PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 03 listopada 2018, 21:21

Rezydencja sekretarza stanu Bergamo, 27 czerwca 2595

Idąc za przykładem egzaltowanego kuzyna Leon Thibaut starał się nie poruszać tematów natury politycznej czy społecznej i rozmawiać na tematy, jak to wyczytał kiedyś w pewnej starej powieści ironicznie nazywane "istotnymi". Czyli o niczym, albo o wybujałej metafizyce. Świerzbił go język, ale uczył się powściągliwości.

Choć szczerze żałował, że nie może towarzyszyć żonie w trudnym okresie, to z zadowoleniem zauważał jak wyrobił się towarzysko. Nie miał nic przeciwko przedłużaniu istniejącego stanu, zaczął się wręcz zastanawiać czym zasłużył sobie na przychylność Ventriculle Emmanuela. Wszak Ten Człowiek nie czynił nic bezinteresownie.

Prawdziwie zapalił się kiedy gospodarz zapowiedział palenie fajkowego ziela, dlatego pominięty poczuł nienasycenie i rozdrażnienie. Fakt ów słodziła tylko szpila wbita Alfonso Malaparte przez Abdela, jakoby zgon neognostyka miał skomplikować rozmowy handlowe. Drogi kuzyn postawił tym samym Purgijczyka w niewygodnej sytuacji powiernika złej wieści. Leon musiał przyznać, ze kuzyn jest zręcznym graczem, a nie znał go dotąd z tej strony.

Potraktował zaczepkę dziedzica jako przyzwolenie i sam przeszedł to tematów nieco poważniejszych.

- Guido, -zwrócił się do skarbnika -czy dobrze pan rozumie się w funkcjonowaniu gmin Jehameddan? Uroczo śpiewają na pobudkę, ale w ciągu dnia wołanie powszednieje. A może pomogą nam mili gospodarze, przecież dzielą z nim ulice na co dzień. Proszę nie dać się prosić, pragniemy poznać miejscowe zwyczaje, pragnienia i tęsknoty. Będą nas o nie wypytywały nasze żony i kochanki.
O miejscowych jehameddan czas zbierać informacje. Może Guido podłapie i zręczniej pociągnie za języki synów sekretarza. Jak funkcjonuje ich społeczność, w jaki sposób są zależni od Lombardich, jak odprowadzają podatki, czy służą w wojsku, w milicji, jak są uzbrojeni, z czego czerpią zyski?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 listopada 2018, 20:22

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Poprzedzony przez gospodarza, Abdel Sanguine wyszedł na skąpany w promieniach słońca taras na tyłach rezydencji sekretarza Malaparte. Wysoka budowla dygnitarza wyrastała ponad okoliczne domostwa i ogrody, również zamieszkane przez majętnych obywateli Bergamo. Przesuwając wzrokiem po ich porośniętych winoroślą ścianach, dziedzic zadawał sobie w myślach pytanie jak wiele pięknych młodych kobiet o smagłej skórze i czarnych włosach mieszkało w tej dzielnicy - kobiet znudzonych swym próżniaczym życiem i gotowych poświęcić wiele dla szczypty emocji i pikanterii.

Taras składał się z dwóch części. Pierwsza wychodziła na jadalnię i zastawiona była pięknie wykończonymi drewnianymi meblami. Druga stanowiła niejako dodatek do pierwszej - był to dużo mniejszy taras położony poniżej pierwszego i niewidoczny zza przeszklonej ściany jadalni. Ktoś urządził go na podobieństwo miniaturowej oranżerii, z mnóstwem posadzonych w donicach drzewek i ukwieconych krzewów. Chociaż dziedzic Sanguine nie uchodził za miłośnika botaniki, schodząc w dół kamiennych schodków musiał przyznać, że tarasik robił urokliwe wrażenie - zwabiona nań na schadzkę dama z pewnością doznałaby zawrotu głowy jeszcze przed pojawieniem się adoratora.

- Wasza miłość wybaczy ten niewinny podstęp - powiedział Alfonso Malaparte, tym razem już bez śladu kpiarstwa w głowie, w zamian ze śmiertelną powagę.

Abdel podążył za znaczącym spojrzeniem sekretarza i zdrętwiał zauważając, że nie był razem z dostojnikiem jedynymi osobami na tarasiku.

Dwaj mężczyźni w ciemnych płaszczach z kapturami - dziedzic uznał, że to mężczyźni szacując ich budowę ciał i wzrost - tkwili w niemal idealnym bezruchu za maskującymi ich dotąd drzewkami, trzeci trzymał podobną straż przy niewielkich drzwiczkach w ścianie rezydencji, stanowiących dyskretne dodatkowe wejście na obydwa tarasy. Wszyscy trzej emanowali pewnością siebie i aurą niewypowiedzianej groźby, ale Abdel natychmiast zrozumiał, że to nie oni stanowili dla niego największe w tym miejscu zagrożenie.

- Pozostawię waszą miłość na czas tej rozmowy - dodał Alfonso rozkładając nieznacznie ręce, bardziej w wyrazie otuchy niż przeprosin - Będę czekał z resztą gości w jadalni.

Abdel nie odprowadził gospodarza wzrokiem, wpatrując się w zamian leciutko zmrużonymi oczami w postać opartego o rzeźbioną poręcz tarasu człowieka o czarnych włosach.

Guilermo Lombardi zrewanżował się frankańskiemu delegatowi równie przenikliwym spojrzeniem. Jego mowa ciała i wyraz twarzy były tak wieloznacznie, że Abdel nie potrafił od ręki odgadnąć intencji i nastroju dygnitarza, a przeciągające się milczenie w irracjonalny sposób podsycało niepokój dziedzica.
Prawdopodobnie chodzi o zaproszenie na nielegalne walki psów, aczkolwiek mogę się mylić...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 listopada 2018, 21:29

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Krok za krokiem, Abdel zmierzał w stronę zakapturzonych postaci. Można by powiedzieć, że zmierzał w kierunku nieuchronnego. Na początku jego umysł się zawahał, jednakże słowa Alfredo które brzmiały: będę czekał z resztą gości, dodały mu otuchy. Były skierowane ewidentnie do Abdela, a to znaczyło, że było jakieś dalej, że nie był to zwykły akt asasyncji. Wzmocniony wewnętrznie tą na prędce uczyniona kalkulacją, dziedzic zatrzymał się w odległości kilku kroków w odległości od nieznajomych, wstępnie zgadując ich tożsamość.

- Dobry wieczór! Wprawdzie noc przecudna ale przyznam szczerze, że nie sądziłem, aż że tak wielu adoratorów ziela znajdzie się dzisiejszego wieczora w Bergamo, i to na jednym tarasie. Obawiam się jednak, że mam zaledwie jedną fajkę, i to w dodatku używaną, zatem i niegrzecznie byłoby proponować ją zwłaszcza tak zacnym osobom. Na szczęście, nie jest to ta fajka którą szyci się gospodarz, czyli z ludzkich zwłok....

Dodał wieloznacznie na koniec dziedzic Montpelliere, siląc się przy tym na dobrą minę do złej gry. W duchu zaś zastanawiał się gdzie do cholery jest Baarthez i jego ludzie. Przecież szef ochrony powinien przewidzieć ten ruch Białego Wilka.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 listopada 2018, 22:44

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Guilermo Lombardi milczał jeszcze przez chwilę, potem zaprosił dziedzica zdawkowym ruchem dłoni do siebie. Abdel podszedł zatem do krawędzi tarasu, oparł się pozornie rozluźnionym gestem o kamienną balustradkę.

- Bergamo to piękne i dumne miasto - oznajmił w końcu brat Białego Wilka, zgodnie z oczekiwaniami dziedzica uderzając w podniosły patetyczny ton - Na zachodzie ma frankańskich sojuszników, na północy lojalnych Alpejczyków. Lecz wschód wciąż nie jest nam życzliwy, wciąż sroży się i spogląda chciwym wzrokiem. Jak powiadają nasi jehammedańscy rezydenci, Dzieci Rybaka nie pomnażają własnych stad, lecz zarzucają sieci wyciągając nimi to, co nie swoje.

- Cóż, nieznany jeszcze plebsowi zgon Neognostyka z Lucatore powinien poprawić polityczną sytuację Bergamo - rzucił zdawkowo Abdel - Walki o schedę, wewnętrzne niesnaski, konflikt interesów?

- Być może, jednak brak wiedzy na temat tego, co wydarzyło się w Lucatore utrudnia memu bratu podjęcie pewnych decyzji - Guilermo Lombardi miał irytujący zwyczaj ustawicznego wpatrywania się w rozmówcę, co nieco Abdela zbijało z tropu, dziedzic nie nawykł bowiem do tego, by ktoś tak długo i uporczywie przewiercał go wzrokiem.

- Zapewne nie jest w Montpellier tajemnicą, że Lombardi i anabaptyści z Lucatore nie pałają do siebie miłością. Mimo to mój miłujący pokój i zgodę brat wysłał tam własną córkę, aby poprzez małżeństwo z bratem Neognostyka ociepliła nasze wzajemne relacje. Nie mamy pojęcia, co się z nią stało po śmierci Altaira Benesato i chociaż nie mamy ku temu oficjalnie powodów, martwimy się o bezpieczeństwo Galii.

Zwłaszcza w kontekście tego rzekomego mordu na osobie Neognostyka, ty stary szczwany lisie. Ale na razie nie zamierasz puścić pary...

Abdel słuchał słów Guilerma w skupieniu, nie zamierzając nawet słowem zdradzić tego, że dzięki długiemu językowi Gianniego wszedł w posiadanie informacji, której Lombardi najwyraźniej nie zamierzali jeszcze ujawniać.

- Nagła i nieoczekiwana śmierć Altaira musi być wstrząsem dla jego rodziny i popleczników. Oficjalna delegacja Lombardich nie zostałaby w tych okolicznościach mile przywitana, a w trosce o bezpieczeństwo i stabilność regionu musimy unikać prowokacji. Mój brat jest człowiekiem bardzo odpowiedzialnym i biorącym sprawy we własne ręce. Sam nigdy nie złożyłby nikomu pewnych propozycji, ale wierzę, że nie odrzuciłby propozycji pomocy od kogoś, kto chciałby sobie zjednać przychylność Białego Wilka.

Bardziej otwarcie nie mogłeś tego powiedzieć. Nic od was nie chcemy, ale jeśli się uprzecie nam pomóc, nie odrzucimy propozycji...
Tylko co on sugeruje?