PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 listopada 2018, 08:44

Lucatore, 30 czerwca 2595

Abdel odsłonił firanę zasłaniającą okno powozu i wielkopańskim gestem białej szlacheiej dłoni przywołał idącego obok wyznawcę Złamanego Krzyża. Jan XIII bo tak mu było na imię, podbiegł truchtem do powozu. Był delikatnie mówiąc osobliwym człowiekiem, poczynając od imienia które jak wywiedział się Abdel nadano mu w związku z tym, że był trzynastym synem swojego ojca. Dziedzic zastanawiał się jak tez mogą nazywać się jego bracia. Jan wyglądał na styranego życiem czterdziestolatka, którego życie nie szczególnie oszczędzało. Odziany w łachmany, które wyglądały jakby uszył je sobie sam, o włosach sklejonych w kłącza za pomocą błota i trudno powiedzieć jakich jeszcze dodatków, przypominał dziedzicowi skrzyżowanie paranoicznej, wiecznie rozglądającej się neolibańskiej surykatki i postrzelonego religijnego fanatyka o niepokojącym wzroku. Szlachcic nie był pewien, czy człowiek ten nie jest aby przypadkiem obłąkany. Ale nawet jeśli było to prawdą, to i tak nie miało to znaczenia, póki obok była jego ochrona gotowa zastrzelić agnostyka jak tylko powziął by wyraźny zamiar skrzywdzenia dziedzica. Abdleowi nawet pasował ten szaleniec albowiem był szczery, a w dzisiejszych czasach była to wyjątkowa rzadkość.

- Powiedz mi drogi Janie, czy byłeś kiedykolwiek w Lucratore? Czy możesz coś nam powiedzieć więcej o tym miejscu? Czy są tam miejsca godne polecenia, głownie chodzi mi o takie, w których mogli byśmy się zatrzymać w godziwych dla nas warunkach?

Pozornie wyglądający na prostaczka z plebsu, pielgrzym władał całkiem nieźle czystą purgaryjską mową, a nie jednym z niezliczonych miejscowych dialektów. Abdel był losowi niezmiernie wdzięczny za ten przejaw łaskawości, inaczej pewnie popędziłby obdartusa precz - nie słynął bowiem z przesadnej cierpliwości do ludzi pośledniejszego sortu.

- Niechaj spłynie na ciebie boska Pneuma, Królu Franki! - Jan od chwili podniosłej introdukcji swego mecenasa upodobał sobie szczególnie ów tytuł nawiązujący do dziedzictwa Montpellier, a ponieważ traktując Abdela jak koronowanego monarchę sprawiał wrażenie uszczęśliwionego, dziedzic w przebłysku łaskawości postanowił nie wyprowadzać go z błędu - Lucatore to miejsce obdarowane wielkimi łaskami Boga. To tutaj czcigodni święci mężowie studiują święte księgi i nauczają prostaczków. A największym z nich był uświęcony Miecz Adriatyku, wielki i wspaniały Neognostyk! Zamordowany, ani chybi przez tych przeklętych na wieczne czasy kozojebców!

Poruszony wspomnieniem nieodżałowanego Altaira Benesato, anabaptysta jął okładać się pięściami po głowie jęcząc przy tym żałośnie i zalewając się łzami. Obserwując go z nieudawaną ciekawością z wysokości powozu, Abdel z perwersyjną przyjemnością zaczął fantazjować na temat swego własnego pochówku, oczami wyobraźni widząc już nieprzeliczone tłumy rozdzierających szaty i szlochających Sanglierów.

- Łączę się z tobą w tym nieopisanym cierpieniu - powiedział po chwili przerywając lamenty wędrowca - Wszelako nie odpowiedziałeś na pytanie, gdzie w tym świętym mieście może się zatrzymać dostojnik mego pokroju.

- Och, królu Franki, są w Lucatore gospody i domy pielgrzymów i nawet rolnicy czasami pozwalają swym braciom i siostrom w wierze spać w zagrodach, ale taki czcigodny i pobożny mąż jak wy, taki cnotliwy i mądry i niemożebnie wspaniały to jeno w klasztorze na górze. Są tam cele w kamieniu kute, do kontemplacji i postów i ustawiczne modlitwy, coby Bóg takiego modlacza natchnął swym duchem, a pokierował ku jeszcze większej wspaniałości.

- Ale oprócz klasztoru na pewno są inne miejsca do odpoczynku, tak? - upewnił się zdjęty lodowatym dreszczem dziedzic - Takie, gdzie mogliby przenocować moi słabej woli i grzeszni słudzy?

- Tak, królu Franki! - Jan złożył ręce niczym do modlitwy, co miało zapewne poświadczyć o prawdziwości jego słów - W Domu Olejów albo w Wypatroszonym Koźle albo w innych dormitoriach. A woda, co ją piją w Lucatore pobłogosławiona jest i cuda sprawia, chorych leczy, grzesznych oczyszcza. To może król napoi nią tych grzesznych poddanych?

Rozparty w okienku powozu Abdel nie omieszkał zauważyć, że wzrok wypowiadającego życzliwą radę Jana pobiegł od razu w kierunku jego moszczącej się na siedzeniu siostry.

- Zapewniam cię, że rozważę w myślach rozliczne pokuty oraz ścieżki nawrócenia dla tych w mej świcie, którzy nie są dość pobożni. A o owych wodach i ich cudownej mocy słyszałem nawet moich stronach - skłamał gładko Abdel - Podobno nawet parę łyków poprawia kobietom urodę. - Powiedział czując jak siostra mimowolnie nadstawia uszu - A kąpiel nawet cnotę przywrócić potrafi.

Garnitur białych zębów błysnął w szyderczym uśmiechu szlachcica. Na siostrę nie spojrzał.
Tak to oto decyzja o miejscu noclegu zapadła. Jedynym lokum godnym Abdela, nieoficjalnego króla wszystkich Franków, był oczywiście klasztor. oczywiście była to jego prywatna opinia, którą jak zwykle zamierzał za chwilę narzucić reszcie wyprawy.
Post pisany z Kethem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 listopada 2018, 14:35

Lucatore, 30 czerwca 2595

Nathan pozdrowił nadjeżdżających anabaptystów uniesioną w górę otwartą dłonią, uniwersalnym gestem ludzi miłujących pokój. Sześciu jeźdźców ściągnęlo cugle wierzchowców, otoczyło przybyszów półkręgiem przyglądając im się bacznie z wysokości siodeł. Wszyscy byli postawnymi mężczyznami w sile wieku, brodatymi i krzepkimi, o naznaczonej licznymi bliznami skórze. Na ich czołach widniały tatuaże kultu Złamanego Krzyża, w nosach nosili charakterystyczne koliste kolczyki. Wypolerowane na błysk kolcze koszulki oraz przewieszone przez plecy blisko dwumetrowej długości oburęczne miecze mogły w innych okolicznościach wzbudzić śmiech i politowanie człowieka nawykłego do automatycznej broni palnej, ale Alpejczyk daleki był od lekceważenia obserwujących go ludzi. W krainach nie dorównujących Helwecji poziomem rozwoju i w czasach ścisłej reglamentacji amunicji orgiastycy pokroju tych jeźdźców stanowili poważaną kastę wojowników, zdolną do zbierania straszliwego żniwa na bitewnych polach. Jeśli zaś brało się nadto pod uwagę ich fanatyczną wiarę i żarliwość, nawet rodowity Alpejczyk musiał czuć wobec orgiastyków głęboki szacunek.

- Kim jesteście i czego tutaj szukacie? - przemówił z grzbietu wierzchowca jeden z anabaptystów, posługując się rzecz jasna purgaryjską mową, ale mówiąc z rozmysłem dość powoli i wyraźnie, aby zrozumiał go również znający podstawy tego języka zbłąkany cudzoziemiec. Zadzierający w górę głowę Barthez uświadomił sobie, że mężczyzna ten, zapewne dowódca konnego patrolu, nie odrywał spojrzenia od noszącego elegancki czerwony płaszcza Perraulta, ewidentnie biorąc go za najważniejszego rangą w tercecie obcych.
Taka mała ciekawostka. Z racji swego wyglądu Jacques Perrault wydaje się anabaptystom przywódcą przybyszów i do niego skierowane zostało powyższe pytanie. Kapitan zna dość dobrze purgaryjski język, więc może podchwycić grę pozorów, jeśli Nathan zechciałby udawać kogoś pomniejszego rangą. Nie wiem, czy dla Bartka ma to sens i praktyczne zastosowanie, więc Nathan równie dobrze może zaraz wyprowadzić jeźdźca z błędu przedstawiając się jako faktyczny dowódca ochrony delegacji.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 listopada 2018, 23:43

Lucatore, 30 czerwca 2595

Jeźdzcy zbliżali się w stronę trójki zmierzającej ku wrotom Lucatore. Nie ulegało wapliwości, że musieli zostać zauważeni dużo wcześniej, skoro na ich spotkanie ruszył konny zastęp. Zresztą nie dało się nie zauważyć kilku dużych wozów sunących majestatycznie w dolinę, a Alepjczyk domyślał się, że ktoś usłużny ze szlaku zdążył już dawno donieść o znaczniejszej grupie ludzi, pewno eskorotowanej przez Bergamczyków. Miał tylko nadzieję, że wozy od Białęgo Wilka i jego eskorta nie przyniosą większych kłopotów.

Poprawił shotguna, tak aby dobrze widzieli go zbliżający się Anabatyści, ale nie wykonał żadnego agresywnego ruchu. Nim podniósł dłoń aby przywitać zbrjnych, powiedział cicho do Perraulta:

- Bez zbędnej agresji, ale niech wiedzą, żeśmy z wojenni. Oni takich większą estymą darzą.

Spojrzał na kapitana i na jeźdzców czując, że rozmowę zagają do Franka, wyglądającego dostojniej od ubłoconego Bartheza i nie przedstawiającego żadnej wartości w oczach Anababtystów Dumasa.

- Pewno będą gadać z ciebie Jacques. Koniecznie przedstaw sie jako kapitan. Powiedz im żeśmy forpoczta jaśnie pana Sangliera, co przybywa aby pokłon dać nieboszczykowi, co z wojennych talentów słynął samej France, a potem delikatnie zażądaj odeskortowania do miasta i kwater dla jaśnie pana. Mów do nich tonem jak do swoich żołnierzy, żeby nie czuli żeśmy słabi. - doradził Perraultowi.

- Kim jesteście i czego tutaj szukacie? - zgodnie z przewidywaniem Helwety pytanie zostało skierowane do najdostojniej wyglądającego Jaquesa, choć reszta Anabatystów uważnie obserwowała obu uzbrojonych w bardzo dobrej jakości broń palną rękodajnych Sanglierów. Sang wyprostował się bardziej i dumnie zaczął:

- Jestem Kapitan Perrault. Przybywamy aby oddać cześć nieodżałowanemu Altairowi Benesato, którego wojenna sława znana też jest i w dalekiej France. Jako forpoczta szukamy kwater dla ambasadorów rodu Sanglier, tedy z łaski swojej wskażcie stosowne kwatery dla jaśnie pana Abdela, który z woli włodarzy Montpelier tu zjechał i odeskortujcie wozy co zjeżdżają ku dolinie. - przemówił twardo Sang wskazując dłonią na karawanę.
Prawde powiedziawszy to i tak miałem plan żeby wypchnąc Perraulta do rozmowy, a samemu zostać szarą eminencją. Pozwoliłem sobie przemówić ustami kapitana.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt: