PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 20 listopada 2018, 23:01

Pałac Lombardich, 28 czerwca 2595

- Udajemy się z moim bratem, kuzynem Leonem i naszą ochroną do Lucatore - Lea przemawiała do stojących w szeregu dwórek jednocześnie grzebiąc w podróżnym kufrze w poszukiwaniu jej wojskowego stroju pozostałego po szkoleniu Sangów - Wy zostajecie tutaj i czekacie na nas. Nie wdawać mi się w żadne głupie romanse bo po powrocie oćwiczę batem jak mi która w ciążę zajdzie. Podrywać możecie z wdziękiem i celem pozyskania informacji a nie po to by gzić się dla własnej przyjemności. I pilnować mi rzeczy. Jedna stale ma przebywać w komnacie żeby mi żaden miejscowy sługa w rzeczach nie grzebał.

Nieco zszokowane dwórki w popłochu zerkały na siebie bojąc się odezwać gdy Angeline wyciągała z kufra wojskowe spodnie, przepisową bluzę mundurową chociaż pozbawioną oznaczeń stopnia oraz nieco mniej przepisową bo jedwabną, białą koszulę.

- Gdzie do cholery są moje buty do konnej jazdy ? - warknęła grzebiąc zapamiętale w kufrze - Nie stać mi tak i ruszyć tyłki ! Macie mi znaleźć całą resztę wyposażenia. Wszystko spakować do plecaka. Aha ! I jeszcze na wszelki wypadek tę czarną suknię wieczorową, jakieś buty i trochę odpowiedniej na wieczór bielizny. Wojskowość wojskowością, ale czasem trzeba zastosować bardziej subtelną broń...
Angeline przygotowuje się do podróży konnej. Zakładam kilka luzaków do niesienia bagaży ale w ostateczności plecak pomieści co trzeba. Oczywiście mój ukochany karabin, amunicja, nóż itd... typowy Sang wybierający się na tygodniowy patrol w obszar gdzie spodziewamy się wroga ;)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 20 listopada 2018, 23:12

Pałac Lombardich, 28 czerwca 2595

Najdroższa

Nikt nie spodziewał się by rozmowy z surowymi, acz szlachetnymi Lombardimi z Bergamo przebiegną tak sprawnie i po naszej myśli. Sam spodziewałem się, że ludzie ci surowi, będą bardziej podejrzliwi i przyjdzie nam spędzić tu długie tygodnie nim dojdziemy do porozumienia. Salonowe umiejętności Abdela działają wszak cuda, zaś urok Angeline Lei topi najstarszy lód i dziś wyjeżdżamy. Nie jedziemy jednak jak spodziewaliśmy się na zachód, a na wschód, gdzie wschodzi słońce nowych sojuszy.
Dobrzy nasi gospodarze wyjaśnili chwilową nieobecność Białego Wilka i otworzyli nasze oczy na wydarzenia w Lucator. Odszedł tam bowiem ostatnio mąż wielkiej charyzmy i poważania, strażnik pokoju Altair Benesato. Jedziemy tam oddać hołd zmarłemu mężowi i błogosławić ręką Franków pokojowi, który zaprowadził tam ów człowiek. Poczytujemy to za zaszczyt i dobrą monetę na rozwój w Purgii fankońskich wpływów kulturowych.

Buduję tu nowy lepszy ład, lepszą przyszłość dla Nas i Naszych dzieci. Myśl o mnie ciepło, jak i ja myślę.


Odłożył pióro, posypał kartę talkiem. Zamknął pismo i zalał lakiem. Nie mógł napisać więcej. Znał swoją żonę i wiedział, że zrozumie do kogo w istocie kierowana jest treść listu. Gotowy już do drogi, spojrzał na żałośnie zredukowany bagaż. Zabrał tylko najpotrzebniejsze narzędzia, broń, ubrania, lornetkę, amunicję, na kołku wisiał jeszcze czerwony płaszcz Sangów. Postanowił, że w tej części podróży przywdzieje żołnierski szyk. Na podłodze leżał jeszcze samotny piorunnik, który nigdzie nie pasował. Szlachcic wyszedł z komnaty, po drodze wręczył słudze list do wysłani i skierował się do stajni, raz jeszcze sprawdzić wierzchowce.

Zwierzęta były w istocie tylko pretekstem, by spotkać odpowiedzialną za konie Sanguine, Margaritte, córę mistrza koni Lombardich. Leon Thibaut mógłby przysiąc, że dziewczyna patrzyła flirtująco. Zastał ja z dwójka koniuszych, których prędko wygnał. Czuł, że napięcie przepełniające jego lędźwie wgryza się w duszę.

On mówił po frankińsku, wplatając purgijskie słowa, ona mówiła w ojczystej mowie, ale zdawało się, że rozumieją się doskonale. Dwa razy próbowała odejść, na tyle jednak niespiesznie, że zdołał ją powstrzymać, coraz będąc bliżej. Komplementował, chłonąc jej zapach, obserwując rozszerzające się nozdrza, rumieńce na skórze. W prawdzie piękna panna nie była do końca w typie Leona, ale teraz zdawała mu się nieskończenie ponętna. Nie wiedział kiedy zaczął wyciskać na ustach dziewczyny pocałunki, najpierw delikatnie, po chwili pchany już namiętnością, dotykał jaj ud, ramion, odsłaniał piersi. Młode i pełne miłości, nie pozwolił odejść, pociągnął do boksu, kontynuując wyuczone dworskie pieszczoty. Kochał młodość, oddanie, smakował skórę, srom, rozmazywał czerwoną szminkę na ustach. Wszedł kiedy była całkiem wilgotna jak Delta Rhone. Rżenie pobudzonych koni zagłuszyły westchnięcia kochanków. Tak upojonych krótką, intensywną miłosną przygodą. Skończył poruszać biodrami dopiero kiedy wgryzła mu się w ramię do krwi, a na twarzy i plecach pozostawiła szramy od pazurków.

Chwilę później wyszli z pomieszczeń stajni oboje szczebiocząc w swoich rodzimych językach, prowadzili piękne wierzchowce. Choć kochankowie poprawili ubrania nie sposób był nie zauważyć otaczającej ich aury niewidzialnego erosa.
Takie tam, Leon nie wytrzymał.

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 21 listopada 2018, 21:20

Okolice Pałacu Lombardich, 28 czerwca 2595

- Jak to najemników, panie Barthez? A nasza eskorta, nasi żołnierze? - Skarbnik był co najmniej zaskoczony. Po pierwsze tym, że Szef chce wynająć jakichś niepewnych typów, po drugie tym, że ogłoszono szybki wymarsz, po trzecie to właśnie on Guido Dumas, musiał pogodzić dodatkowe koszty z oszczędną ręką do wydawania.

Barthez spojrzał tylko spode łba - Panie Dumas, czy ja tłumaczę coś niejasno? - krew się w nim gotowała, ale zacisnął zęby po raz kolejny. Potrzebował wsparcia Skarbnika, inaczej za najemników posłużą mu odpadki i bezdomni. - W dodatku potrzebni nam prawdziwi weterani, nie jakieś chłopki roztropki - Szef wkurzał się samą rozmową, z jakby nie rozumiejącym sprawy Guido - Wrzosowiska, to nie jakaś tam wycieczka na łąkę, żeby zrywać kwiatki...

- Ciszej... - zmitygował go Skarbnik. Barthez ugryzł się w język. Przynajmniej rozsądny był ten dusigrosz. Wkurzający, ale rozsądny.

Weterani. Umysł Guido był już gdzie indziej. W dodatku ekonomicznie. Jak to pogodzić? Rozmawiał kiedyś z takim człowiekiem, jak on się do cholery nazywał...

Szef Ochrony z niepokojem patrzył na drapieżny uśmiech samozadowolenia wypełzający powoli na twarz Skarbnika.

- Chyba mam taki kontakt panie Barthez. Jeśli pan pozwoli, wspólnie rzucimy okiem - pan na kandydatów, ja na cenę jaką chcą otrzymać za swoje usługi.
Spekuluję, ale może Skarbnik, jest naprawdę dobry ? :) W końcu, kto z drużyny może to wiedzieć? Taki skryty osobnik....
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 listopada 2018, 21:13

Rezydencja gości, 28 czerwca 2595

- Chyba cię popierdoliło! - kapitan Jacques Perrault mógł bez trudu uchodzić za wzór cnót i manier, ale kiedy Nathan Barthez podzielił się z nim swoim pomysłem, zapomniany w ułamku chwili papieros wypadł spomiędzy palców wstrząśniętego oficera - Nie ma mowy!

- Istnieje realne ryzyko, że miejscowi będą wywierać presję na pozostawioną bez nadzoru świtę - podjął od nowa próbę argumentacji Alpejczyk - Potrzebuję kogoś, kto przypilnuje odpowiedniego dystansu, inaczej tutejsi mogą wyciągnąć od naszych jakieś informacje, które potem przeciwko nam wykorzystają.

- Nie mam pojęcia, co to mogłaby być za wiedza - wzruszył ramionami rozzłoszczony Sang - Niemniej nie przyjmuję do wiadomości twojej decyzji. Jeśli lęk miałby ci spędzać sen z powiek, jestem gotów odżałować Bonneta albo Blancharda, niechby jeden z sierżantów został tutaj. Albo zostaw Bastiena, ten ordynarny prostak i tak w niczym nam się dotąd nie przydał, a jeśli mianujesz go szefem ochrony świty, wypruje flaki każdemu, kto zbliży się pod drzwi tego skrzydła.

Obaj mężczyźni stali na skraju kamiennego tarasu na trzecim piętrze rezydencji, pomiędzy wielkimi donicami z czerwonej gliny, w których rosły kunsztownie przycięte świerczki.

- Czcigodny Emmanuel Geoffroy Sanguine powierzył mej pieczy swe dzieci i krewniaka - pobladła twarz kapitana stężała w wyrazie niewzruszonego uporu - Nie będę siedział tutaj pilnując dwórek i fryzjera, prędzej bym sobie w łeb palnął.
...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times