Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595
- Myślę, że spokojne powstrzymanie ich przed wtargnięciem do tej komnaty całkowicie wystarczy by przygotować rannego. Kapitanie, proszę zając się Anabaptystami i kupić nam choćby nieco czasu.
Abdel odprowadził wzrokiem Perraulta. Plan był zgoła innych. Widział właśnie kapitana Perraulta jako ofiarę, a to wszystko w związku z karą jaką planował wymierzyć za umieszczenie ambasadora w tej ruderze. Miał wielką ochotę patrzeć jak tenże kroi się nożem do mięsa, sam sobie wymierzając sprawiedliwość. Celny argument sierżanta pokrzyżował mu jednaka te plany i dalsze naleganie byłoby dosyć podejrzane w tej sytuacji.
Niestety, zemsta będzie musiała poczekać. A to wszystko przez tego głupca.
Spojrzał ukradkiem, nienawistnym spojrzeniem na sierżanta i postanowił niezwłocznie dodać go do lity osób które już dziedzicowi podpadły, a których to nastrój już wkrótce planował zburzyć.
Dziedzic spojrzał na Dumasa trzęsącego się niczym galareta, który już gorączkowo myślał jak gładko wyjść z tej sytuacji bez upuszczenia kropli krwi.
- Wiem co chce pan powiedzieć panie Dumas. Jak wielki to zaszczyt będzie dla pana i et cetra. Ale naprawdę nie mamy teraz czasu na górnolotne mowy. Z góry dziękuję w imieniu Ventricule i mojego rodu. Panie Barthez. Proszę niezwłocznie pomóc naszemu skarbnikowi. Obawiam się że nasz dobrotliwy Dumas, mimo jakże szczerych chęci, nie będzie miał dość umiejętności by zadać sobie profesjonalną ranę. Lokację pozostawiamy panu do wyboru. Spieszmy się Panowie, kapitan nie kupi nam dużo czasu, ma ich tylko spowolnić, a nie zatrzymać.
PBF - Błogosławiona Krew
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Ostatnio zmieniony 16 kwietnia 2019, 22:28 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595
Dumas patrzył wielkimi ze zdziwniemnia oczyma na dziedzica. Nie spodziewał się chyba, że Abdel skłonny będzie powierzyć mu takie szlachetne zadanie. Jemu, osobie, która piastowała w delegacji najważniejszą funkcję. Bez niego przecież nikt nie będzie w stanie ogarnąć biurokratycznych i finansowych niuansów!
Rzucił okiem na najemnika, który tylko beznamiętnie przytaknął dziedzicowi niczym wytresowany pies i wziął ze stołu szpikulec do lodu i płócienną chustę.
- Do usług jaśnie panie. – poweidział tylko Nathan z miną, a której można było wyczytać śmiertelną powagę.
Dumas przełknął ślinę przerażony. To działo się naprawdę. Alpejczyk schował przykrył szpikulec płótnem i ruszył spokojnie ku skarbnikowi. Resztki odwagi jakie miał miał Dumas zniknęły ulegając panicznemu strachowi zwierzyny łownej. Skarbnik odwrócił się na pięcie i chciał skoczyć ku drzwiom, lecz nie wiadomo w jaki sposób Barthez już przy nim był i schwytał mężczyznę w żelaznym uścisku szeptając cicho:
- Nie wierzgaj jaśnie panie bo jeszcze naruszę witalne narządy.
Dumas chciał ryknąć z bólu, gdy szpikulec wbijał się z chirurgiczną precyzją w jego bok, ale dłoń najemnika na jego ustach całkowicie stłumił krzyk. Potem stracił przytomność.
- Będzie wyglądać jak rana postrzałowa ze skałkowej broni palnej – oświadczył oschle najemnik, delikatnie osuwając Dumasa na podłogę. Zdjął płótno ze szpikulca i przycisnął do rany, dodając : - Choć lekarz z prawdziwego zdarzenia może mieć wątpliwości co do tego.
Dumas leżał z wywróconymi oczyma, przedstawiając dośc makabryczny widok, ale Nathan z trudem utrzymywał poważną minę. Rana jaką uczynił była ledwo draśnięciem na boku, tuż nad miednicą i nie mogła sięgnąć żadnych witalnych organów. Skarbnikowi nie groziło żadne poważne niebezpieczeństwo. Ot kilka szwów i dezynfekcja. No chyba że służba przed podaniem szpikulca na pański stół wpierw nim gnój przerzucała.
- Mam przypalić ranę, czy jaśnie pan woli pozostawić kwestie leczenia Szpitalnikowi?
Dumas patrzył wielkimi ze zdziwniemnia oczyma na dziedzica. Nie spodziewał się chyba, że Abdel skłonny będzie powierzyć mu takie szlachetne zadanie. Jemu, osobie, która piastowała w delegacji najważniejszą funkcję. Bez niego przecież nikt nie będzie w stanie ogarnąć biurokratycznych i finansowych niuansów!
Rzucił okiem na najemnika, który tylko beznamiętnie przytaknął dziedzicowi niczym wytresowany pies i wziął ze stołu szpikulec do lodu i płócienną chustę.
- Do usług jaśnie panie. – poweidział tylko Nathan z miną, a której można było wyczytać śmiertelną powagę.
Dumas przełknął ślinę przerażony. To działo się naprawdę. Alpejczyk schował przykrył szpikulec płótnem i ruszył spokojnie ku skarbnikowi. Resztki odwagi jakie miał miał Dumas zniknęły ulegając panicznemu strachowi zwierzyny łownej. Skarbnik odwrócił się na pięcie i chciał skoczyć ku drzwiom, lecz nie wiadomo w jaki sposób Barthez już przy nim był i schwytał mężczyznę w żelaznym uścisku szeptając cicho:
- Nie wierzgaj jaśnie panie bo jeszcze naruszę witalne narządy.
Dumas chciał ryknąć z bólu, gdy szpikulec wbijał się z chirurgiczną precyzją w jego bok, ale dłoń najemnika na jego ustach całkowicie stłumił krzyk. Potem stracił przytomność.
- Będzie wyglądać jak rana postrzałowa ze skałkowej broni palnej – oświadczył oschle najemnik, delikatnie osuwając Dumasa na podłogę. Zdjął płótno ze szpikulca i przycisnął do rany, dodając : - Choć lekarz z prawdziwego zdarzenia może mieć wątpliwości co do tego.
Dumas leżał z wywróconymi oczyma, przedstawiając dośc makabryczny widok, ale Nathan z trudem utrzymywał poważną minę. Rana jaką uczynił była ledwo draśnięciem na boku, tuż nad miednicą i nie mogła sięgnąć żadnych witalnych organów. Skarbnikowi nie groziło żadne poważne niebezpieczeństwo. Ot kilka szwów i dezynfekcja. No chyba że służba przed podaniem szpikulca na pański stół wpierw nim gnój przerzucała.
- Mam przypalić ranę, czy jaśnie pan woli pozostawić kwestie leczenia Szpitalnikowi?
Nathan przebija bok Dumasa na wylot szpikulcem powleczonym płótnem (kule z prochowej broni palnej są owijane płótnem). Staram się to zrobić tak żeby to była rana jak najbliżej krawędzi ciała i wyglądała na postrzał z broni palnej. Myślę, że dobór narzędzi temu sprzyja.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595
Dziedzic początkowo przyglądał się temu jak potraktował szef ochrony skarbnika. Wpierw z z zaciekawieniem, szybko jednakże stracił zainteresowanie. Dumas okazał się zbyt mało odporny na ból co spowodowało, że niemal od razu zemdlał. Takiego zachowania Abdel nie tolerował, a nawet nim gardził. Brakowało w nim bowiem jakiejkolwiek samczej godności w znoszeniu cierpienia.
Większość męskiej populacji miała tolerancję bólu na znacznie wyższym poziomie niż jegomość Dumas, co całą zabawę czyniło znacznie bardziej ciekawą. Choć oczywistym dla Abdela było, że mimo wszystko to jednak kobiety potrafiły znieść znacznie więcej bólu niż mężczyźni, i więcej by się mogło zdawać sądząc po ich słabszej posturze. No i cierpiały przy tym jakoś tak piękniej, wytworniej jakby. Dziedzic odkrył to w ramach swoich indywidualnych obserwacji prowadzonych przez ostatnie lata. Pod jego rózgą przewinęła się wystarczająca ilośc niewiast i mężczyzn by mógł śmiało stwierdzić, że znalazł pewną prawidłowość cierpienia. Natura przyzwyczaiła kobiety do porodów i bólów z tym związanych. Wieki ewolucji, na które składały się także liczne razy wymierzane przez kolejne pokolenia mężów, również dodawały im umiejętności w odpowiednim przyjmowaniu katuszy. Ich twarze były jakby stworzone do epatowania cierpieniem, w wyrazie który Abdel śmiało określał jako ekscytujący i podniecający za razem. Oddawały pełen bukiet otrzymywanych tortur. Nienawistnie wykrzywione twarze od pierwszych uderzeń rózgi z czasem przemieniały się w pełne napięcia oczekiwanie na kolejene razy rózgi, które tylko doświadczony kat i oprawca potrafił dobrze wymierzyć. Do tego była zaś potrzebna pewna wyrafinowana empatia. Podobno już starożytni odkryli, iż wówczas sam ból stawał się uczuciem najbardziej zbliżonym do orgazmu. Dumas zaś, doszedł zaś zbyt szybko. Nieelegancko ponieważ łapczywie.
Podobno istniały kobiety, które potrafiły czerpać przyjemność z odbierania tego co Abdel tak hojnie rozdawał w kazamatach Montpelliere przy pomocy rózgi, kagańca i innych bardziej już wymyślnych utensyliów. Jak dotąd nigdy jednak nie spotkał takowej kobiety.
- Nie, nie... proszę zostawić, nieumiejętnie tamując.
Niech naz doktor się wykaże.
Zamyślił się. Wizja przypalenia rany była bardzo przyjemna. Nieświadomy niczego Dumas niestety psuł jednak całą przyjemność więc dziedzic powiedział odwrotnie niż pomyślał.
- Przypaloną ranę doktor musiałby raz jeszcze rozciąć by upewnić się że w środku nie ma kuli. Myślę, że nie ma sensu ofiarować więcej cierpienia niż trzeba skoro nie potrafi go dzielnie znosić. I tak będzie jej poszukiwał obcęgami w ranie i jej nie znajdzie co mnie martwi bo bije to w nasza wersję, musimy zatem... jakoś to rozwiązać, żeby nie wyjść na niewiarygodnych. Proszę popracować jeszcze nad wersją wydarzeń, którą za chwilę działając jako o szef ochrony przedstawi pan Furorowi, tak by była w pełni spójna. To kluczowe...
Kiedy dziedzic podszedł bliżej by przyjrzeć sie co uczynił Barthez, obawy szybko go opuściły.
Wszystko było dobrze przemyślane, dziura bowiem wychodziła na przestrzał boku skarbnika.
- Hmmm... - Dziedzic uśmiechnął się do swoich myśli.
Dziedzic początkowo przyglądał się temu jak potraktował szef ochrony skarbnika. Wpierw z z zaciekawieniem, szybko jednakże stracił zainteresowanie. Dumas okazał się zbyt mało odporny na ból co spowodowało, że niemal od razu zemdlał. Takiego zachowania Abdel nie tolerował, a nawet nim gardził. Brakowało w nim bowiem jakiejkolwiek samczej godności w znoszeniu cierpienia.
Większość męskiej populacji miała tolerancję bólu na znacznie wyższym poziomie niż jegomość Dumas, co całą zabawę czyniło znacznie bardziej ciekawą. Choć oczywistym dla Abdela było, że mimo wszystko to jednak kobiety potrafiły znieść znacznie więcej bólu niż mężczyźni, i więcej by się mogło zdawać sądząc po ich słabszej posturze. No i cierpiały przy tym jakoś tak piękniej, wytworniej jakby. Dziedzic odkrył to w ramach swoich indywidualnych obserwacji prowadzonych przez ostatnie lata. Pod jego rózgą przewinęła się wystarczająca ilośc niewiast i mężczyzn by mógł śmiało stwierdzić, że znalazł pewną prawidłowość cierpienia. Natura przyzwyczaiła kobiety do porodów i bólów z tym związanych. Wieki ewolucji, na które składały się także liczne razy wymierzane przez kolejne pokolenia mężów, również dodawały im umiejętności w odpowiednim przyjmowaniu katuszy. Ich twarze były jakby stworzone do epatowania cierpieniem, w wyrazie który Abdel śmiało określał jako ekscytujący i podniecający za razem. Oddawały pełen bukiet otrzymywanych tortur. Nienawistnie wykrzywione twarze od pierwszych uderzeń rózgi z czasem przemieniały się w pełne napięcia oczekiwanie na kolejene razy rózgi, które tylko doświadczony kat i oprawca potrafił dobrze wymierzyć. Do tego była zaś potrzebna pewna wyrafinowana empatia. Podobno już starożytni odkryli, iż wówczas sam ból stawał się uczuciem najbardziej zbliżonym do orgazmu. Dumas zaś, doszedł zaś zbyt szybko. Nieelegancko ponieważ łapczywie.
Podobno istniały kobiety, które potrafiły czerpać przyjemność z odbierania tego co Abdel tak hojnie rozdawał w kazamatach Montpelliere przy pomocy rózgi, kagańca i innych bardziej już wymyślnych utensyliów. Jak dotąd nigdy jednak nie spotkał takowej kobiety.
- Nie, nie... proszę zostawić, nieumiejętnie tamując.
Niech naz doktor się wykaże.
Zamyślił się. Wizja przypalenia rany była bardzo przyjemna. Nieświadomy niczego Dumas niestety psuł jednak całą przyjemność więc dziedzic powiedział odwrotnie niż pomyślał.
- Przypaloną ranę doktor musiałby raz jeszcze rozciąć by upewnić się że w środku nie ma kuli. Myślę, że nie ma sensu ofiarować więcej cierpienia niż trzeba skoro nie potrafi go dzielnie znosić. I tak będzie jej poszukiwał obcęgami w ranie i jej nie znajdzie co mnie martwi bo bije to w nasza wersję, musimy zatem... jakoś to rozwiązać, żeby nie wyjść na niewiarygodnych. Proszę popracować jeszcze nad wersją wydarzeń, którą za chwilę działając jako o szef ochrony przedstawi pan Furorowi, tak by była w pełni spójna. To kluczowe...
Kiedy dziedzic podszedł bliżej by przyjrzeć sie co uczynił Barthez, obawy szybko go opuściły.
Wszystko było dobrze przemyślane, dziura bowiem wychodziła na przestrzał boku skarbnika.
- Hmmm... - Dziedzic uśmiechnął się do swoich myśli.
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2019, 13:05 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Dom pielgrzyma, noc 1 lipca 2595
Z początku pomysł Abdela okaleczania własnej świty wydał się wynalazcy niesmaczny, choć gotów by i boku nadstawić, ale szybko pojął, że to całkiem sprawny wybieg, nie zdążył jeszcze uprzątnąć instrumentarium, gdy szef ochrony zamknął skarbnika w żelaznym uścisku i wymierzył pewne pchnięcie wykonując rozkaz. Coś w całej sytuacji wydawało się jednak Leonowi niestosowne. Najemny żołnierz ranił bezkarnie Frankońskiego szlachcica, zbyt łatwo, a może za mało było w postawie Dumasa poświęcenia, gotowości, zaś omdlenie obnażało niepotrzebną słabość.
Leon Thibaut pośpiesznie ukrył kuriozum i własne instrumentarium. Nachylił się nad skarbnikiem.
- Ranę jednak trzeba opatrzyć i ułożyć rannego na łóżku, w takiej sytuacji, położyłbym skarbnika na własnym łożu i opatrzył tym co mam pod ręką - tak właśnie czyniąc, przeniósł skarbnika na swe łoże i drąc prześcieradła, zakładał prowizoryczny opatrunek, polewając ranę wcześniej mocnym alkoholem z piersiówki. - Gdzie postrzelono pana Dumasa? To ważne. Powinna być krew na schodach, tą zaraz tam dostarczę - pokazał krew na palcach - Jeszcze jedna kwestia, czy powiemy o szpiegu, czy zataimy ten fakt i winnym będę ja, którym mógł pomylić skarbnika z niedźwiedziem?
- Nim Pan jeszcze wyjaśni nam okoliczności, które zamierza pan przedstawić Furorowi, musicie wszyscy wiedzieć, że znalazłem w dronie mechanizmy szpiegowskie do podglądania na odległość. Jeśli jakiś zapis pozostał, to jest zaklęty w mechanizmie tegoż.
Zdał ostatecznie raport Leon Thibaut i gotowym był wyjść z Barthezem by pozostawić domniemane ślady krwi, które powstałyby podczas transportowanie Dumasa na górę.
Z początku pomysł Abdela okaleczania własnej świty wydał się wynalazcy niesmaczny, choć gotów by i boku nadstawić, ale szybko pojął, że to całkiem sprawny wybieg, nie zdążył jeszcze uprzątnąć instrumentarium, gdy szef ochrony zamknął skarbnika w żelaznym uścisku i wymierzył pewne pchnięcie wykonując rozkaz. Coś w całej sytuacji wydawało się jednak Leonowi niestosowne. Najemny żołnierz ranił bezkarnie Frankońskiego szlachcica, zbyt łatwo, a może za mało było w postawie Dumasa poświęcenia, gotowości, zaś omdlenie obnażało niepotrzebną słabość.
Leon Thibaut pośpiesznie ukrył kuriozum i własne instrumentarium. Nachylił się nad skarbnikiem.
- Ranę jednak trzeba opatrzyć i ułożyć rannego na łóżku, w takiej sytuacji, położyłbym skarbnika na własnym łożu i opatrzył tym co mam pod ręką - tak właśnie czyniąc, przeniósł skarbnika na swe łoże i drąc prześcieradła, zakładał prowizoryczny opatrunek, polewając ranę wcześniej mocnym alkoholem z piersiówki. - Gdzie postrzelono pana Dumasa? To ważne. Powinna być krew na schodach, tą zaraz tam dostarczę - pokazał krew na palcach - Jeszcze jedna kwestia, czy powiemy o szpiegu, czy zataimy ten fakt i winnym będę ja, którym mógł pomylić skarbnika z niedźwiedziem?
- Nim Pan jeszcze wyjaśni nam okoliczności, które zamierza pan przedstawić Furorowi, musicie wszyscy wiedzieć, że znalazłem w dronie mechanizmy szpiegowskie do podglądania na odległość. Jeśli jakiś zapis pozostał, to jest zaklęty w mechanizmie tegoż.
Zdał ostatecznie raport Leon Thibaut i gotowym był wyjść z Barthezem by pozostawić domniemane ślady krwi, które powstałyby podczas transportowanie Dumasa na górę.
Mam pytanie: Kto ostatecznie nosi pierścień Bensato? Nie żeby Leon go chciał, tym bardziej, że Abdel dawał go komuś do całowania na własnej dłoni.