PBF - Charleston by Night

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 02 stycznia 2017, 01:26

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Victoria przygladala sie z zainteresowaniem zmaganiem Horacego z obrazem i zastanawiala sie coz takiego przyciagnelo jego uwage. Normalnie wyrwala by mu go z rak, za to ze wogole go dotkna. Obraz nie mial jednak juz takiego znaczenia dla niej z racjii zniszczen. Gdy wkoncu Szczur wygral swoja batalie z materia, jej oczom ukazal sie portret szesciu niechybnych przedstawicieli klamu Lasombra z ksieciem na czele.

Uniosla wysoko brwi ze zdziwienia i nie mal podskoczyla z miejsca.

- Democritus?! Podpisany krwia... Zdaje sie ze rzeczywiscie mamy niezbity dowód co do jego pochodzenia. I to bardzo niebezpieczny... Dokladnie tak, jak powiedzial nam stary Ventrue. Ale co ten obraz robil pod spodem mojego portretu!

- Nie znam zadnego z wymienionych na nim imion. Twarze tez mi nic nie mowia... Ta kobieta.. - przejechala po podobiznie domniemanej Elviry - Ja nie wiem kim ona jest... Indie 1736... nic z tego nie rozumiem.

- Ciekawe czy Cleo... oh mam nadzieje ze sie w okoncu obudzi!
Viktoria poruszona egzaminuje dokladnie nabytek.
Spoiler!
czy imiona, twarze, nazwy i data rzeczywiscie nic mi nie mowia i czy ta kobieta wyglada rzeczywiscie jak ja? mam jakies pojecie co ten obraz robil pod spodem i jak to mozliwe wogole?
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 stycznia 2017, 17:06

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Drogę do wejścia do sanktuarium przebył w milczeniu, rozważając słowa Horacego na temat znienawidzonego Aurina Spiro. Imię to, widmo ciągnącego się za Terrym koszmaru, wciąż mroziło krew w jego żyłach. Nie spodziewał się, że będzie inaczej. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Postarał się przywołać emocje, które poczuł na wieść o śmierci swego prześladowcy. Pomogło mu się to uspokoić, jak i przekonać na własnej skórze, że minęło jeszcze zbyt mało czasu by spokojnie mógł o tym myśleć.

Po wejściu do Sanktuarium, dyskretnie rzucił okiem na swój bagaż. Nie wydało mu się, by ktoś go dotykał w międzyczasie, przeszedł więc obok obojętnym krokiem i oparł się plecami o sarkofag. Poczekał aż reszta pozajmuje miejsca. Horacy nie czekał. Z miejsca przeszedł do sedna swej wizji.

Czarna Victoria zaraz podjęła temat i zaczęła ubierać w słowa jego lęki. Wiedział, że to prawdopodobnie wynik wieloletniego zaszczucia, lecz nagle wszystko co padło z ust LaSobra miało sens. Szczególnie, że znał metody Spiro, wiedział w jaki sposób przez te wszystkie lata udawało mu się go odnaleźć, nieważne jak był ostrożny. Wiedział, w jaki sposób jego oprawca dobierał swoich agentów. I dlatego właśnie poczuł ogromną chęć spojrzenia Horacemmu w oczy. Ale te prawdziwe, nie skryte pod mocą Niewidoczności.

Dopiero słowa Łowcy pozwoliły mu odepchnąć od siebie koszmarną wizję, niosąc potwierdzenie tego co już wiedział. Sporym zaskoczeniem był też dla niego fakt, że nagroda w grze chodziła samopas, rzucało to nieco inne światło na całą partię. Nie bardzo tylko jeszcze wiedział jakie.

Uniósł się na rękach i usiadł na ciężkim wieku swego łoża. Zauważył przy okazji leżące z boku ciała, będące częścią ich dziwnej kolekcji. Przypomniało mu to sytuację przed domem, kiedy to z jego piersi sterczał kołek. Pamiętał jak wyczulona była jego percepcja, gdy nie mógł polegać na niczym innym.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni nas doskonale słyszą. Znają treść naszych narad i nasze sekrety. To znaczy, że nie możemy ich wypuścić, zanim nasze śledztwo nie dobiegnie końca i wcale mi się ten fakt nie podoba.

Skupił uwagę na powrót na Horacym, który właśnie odkrył drugą warstwę portretu, którym bawił się od paru chwil. Uniósł brwi w zdziwieniu, widząc postaci na nowym, "sekretnym" obrazie. Szczególnie wizerunek Mrocznej Pani w towarzystwie Democritusa zbił go z tropu. Taka możliwość wprowadziła zbyt wiele chaosu w jego smutną, acz niezaskakującą wizję świata. Podążył wzrokiem za wskazującym szponem Nosferatu, niezmiernie ciekawy reakcji Victorii.

Nie spodziewał się odpowiedzi, która padła, szczególnie, że nie padła z ust Czarnej Victorii. Po raz pierwszy widział Darshana, któy stracił do kogoś cierpliwość. Zazwyczaj Mistyk wykazywał się nieziemskim wręcz opanowaniem i akceptacją otaczającego go świata. Tymczasem najwyraźniej coś co powiedział Nosferatu, zirytowało Ravnosa. Nie bardzo tylko wiedział co, chociaż mógł podejrzewać, że Darshan doszedł do podobnych wniosków co on sam wcześniej w sali rytualnej. Wzruszył więc ramionami, wyłapując z wypowiedzi Darshana te najważniejsze informacje, notując jednocześnie w głowie, żeby wymienić z nim kilka słów na osobności.

Przetarł oczy widząc reakcję Victorii na obraz. W pierwszym odruchu wydała się bowiem zignorować swoje uderzające podobieństwo do jednej z postaci. Co mogło być specjalnym zabiegiem mającym na celu odwrócenie uwagi, jak i szczerą radością kogoś z krwi LaSombra z nowego asa w rękawie.

Był szczerze zły. Na całą minioną noc. Nie przebiegła ona bowiem w sposób, w jaki oczekiwał. Chciałby, żeby już się skończyła, a jednocześnie bał się, że nie wystarczy im czasu. Zignorował więc poniekąd uwagę Darshana, gdy zabrał głos.

- Zgodnie z pozyskanymi przez nas dotychczas informacjami, zarówno Democritus jak i Regent klanu Tremere, są członkami Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers, stuletniego odłamu od sekty bardzo wiekowych Kainitów. W oryginalnym zakonie założeniem było przygotowanie się na przebudzenie Przedpotopowców, niech Łaska Pana nas przed nimi chroni. W Imperial Order of the Master Edenic Groundkeepers jest nim ich zabicie, zanim powstaną i odzyskają siły. Przypuszczalnie posiadają wiedzę na temat położenia śpiących Antediluvian.

- Spiro, który z Nieczystym paktował, najwyraźniej również do nich należał. Wiedział o upiorach, Cornstalku i o tym, że Virgini nie będzie można opuścić. Osobiście, w wizji zesłanej mi przez Boga Najwyższego widziałem jak brał udział w rytuale który skradł krew tamtej nocy. Później pani Regent badała księgę, której użyto w tym rytuale, co tłumaczyło by, dlaczego tak niewiele udało jej się z niej wyczytać.

- Kiedy byliśmy na audiencji u księcia, Darth Namtar dostał od Democtritusa przyzwolenie na walkę na terenie Elizjum. Książę wiedział, co się stanie w przypadku wygranej assamity. Zgodnie z tymi oczekiwaniami, Duch z Otchłani pożarł to plugastwo Panu niemiłe. Giovanni współpracowali z zakonem, ale Spiro uznał, że są im zbędni. Ale wkrótce po jego śmierci ostatecznej, pojawiają się oni u księcia.

- Pamiętacie co mówił Lucjusz? Przyszedł tu, by dowiedzieć się jakich członków na terenie Zachodniej Virgini zrzeszają pewne ugrupowania. Oczywiście zakładając, że znał prawdziwy cel wizyty tutaj, bądź co bądź został wykorzystany przez niesławnego Blue Cranea. Który z kolei został najwyraźniej najęty przez Regent, która pragnęła posiąść pewne informacje będące w posiadaniu Reda.

Przerwał nagle i ukrył twarz w dłoniach, pocierając jednocześnie skronie. Musiał zebrać myśli. Ciężko było mu się jednak skupić, jego spojrzenie wciąż wędrowało w stronę obrazu i skupionej na nim Czarnej Victorii.
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2017, 14:48 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 stycznia 2017, 14:55

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium, 11.08.1993, przed świtem.

Wysłuchał tego, co mają do powiedzenia Niewierni, jedną ręką gładząc delikatnie kolbę leżącego na kolanach karabinu. I gdy Victoria zakończyła oględziny malowidła, a Terry umilkł, skrywając twarz w dłoniach, Morderca wstał z sarkofagu i sięgnął po obraz. Nie mówiąc ani słowa przyjrzał się mu, starając się zapamiętać twarze. Następnie odwrócił płótno, rozwijając je na wieku kamiennej trumny. Pochylił się nad nim w skupieniu, a w jego dłoni błysnął skalpel. Nim Lasombra zdążyła zareagować Assamita zadrapał lekko tył tajemniczego obrazu i zlizał z ostrza rdzawy nalot.

- Klan Nocy - potwierdził. Po czym przerwał sprawdzając krew kolejnej sygnatury.

- Sami Strażnicy - odezwał się gdy skończył. - To nie jest krew Viktorii. Ta kobieta ma Dziewiąte Pokolenie. Chyba więc nie muszę nikogo zabijać za zdradę - błysnął zębami w uśmiechu, nie kryjąc jak bardzo ubawiłaby go ta opcja.

- Democritus ma szóste. Nieźle - dodał przejeżdżając językiem po zębach.

Wyprostował się i zwinął starannie obraz, po czym oddał go Victorii. Spojrzał na Horacego i przekrzywił lekko głowę przypominając sobie o jego niedawnym pytaniu.

- Akhkharu to nie imię - powiedział w końcu. - To określenie istot takich jak my. I gdyby był on jednym z Wiernych wyrwałbym ci język za tę obelgę. Khajaf!* Nikt z mych braci nie porzuca Prawdziwej Ścieżki. Zapamiętaj to, ya zebala.** Zdrada jest mamnú'a,*** to zabawka kuffr.

Wypluł ostatnie słowa tak, jak wypluwa się jad z zatrutej rany, po czym wrócił na miejsce, siadając ponownie na sarkofagu. Mimo ciemnych okularów, które całkowicie skrywały oczy Mordercy, Horacy mógł wyczuć skupione na nim spojrzenie - chłodne i uważne, którym taksował go Assamita.

- Los odmówił mu tego, czym obdarzył mnie - Namtar powrócił po chwili do przerwanej myśli, najwyraźniej nadal mając na myśli Spokrewnionego z tajemniczej Linii Krwi. - Nie dał mu możliwości poznania Haqq**** i wstąpienia na Ścieżkę. Jednak w jego żyłach płynie krew mego Klanu. Dlatego nie mogę odmówić mu łaski nawrócenia. Mi też ktoś pomógł kiedyś. Gdyby nie to, błądziłbym we mgle przeklętych kłamstw podobnie jak on. Yel'an deen omak!***** Słowa Niewiernych zatruwają duszę, gdy nie zna się Prawdy, a każdy, kto nie jest na Ścieżce, błądzi. Mektub.

Potrząsnął głową i zamilkł, ucinając temat. Oparł się o ścianę dobywając zza pasa sztyletu i począł z uwagą przyglądać się jego ostrzu, najwyraźniej oceniając jego stan. I choć ruchy Mordercy nadal były spokojne, a jego głos pozostawał obojętny, obecni mieli wrażenie, że ta chwila milczenia skrywa o wiele głębsze emocje. Assamita bowiem rzadko rezygnował z preferowanej lapidarności wypowiedzi, wygłaszając podobne tyrady. Jasnym było, iż sprawa Nieumarłego z bliźniaczej Linii Krwi, była dla niego o wiele bardziej istotna niż chciał to okazać.

- Myślałem nad tym co rzekł Horacy - odezwał się wreszcie, zmieniając temat. - Wydaje się to prawdopodobne. Tamten pamięta to wszystko i może żywić pragnienie zemsty. Aadhi.****** Nie wiem tylko, czy jest sam. To co tu widzimy to zemsta kilab,******* skrywających się pod skradzionym mianem Brujah. Dotknie ona Starszych z Domów, które odpowiedzialne są za zniszczenie Kartaginy: Ventrue, Lasombra, Nosferatu, Malkavian i Torreador. Bękarty czekały długo by móc to uczynić. Popłynie więcej krwi.

Uśmiechnął się lekko, myśląc o czerwieni na ulicach. To zawsze poprawiało mu nastrój. Kontynuując swą myśl, przekrzywił lekko dłoń, bawiąc się refleksami światła na ostrzu khanjar.

- Dla mnie wygląda to tak: Zakon Gehenny zbudował na tej ziemi pułapkę, by schwytać w nią Przedpotopowca. Więc ktoś taki spoczywa w okolicy. Użyli efritów, być może korzystając z pomocy Giovani. Na to wskazuje wizja Horacego. Shraameet******** Brujah musieli wiedzieć o tym wcześniej. Zwabili tu Starszych z wielu Klanów pod pozorem gry. Teraz sidła się zatrzasnęły i gracze poznają, że są ofiarami... Być może w zasadzkę wpadną także ci, którzy ją stworzyli. Czy Marconius uczynił to świadomie czy pod wpływem bękartów Brujah? Al'ama, areed areef.********* Zgaduję, że może pragnąć zemsty na klanie, który go odrzucił. Nie wiem także, jaką rolę ma ten... Akhkharu, skoro chcesz tak go nazywać... Jest tylko ostrzem czy ręką, która trzyma khanjar? Nie widzę jednak sensu spekulować. Puste gadanie cieszy tylko niewiasty. Mamy za mało informacji i należy je zdobyć. Goratrix może nam pomóc. Poza tym pamiętam, że Terry mówił o Mitrasie. Jeśli on tu jest, zemsta Krzykaczy uderzy też w niego. Czy nie przelał krwi pod Kartaginą? - uśmiechnął się zimno, pozwalając, by ostatnie pytanie zawisło w cienistej przestrzeni Sanktuarium.



* arab. - Przynosisz sobie wstyd!
** arab. - śmieciu
*** arab. - zabroniona.
**** arab. Pr