PBF - Aquilońskie Pogranicze

profes79
Reactions:
Posty: 32
Rejestracja: 11 listopada 2018, 20:28

Post autor: profes79 » 29 listopada 2018, 23:14

Daffyd zważył w ręku otrzymany tak niespodziewanie amulet. Słuchał szamana przyglądając się uważnie złotemu wisiorowi, dostrzegając dziwny poblask w odbijającym się w ślepiu wilka świetle ogniska. Mimo swojej niechęci rozumiał, że szaman ma rację i stara się nie tylko pogodzić go z Hrothem, ale także uchronić jego samego. Niechętnie wyciągnął ku niemu dłoń z naszyjnikiem.

- jeżeli ów medalion jest przeklęty i niesie na sobie brzemię zła, to lepiej, aby trzymał go ktoś, kto z tym złem sobie poradzi. Jedno Cię jednak nie myli Morethilu - noszący podobny amulet był złym człowiekiem i jeżeli sprowadził to zło na te ziemie, to los tutejszych Vanirów może być równie opłakany, co los mojej rodziny.

Zamilkł na chwilę.

- Noc kiepskim jest doradcą. Prześpijmy się aby rano podjąć decyzję, co czynimy dalej.

- Ależ nie - pokręcił głową szaman, wznosząc obie dłonie w geście odmowy - Nie śmiałbym odebrać ci trofeum, które ci się słusznie należy, Daffydzie. Poza tym, moje duchy opiekuńcze poczułyby się obrażone obecnością tak złowieszczego artefaktu w mej bliskości... Mam jednak pomysł. W przedsionku stoi stary garnek. Jeśli nie wiesz co zrobić z tym amuletem, możesz zawsze włożyć go do środka i zakopać w zaspie obok południowej ściany domu. Myślę, że to na razie najlepsze wyjście. Później się zastanowię, jak można uchronić cię przed tą złowrogą siłą...

Daffyd pokręcił głową ponownie zdumiony, ale zdecydował się pójść za radą szamana.
Edycja po konsultacji z Sigilem

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 30 listopada 2018, 14:52

[center]Wioska Byrth[/center]

Rankiem Daffyd i Hroth rozglądają się ciekawie po wiosce. Szaman napatrzył się wcześniej.

To dziura, jakich mało, właściwie nie wioska, tylko szlam wyrzucony na brzeg. Miejscowi są dziwni. Zawzięci, ponurzy, mściwi, małomówni i śmierdzący rybami...
Osada Byrth to właściwie rząd chałup przyklejonych do jeziora. Tak ją zbudowali. Każda rodzina okupuje kawałek brzegu o długości jakichś sześćdziesięciu stóp. A ponieważ żyje tam z pięćdziesiąt rodzin, więc osada ma jakieś pół mili długości. Wadzą się o każdy cal tego swojego gruntu i jeden drugiemu nic nie odpuści.

Poza tym są bardzo samodzielni. Sami naprawiają swoje łodzie, sami robią sieci, sami wędzą i suszą ryby. Na obcych patrzą wilkiem. Ryby wymieniają na mąkę, sól, wełnę, mięso i tak dalej. Wioskę zbudowali niemal naprzeciw miejsca, gdzie tamtejsza rzeka wpada do jeziora, więc wszystkie chałupy stoją na palach, ze względu na fale.

Z pobliskiego lodowca czasem odpadają wielkie bryły lodu, i to one powodują powstawanie wielkich fal, zalewających brzeg, stąd budowanie na palach jest konieczne. Dziwne, że nie zbudowano domów dalej od brzegu by uniknąć zalewania. W promieniu kilku dni drogi nie ma tam żadnych ludzkich siedzib.

Najbliżej jest osada Hrotha, aby opuścić tą wioskę trzeba przejść przez osadę w której mieszka Grimnir i Hroth. Generalnie to jałowa okolica, same skały i lód.

Czuć tu jakieś dziwne napięcie, niektórzy mieszkańcy mają złote lub srebrne ozdoby, naszyjniki, amulety prastarej roboty, niezbyt pasujące do ubogich Vanirów żyjących z połowu ryb i polowań.
To co zdołał zaobserwować Morethil i to co wie o wiosce Byrth Hroth, oraz to co na pierwszy rzut oka widzi Daffyd lub czego się domyśla.
Jakieś decyzje, zostajecie tu, odchodzicie?
Ostatnio zmieniony 30 listopada 2018, 15:20 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 01 grudnia 2018, 07:13

Daffyd rozmyślał, człowiek na przełęczy na pewno znał zabójcę jego ojca, jednakże jego zabił niedźwiedź, inne tropy zasypał śnieg. Mieszkańcy wioski nawet w dzień trzymali się blisko swoich domów, na dzieci uważając by się zbytnio nie oddalały. Wioska nie miała palisady, a mieszkańcy zachowywali się jakby wróg był w pobliżu. Pogranicznik liczył w skrytości ducha, że może i zabójca jego ojca tu dotarł. Miejscowi mieli bowiem wiele nader ciekawych wyrobów jubilerskich i innych, które nie wyszły spod ręki żadnych miejscowych rzemieślników. Takimi zaś rzeczami handlował zabójca jego ojca, oferując je także starszyźnie w wiosce Daffyda.

Hroth czuł się nieco lepiej, ale ból zaczął wracać, rany goiły się jednak dobrze. Zastanawiało go czemu ten niedźwiedź z którym walczyli nie zapadł w sen zimowy, może go coś obudziło? Jego leże mogły być gdzieś niedaleko skoro zaatakował na przełęczy. W wiosce zaś brakowało zwykłej dla osad Vanirów radości, zabaw dzieci na śniegu, zwyczajnego codziennego rozgardiaszu, tu wszystko było stłumione, jakieś nienaturalne.

Szaman zastanawiał się nad tym co widział wcześniej, starał się połączyć te fakty z tym co opowiedzieli mu Hroth i Daffyd.
Ostatnio zmieniony 01 grudnia 2018, 16:13 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 grudnia 2018, 11:35

[center]Chata Morethila, Osada Byrth nad Jeziorem Wdowich Łez[/center]
Nehaher śnił, sen piękny a szczególny: oto bowiem ponownie znajdował się w rozległych bibliotekach Luksoru. A były to ogromne biblioteki, nieskończone i niepojęte, skrywające w swych przepastnych trzewiach pradawną i zakazaną wiedzę, z czasów, których ludzkość nie miała prawa pamiętać. Przemierzał więc oto mroczne alejki, ciągnące się wzdłuż wysokich półek zastawionych zwojami miedzi i papirusu, tabliczkami glinianymi i bardziej egzotycznymi pergaminowymi księgami. Z każdej z tych półek spoglądały na niego wieki, ba, tysiąclecia! Nienazwane i dziwne eony! On zaś szedł dalej, świadom potęgi ukrytej w niepoliczonych rzędach przechowywanych tu znaków. Widział manuskrypty opisujące złożone klątwy, które władne były zetrzeć Menkarę i jego popleczników w popiół. I uśmiechał się wiedząc, że wystarczy sięgnąć po nie ręką... Widział potężne inkantacje wzywające prastare demony z czeluści Otchłani i czuł przeszywający go dreszcz występnej rozkoszy gdy gładził ich obicia z ludzkiej skóry. Księga za księgą, półka za półką, zagłębiał się coraz dalej w ten labirynt przedziwny... Wreszcie ujrzał przed sobą to, czego poszukiwał naprawdę: segment oznaczony hieroglifami jako zaklęcia władzy nad światem. W ekstatycznym uniesieniu wyciągnął rękę, by sięgnąć wreszcie po należne mu prawo i wtedy...

Obudził się.

Chwilę leżał wśród wyliniałych, podejrzanie woniejących skór, żałując, że nie może spalić myślą całej tej wioski, tych wszystkich Vanirów a najlepiej całej przeklętej Północy! Wisząca pod stropem czaszka renifera spoglądała na niego ze stoickim spokojem. Najwyraźniej zupełnie nie dbała o cierpienia stygijskiego czarnoksiężnika, z którym los obchodził się nad wyraz okrutnie... Nehaher pokazał jej więc język i zwlekł się w posłania. Należało zacząć nowy, piękny dzień w dziczy...


[center]***[/center]
- Nie wygląda to najlepiej, prawda? - stwierdził lakonicznie szaman, gdy Hroth i Daffyd powrócili z rekonesansu we wsi.

- Co? - zapytał barbarzyńca, dając dowód bystrości właściwej swej krwi i profesji.

- Wioska - wyjaśnił cierpliwie Morethil - Nie zrobiła na was pewnie najlepszego wrażenia... Na mnie też nie, choć słońce wstaje dziś szósty raz od czasu, gdy tu przybyłem... Wygląda na to, że bogowie przestali darzyć tą okolicę łaską. To wszak święte miejsce, a ludzie tutaj cięgiem się czegoś lękają. Zupełnie jakby nie z krwi Vanirów pochodzili... Unikają wychodzenia w nocy, stronią od obcych - a przecie bez pomocy kupców nie przeżyją tu ni jednej zimy. Nawet na mnie koso spoglądają, choć tą chatę co prawda mi darowali. Niemniej, czyście widzieli ile chałup pustych tu stoi? Dziwne to...

Pokiwał głową w zadumie, po czym spojrzał na Daffyda:

- Przypomniałem sobie coś o tym amulecie przeklętym - rzekł. - Wybaczcie, że wczoraj wypadło mi to z głowy, ale pora późna już była, a ja wszak nie najmłodszy jestem... No więc podobny ma starszy wioski. I mówił mi cosik, że ongiś miał dwa, ale jeden sprzedał poprzedniej zimy, kupcowi co przyjechał tu z daleka... Więc ten twój morderca pewnikiem przyjechał tu po takich więcej. I zginął przez niedźwiedzia pożarty... Ale pomyślałem ja sobie, może przy jego ciele więcej znajdziemy? Może są tam i inne złe duchy, w prastarych przedmiotach zaklęte, które mu kazały czynić, co uczynił? A jeśli nawet nie, to może miał muła, co uciekł i po okolicy się błąka? A nawet jeśli go pożarły wilki, to złoto i srebro ostało się. Więc ja bym ruszył na przełęcz, by sprawdzić to wszystko. Ale samemu wędrować nie uśmiecha mi się, przeto myślę, że dobrze by było jakbyśmy wszyscy się tam udali. I może też nieco mięsa z niedźwiedzia zabierzemy przy okazji. Bo na pomoc mieszkańców pewnikiem nie ma co liczyć...
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03