Strona 74 z 170
: 22 listopada 2013, 20:30
autor: Keth
"Rezolutny Goblin", noc 38 dnia kepon-ranu
Huskun oszacował bacznym wzrokiem tłoczących się w karczmie gości, łowiąc uchem pijackie śmiechy, zaśpiewki, sprośne żarty i dźwięki skocznej muzyki wygrywanej przez trójkę nader uzdolnionych gęślarzy. Odsunąwszy od siebie wylizaną do czysta miskę zaklinacz przeniósł spojrzenie na zasępionego nieco Gusłka, pojmując w mig powód zatroskania swego świątobliwego mentora.
- Dług da się spłacić, mości Gusłaku - oznajmił uspokajającym tonem goblin, machając jednocześnie ręką w stronę przechodzącego opodal karczmarza - Panie Hurgon, pozwólcie do nas na chwilkę!
Właściciel uwolnionej cudownie od zmory karczmy zdawał sobie doskonale sprawę z tego jak ważnym gościem pozostawał dla niego pianicki kapłan, toteż nie puścił okrzyku Huskuna mimo uszu, tylko podszedł czym prędzej do zajmowanej przez człowieka i goblina alkowy.
- Świątobliwy Gusłak chciałby się dowiedzieć, czy mieszka tu kto w tym waszym mieście, kto talentny jest w przepisywaniu czarodziejskich pergaminów, panie Hurgonie? Znacie wy kogoś takiego? Może ten katanicki kapłan, którego żeście już wspominali? Albo jaki inny nieznany nam magik?
Badam kwestię odpłatnego napisania kilku pergaminów. Jeśli w mieście nikogo takiego nie ma, odprawiam karczmarza i wracam do tematu długu Gusłka. MG, przypomnij nam proszę, ile tego długu jest i kim jest właściwie ów wierzyciel?
: 23 listopada 2013, 12:58
autor: deliad
Kupiecka piwniczka, noc, 38 dzień kepon-ranu
Młot z trzaskiem łamanych desek przebił się przez tylną ścianę regału i zmiażdżył leżącą na pułce figurkę krasnoluda grającego na trąbie. Zaraz potem został szarpnięty w tył i pozostała po nim obszerna dziura.
Obserwujący to Balin splunął strugą ślini i przetarł usta zalewane strugami wartko płynącej ze złamanego nosa krwi. Kinol zaczynał już puchnąć, a opuchlizna okolic oczu nieco utrudniała widzenie. Jakby tego było mało skrzywiony nosal wżynał się w twarz i drażnił złamani, przy okazji uniemożliwiając ściągnięcie hełmu.
Na tarasujący przejście regał trafił następny przypchany przez Frakiego z pomocnikiem oraz jeszcze jeden przesunięty siłami Barthura i orka ze straży miejskiej.
Dopiero dłuższe nalegania Imaginarusa spowodowały rozwarcie klapy w podłodze. Dziesiętnik rad, nierad, zgodził się na tak ryzykowne posunięcie, poinformowany o konsekwencjach dopuszczenia do śmierci szlachcica.
Strażnicy szybko pomogli wynieść nieprzytomnego Bazookh oraz wyjść rannym. Gdy to uczyniono, klapę do piwnicy zamknięto powtórnie i zasunięto szafą i częściowo dwom ciężkimi kuframi.
Fraki powiódł ocalałych do kuchni gdzie postawił na stół flaszkę spirytusu najlepszej krasnoludzkiej próby. Czeladnika zaś posłał po astrologa, który wyznawał się także na leczeniu ran. Bazookha zaś złożono na łożu upewniwszy się prędzej, że jego rany nie krwawią.
- Nie wiem czy strzyma... - wysapał Fraki nalewając każdemu po kubku spirytusu. Pomiarkowawszy się, że jego wypowiedź może być źle zrozumiana dodał -
klapa, nie Bazookh. Być może trza nam będzie ratować się opuszczeniem mojego domostwa. Kiedy wreszcie przylezie tan kapłan. Do kroćset... twarde te jaszczury.
Technicznie:
Udany rzut (12) na charyzmę Draya i nieudany na odp. nr 2 dziesiętnika otwiera wam drogę odwrotu.
Klapa może nie wytrzymać dłuższego natarcia nieumarłych. Kapłana Katania nadal nie widać.
: 23 listopada 2013, 13:08
autor: deliad
"Rezolutny Goblin", noc 38 dnia kepon-ranu
Karczmarz uśmiechnął się szeroko widząc Huskuna. Wysłuchawszy pytania zmarszczył czoło intensywnie myśląc.
- Hmmm. Niech pomyślę. Magów ci u nas niema, no chyba, że przyjezdni, ale takich nie znam. Czekaj, czekaj. Już wiem. Alchemik! Imienia nie pamiętam. Tak tam gnom moczymorda. Mieszka tu nie daleko. Możecie spróbować.
Na Gusłak dybie miejscowa organizacja przestępcza nazywająca się Mrocznymi. Dług wynosi 100 sztuk złota. Gusłek ma z nimi "umówione" spotkanie jutro po zmroku w portowym magazynie o numerze 13.
Hurgon objaśnia wam drogę do alchemika, blisko z 10 minut marszem.
: 23 listopada 2013, 14:07
autor: 8art
Macie szczeście Balinie, żem kowal, - Barthur splunął w ręce: - bo mi się zdaje, że ten hełm nie zdejmiecie bez moja pomoc, no chyba że razem z kinolem. Zaraz pyrlikiem walne i zejdzie gładko.
Watek techniczny
Najpierw zajmiemy sie rannymi, potem jak mi kto hufnali da, to klape zabije tak, ze jej nawet sam czarnotrup nie wyrwie:)
: 24 listopada 2013, 23:11
autor: vampire1308
no to widze,że zdechlak mnie rozłożył:( przykro panowie może pomyślicie o mnie?? jakieś zatamowanie krwawienia coś w tym stylu??
: 25 listopada 2013, 15:38
autor: Keth
Odnośnie tarapatów Gusłka. Skoro spotkanie z wierzycielami odbędzie się dopiero następnego dnia po zmroku, to doskonała okazja do odpowiednich przygotowań. Po pierwsze, musimy zainscenizować odpowiednią atmosferę na wstępie rycerskiego pojedynku, by kreować wracającego do miasta Gusłka jako kleryka zupełnie nowego (i dużo większego) kalibru. Już Huskuna w tym głowa jak to zrobić (czyt. czekamy cierpliwie, aż akcja przeniesie się do tego spektakularnego starcia). W ostateczności zapłacimy te 100 złt, ale Huskun będzie wpierw próbował ugrać coś dla drużyny. Co do wypadu do magazynu szajki, proponuję zabrać ze sobą Barthura jako dodatkową obstawę (większa ekipa mogłaby spłoszyć drabów, chociaż jeśli uważacie inaczej, jestem otwarty na propozycje).
Przepisywanie scrolli to następna kwestia do załatwienia i proponuję uderzyć do gnomiego moczymordy natychmiast po zakończeniu rycerskiego pojedynku. I myślę, że Gusłek nie powinien dzisiaj zbyt długo pić, poświęcając kawałek wieczoru na przestudiowanie przynajmniej jednego wybranego nowego czaru z księgi ariańskiego kleryka. Namakemono, co Ty na to?
: 25 listopada 2013, 18:21
autor: namakemono
Oczywiście, że tak.
Dodatkowo - trzeba przypilnować wizyty u czarnego rycerza przed pojedynkiem, wolałbym nie zostawiać rozmowy na ostatnią chwilę przed walką.
: 25 listopada 2013, 18:50
autor: Keth
Już widzę, że wieczór nie wystarczy, bo zasady nakazują poświęcić jeden dzień nauki na każdy jeden krąg czaru. Skoro tak, sugerowałbym Gusłkowi inwestycję dwóch dni w zgłębienie runów składających się na zaklęcie
Niewidzialność dla umarłych (drugi krąg) - zważywszy na to, co się dzieje w mieście i jego okolicach, to chyba całkiem rozsądna inwestycja i bardzo na czasie!
Skoro kleryk chce koniecznie odwiedzić czarnego rycerza, to weźmy proszę kogoś jeszcze ze sobą - i tu ponownie na myśl przychodzi mi Barthur, bo też półolbrzym i skoro będzie największy z nas trzech, to może czarny rzuci się na niego w pierwszej kolejności, jeśli się wkurzy?

: 25 listopada 2013, 19:37
autor: deliad
Dom Frakiego, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Zmroczony ciosem w głowę Balin nic nie odpowiedział na propozycję Barthura tylko wychylił kubek spirytusy. To, że później też nic nie odpowiedział, dziwnym nie było, bo tak zacny trunek potrafił odebrać mowę na kilka minut, a w przypadku słabeuszy to i na całe życie. Balin jednak do słabeuszy nie należał, takoż sięgnął po drugi kubek. Barthur w mig zrozumiał, że to ino znieczulenie przed zbliżającym się zabiegiem, dlatego zabrał się do roboty.
Cały problem polegał na tym, że nosal hełmu wygiął się i wgniatał w krwawiący nos krasnoluda. Na domiar złego dołączyła do tego opuchlizna otaczająca ten kawał żelastwa, a przy okazji zasłaniająca oczy. Należało działać niezwłocznie, póki krew nie krzepła i nie chowała pod strupem wygiętych części hełmu.
Barthur rozejrzał się po pomieszczeniu i w końcu zdecydował się na żelazny, okrągło zakończony nuż do smarowania placków agawy. Ustaliwszy głowę Balina w sinym uścisku dłoni Frakiego, wróżbita zabrał się do odginania nosala. Cóż ... udało się dopiero za trzecim razem, ale bez dodatkowych uszkodzeń twarzy.
W tejże chwili w holu zatłoczyło się. Pierwej od odzianej w pozłacane kirysy straży świątynnej, później przydreptał zgarbiona staruszka kompletnie pozbawiona zębów.
Fraki przeprowadził Nieulękłch do bardziej przestronnych wnętrz na piętrze, a sam czym prędzej pobiegł do kapłana.
Nad ułożonym na ławie Bazookhiem pochylała się starowina marszcząc się, mamrocząc i wcierając w okolice rany jakoweś śmierdzące maści. Gdy skończyła, podeszła do Balina i wcisnęła mu w dłoń coś co wyglądało i śmierdziało jak zawinięte w onucę końskie łajno.
Tym czasem w nieopodal położonej karczmie "Pod rezolutnym Goblinem", uradzono, że sprawę długów Gusłak trzeba załatwić niezwłocznie w miarę możliwości obniżając koszty tychże zabiegów. Kapłan Piana, bogatszy o siedem sztuk złotych monet i garść srebrników, zdobyte głównie za doradzanie jak tu chędożyć coby zbrzuchacić, ruszył do spokojniejszego pokoju na piętrze, gdzie przy świetle świec zaczął zgłębiać sztukę magiczną ukrytą w opasłym tomisku zdobytym całkiem legalnie od nieświadomego swoich poczynać i umierającego z pomąconymi myślami kapłana Arianny.
Stan Bazookha stabilny. Hełm Balina ściągnięty. Nadciągnęła odsiecz w postaci kapłana ze swoją strażą. Zachowanie Frakiego sugeruje, że wolałby, abyście ze wspomnianym kapłanem nie wchodzili w żadne interakcje.
: 25 listopada 2013, 21:35
autor: Araven
A co mam z tym zrobić dobra kobieto, ranny jestem w wiele miejsc.
Dzięki Barthurze, żeś mnie wydobył z tego żelastwa.
: 25 listopada 2013, 23:52
autor: 8art
- Przeca nie tylko wróżbitą jestem, ale i kowalem. Myśla, że nie bydzie tak źle z kinolem, bo przeca się bez pyrlika obyło. Bierz tyn śmierdzący łopatrunek co Ci babka lepsza daje, bo tyż się na swoja robota zna. Pewno nie zaszkodzi, a pomóc może.
Watek techniczny
W rozmowe z kapłanem się nie wdaję, jak Fraki sobie życzy, tym bardziej, że sam jestem z kasty klerycznej, choć dość specyficznie postrzegam swoją pianicką misję:)
Co do pomysłu pójścia do czarnego rycerza, to chętnie się udam z Huskunem i Gusłkiem, jeśli tylko znajdę się (cały i z grubsza zdrowy) w odpowiednim czasie w naszej bazie wypadowej.
: 26 listopada 2013, 09:23
autor: deliad
Dom Frakiego, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Sprawy u Frakiego rozwiązały się bardzo szybko. Tak szybko, że Nieulękli mogliby odczuć wstyd z tego powodu. Ich wcześniejsza obecność w piwnicy została przemilczana, a kapłan nie drążył tematu. Jego myśli zaprzątał sarkofag, który został odtransportowany do świątyni Katana.
- Uff, żal tylko tego strażnika - sapnął Fraki -
psia mać, jakbym wiedział, że kapłani mogą tak w mig załatwić martwiaka, to bym Balinowi do wsparcie Gusłaka przekonał do interwencji. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Wiem, żeście dumni i honorowi i o zapłatę nie poprosicie, jednak zezwólcie chociaż, że pokryję koszty waszego leczenia. Ta zielara może niegadatliwa i nieurodziwa, ale rzeczy się zna. Wykuruje was prędzikiem. Wasz kompan Bazookh nabiera rumieńców, to pewnikiem się wyliże.
Sprawy u Frakiego załatwione. Możecie przenocować u niego lub wrócić do karczmy. Co z Bazookhiem? Balin stawia go na nogi "Przełamaniem słabości" czy pozwala działać naturze i leczniczym balsamom. W razie tego drugiego rozwiązania Bazookh obudzi się w nocy dnia następnego. Zabieracie go ze sobą czy zostawiacie?
: 26 listopada 2013, 10:14
autor: Araven
Balin rzuca Przełamanie Słabości na Bazookha, potem wracamy do naszej karczmy.
: 27 listopada 2013, 07:01
autor: deliad
Pod rezolutnym goblinem, przed północą, 38 dzień kepon-ranu
Balin lubił czar przełamanie słabości. Po pierwsze był stosunkowo łatwy i szybki. Po drugie niezbyt kosztowny jeżeli idzie o zużycie potencjału magicznego. Po trzecie był dość widowiskowy i efektowny. Bo czy może być coś lepszego na ukazanie niezmierzonej mocy Gotam-gora niż przywrócenie do przytomności choćby najbardziej poharatanego woja, często podziurawionego przez liczne strzały lub z wlekącymi się po ziemi flakami? Otóż nie! Można nawet dodać po czwarte. Osobnik poddany takiemu czarowi, najczęściej będący już jedną nogą w grobie, z wolna rozwiera oczy, powracając do świata żyjących oczy i co widzi? Widzi ojcowsko zatroskaną o wiernego wyznawcę twarz kapłana niczym personifikacje samego Gotam-gora.
Takież to myśli snuły się po głowie Balina, po tym jak udało mu się postawić na nogi Bazookha. Być może po to aby przytłumić uczucie wstydu i porażki jakiej doznał w piwnicy Frakiego.
W takich właśnie nastrojach Nieulękli dotarli do karczmy "Pod rezolutnym goblinem", gdzie swawolił Huskun, a dla odmiany Gusłek zażywał nauk magicznych na piętrze.
: 27 listopada 2013, 21:23
autor: Dobro
- To dopiero była przygoda! - powiedział uśmiechnięty gnom, gdy oberżysta stawiał przy nim ociekające pianą piwo. - Kto by pomyślał, że kapłan tak szybko w pył rozniesie te truposze! Hah! A pamiętacie... - ostry wzrok Balina skutecznie uciszył Drayaharusa, któremu mina w ksztalcie litery "U" odwróciła się o 180 stopni.
- A czy to jutro nie walczą czarny rycerz z paladynem? - zagaił, po kilku głębszych łykach.