Ulice Lucatore, 1 lipca 2595
Bsrthez zdał sobie sprawę, że właściwie już od bardzo długiego czasu nie widział niekogo w charakterystycznym, biało-czarnym kombinezonie Szpitalników, co samow sobie było dość dziwnym, gdyż Anababtyści i Szpitalnicy, pomimo kulturowej przepaści zwykli współpracować ze sobą dość blisko, szczególnie w kwestiach związanych z wynaturzonymi.
Cóż, wyglądało, że Lucatore leżało z dala od terenów skażonych Sepsą i nie było tym samym w centrum zainteresowania Szpitala. Tak czy owak, jeden ze zakonników był w mieście Anababtystów i wygląl na zdenerwowanego, co wzbudziło uwagę nie tylko samego najemnika, ale i delegacji.
Słysząc słowa Abdela, nie zastanawiał się, tylko skinął na Polan. Tyle wystarczyło, żeby tamci wiedzieli, że mają zapewnić bezpieczeństwo arystokracie wydelegowanemu do rozmowy z Lucio, a być może i z samym zakonnikiem.
PBF - Błogosławiona Krew
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Ulice Lucatore, 1 lipca 2595
Leonowi Thibaldowi znacznie bliższe było owej chwili zgłębianie zagadki wychodków w Domu Pielgrzyma i związanego z nimi folkloru, opartego na czci odchodów, lub może samego aktu oczyszczenia przez szlachetnych Franków, niż do występowania jako herold i szpieg naraz. Czując w trzewiach zew wzywający do małych drewnianych budek zaciął usta, wbijając wzrok w otrzymany złoty sygnet. Ocenił że to niezła robota rzemieślnicza, ale żadna wielka sztuka, kruszec zaś drogi, nieco to już mówiło o Bensato. Spojrzał raz jeszcze na groźnych mieczników i na pierścień, jakby szukając rozwiązania, lub natchnienia. Dziwnie, po raz wtóry ulegając przesądom i czarom.
Do działania pchnęła go jednak fizjologia, kiedy bowiem począł że ulżył cichaczem zalegającym jelita gazom, pospiesznie oddalił się, podchodząc do szpitalnika, Furora i mieczników. Zatrzymał się w stosownej odległości pięciu niedużych kroków, tak jednak by zostać dostrzeżonym. Wykorzystując moment kiedy rozmowa przymilkła, choć dobrze zapamiętał ostatnie wypowiedziane zdanie, a uwaga skupiła się na jego osobie, wtrącił się.
- Szczęśliwy dzień pozwala się nam znów spotkać senior Luciano, choć wciąż w pobliżu czai się wzburzenie. - Spokojnie przeniósł wzrok na szpitalnika i Luciana - Może mógłbym pomóc jak porankiem pomogło Twe łaskawe zjawienie się?
Kiedy sytuacja pozwoliła zbliżył się bliżej do Furora i ciszej już choć dość oficjalnie dodał, obracając w palcach sygnet.
- Skoro najwyższy tak nas do siebie zbliża kolejnymi spotkaniami, dobrze byłoby usiąść razem przy stole, bądź tak uprzejmy przekazać Donnie Nevie, że Abdel Sanglier, ambasador Montpellier, jego siostra Angeline Lea Sanglier ambasador Montpellier, pragnęliby cieszyć Pana zasiadając wspólnie przy stole z jej szlachetną osobą jutrzejszego poranka. - Patrzywszy już w oczy Luciano, dodał - Będę i ja. Tak, byliśmy u jego brata, dostąpiłem zaszczytu pozostania śledczym - kwaśno się uśmiechnął - Wygląda na to że trochę nas łączy, pragnąłem czegoś innego. Żona miała wielki brzuch kiedy wyjeżdżałem. - dodał nostalgicznie, dyskretnie obserwując reakcje Furora Luciana Bastardo.
Leonowi Thibaldowi znacznie bliższe było owej chwili zgłębianie zagadki wychodków w Domu Pielgrzyma i związanego z nimi folkloru, opartego na czci odchodów, lub może samego aktu oczyszczenia przez szlachetnych Franków, niż do występowania jako herold i szpieg naraz. Czując w trzewiach zew wzywający do małych drewnianych budek zaciął usta, wbijając wzrok w otrzymany złoty sygnet. Ocenił że to niezła robota rzemieślnicza, ale żadna wielka sztuka, kruszec zaś drogi, nieco to już mówiło o Bensato. Spojrzał raz jeszcze na groźnych mieczników i na pierścień, jakby szukając rozwiązania, lub natchnienia. Dziwnie, po raz wtóry ulegając przesądom i czarom.
Do działania pchnęła go jednak fizjologia, kiedy bowiem począł że ulżył cichaczem zalegającym jelita gazom, pospiesznie oddalił się, podchodząc do szpitalnika, Furora i mieczników. Zatrzymał się w stosownej odległości pięciu niedużych kroków, tak jednak by zostać dostrzeżonym. Wykorzystując moment kiedy rozmowa przymilkła, choć dobrze zapamiętał ostatnie wypowiedziane zdanie, a uwaga skupiła się na jego osobie, wtrącił się.
- Szczęśliwy dzień pozwala się nam znów spotkać senior Luciano, choć wciąż w pobliżu czai się wzburzenie. - Spokojnie przeniósł wzrok na szpitalnika i Luciana - Może mógłbym pomóc jak porankiem pomogło Twe łaskawe zjawienie się?
Kiedy sytuacja pozwoliła zbliżył się bliżej do Furora i ciszej już choć dość oficjalnie dodał, obracając w palcach sygnet.
- Skoro najwyższy tak nas do siebie zbliża kolejnymi spotkaniami, dobrze byłoby usiąść razem przy stole, bądź tak uprzejmy przekazać Donnie Nevie, że Abdel Sanglier, ambasador Montpellier, jego siostra Angeline Lea Sanglier ambasador Montpellier, pragnęliby cieszyć Pana zasiadając wspólnie przy stole z jej szlachetną osobą jutrzejszego poranka. - Patrzywszy już w oczy Luciano, dodał - Będę i ja. Tak, byliśmy u jego brata, dostąpiłem zaszczytu pozostania śledczym - kwaśno się uśmiechnął - Wygląda na to że trochę nas łączy, pragnąłem czegoś innego. Żona miała wielki brzuch kiedy wyjeżdżałem. - dodał nostalgicznie, dyskretnie obserwując reakcje Furora Luciana Bastardo.
Jeśli się uda to wproszenie się chciałby Leon załatwić w miarę na osobności. Nie wiem jak zareaguje szpitalnik i sam Luciano.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Deklaracja techniczna, Abdel obserwuje uważnie reakcję furora w momencie okazania przez niego pierścienia. Poproszę o stosowne testy w tym temacie. Stojąc z boku ogląda sobie później również szpitalnika, może coś zwróci uwagę w jego osobie.
Będę też chciał zamienić słowo ze szpitalnikiem jeśli by ten się oddalał.
Będę też chciał zamienić słowo ze szpitalnikiem jeśli by ten się oddalał.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice Lucatore, 1 lipca 2595
Otaczający Furora anabaptyści pilnie strzegli swego dowódcy, toteż Frankowie nie zdążyli podsłuchać niczego z wyraźnie nerwowej konwersacji Lucia z bezimiennym Szpitalnikiem. Ostrzeżony na czas przez jednego z weteranów, Bastardo uciął wywód gestykulującego rękami mężczyzny w drucianych okularach i spojrzał w stronę nadchodzących delegatów Montpellier.
Na twarzy Furora pojawił się grymas doskonale czytelnej irytacji, której oficer nawet nie próbował ukrywać. Abdel nie wiedział, czy źródłem tej irytacji była niechęć do kolejnego spotkania z cudzoziemcami czy też fakt, że zamierzali oni dołączyć do ewidentnie mało komfortowej rozmowy ze Szpitalnikiem. W miarę jak Leon Thibaut przemawiał, oczy dowódcy garnizonu zwężały się coraz bardziej, a jego oblicze posępniało. Uprzejmą propozycję posła odnośnie pomocy anabaptysta wyniośle zignorował, lecz prawdziwy grymas złości pojawił się na twarzy Bastarda w chwili, kiedy szlachcic zademonstrował mu otrzymany od kuzyna złoty sygnet.
- Nadworny śledczy Benesato - sarknął Furor - Namiestnik najwyraźniej stracił kompetencje do dalszego sprawowania urzędu, skoro podjął tak absurdalną decyzję. Dochodzenie w sprawie śmierci Altaira znajduje się pod naszą jurysdykcją, nie cudzoziemskich posłów.
Ubrany w czarnobiały neopren doktor śledził rozmowę w milczeniu, ale jego ukryte za szkłami okularów oczy skrzyły się iskierkami nieudawanego zainteresowania.
- Szacowna wdowa sama podejmie decyzję, kiedy i na jakich warunkach pozwoli się zaszczycić wizytą śledczych - w ton oficera wkradła się jadowita nuta, szczególnie mocno dźwięcząca w ostatnim słowie - Przekażę jej uniżoną prośbę posłów. I jeszcze jedno, przyrównanie mego brzucha do brzucha ciężarnej kobiety uważam za afront, który w innych okolicznościach musiałby zostać spłacony krwią.
Wciąż milczący Szpitalnik uniósł kąciki ust w cieniu przelotnego uśmiechu, po czym natychmiast spoważniał. Towarzyszący dowódcy weterani zaszemrali dla odmiany złymi głosami, najwyraźniej podzielając urazę Furora.
- Sprawy kultu wymagają mej obecności w klasztorze - ciągnął dalej lodowatym tonem Lucio - Nasza rozmowa dobiegła końca. Doktorze, moi ludzie odprowadzą cię do rezydencji Danesci.
- Zbytek uprzejmości - odpowiedział Szpitalnik tonem tak fałszywie wdzięcznym, że fałsz ten aż zgrzytał w uszach - Znam tutaj każdą ulicę, gdybyś tego nie pamiętał, Furorze. Chciałbym nadto zbadać miejsce popełnienia tej szokującej zbrodni, o ile twoi ludzie raczą wpuścić mnie w końcu pod wieże.
- Konsekracja zbezczeszczonego zbiornika została zakończona - Bastardo wyraźnie tracił panowanie nad nerwami, nie mogąc widać ścierpieć konfrontacji słownej z ludźmi, których nie mógł pod byle pretekstem aresztować albo przepędzić. Typowy żołdak o szczątkowej wyobraźni i kompletnym braku dyplomatycznego wyczucia, niewiele się pod tym akurat względem różniący od nielubianych przez dziedzica przeciętnych oficerów Sangów - Mieszkańcy mogą już korzystać z rezerwuwarów. Jeśli taka jest twoja wola, doktorze, możesz się tam udać choćby i teraz.
Spojrzenie Furora wędrowało pomiędzy Szpitalnikiem i przybyszami z Franki. Obserwujący Bastarda Abdel utrwalił się bardzo szybko w przeświadczeniu, że przybrany syn Altaira pozostawał głęboko niezadowolony z powodu przypadkowego spotkania obu stron, lecz chociaż bardzo go to złościło, najwyraźniej nie mógł temu w żaden sposób przeciwdziałać.
Zacisnąwszy zęby Lucio odwrócił się na pięcie i odszedł szybkim krokiem w głąb ulicy. Pomrukująca wciąż eskorta poszła jego śladem, posyłając Leonowi wyjątkowo nieprzyjazne spojrzenia. Odwzajemniając je uprzejmym skinięciem głowy, wynalazca podziękował w duchu Ventricule Domu Sanguine, że ten nadał całej trójce szlachciców tytuły posłów, bo tytuł ten przynajmniej w teorii chronił go przed zdradliwym pobiciem w ciemnym zaułku przez nieznanych sprawców o pociętych bliznami gębach.
Otaczający Furora anabaptyści pilnie strzegli swego dowódcy, toteż Frankowie nie zdążyli podsłuchać niczego z wyraźnie nerwowej konwersacji Lucia z bezimiennym Szpitalnikiem. Ostrzeżony na czas przez jednego z weteranów, Bastardo uciął wywód gestykulującego rękami mężczyzny w drucianych okularach i spojrzał w stronę nadchodzących delegatów Montpellier.
Na twarzy Furora pojawił się grymas doskonale czytelnej irytacji, której oficer nawet nie próbował ukrywać. Abdel nie wiedział, czy źródłem tej irytacji była niechęć do kolejnego spotkania z cudzoziemcami czy też fakt, że zamierzali oni dołączyć do ewidentnie mało komfortowej rozmowy ze Szpitalnikiem. W miarę jak Leon Thibaut przemawiał, oczy dowódcy garnizonu zwężały się coraz bardziej, a jego oblicze posępniało. Uprzejmą propozycję posła odnośnie pomocy anabaptysta wyniośle zignorował, lecz prawdziwy grymas złości pojawił się na twarzy Bastarda w chwili, kiedy szlachcic zademonstrował mu otrzymany od kuzyna złoty sygnet.
- Nadworny śledczy Benesato - sarknął Furor - Namiestnik najwyraźniej stracił kompetencje do dalszego sprawowania urzędu, skoro podjął tak absurdalną decyzję. Dochodzenie w sprawie śmierci Altaira znajduje się pod naszą jurysdykcją, nie cudzoziemskich posłów.
Ubrany w czarnobiały neopren doktor śledził rozmowę w milczeniu, ale jego ukryte za szkłami okularów oczy skrzyły się iskierkami nieudawanego zainteresowania.
- Szacowna wdowa sama podejmie decyzję, kiedy i na jakich warunkach pozwoli się zaszczycić wizytą śledczych - w ton oficera wkradła się jadowita nuta, szczególnie mocno dźwięcząca w ostatnim słowie - Przekażę jej uniżoną prośbę posłów. I jeszcze jedno, przyrównanie mego brzucha do brzucha ciężarnej kobiety uważam za afront, który w innych okolicznościach musiałby zostać spłacony krwią.
Wciąż milczący Szpitalnik uniósł kąciki ust w cieniu przelotnego uśmiechu, po czym natychmiast spoważniał. Towarzyszący dowódcy weterani zaszemrali dla odmiany złymi głosami, najwyraźniej podzielając urazę Furora.
- Sprawy kultu wymagają mej obecności w klasztorze - ciągnął dalej lodowatym tonem Lucio - Nasza rozmowa dobiegła końca. Doktorze, moi ludzie odprowadzą cię do rezydencji Danesci.
- Zbytek uprzejmości - odpowiedział Szpitalnik tonem tak fałszywie wdzięcznym, że fałsz ten aż zgrzytał w uszach - Znam tutaj każdą ulicę, gdybyś tego nie pamiętał, Furorze. Chciałbym nadto zbadać miejsce popełnienia tej szokującej zbrodni, o ile twoi ludzie raczą wpuścić mnie w końcu pod wieże.
- Konsekracja zbezczeszczonego zbiornika została zakończona - Bastardo wyraźnie tracił panowanie nad nerwami, nie mogąc widać ścierpieć konfrontacji słownej z ludźmi, których nie mógł pod byle pretekstem aresztować albo przepędzić. Typowy żołdak o szczątkowej wyobraźni i kompletnym braku dyplomatycznego wyczucia, niewiele się pod tym akurat względem różniący od nielubianych przez dziedzica przeciętnych oficerów Sangów - Mieszkańcy mogą już korzystać z rezerwuwarów. Jeśli taka jest twoja wola, doktorze, możesz się tam udać choćby i teraz.
Spojrzenie Furora wędrowało pomiędzy Szpitalnikiem i przybyszami z Franki. Obserwujący Bastarda Abdel utrwalił się bardzo szybko w przeświadczeniu, że przybrany syn Altaira pozostawał głęboko niezadowolony z powodu przypadkowego spotkania obu stron, lecz chociaż bardzo go to złościło, najwyraźniej nie mógł temu w żaden sposób przeciwdziałać.
Zacisnąwszy zęby Lucio odwrócił się na pięcie i odszedł szybkim krokiem w głąb ulicy. Pomrukująca wciąż eskorta poszła jego śladem, posyłając Leonowi wyjątkowo nieprzyjazne spojrzenia. Odwzajemniając je uprzejmym skinięciem głowy, wynalazca podziękował w duchu Ventricule Domu Sanguine, że ten nadał całej trójce szlachciców tytuły posłów, bo tytuł ten przynajmniej w teorii chronił go przed zdradliwym pobiciem w ciemnym zaułku przez nieznanych sprawców o pociętych bliznami gębach.
Furor jest ewidentnie wściekły, że z przypadku napatoczyliście się na Szpitalnika i na dodatek obnosicie się z sygnetem Benesato. Decyzja namiestnika najwyraźniej nie przypadła oficerowi do gustu, więc z pewnością nie spodoba się również Nevie.
Doktor nie odszedł, przygląda się Wam w zamian bardzo uważnie.
Doktor nie odszedł, przygląda się Wam w zamian bardzo uważnie.