PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 grudnia 2018, 21:49

Lucatore, 30 czerwca 2595

Barthez od razu zrozumiał, że zarówno Kozioł jak i Dom Olejów nie będą odpowiednimi miejscami aby szukać kwater dla dziedzica. Pierwsza była mordownią starych weteranów i wpraszanie się tam byłoby jawnym proszeniem się o kłopoty. Pal licho jeśliby chodziło tylko o Bartheza i najemników, ale Helweta domyślał się dobrze, jak boleśnie skończyłaby się dla niego obecność zmanierowanej arystokracji. Zresztą pewnie komfort mieli już lepszy w Domu Pielgrzymów. Dom Olejów odpadał z zupełnie oczywistych przyczyn, bo byłoby to jak przysłowiowa zamiana siekierki na kijek.

Najemnik pogładził się chwilę po głowie, myśląc co czynić. Mógł oczywiście zaciąnąć Dumasa z powrotem poza miejskie mury, ale wolał sprawdzić wszystko. I jakby nie patrzył mały rekonesans po wąskich ulicach Lucatore w niczym nie przeszkadzał. I tak musiał to zrobić wcześniej czy później.

- Rzeknijcie jeszcze dobrzy ludzie czy nie mieszkają w mieście jacy bogaci kupcy. Może Ambasador mógłby się zatrzymać na prywatnych kwaterach, jeśliby była taka możliwość.
Barthez podpyta jeszcze o jakiś bogatych ludzi w mieście. W końcu jakiś kupiec mógłby zwęszyć dobry interes na wynajmie swoich pokoi bajecznie bogatym Frankom. Można by jeszcze spróbować wprosić się do brata nieboszczyka (tego co ma żonę z Lombardich), ale to wiążałoby się z dość jawnym opowiedzeniem się po jakiejś stronie konfliktu który się tu rozgrywa.

Tak czy owak, jesli dostaniemy jakieś namiary, to się tam wybierzemy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 grudnia 2018, 22:05

Lucatore, 30 czerwca 2595

Leon Thibaut i kapitan Perrault błyskawicznie opuścili pomieszczenie, zostawiając dziedzica zapatrzonego w widoczną za dachowym oknem panoramę Lucatore. Jasne dachy miasteczka wystawały tu i ówdzie ponad względnie wysokie mury, ale Abdel swą uwagę dzielił przede wszystkim pomiędzy majestatyczną bryłę wzniesionego na wzgórzu klasztoru oraz wielkie kształty trzech górskich masywów wyrastających wysoko ponad kotlinę Lucatore. Ich szczyty wydawały się niknąć w chmurach, wywierając swym surowym pięknem ogromne wrażenie na wrażliwym estetycznie pierworodnym.

- Bez względu na plebejską atmosferę tego miejsca krajobraz budzi wrażenie - odezwała się stojąca w progu Angeline Léa - W Montpellier takiego pejzażu nie doświadczysz.

- Przyjmijmy na razie za pewnik, że urok gór jest jedynym skarbem tutejszego ludu - odburknął Abdel - Gotów jestem zmienić zdanie, kiedy już skosztuję miejscowych trunków, ale złe przeczucie podpowiada mi, że srogo się rozczaruję. Jak zamierzasz spędzić dzisiejszy dzień? Zstąpisz pomiędzy prostaczków, aby onieśmielić ich swą urodą czy pozostaniesz w tym jakże przytulnym przytułku?

- Jeszcze nie zdecydowałam - dziedziczka uśmiechnęła się figlarnie, chociaż Abdel nie zauważył tego uśmiechu stojąc do niej plecami - Najpewniej wezmę kąpiel, a potem się zdrzemnę. Jambon już zajął sporą część kuchni, przygotowuje wczesną wieczerzę.

- Kąpiel! - Abdel klasnął w dłonie, odwrócił się w stronę przyrodniej siostry - Z racji starszeństwa to mnie przysługuje pierwszeństwo wymoczenia się w balii, ale gotów jestem ci ustąpić miejsca, jeśli zechcesz ku mej przyjemności podręczyć naszego drogiego kapitana. Ogromnie mnie dzisiaj rozczarował, ale faktycznie nie mogę go zastrzelić na oczach tutejszej gawiedzi. To uwłaczałoby godności posła. Nie mogę też rozkazać Barthezowi, by go zastrzelił, bo nie mam całkowitego zaufania do jego lojalności, mógłby jeszcze odmówić.

Szlachcianka uśmiechnęła się jeszcze szerzej odgadując bezbłędnie sarkazm ukryty w pozornie beznamiętnym tonem swego brata, zdecydowała się podjąć jego zrodzoną z czarnego humoru grę.

- Lecz ty możesz Jacquesa ukarać bardziej srogo niż ja - ciągnął Abdel - Spraw mi tę przyjemność, kdroga siostro. Rozkochaj go w sobie do szaleństwa, a potem porzuć pełna drwiny. To będzie odpowiednia kara dla kogoś, kto okazał tak daleko posunięty brak zrozumienia dla naszych potrzeb.

- Rozważę twoją propozycję, drogi bracie - błysnęła zębami Angeline Léa - Lecz muszę ci wyjawić, że jesteś w tych niecnych negocjacjach na spalonej pozycji, albowiem przemiły zarządca już się zobowiązał, że do mego pokoju zostanie dostarczona osobna balia, którą z nikim nie będę się musiała dzielić.

Abdel westchnął teatralnie na dźwięk słów siostry, przewrócił oczami, potem spoważniał.

- Nie wiemy jeszcze praktycznie niczego, ale już mam wrażenie, że wjechaliśmy do leża jadowitych węży. Miej przez następne dni oczy szeroko otwarte i nadstawiaj bacznie uszu - powiedział odwracając się z powrotem w stronę okna.
Scenka obyczajowa. Do każdego pokoju gościnnego zostanie dostarczona osobna balia, więc Angelina będzie miała swoją, dziedzic i Leon swoją, a Guido i kapitan podzielą się trzecią.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 03 grudnia 2018, 18:23

Lucatore, 30 czerwca 2595

Wróciwszy do swojego pokoju Angeline odkryła z zadowoleniem, że słudzy kończą właśnie napełniać balię ciepłą wodą. Wszystkie rzeczy Lei zostały już dostarczone do pokoju co zawdzięczała zapewne troszczącym się o nią Sangom. Sierżanci prześcigali się z kapitanem w usługiwaniu dziedziczce, która wciąż pokazywała iż pomimo dzielących ich różnic klas stara się być jedną z nich.
Poczekawszy aż większość ze służby wyjdzie z pokoju Lea zatrzymała krótkim gestem jedną ze służebnych i zaczęła zrzucać z siebie kolejno elementy swojego munduru. Rozebrawszy się do naga wydobyła z sakiewki niewielką, srebrną monetę.

- Zabierz te rzeczy dobra dziewczyno i każ je uprać i wysuszyć- rzuciła z uśmiechem wręczając służebnej monetę - Tylko dopilnuj osobiście, żeby niczego nie zniszczono ! Nie chciałabym wnosić oficjalnej skargi bo to skończyłoby się zapewne srogimi batami ! Przyłóż się do tego a dodatkowa nagroda Cię nie minie.

Przeciągnąwszy się lekko co wywołało rumieniec na twarzy służącej Lea weszła do balii i usiadła z wdziękiem w przyjemnie ciepłej wodzie. Ruchem ręki odprawiła służkę, która zdążyła już pozbierać jej odzienie z podłogi. Na wieczór trzeba będzie założyć tę czarną suknię pomyślała zanurzając się w wodzie aż po czubek głowy. Ciepła woda wyciągała zmęczenie z jej mięśni i przyjemnie odprężała. Gniazdo węży powiedział jej brat. I zapewne miał rację...
Scenka obyczajowa przed kolacją
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 grudnia 2018, 20:37

Lucatore, 30 czerwca 2595

Strażnicy wymienili między sobą spojrzenia, jeden z nich wzruszył ramionami, drugi potrząsnął głową.

- W mieście jest wielu takich, coby chętnie by się dorobili na ugoszczeniu tak znacznego gościa, choćby i ja na moim poddaszu - oświadczył w końcu jeden z nich - Ale coś mi się widzi, że dopóki poselstwa nie przyjmie najpierw Żelazna Emisariuszka, ci bardziej znaczni w Lucatore nie odważą się ugościć ambasadora pod własnym dachem. Gdyby bowiem audiencja poszła nie po myśli gości, gniew Nevy mógłby się obrócić się tym, którzy okazali Frankom gościnność.

Na poważnych obliczach obu Purgaryjczyków pojawił się jakiś cień, jakieś rosnące przeświadczenie, że być może już zbyt wiele powiedzieli albo że ktoś może im poczytać za złe tak długie spoufalanie się z obcymi. Rzucając kilka słów na pożegnanie, obaj ruszyli szybkim krokiem wzdłuż uliczki rozmawiając między sobą przyciszonymi głosami.

- Widać, że wdowa cieszy się tutaj wielkim respektem - Barthez poprawił uciskający go w ramię pasek strzelby - Czy raczej nawet lęku. Nic dziwnego, skoro wiele lat walczyła na pierwszej linii frontu. To musi być niebezpieczna kobieta. Cóż, pokręćmy się jeszcze chwilę w bocznych uliczkach.

Guido Dumas nic nie odpowiedział, pocierając mimowolnie bolącą pręgę na policzku i wodząc wokół siebie spłoszonym wzrokiem. Alpejczyk nie mógł nie zauważyć, że skarbnik delegacji był głęboko zaniepokojony wizytą w tak prymitywnym i naznaczonym znakiem zbrodniczej tragedii miejscu.

Skoro dygnitarz zamierzał zwiedzać Lucatore w nieprzeniknionym milczeniu, Helweta postanowił mu się nie narzucać z konwersacją.

W zamian obserwował uważnie przechodniów w strojach rolników, rzeźników w pokrytych zakrzepłą krwią skórzanych fartuchach, stolarzy z dłutami i młotkami, rzemieślników wyplatających kosze i wykuwających gwoździe. Patrzył też na obwieszonych bronią anabaptystów o posępnych, pociętych bliznami obliczach, demonstrujących wszem i wobec swe wbite w nosy masywne kolczyki. I noszących piki mężczyzn o śniadej skórze, strażników miejskich starających się schodzić żołnierzom Krzyża z drogi.

Na uliczkach Lucatore tłoczyło się mnóstwo przyjezdnych, najczęściej bardzo skromnie odzianych, siedzących wprost na ziemi na rozesłanych pod ścianami domów derkach. Większość z nich spoglądała na rzucających się w oczy przyjezdnych mało życzliwym wzrokiem, mamrocząc pod nosem jakieś obelgi al