Post
autor: Frater_Terry » 02 stycznia 2017, 17:06
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.
Drogę do wejścia do sanktuarium przebył w milczeniu, rozważając słowa Horacego na temat znienawidzonego Aurina Spiro. Imię to, widmo ciągnącego się za Terrym koszmaru, wciąż mroziło krew w jego żyłach. Nie spodziewał się, że będzie inaczej. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Postarał się przywołać emocje, które poczuł na wieść o śmierci swego prześladowcy. Pomogło mu się to uspokoić, jak i przekonać na własnej skórze, że minęło jeszcze zbyt mało czasu by spokojnie mógł o tym myśleć.
Po wejściu do Sanktuarium, dyskretnie rzucił okiem na swój bagaż. Nie wydało mu się, by ktoś go dotykał w międzyczasie, przeszedł więc obok obojętnym krokiem i oparł się plecami o sarkofag. Poczekał aż reszta pozajmuje miejsca. Horacy nie czekał. Z miejsca przeszedł do sedna swej wizji.
Czarna Victoria zaraz podjęła temat i zaczęła ubierać w słowa jego lęki. Wiedział, że to prawdopodobnie wynik wieloletniego zaszczucia, lecz nagle wszystko co padło z ust LaSobra miało sens. Szczególnie, że znał metody Spiro, wiedział w jaki sposób przez te wszystkie lata udawało mu się go odnaleźć, nieważne jak był ostrożny. Wiedział, w jaki sposób jego oprawca dobierał swoich agentów. I dlatego właśnie poczuł ogromną chęć spojrzenia Horacemmu w oczy. Ale te prawdziwe, nie skryte pod mocą Niewidoczności.
Dopiero słowa Łowcy pozwoliły mu odepchnąć od siebie koszmarną wizję, niosąc potwierdzenie tego co już wiedział. Sporym zaskoczeniem był też dla niego fakt, że nagroda w grze chodziła samopas, rzucało to nieco inne światło na całą partię. Nie bardzo tylko jeszcze wiedział jakie.
Uniósł się na rękach i usiadł na ciężkim wieku swego łoża. Zauważył przy okazji leżące z boku ciała, będące częścią ich dziwnej kolekcji. Przypomniało mu to sytuację przed domem, kiedy to z jego piersi sterczał kołek. Pamiętał jak wyczulona była jego percepcja, gdy nie mógł polegać na niczym innym.
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni nas doskonale słyszą. Znają treść naszych narad i nasze sekrety. To znaczy, że nie możemy ich wypuścić, zanim nasze śledztwo nie dobiegnie końca i wcale mi się ten fakt nie podoba.
Skupił uwagę na powrót na Horacym, który właśnie odkrył drugą warstwę portretu, którym bawił się od paru chwil. Uniósł brwi w zdziwieniu, widząc postaci na nowym, "sekretnym" obrazie. Szczególnie wizerunek Mrocznej Pani w towarzystwie Democritusa zbił go z tropu. Taka możliwość wprowadziła zbyt wiele chaosu w jego smutną, acz niezaskakującą wizję świata. Podążył wzrokiem za wskazującym szponem Nosferatu, niezmiernie ciekawy reakcji Victorii.
Nie spodziewał się odpowiedzi, która padła, szczególnie, że nie padła z ust Czarnej Victorii. Po raz pierwszy widział Darshana, któy stracił do kogoś cierpliwość. Zazwyczaj Mistyk wykazywał się nieziemskim wręcz opanowaniem i akceptacją otaczającego go świata. Tymczasem najwyraźniej coś co powiedział Nosferatu, zirytowało Ravnosa. Nie bardzo tylko wiedział co, chociaż mógł podejrzewać, że Darshan doszedł do podobnych wniosków co on sam wcześniej w sali rytualnej. Wzruszył więc ramionami, wyłapując z wypowiedzi Darshana te najważniejsze informacje, notując jednocześnie w głowie, żeby wymienić z nim kilka słów na osobności.
Przetarł oczy widząc reakcję Victorii na obraz. W pierwszym odruchu wydała się bowiem zignorować swoje uderzające podobieństwo do jednej z postaci. Co mogło być specjalnym zabiegiem mającym na celu odwrócenie uwagi, jak i szczerą radością kogoś z krwi LaSombra z nowego asa w rękawie.
Był szczerze zły. Na całą minioną noc. Nie przebiegła ona bowiem w sposób, w jaki oczekiwał. Chciałby, żeby już się skończyła, a jednocześnie bał się, że nie wystarczy im czasu. Zignorował więc poniekąd uwagę Darshana, gdy zabrał głos.
- Zgodnie z pozyskanymi przez nas dotychczas informacjami, zarówno Democritus jak i Regent klanu Tremere, są członkami Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers, stuletniego odłamu od sekty bardzo wiekowych Kainitów. W oryginalnym zakonie założeniem było przygotowanie się na przebudzenie Przedpotopowców, niech Łaska Pana nas przed nimi chroni. W Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers jest nim ich zabicie, zanim powstaną i odzyskają siły. Przypuszczalnie posiadają wiedzę na temat położenia śpiących Antediluvian.
- Spiro, który z Nieczystym paktował, najwyraźniej również do nich należał. Wiedział o upiorach, Cornstalku i o tym, że Virgini nie będzie można opuścić. Osobiście, w wizji zesłanej mi przez Boga Najwyższego widziałem jak brał udział w rytuale który skradł krew tamtej nocy. Później pani Regent badała księgę, której użyto w tym rytuale, co tłumaczyło by, dlaczego tak niewiele udało jej się z niej wyczytać.
- Kiedy byliśmy na audiencji u księcia, Darth Namtar dostał od Democtritusa przyzwolenie na walkę na terenie Elizjum. Książę wiedział, co się stanie w przypadku wygranej assamity. Zgodnie z tymi oczekiwaniami, Duch z Otchłani pożarł to plugastwo Panu niemiłe. Giovanni współpracowali z zakonem, ale Spiro uznał, że są im zbędni. Ale wkrótce po jego śmierci ostatecznej, pojawiają się oni u księcia.
- Pamiętacie co mówił Lucjusz? Przyszedł tu, by dowiedzieć się jakich członków na terenie Zachodniej Virgini zrzeszają pewne ugrupowania. Oczywiście zakładając, że znał prawdziwy cel wizyty tutaj, bądź co bądź został wykorzystany przez niesławnego Blue Cranea. Który z kolei został najwyraźniej najęty przez Regent, która pragnęła posiąść pewne informacje będące w posiadaniu Reda.
Przerwał nagle i ukrył twarz w dłoniach, pocierając jednocześnie skronie. Musiał zebrać myśli. Ciężko było mu się jednak skupić, jego spojrzenie wciąż wędrowało w stronę obrazu i skupionej na nim Czarnej Victorii.
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2017, 14:48 przez
Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.