PBF - Aquilońskie Pogranicze

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 03 grudnia 2018, 18:43

Daffyd szedł przodem, nieco się zdziwił słysząc Morethila w swojej głowie, ale uznał, że skoro to magia to on i tak tego nie pojmie. Bossończyk szedł śladem sań.

Wiatr nieco ucichł ale nadal pada śnieg. Nie jest jednak na tyle intensywny aby zasypać ślady.

Tropiciel i idący z tyłu Hroth oraz Morethil dostrzegli stare ślady ogromnego niedźwiedzia, może nawet tego co go ubiliście niedawno.

Nieco później Daffyd jako pierwszy zauważył, że w opuszczonej przez niedźwiedzia jaskini zagościli ludzie, a dokładniej norsmeńskie tarczowniczki. Obok wejścia do jaskini leżą sanie, których tropem tu szliście. Ciała żadnego na nich nie ma. Wojowniczek jest 7, ale kolejne mogą być w jaskini.
Poniżej jedna z wojowniczek.
Obrazek
Co robicie?. Na razie Was nie zauważyły.
Co do myślomowy dobry pomysł z myślnikiem i kursywą.
Współtowarzysze muszą zechcieć poćwiczyć taki sposób komunikacji, inaczej bez treningu mogą być problemy z zasięgiem. :P
Ostatnio zmieniony 03 grudnia 2018, 19:35 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 03 grudnia 2018, 19:03

Daffyd dostrzegł ruch w oddali przed sobą i natychmiast przypadł do ziemi.

- niebezpieczeństwo! stać! pomyślał z naciskiem, przypominając sobie pouczenia szamana i mając nadzieję, że to wystarczy.

Skulony w śniegu obserwował widoczną nieopodal jaskinię, która sądząc z ilości tropów mogła być siedzibą niedźwiedzia - kto wie, może nawet tego, którego z Hrothem ubili. Nawet jeżeli innego, to gospodarza najwyraźniej nie było w domu. Przed jaskinią dostrzegł porzucone sanie a wokół nich kręcące się...kobiety? Daffyd wytrzeszczył oczy. Co prawda na południu kobiety-wojowniczki nie były widokiem kompletnie nieznanym, niemniej jednak bardziej wyjątkiem niż regułą a tu cztery...pięć...siedem? Widziane przez niego wojowniczki uzbrojone w dłuższe włócznie i okrągłe tarcze najwyraźniej go nie dostrzegły, a przynajmniej nic na to nie wskazywało. Daffyd ostrożnie zaczął odczołgiwać się do tyłu z nadzieją, że towarzyszący mu Vanirowie zareagowali na jego "myślomowę" i przypadli gdzieś do ziemi w prowizorycznej kryjówce...pełzając wśród śniegu Daffyd usiłował teraz równocześnie wypatrzeć idących jego śladem towarzyszy jak i upewnić się, że żadna z wojowniczek nie ruszy jego tropem...Może oni będą wiedzieli, co to za jedne i jak do nich podejść...

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 04 grudnia 2018, 14:22

[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]
Wzmianka na temat kanibalizmu przejęła czarownika dreszczem. Nie był to jednak bynajmniej dreszcz odrazy. Osobiście nie przejmował się bowiem większością moralnych zasad, pętających słabe, śmiertelne umysły. Mroczne ścieżki magicznego wtajemniczenia wymagały bowiem wyzwolenia się z tego rodzaju przesądów. W zasadzie nie miał nic przeciwko rytualnemu kanibalizmowi: z łatwością mógł na przykład wyobrazić sobie pieczone serce Menkary, które pożera, by przejąc jego moc... Tak, to byłoby nawet przyjemne... Nie, dreszcz, który go przeszedł spowodowany był raczej praktyczną konkluzją: oto znajdował się sam na pustkowiu z dzikusem przewyższającym go o głowę... A ów barbarzyńca, że wszystkich możliwych tematów świata, musiał wybrać akurat ten, który w obecnej chwili wydawał się Nehaherowi najmniej pociągający.

W końcu żaden drapieżnik nie lubi przebywać z kimś, kto ma większe kły i pazury. Dotyczy to także węży...

Odchrząknął więc, udając, że zbiera myśli, po czym rozpoczął:

- W istocie, przyjacielu, inaczej jest z duchami zwierząt, inaczej zaś z ludźmi. Duch zwierzęcia nie panuje nad duchem człowieka. Dlatego nawet jeśli pożarłeś bestię-kanibala, to nie przejąłeś tym samym duszy ludzkiej, która odeszła do krainy Przodków. I słusznie się stało, bo była to dusza złego człowieka, która mogłaby nachodzić cię w snach i wysysać twe siły - postanowił, że postraszy nieco wojownika. Może to odbierze mu ochotę do rozmyślań o jedzeniu ludzkiego mięsa? - Należy być zawsze ostrożnym w przypadku ludzi podłych... Tak jak i tych, co obdarzeni są mocą magiczną. Jeśli bowiem wrogowie zbezczeszczą ich ciało, wykorzystując je jako posiłek, dusze szamanów mogą opętać ich sprowadzając chorobę i szaleństwo - I co ty na to, dzikusie? He he... - W tym wypadku także wszakże należałoby uważać, bowiem nie wiemy, z czym mamy do czynienia. A niedźwiedź, którego zabiliście mógł także być opętany przez...

Przerwał w pół słowa i zmarszczył brwi, skupiając się na przekazie mentalnym, który nagle rozdzwonił się we wnętrzu jego czaszki. Daffyd! Nareszcie, na demony...- pomyślał z ulgą. Informacja od Bossończyka wybawiała go bowiem z konieczności kontynuowania nieprzyjemnego tematu. Skrzywił się lekko, rozmasowując skronie. przekaz był bardzo silny. Nawet za silny. Czarownik miał wrażenie, że echo każdego słowa rezonuje boleśnie w korzeniach jego zębów. Najwyraźniej łucznik powinien jeszcze sporo poćwiczyć jeśli szło o komunikację mentalną...

- Poczekaj - rzucił do Hrotha, zatrzymując się - Daffyd coś znalazł! Lepiej się ukryjmy.

Myśl czarnoksięznika wzbiła się niczym strzała, dosiadając zimowego wiatru. Pomknęła nad ośnieżonymi wzgórzami, dosięgając celu:

- Daffydzie! Mamy czekać, czy dołączyć do ciebie? Powiedz mi, co widzisz! I jak daleko jest zagrożenie? Słucham z uwagą.
Przypominam tylko, że myśli nie kierowanych do drugiej osoby nie słychać - więc osobiste rozmyślania Nehahera pozostają tylko jego tajemnicą. ;)
Wstawka od MG:
Zamyślony Hroth podczas wyjaśnień Morethila. Ma na sobie narzucona skórę niedźwiedzia, broń także masywniejszą, ale twarz i budowa ciała są u Hrotha tak jak poniżej.
Obrazek
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2018, 21:27 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 05 grudnia 2018, 20:15

[center]Przełęcz, gdzieś w górach[/center]


Barbarzyńca słuchał z uwagą mądrych słów szamana, nie zmniejszając przy tym swojej uwagi, skoncentrowanej na otoczeniu.

A co jeśli potężny zły człowiek opęta zwierze, na przykład niedźwiedź kanibal, będzie chciał się mścić na tych którzy zagrażają jego złowieszczej misji?

Nim jednak zadał to pytanie swojemu rozmówcy dowiedział się o niebezpieczeństwie. Najpierw przykucnął i zaczął kierować się w raz Morethil'em do pobliskich zarośli okrytych śniegiem. Dobra kryjówka na razie.

Spojrzał w oczy szamana i powiedział szybkie szkolenie jak będą się teraz poruszać i zachowywać. Powiedział to cichym poważnym głosem z dzikością w oczach wyciągnął topór i miecz.

- Słuchaj od teraz idziesz za mną i chronisz się za moimi plecami. Nie stawaj między mną, a naszymi wrogami, tak by mój topór nie trafił ciebie. Usuń się za me plecy. Tak będę mógł cię chronić.

Po czym dodał z uśmiechem na twarzy.
- A i jak wpadnę w szał berserków ukryj się i udawaj, że cie tam niema. - Wróciła mu po tym zdaniu poważna kamienna mina skupionego łowcy spragnionego krwi.

- Ciekawe ilu ich jest i gdzie dokładnie się znajdują.
Jak w poprzednich deklaracjach... chronię szamana i czekam na rozwój wydarzeń.

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 05 grudnia 2018, 22:33

Głos szamana ponownie zadzwonił Daffydowi w uszach, jednak tym razem był już gotowy. A poza tym już i tak leżał twarzą w śniegu.

- nieznajomi. siedmiu. rzucił myśl w przestrzeń wciąż niepewny, czy przynosi to jakikolwiek efekt.

Przesuwając się gładko w białym puchu po dłuższej chwili dostrzegł sylwetki towarzyszy skrytych za kępą zarośli. Barbarzyńca ściskał już w dłoniach broń i wypatrywał Bossończyka. Ten po chwili podniósł się z ziemi i pochylony dopadł kryjówki.

Przez