporzysko z wizgiem zjeżdżało po tarczy Orafara, nim ten wyprowadził cios, swoim mizernym jednoręcznym toporkiem. Cios jednak był celny i wgniótł zbroję na udzie Rahbaga.
Półolbrzym zdawał się tego nawet nie zauważyć nadal nacierał zmuszając Orafara do cofania się. W tenże sposób paladyn doszedł do fontanny, dalsza droga była zablokowana. Pewien swojej przewagi Rahbag wykonał straszliwe cięcie mające zakończyć pojedynek i życie arianity. Ten jednak w przemknął pod ramieniem setyty. Cios miast rozpołowić wroga spadł na brzeg fontanny gruchocząc ją i dając ujście zgromadzonej w niej wodzie.
Oczy gnoma aż zabłysły z uciechy, toż to był prezent od samego Piana. Patrzał urzeczony jak woda rozlewa się w postaci kałuży pod nogi rycerzy. Uchwycił za amulet, aby nadać powierzchni niesamowitą śliskości, jednak rycerze jak na złość przesunęli się w inną część pola walki. Gnom mrukną zagniewany, ale cierpliwie czekał, aż wrócą w obręb wody.
Balin spoglądał z tarasu i komentował każde posunięcie rycerzy. Wtórowały mu krzyki Bazookh oraz przybyłego przed chwilą Frakiego. Gorąca atmosfera nie przyćmiła krasnoludzkiej uwagi kapłana Gotam-gora. Pogoda wyraźnie się psuła. Na czystym błękicie nieba zbierały się coraz ciemniejsze chmury.
Tymczasem rycerze zmagali się ze sobą z zajadłą zaciekłością. Każdy z nich nosił już na sobie ślady wgnieceń. W pewnej chwili zwinny i dość ruchliwy paladyn, zadał zdawać by się mogła decydujący cios. Trafił ostrzem swego topora w prawy nadgarstek Rahbaga, co spowodowało upuszczenie przez niego broni. Paladyn jednak miast zadać śmiercionośny cios odszedł kilka kroków w tył czekając, aż jego oponent podniesie swoją broń.
W tłumie rozległy się oklaski i wiwaty. Zaraz jednak walka rozgorzała na nowo. Rahbag natarł ze zdwojoną wściekłością.
W tejże chwili nieświadomi knowań Drayaharusa rycerze weszli do kałuży wody. Gnom przytulając się do marmurowej reptilionki i kryjąc głowę pod jej pachą wymówił słowa zaklęcia, które zginęło wśród wrzawy gawiedzi. Z chytrym uśmiechem obserwował jak kamienie tracą swoją chropowatość i robią się błyszczące jak pokryte lodem. Imaginerus tłumiąc chichot wycofał się w gęsty tłum. Nim jednak dotarł do trzeciego rzędu rozległo się westchnienie wydane przez setki gardeł.
Huskun zastrzygł dużymi uszami i szarpnął ze zdenerwowania za szaty Gusłka. Orafar upadł jak długi u stóp setyty. Raz i drugi udało mu się odturlać przed potężnym ciosem ostrza topora, których siła naznaczała pajęczyną pęknięć kamienne płyty, jakim wyłożono rynek. Jednak trzecie cięcie wryło się głęboko w pierś arianity. Paladyn krzyknął z bólu, nie miał jednak zamiaru czekać na śmierć. Jego topór wyrżnął prosto w stopę Rahbaga. Setyta targnął nogę w w górę i stracił równowagę upadając na plecy.
Rycerze podnieśli się z trudem i kulejąc natarli na siebie. Jednak paladyn stracił swoją precyzję. Część ciosów spadała na jego zbroję gniotą ją i wyginając.
Gnom wbiegł na taras podbiegając do Balin, wołając z daleka.
- I co? i co? Leżą?
- Już po paladynie - odpowiedział zaczerwieniony z emocji Fraki -
teraz może uratować go jedynie cud.
- Patrzcie - zapiszczał jakaś kobieta stojąca nieopodal Gusłka, ścierając z twarzy kroplę deszczu-
niebiosa już płaczą po Orafarze.
Kilkukrotnie trafiony Paladyn zatoczył się i po raz kolejny upadł. Jego los był przesądzony, on jednak zdawał się nadal się z nim nie godzić. Nim Rahbag go zdążył dobić, paladyn czerpiąc siłę z desperacji cisnął toporem. Topór wyrżnął półolbrzyma prosto między oczy wbijając się w jego hełm. Rahbag zaszamotał głową, ale broń paladyna tkwiła mocno. Czarny rycerz zdarł hełm z głowy prezentując zalana krwią twarz. Krew ciekłą mu z szerokiej rany na czole i zalewała oczy.
Orafar wstał i zatoczył w tył. Przytrzymał go jego giermek, który ponownie pojawił się na polu walki. Orafar odepchnął go wyciągając jego miecz i jednym płynnym cięciem w głowę posłał Rahbaga na kolana. Półolbrzym musiał mieć czaszkę jak ze stali bo miast umrzeć wpatrywał się w oczy swojego kata.
Strugi nagłego deszczu spłukiwały jego twarz podkreślając wysiłek i koncentrację setyty.
Orafar wzniósł miecz wysoko, aby go spuścić i ....
Skóra Gusłak zamrowiła, a wszystkie włosy na ciele zjeżyły się. Następny był oślepiający błysk i oszałamiający widok drgającego konwulsyjnie ciała paladyna. Jako ostatni dotarł przekraczający wszelkie skale głośności grzmot, pozostawiający w uszach jedynie jednostajny pisk.
Drayaharu wpatrywał się z rozwartymi do granic możliwości oczyma i ustami, jak porażone piorunem ciało Orafara zwija się konwulsyjnie i dymi. Jednak mimo to nadal się ruszało.
Oszołomiony i ogłuszony Huskun wstał na nogi, choć nawet nie wiedział kiedy upadł. W pobliżu rycerzy leżało tak, jak i on i Gusłek wiele osób jednak nie wszyscy wstawali.
Gusłek poczuł jak jakaś siła podrywa go z ziemi. To był Albert, szamotał nim i chyba coś wywrzaskiwał, jednak kapłan Piana widział jedynie poruszające się usta, bo nie dochodziły do niego żadne dźwięki. Giermek wskazywał mu czołgającego się po topór Rahbaga, który miała zamiar zdekapitować drgającego, odmiennego w etosie i wierze, oponenta.
- Przerwij walkę - odczytał z ust Alfreda Gusłek.
Gnom rzucił czar niepostrzeżenie.