[center]Jaskinia Tarczowniczek[/center]
Galvat siedział ukryty, ale coś nie dawało mu spokoju. Nie miał pojęcia, czy Daffyd też czuje to co on. Śnieg padał nieubłaganie, wiatr nie poprawiał ich sytuacji. Im dłużej stał w miejscu, tym bardziej docierało do niego, że to nie ma najmniejszego sensu. Coś było nie tak, a odczucie obserwacji kompletnie zdominowało przyczajonego Zamorańczyka. Walczył z samym sobą, żeby nie ruszać się z miejsca lecz w końcu doszedł do wniosku, że zostali wykryci.. Poczekał, aż Daffyd będzie patrzył w jego stronę i dał mu znak dłonią, mówiący że są obserwowani. Wpierw wskazał palcami swoje oczy, a potem tymi samymi palcami okolicę. Następnie dał znak, że zamierza iść do jaskini. Gdy upewnił, się że Bossończyk odczytał jego zamiary, wyszedł z ukrycia z zamiarem dołączenia do Neharera i Hrotha.
Ja pierdolę, co za pogoda. Tu stal robi się tak zimna, że rzucanie nożami robi się wyzwaniem, a brak ruchu sprawia że mi dupa odmarza. Nasza plan się spieprzył i czułbym się podglądany nawet jakbym szczał na ten skurwiały śnieg. Jebać to... - myślał przypatrując się scenie przed jaskinią. Nie zamierzał trzymać w rękach żadnej broni i sprawiać wrażenie kogoś kto jest niewielkim zagrożeniem. Biały puch wydawał charakterystyczny dźwięk przy każdym kroku pozostawiając za sobą ślady. Gdy podszedł bliżej był świadkiem, jak sanie przywiozły ciało jego pracodawcy. No i przynajmniej jedna sprawa jest jasna... Uff... Jak dobrze, że trupy nie gadają- pomyślał z zadowoleniem.
Gdy znalazł się na tyle blisko, by mogli go usłyszeć odezwał się:
- Jestem Galvat Nieuchwytny. Zimno i wieje kurwa mać... Dupa mi odmarza. Nie szukam zwady, ani kłopotów. Jestem z nimi - wskazał ręką na Nehahera i Hrotha. Już miał coś więcej powiedzieć, ale zobaczył spojrzenie szamana, które wyraźnie wskazywało na to by zamknął mordę. Jednak to nie wystarczyło. Galvat dodał:
- Jest ze mną jeszcze jeden... - obejrzał się dookoła kontynuując:
- Ale nie pochodzi z Zamory jak ja. Przedstawienie mamy za sobą, więc jak tam sprawy się mają? Co to za nieboszczyk? Wygląda na kogoś ważnego... - powiedział z zaciekawieniem.
PBF - Aquilońskie Pogranicze
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Jaskinia Tarczowniczek [/center]
Sigrun patrząc na Galvata rzekła:
- Faktycznie jesteś Nieuchwytny ...
Twoich pobratymców z Zamory wybili Ci z którymi niedawno walczyłyśmy. Na początku wyglądało jakby obie grupy się znały, przywódcy się pozdrowili. Potem zaś w kilkanaście oddechów wybito najemników z których wielu miało podobny ubiór i odcień skóry jak Ty Zamorańczyku. Pojmano przywódcę Zamorańczyków, był bardzo podobny do tego truposza tutaj, jakby jego brat?
- To byli Twoi znajomi czy nie wiesz o czym mówię Galvacie zwany Nieuchwytnym?
Sigrun patrząc na Galvata rzekła:
- Faktycznie jesteś Nieuchwytny ...
Twoich pobratymców z Zamory wybili Ci z którymi niedawno walczyłyśmy. Na początku wyglądało jakby obie grupy się znały, przywódcy się pozdrowili. Potem zaś w kilkanaście oddechów wybito najemników z których wielu miało podobny ubiór i odcień skóry jak Ty Zamorańczyku. Pojmano przywódcę Zamorańczyków, był bardzo podobny do tego truposza tutaj, jakby jego brat?
- To byli Twoi znajomi czy nie wiesz o czym mówię Galvacie zwany Nieuchwytnym?
Sigrun i kilka innych Tarczowniczek bacznie spogląda na Galvata oczekując na jego odpowiedź. Niewatpliwie czekają na to co rzeknie im Szaman oraz na przybycie Daffyda.
Ostatnio zmieniony 20 grudnia 2018, 15:14 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Jaskinia Tarczowniczek [/center]
Galvat splunął na śnieg słysząc opowieść Sigurd. Zastanawiał się co ma powiedzieć, a przede wszystkim jak powiedzieć żeby nikt się zdenerwował. Że kurwa brat? Się porobiło, samice jakieś nerwowe... Mój pracodawca chyba jeszcze żyje i zapewne doznaje brutalnej gościnności tej krainy. Ehhh... - pomyślał. Chrząknął, po czym zaczął mówić:
- To że banda oprychów z Zamory była tutaj to wiem. Obserwowałem ich. Byli tani i głupi więc wzięli robotę na tym zadupiu. Nie mam z nimi nic wspólnego... Oni są martwi, ja nie. Pies szczał na ich grób... O ile będą mieli jakikolwiek - zaśmiał się szydząc z głupoty pobratymców.
- Jestem profesjonalistą, nie jestem tani i preferuję pracować sam lub w małym gronie - opowiedział z spokojem w głosie. Stul mordę Galvat, bo zaraz będzie jatka jak się nie zamkniesz. Te futrzaste pizdy gotowe są wrzucić cię na ruszt i opalać żywcem. Chuj wie kto z kim ma zatargi... - myślał robiąc najbardziej niewinną minę jaką mógł. Patrzył na Nehahera, aby ten się odezwał, bo miał największy wachlarz możliwości podczas tej rozmowy. W końcu wyglądał na tubylca, który budzi jakiś szacunek. Galvat z uwagi na ostatnie wydarzenia, nie miał tyle szczęścia i od samego początku był podejrzewany...
Galvat splunął na śnieg słysząc opowieść Sigurd. Zastanawiał się co ma powiedzieć, a przede wszystkim jak powiedzieć żeby nikt się zdenerwował. Że kurwa brat? Się porobiło, samice jakieś nerwowe... Mój pracodawca chyba jeszcze żyje i zapewne doznaje brutalnej gościnności tej krainy. Ehhh... - pomyślał. Chrząknął, po czym zaczął mówić:
- To że banda oprychów z Zamory była tutaj to wiem. Obserwowałem ich. Byli tani i głupi więc wzięli robotę na tym zadupiu. Nie mam z nimi nic wspólnego... Oni są martwi, ja nie. Pies szczał na ich grób... O ile będą mieli jakikolwiek - zaśmiał się szydząc z głupoty pobratymców.
- Jestem profesjonalistą, nie jestem tani i preferuję pracować sam lub w małym gronie - opowiedział z spokojem w głosie. Stul mordę Galvat, bo zaraz będzie jatka jak się nie zamkniesz. Te futrzaste pizdy gotowe są wrzucić cię na ruszt i opalać żywcem. Chuj wie kto z kim ma zatargi... - myślał robiąc najbardziej niewinną minę jaką mógł. Patrzył na Nehahera, aby ten się odezwał, bo miał największy wachlarz możliwości podczas tej rozmowy. W końcu wyglądał na tubylca, który budzi jakiś szacunek. Galvat z uwagi na ostatnie wydarzenia, nie miał tyle szczęścia i od samego początku był podejrzewany...
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
[center]Jaskinia Tarczowniczek[/center]
- Zaprawdę, nie miał nic przy sobie? - zmartwił się "szaman" wyraźnie - żadnych ziół czy kosztowności? To niedobrze. Ciekawym, czy ktoś go okradł czy... Czy może te zbiry, o których prawicie zabrały co miał przy sobie cennego? - podrapał się w zamyśleniu po brodzie.
- A jeśli o leczenie idzie, to nie mam ja teraz mnogości czasu, ni ziół potrzebnych, by pomóc osobom wielu. Ale zawsze mogę wspomóc najbardziej potrzebujące z twych wojowniczek. Jeśli zaś o zapłatę chodzi, to zaiste, informacje będą dla mnie najcenniejszą monetą. Powiadacie bowiem, że starłyście się z kimś? I niewiasty twe bitne rany od czarów odniosły? Przeto wiedzieć mi się godzi, któż to był i czy nadal groźbę stanowi? Nas tu jeno czterech, a wioska przeca blisko... Choć żaden Norsmen o zdrowych zmysłach nie kwapiłby się jej najechać... Wszak powiadasz, że to byli ludzie z Południa? Z Zamory zbiry jakoweś? Martwi mnie to tedy, a zwłaszcza ta o magii wzmianka. Duchy me opiekuńcze bowiem ostrzegły mnie, iż w okolicy jakoweś zło się pojawiło o niezwykłej naturze. Raczcie mi przeto nieco więcej rzec. I nakażcie swym wojowniczkom jakieś szmaty na bandaże podrzeć i we wrzątku przegotować.
Pochylił się nad zwłokami, przyglądając im się w milczeniu.
- Straszliwie go bestia poharatała - stwierdził w końcu. - No nic, nie za wiele już on nam powie. Mój druh Daffyd też chętnie na niego okiem rzuci...
Wyprostował się i znów spojrzał na Tarczowniczkę:
- Myślę sobie ino, że dziwne rzeczy się dzieją tu ostatnio. Tych południowców nalazło jako płatków śniegu tutaj. A czego oni tu szukać mogą?
- A co do Galvata, to nie troskaj się obecnością jego - dodał w mowie Vanirów. - Duchy mi rzekły, że można mu zaufać. Choć gębę w istocie niewyparzoną ma.
- Zaprawdę, nie miał nic przy sobie? - zmartwił się "szaman" wyraźnie - żadnych ziół czy kosztowności? To niedobrze. Ciekawym, czy ktoś go okradł czy... Czy może te zbiry, o których prawicie zabrały co miał przy sobie cennego? - podrapał się w zamyśleniu po brodzie.
- A jeśli o leczenie idzie, to nie mam ja teraz mnogości czasu, ni ziół potrzebnych, by pomóc osobom wielu. Ale zawsze mogę wspomóc najbardziej potrzebujące z twych wojowniczek. Jeśli zaś o zapłatę chodzi, to zaiste, informacje będą dla mnie najcenniejszą monetą. Powiadacie bowiem, że starłyście się z kimś? I niewiasty twe bitne rany od czarów odniosły? Przeto wiedzieć mi się godzi, któż to był i czy nadal groźbę stanowi? Nas tu jeno czterech, a wioska przeca blisko... Choć żaden Norsmen o zdrowych zmysłach nie kwapiłby się jej najechać... Wszak powiadasz, że to byli ludzie z Południa? Z Zamory zbiry jakoweś? Martwi mnie to tedy, a zwłaszcza ta o magii wzmianka. Duchy me opiekuńcze bowiem ostrzegły mnie, iż w okolicy jakoweś zło się pojawiło o niezwykłej naturze. Raczcie mi przeto nieco więcej rzec. I nakażcie swym wojowniczkom jakieś szmaty na bandaże podrzeć i we wrzątku przegotować.
Pochylił się nad zwłokami, przyglądając im się w milczeniu.
- Straszliwie go bestia poharatała - stwierdził w końcu. - No nic, nie za wiele już on nam powie. Mój druh Daffyd też chętnie na niego okiem rzuci...
Wyprostował się i znów spojrzał na Tarczowniczkę:
- Myślę sobie ino, że dziwne rzeczy się dzieją tu ostatnio. Tych południowców nalazło jako płatków śniegu tutaj. A czego oni tu szukać mogą?
- A co do Galvata, to nie troskaj się obecnością jego - dodał w mowie Vanirów. - Duchy mi rzekły, że można mu zaufać. Choć gębę w istocie niewyparzoną ma.
Przyglądam się zwłokom. Chcę sprawdzić, czy to na pewno ten sam niedźwiedź go zabił (rozstaw pazurów widziałem w łapach i na Hrocie), poza tym chciałbym określić, co to za człowiek i skąd? O ile się da, oczywiście.
Staram się też wyciągnąć możliwie wiele informacji w zamian za mą pomoc jako uzdrowiciela.
Staram się też wyciągnąć możliwie wiele informacji w zamian za mą pomoc jako uzdrowiciela.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[center]Jaskinia Tarczowniczek[/center]
Sigrun uważnie popatrzyła na obu rozmówców, towarzyszące jej wojowniczki są nadal czujne, jeszcze nie wiedzą, czy pomiędzy Nimi a Wami dojdzie do jakiegoś porozumienia, czy też do konfliktu.
Obie strony próbują coś ugrać i zdobyć pewne informacje, przy okazji starając się odkryć intencje rozmówcy.
- Jakby nie było Galvacie to, że się cenisz wysoko uratowało Cię, skoro jesteś z Szamanem i Hrothem oraz nieznanym mi ostatnim z Waszej czwórki, to chwilowo nie ma pomiędzy Nami zwady.
- Szamanie jako rzekłam trup był w poszarpanym odzieniu jeno częściowo zwierzęta go nadgryzły, a padł od łap niedźwiedzia.
- Co do leczenia, to Nasza szamanka została ciężko ranna w magicznej walce a jej torba z ziołami będzie do Twej dyspozycji, normalnie nie zaufałabym obcemu, ale nie mogę ryzykować życia moich wojowniczek, kilka mocno oberwało. Możesz się Morethilu zając Naszymi rannymi, reszta z Was na razie zostanie tutaj przed jaskinią.
- Magii używało trzech spośród Naszych wrogów. Oni nie są ani Vanirami ani Aesirami czy też Cymeryjczykami. Są jednakże także z Północy z rasy pogardzanej przez niemal wszystkich, na moje oko są z Hyperborei. Tamtejsze ludy zwykle trzymają się swojej strony gór, ale zdarza się że najeżdżają sąsiadów, ale głównie na pograniczu. T
Sigrun uważnie popatrzyła na obu rozmówców, towarzyszące jej wojowniczki są nadal czujne, jeszcze nie wiedzą, czy pomiędzy Nimi a Wami dojdzie do jakiegoś porozumienia, czy też do konfliktu.
Obie strony próbują coś ugrać i zdobyć pewne informacje, przy okazji starając się odkryć intencje rozmówcy.
- Jakby nie było Galvacie to, że się cenisz wysoko uratowało Cię, skoro jesteś z Szamanem i Hrothem oraz nieznanym mi ostatnim z Waszej czwórki, to chwilowo nie ma pomiędzy Nami zwady.
- Szamanie jako rzekłam trup był w poszarpanym odzieniu jeno częściowo zwierzęta go nadgryzły, a padł od łap niedźwiedzia.
- Co do leczenia, to Nasza szamanka została ciężko ranna w magicznej walce a jej torba z ziołami będzie do Twej dyspozycji, normalnie nie zaufałabym obcemu, ale nie mogę ryzykować życia moich wojowniczek, kilka mocno oberwało. Możesz się Morethilu zając Naszymi rannymi, reszta z Was na razie zostanie tutaj przed jaskinią.
- Magii używało trzech spośród Naszych wrogów. Oni nie są ani Vanirami ani Aesirami czy też Cymeryjczykami. Są jednakże także z Północy z rasy pogardzanej przez niemal wszystkich, na moje oko są z Hyperborei. Tamtejsze ludy zwykle trzymają się swojej strony gór, ale zdarza się że najeżdżają sąsiadów, ale głównie na pograniczu. T