Lucatore, 30 czerwca 2595
Leon Thibaut i kapitan Perrault błyskawicznie opuścili pomieszczenie, zostawiając dziedzica zapatrzonego w widoczną za dachowym oknem panoramę Lucatore. Jasne dachy miasteczka wystawały tu i ówdzie ponad względnie wysokie mury, ale Abdel swą uwagę dzielił przede wszystkim pomiędzy majestatyczną bryłę wzniesionego na wzgórzu klasztoru oraz wielkie kształty trzech górskich masywów wyrastających wysoko ponad kotlinę Lucatore. Ich szczyty wydawały się niknąć w chmurach, wywierając swym surowym pięknem ogromne wrażenie na wrażliwym estetycznie pierworodnym.
- Bez względu na plebejską atmosferę tego miejsca krajobraz budzi wrażenie - odezwała się stojąca w progu Angeline Léa - W Montpellier takiego pejzażu nie doświadczysz.
- Przyjmijmy na razie za pewnik, że urok gór jest jedynym skarbem tutejszego ludu - odburknął Abdel - Gotów jestem zmienić zdanie, kiedy już skosztuję miejscowych trunków, ale złe przeczucie podpowiada mi, że srogo się rozczaruję. Jak zamierzasz spędzić dzisiejszy dzień? Zstąpisz pomiędzy prostaczków, aby onieśmielić ich swą urodą czy pozostaniesz w tym jakże przytulnym przytułku?
- Jeszcze nie zdecydowałam - dziedziczka uśmiechnęła się figlarnie, chociaż Abdel nie zauważył tego uśmiechu stojąc do niej plecami - Najpewniej wezmę kąpiel, a potem się zdrzemnę. Jambon już zajął sporą część kuchni, przygotowuje wczesną wieczerzę.
- Kąpiel! - Abdel klasnął w dłonie, odwrócił się w stronę przyrodniej siostry - Z racji starszeństwa to mnie przysługuje pierwszeństwo wymoczenia się w balii, ale gotów jestem ci ustąpić miejsca, jeśli zechcesz ku mej przyjemności podręczyć naszego drogiego kapitana. Ogromnie mnie dzisiaj rozczarował, ale faktycznie nie mogę go zastrzelić na oczach tutejszej gawiedzi. To uwłaczałoby godności posła. Nie mogę też rozkazać Barthezowi, by go zastrzelił, bo nie mam całkowitego zaufania do jego lojalności, mógłby jeszcze odmówić.
Szlachcianka uśmiechnęła się jeszcze szerzej odgadując bezbłędnie sarkazm ukryty w pozornie beznamiętnym tonem swego brata, zdecydowała się podjąć jego zrodzoną z czarnego humoru grę.
- Lecz ty możesz Jacquesa ukarać bardziej srogo niż ja - ciągnął Abdel - Spraw mi tę przyjemność, kdroga siostro. Rozkochaj go w sobie do szaleństwa, a potem porzuć pełna drwiny. To będzie odpowiednia kara dla kogoś, kto okazał tak daleko posunięty brak zrozumienia dla naszych potrzeb.
- Rozważę twoją propozycję, drogi bracie - błysnęła zębami Angeline Léa - Lecz muszę ci wyjawić, że jesteś w tych niecnych negocjacjach na spalonej pozycji, albowiem przemiły zarządca już się zobowiązał, że do mego pokoju zostanie dostarczona osobna balia, którą z nikim nie będę się musiała dzielić.
Abdel westchnął teatralnie na dźwięk słów siostry, przewrócił oczami, potem spoważniał.
- Nie wiemy jeszcze praktycznie niczego, ale już mam wrażenie, że wjechaliśmy do leża jadowitych węży. Miej przez następne dni oczy szeroko otwarte i nadstawiaj bacznie uszu - powiedział odwracając się z powrotem w stronę okna.
Scenka obyczajowa. Do każdego pokoju gościnnego zostanie dostarczona osobna balia, więc Angelina będzie miała swoją, dziedzic i Leon swoją, a Guido i kapitan podzielą się trzecią.