PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 grudnia 2018, 16:46

Cmentarz w Lucatore, 1 lipca 2595

Miejscowy cmentarz położony był poza miejskimi murami, opodal krętej drogi wiodącej ku klasztorowi i u podnóża sąsiadującej z budowlą góry. Ogrodzony niskim ceglanym murem i kratownicami z kutego żelaza, sprawiał wrażenie rozległego, ale próbujący się nań dostać delegaci nie potrafili w pierwszej chwili oszacować całych jego rozmiarów.

- Miejsce pochówku jest dostępne od dwóch dni, stąd taki tu tłok - wyjaśnił półgłosem Nathan Barthez, ubrany na modłę zawodowego żołnierza i robiący powszechne wrażenie swym ceramitowym pancerzem osobistym oraz bronią. Czterej okryci szkarłatnymi płaszczami Sangowie wcale od Alpejczyka nie odstawali, prezentując się wyśmienicie i poprawiając swym dostojnym widokiem nieco zwarzony humor dziedzica.

Dostojny przemarsz Franków przez Lucatore wzbudził w miasteczku zrozumiałe poruszenie. Tak majętni i dystyngowani goście musieli być tutaj rzadkim widokiem, w przeciwieństwie do grubiańskich żołnierzy Krzyża, którzy w oczach prawdziwych żołnierzy wyglądali na chaotyczną zbieraninę niejednolicie umundurowanych i uzbrojonych ochotników. Obwieszeni bronią palną, ubrani w paradne uniformy przybysze z Montpellier musieli się jawić miejscowym iście niczym jacyś legendarni bohaterowie zza morza, zwłaszcza nienagannie ubrany i uczesany dziedzic.

Nic zatem dziwnego, że na ulicach Lucatore w jednej chwili zrobił się niezwykły ścisk i harmider. Kto tylko mógł, wyległ na zewnątrz domostw, by spojrzeć na tak znamienitych gości, co więcej, cały ten tłum ruszył w ślad za Sanglierami pożerając ich wzrokiem i z dziką werwą komentując każdy detal aparycji cudzoziemców. Angeline Lea pozdrawiała gapiów okazjonalnie wdzięcznym skinięciem głowy, rozpalając dziwną gorączką oczy mężczyzn i przyprawiając o palpitacje serca skromnie odziane kobiety. Taksując pozornie życzliwym spojrzeniem stroje Purgaryjek Abdel gotów był pójść w zakład, że tego właśnie pamiętnego poranka nad Lucatore pojawiła się jutrzenka rewolucji w kwestiach damskiej mody.

Na wysokości miejskiej bramy po przeciwnej stronie Lucatore kawalkada delegatów wpadła na inną ludzką ciżbę, na dodatek tarasującą gościom drogę. Byli to pielgrzymi, którzy od rana gromadnie nawiedzali otwarty po kilku dniach przerwy cmentarz, by odwiedzić grób swego duchowego przewodnika. Widząc pochód Franków żałobnicy zaczęli nieco ospale i niechętnie ustępować im drogi, przez co tempo marszu ambasadora i jego świty spadło do poziomu budzącego pierwsze akordy irytacji Abdela.

Sam cmentarz wydawał się pękać w szwach, tak wielu było na nim obecnych pielgrzymów. Dominujące wszędzie barwy czerni i szarości pięknie kontrastowały z ceremonialną czerwienią Sangów, przydając cudzoziemskiej delegacji dostojeństwa i powagi, przede wszystkim zaś zwracając na nią powszechną uwagę. Uprzejmie przepychając się przez rzednącą ciżbę, następując butami tu i ówdzie na inne groby, Sanglierowie zdołali w końcu przedostać się do miejsca pochówku samego Neognostyka.

Grób był uderzająco prosto, ujmujący swą szorstką naturą. Czworokąt wysypany jasnym żwirem, zastawiony licznymi szklanymi pojemnikami, w których płonęły woskowe świece. Grób przynależny raczej wojownikowi poległemu na polu bitwy niźli wybitnemu duchowemu przywódcy kultu. Abdel pokiwał głową do siebie samego na ów widok, zadziwiony odmiennością tradycji w Lucatore. Gdyby on sam zmarł tragiczną śmiercią, wierzył w to, że tłumy na pogrzebie zasypałyby jego grób morzem kwiatów, a lament żałobników dałby się słyszeć aż w Tulonie. Tutaj, na usytuowanym w cieniu góry cmentarzu, panowała smutna cisza wypełniana jedynie pomrukami szeptanych żarliwie modlitw.
Dotarliście do grobu Neognostyka. Cmentarz pęka w szwach od żałobników, ale przez wzgląd na Waszą cudzoziemską prezencję ustąpiono Wam z drogi. Czekam teraz na jakieś barwne sceny, które zapadną na lata w pamięci miejscowych prostaczków! Odnośnie stroju eskorty, czerwone płaszcze Sangów nie zostaną odebrane jako afront, wręcz odwrotnie, bardzo podkreśliły uroczysty charakter delegacji.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 grudnia 2018, 22:59

Dom Pilegrzyma, 1 lipca 2595


Abdel jeszcze przed wyjściem na cmentarz przełamał pieczęcie pisma i spokojnym wzrokiem prześledził zapis w nim zawarty. Postanowił zabrać go ze sobą by dokument ten nie wpadał w niepowołane kiedy nie będzie go w izbie. Otwarte pismo leżało chwilowo na stole.

- Nie bardzo rozumiem kuzynie... hcesz powiedzieć że nie przyniosłeś mi olejków ani nawet wieści gdzie jak je zdobyć? - powiedział pozornie znudzonym głosem Abdel gmerając w paterze z cytrusami. Oczekiwanie aż jego siostra ubierze się nieco się przedłużało, jak to u kobiet bywało w naturze. Dziedzic siedział z założoną nogą na nogę i od niechcenia wyrzucał kolejne pomarańcze na podłogę.

- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że lęk przed raptem kilkoma uderzeniami pręgierza powstrzymało cię od pozyskaniem informacji cennej dla rodu. - Abdel powąchał kolejną pomarańczę i upuśił ją na podłogę. Poturlała się gładko w kierunku poprzednich. - Ta też jest do niczego...

- Nie, oczywiście że nie kuzynie, mówię tylko że zwyczajnie nie było tam sladu po olejach...

- To dobrze, bo już zaczynałem powątpiewać w twoją zdolność do jakże drobnych poświęceń względem, rodu, mego ojca i mnie... Dobrze. Przygotuj się na wyjście i na litość boską poleć temu leniuchowi kucharzowi, żeby mi przyniósł dobre cytrusy.

Cmentarz w Lucatore, 1 lipca 2595

Tłum obdartusów, miejscowych, przepełniał Abdela głębokim odczuciem, iż Biały Wilk wiedział co robi. Nikt będąc przy zdrowych zmysłach nie chciał by robić interesów z łachmaniarzami pokroju tych autochtonów których gromada zebrała się na cmentarzu . Cóż można by tu im sprzedać? Szczerze mówiąc wszystko. Lecz co wziąć w zamian. Szerze mówiąc nic. No może jakie dobre słowo, trochę warzyw, proch i pył oraz bezwartościowy honor anabatystów. Choć to ostatnie może było by coś warte na polu bitwy. Ale tu nie chodziło o walkę, tylko o interesy.

Jedyna nadzieja jaka pozostała w głowie dziedzica bazowała na zaginionych technologiach i artefaktach sprzed Eshatonu, których być może nikt do tej pory nie kwapił się poszukać w okolicy z powodu targającej krainę wiecznej wojny. Była to jedyna ciekawa opcja zapłaty choć nader wątpliwa.

Kiedy dotarli do miejsca spoczynku świętej pamięci Benesanto, Abdel stanął przy grobie bez ruchu. Był wyraźnie nieco zaskoczony i zasmucony.

Na litość boską! Jak można było dopuścić do tego, by ktoś jego pokroju miał tak wynędzniały grób.

Mimo targających nim uczuć, postanowił robić dobrą minę do złej gry. Tym bardziej, że czuł na sobie wzrok dziesiątek pielgrzymów zgromadzonych wokół w tym ostatecznym miejscu spoczynku świętego męża.

- A więc dotarliśmy.... - zaczął dziedzic głośno by dobrze go słyszano - Po dziesiątkach kilometrów spędzonych na bezdrożach, w znoju i trudzie my przedstawiciele Franków z dalekiego kraju, rodu Sanglier domu Sanguine, jesteśmy u kresu swej podróży. W miejscu spoczynku Jednego z Ośmiu Wielkich, o których mówi cały świat. Tego oto męża, prześwietnego Benesanto. Umiłowanego przez Boga, który był łaskawy włożyć mu olbrzymi ciężar na ramiona. Ciężar przewodzenia przez wiele lat temu wspaniałemu, honorowemu i dumnemu narodowi. Ciężar który ów heros udźwignął ku boskiej chwale, aż do teraz....

Dziedzic poczuł faktyczny smutek. Był on po części spowodowany wstępem dotyczącym trudów drogi jaki musiał znosić. Smutek nad własnym losem wynikającym ze znojów podróży jakie musiał zdzierżyć i jakie jeszcze go czekały. Ale zmierzając na cmentarz wiedział, że te wszystkie emocje to za mało by wypaść przekonywująco w odgrywaniu wewnętrznego bólu i smutku. Dlatego w swych wspomnieniach odnalazł jedno przesmutne zdarzenie, które zawsze wywoływało w nim potworny żal i napędzało łzy do oczu. Tragiczną śmierć jego ulubionego psa.

Biedny kochany Brutus....

Szczere krople łez pojawiły się w kącikach oczu dziedzica. Pozwolił by płynęły. Niech ten prosty lud widzi, że prawdziwa krew Sangliere cierpi razem z nimi. Choć z nieco innych powodów...

- Łączymy się z Wami pielgrzymi w bólu, my lud Franków, chowany tak jak i wy na walce oraz krwi oddanej w imię wolności, przeciwko złu tego świata które spadło na nas w godzinie Eshatonu. Stała się właśnie niepowetowana strata. Odszedł wielki człowiek, mędrzec i sędzia sprawiedliwy, wybraniec boży. Ten kto podniósł na niego rękę powinien być najstraszliwiej osądzony i przeklęty na wieki wieków od stołu Pana. O wielki Benesanto! Zostawiasz swój lud, ale wiedz że jest on mądrzejszy i bardziej wielki niźli wtedy gdy przejąłeś nad nim pieczę. To twoja zasługa, oraz tego ludu który chciał się uczyć od świętego pomazańca wskazanego przez Boga na wodza. Mógłbym tu jeszcze mówić wielkie słowa długo, ale wiem żeś żołnierz i ponad pompę i blichtr, zawsze miłowałeś wojskowa prostotę i szczerość. Jest zwyczaj w naszym kraju, iż wielkim którzy odeszli ofiaruje się kwiaty na ostatnią drogę, najpiękniejsze jakie można. By zmarniały nieuniknionym przemijaniu wraz ze zmarłym. Przyjmij proszę od nas ten dar, najlepszy jaki możemy ci ofiarować, a jednocześnie zbyt lichy dla osoby twego pokroju i twej chwały. Mam nadzieję, że twój duch nas słyszy, dzięki łasce Najwyższego, i wierzę, że zawsze twa myśl będzie przy twym wiernym narodzie, który zgromadził się tu tłumnie by opłakiwać ten smutny koniec. Niech obejmie cię Bóg Wszechmocny i da udział w swej nieskończonej chwale!

To mówiąc podszedł z pełną pompą i złożył wieniec w miejscu stóp zmarłego.
Poproszę o stosowne testy jak poprzednio.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 27 grudnia 2018, 17:56

Cmentarz w Lucatore, 1 lipca 2595

Chociaż robiła to niechętnie Angeline musiała przyznać sama przed sobą, że jej brat miał talent oratorski, który zdawał się działać na maluczkich zgromadzonych na cmentarzu. Oczywiście znała Abdela na tyle dobrze by wiedzieć, że nawet jedno słowo z całej przemowy nie było szczere i prawdziwe. Nie wiedziała co musiał sobie wyobrazić kochany braciszek by w jego oczach pojawiły się łzy. Być może wyobraził sobie, że jedna z jego ukochanych dziwek nagle przytyła albo co nie dajcie bogowie zaszła w ciążę. Ewentualnie pomyślał o swoim psie a wszyscy w rodzinie wiedzieli, że darzył go większym uczuciem niż jakąkolwiek kobietę. Jakiekolwiek by jednak nie były prawdziwe myśli jej brata to przedstawienie miało szansę wywrzeć odpowiednie wrażenie na otaczjących ich prostaczkach.

Lea odczekała aż jej brat złoży wieniec na grobie Benesanto zastanawiając się jak sama powinna się zachować w tej sytuacji i jaką pozę przybrać. Benesanto był przywódcą tych ludzi i wytrawnym politykiem, ale z posiadanych informacji wynikało iż dla zwykłego ludu był przede wszystkom wielkim wojownikiem. Przed takim człowiekiem nie wypadało dygać jak zrozpaczona panienka. Takiemu człowiekowi należało oddać honory jak wielkiemu żołnierzowi jakim był.

Angeline rzuciła krótką komendę w kierunku stojących za nią Sangów po czym wykonała trzy krótkie kroki w stronę grobu słysząc jak tuż za nią zgranym rytmem dudnią ciężkie kroki żołnierzy. Zatrzymawszy się rzuciła kolejną komendę po czym przyłożyła pięść do skroni zastygając w przepisowym salucie. Z zadowoleniem usłyszała stukot obcasów żołnierzy przyjmujących postawę zasadniczą i sekundę później głuche uderzenia dłoni o kolby karabinów w przepisowo wykonanym prezentuj broń. W ciszy jaka zaległa na cmentarzu słuchać było tylko łopot czerwonych płaszczy Sangów...
Uznałam, że salwa honorowa może kogoś wystraszyć...starczy już tego strzelania...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)