PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 października 2018, 12:08

Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595

Vespaccio i Guilermo podziękowali dziedzicowi Sanguine za życzliwą wypowiedź, spełnili toast odkładając opróżnione z wina karafki na stół.

- Szczegółami wstępnej umowy zajmie się pan Alessandro Panini, nasz minister handlu - oznajmił Biały Wilk wskazując dłonią na jednego ze swoich zauszników - Szacowna delegacja może pozostać w Bergamo tak długo jak tylko zechce, nasz dom jest waszym domem. Głęboko wierzę, że dzisiejsze spotkanie przyniesie już rychło obfite owoce.

Vespaccio Lombardi przemawiał z właściwą swemu urodzeniu emfazą i charyzmą, ale Abdel nie dał się nabrać na jego gładkie słówka. Uprzejmość uprzejmością, dyplomacja dyplomacją, a doprecyzowanie szczegółów kontraktu miało i tak stać się sceną bitwy o każdy denar, o każdy procent marży i metr kwadratowy przestrzeni magazynowej. Szlachetnie urodzeni Sangowie lubili opiewać krwawe zwycięstwa nad dronami Wynaturzonych, na co sam Abdel spoglądał z kpiną i politowaniem. Najważniejsze wojny w Montpellier wygrywano przy stołach takich jak ten w gabinecie Wilka, nie na cuchnących zgnilizną mokradłach delty.

- Osobiste poznanie waszej miłości było prawdziwym zaszczytem - zełgał gładko dziedzic - Tuszę, iż mimo natłoku obowiązków będziemy mogli spotkać się ponownie, aby pogłębić wzajemną znajomość.

- Obawiam się, że nie będzie to możliwe - odparł Vespaccio Lombardi. Słysząc te słowa Abdel przywołał na twarz wyraz umiarkowanego rozczarowania, chociaż w głębi serca zagotował się ze złości. Wrażenie zwyczajowo uciążliwej rozmowy z ojcem pogłębiło się u niego w jednej chwili, podkreślone chłodem zionącym z inteligentnych oczu Białego Wilka. Frank odniósł wręcz wrażenie, że patriarcha rodu Lombardich wysyła mu sprzeczne sygnały, z jednej strony demonstrując ogromne zainteresowanie propozycją delegatów, z drugiej zaś w niezrozumiały sposób unikając kontaktu.

- To niemożliwe, albowiem brat mój opuszcza jutro Bergamo - pośpieszył z wyjaśnieniem Guilermo Lombardi, być może czytając Abdelowi w myślach - Spoczywające na nim obowiązki nie pozwalają cieszyć się przyjemnościami dworskiego życia.

Dziedzic uniósł w odpowiedzi brwi, demonstrując w ten sposób swe uznanie dla ciężkiej pracy i poświęcenia Wilka. Obaj Lombardi wstali jednocześnie od stołu, więc frankańska delegacja nie mając innego wyjścia uczyniła to samo. Wymiana uścisków zajęła krótką chwilę, po czym pieczę nad gośćmi przejął sekretarz rodu Anfonso Malaparte. Bracia Lombardi wyszli z gabinetu jednymi drzwiami, Frankowie drugimi.

- Jestem pewien, że czeka nas rozkwit wzajemnych stosunków - sekretarz rozpływał się w uśmiechach, niemal tak doskonale sztucznych jak te zdobiące ustawicznie oblicze Abdela - Bergamo jest otwarte na współpracę z ościennymi miastami, nawet tak odległymi jak Montpellier.

Ubrany w doskonale skrojone szaty Malaparte, noszący na szyi gruby złoty łańcuch, a palcu dłoni zaś masywny sygnet, poprowadził swoich gości przez bogato udekorowany korytarz. Przesuwając wzrokiem po kamiennych rzeźbach, olejnych obrazach i myśliwskich trofeach Abdel wyjrzał z marszu przez jeden z barwnych witraży galerii.

Vespaccio Lombardi i jego brat przecinali właśnie sąsiadujący z korytarzem wewnętrzny dziedziniec pałacu, przebudowany na gustowny ogród z marmurową fontanną pośrodku. Abdel ledwie ich dostrzegł, otoczeni byli bowiem kordonem noszących długie czarne płaszcze mężczyzn w kapeluszach z rondem; wyjątkowo w opinii dziedzica licznych. Tak ścisła ochrona oznaczała albo daleko posuniętą paranoję władcy Bergamo albo niecodzienną potrzebę zapewnienia mu bezpieczeństwa w niemalże serca swego dominium - i jedna i druga ewentualność była zaś warta tego, by ją odnotować w pamięci.

- Szlachetny pan Lombardi szczerze ubolewa nad tak niedogodnym zbiegiem okoliczności - Alfonso Malaparte podchwycił spojrzenie Abdela - Na jego barkach spoczęło wyjątkowo trudne wyzwanie. Dwa dni temu otrzymaliśmy wieść, że w Lucatore zmarł Altair Benesato, Neognostyk. Jego śmierć wywrze niewątpliwie wielki wpływ na północną Purgarię.

Nie mając pojęcia, o kim sekretarz mówi, Sanglierowie odpowiedzieli mu umiarkowanie zainteresowanymi spojrzeniami, nie chcąc zbyt otwarcie okazywać swej ignoracji w temacie lokalnej geopolityki, a jednocześnie nie zamierzając demonstrować całkowitej obojętności.

Lecz - co było w zasadzie dość zaskakujące - w świcie dziedzica był ktoś, komu słowa Malaparte musiały coś powiedzieć. Abdel dostrzegł to kątem oka i przez zupełny przypadek, lecz chociaż Nathan Barthez natychmiast przywołał na twarz wyraz kamiennego opanowania, pierworodny Sanguine zrozumiał, że wieść o śmierci owego Neognostyka prawdziwie Helwetą wstrząsnęła.
Moment na fanfary! Umowa między Montpellier i Bergamo wstępnie zawarta, co kończy misję samego Abdela (nie on jest od szczegółów, tylko ludzie jego ojca, którzy zajmują się kwestiami handlu). Dziedzicowi zatem pozostaje parafowanie stosownych dokumentów, a w oczekiwaniu na nie pakowanie manatków na podróż powrotną do Franki.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 30 października 2018, 22:11

Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595

Powietrze zdawało się napełniać elektryczną energią powstającą w świdrujących spojrzeniach, badawczych słowach i jej czarną odmianą, nicością słów niewypowiedzianych, gestów powstrzymanych, nie uśmiechach, ukrytych za fasadą uprzejmości. Nie mieli tu zginąć młodzi Frankowie, ale stać się współgrzesznymi, udziałowcami Lombardzkiego spisku.

Wiedząc, że nie staje mu ani umiejętności mówienia dyplomatycznych półprawd, ani niezaprzeczalnych kłamstw Leon Thibaut wolał milczeć. Tak mówiła wynalazcy urocza żona, jak nie masz co powiedzieć lepiej milcz, niż się wygłup. Nie wypadało też występować przed dziedzica, nadwyrężając jego wiarygodność.
Cóż zatem mógł w tej sytuacji Leon, słuchać, obserwować, byle nie zbyt nachalnie, ale też nie ze zbytnią lekkodusznością.

Starając się utrzymać fason podczas tej niezwykle krótkiej, zdawało by się owocnej audiencji, wynalazca obserwował. Gesty Purgańskich Wilków, otoczenie, sposób budowy i zdobień sali, ręce służby.
Zastanawiał się co spotyka tych, którzy odpowiadają NIE ich gospodarzom.

Cóż tak przypiliło Lombardich na spotkanie właśnie dziś? Czy może byli w mieście cały czas i czekali na jakąś wiadomość? Z pewnością grali na dwa fronty nie stawiając tylko na jednego ogara.

Z ulgą przyjął koniec spotkania mając nadzieję na szczerą rozmowę z kuzynostwem na temat dziwnego zachowania gospodarza. Do tego nadzwyczaj się spieszącego. A dopiero podobno przybyłego.

- Nie może usiedzieć w legowisku Stary Siwy Wilk - rzucił przyciszonym głosem do Angeline Lei, podając grzecznie ramię.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 30 października 2018, 23:10

Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595

Ku zadowoleniu dziedzica czas był mu dany w ilości wystarczającej by zglebić osobliwe nastroje władców powodowane śmiercią jakiegoś tam neognostyka no i oczywiście nacieszyć się wdziękami miasta. I jego mieszkańców. Mieszkanek, właściwie.

"...Szacowna delegacja może pozostać w Bergamo tak długo jak tylko zechce, nasz dom jest waszym domem."

Brzmiało nadal w umyśle młodego Abdela, i to brzmiało wprost wybornie. Przedłużanie pobytu ze względu na potrzebę przygotowywania we właściwy sposób listu intencyjnego było wprost idealnym sposobem by choć jeszcze parę dni nie musieć znowu tułać się po trakcie. Jednakże młodzieniec nadal zamierzał mieć się nieco na baczności. Rozumiał doskonale co to znaczy bawić się z wilkami, odkąd w młodości pogryzł go pies. Oczywiście wówczas kazał go jeszcze tego samego dnia podwiesić u powały i obrać żywcem ze skóry ale teraz to było coś zupełnie innego. W Bergamo był jak w klatce u wilka. A właściwie wilków.

Stojąc u progu swej karocy pożegnał Malaparte i odprowadził go chłodnym wzrokiem. Potem przesłonił usta dłonią symulując ziewnięcie a w istocie chroniąc się w ten sposób od okolicznych czytaczy z warg, i rzucił cicho do Bartheza.

- Czuję głębokie i trudne do powstrzymania mistyczne, na poły religijne uniesienie, które kieruje mnie w stronę pogłębienia neognostycznej wiedzy. Byłem niemal pewien, że to wojna ich tak pili. Ale widzę, że jest coś co ma podobną siłę oddziaływania. Trzeba to zbadać i pan mi w tym niezwłocznie pomoże panie Barthez. Jeśli oczy całego Puragre są skierowane na ten pogrzeb, to nie zabraknie na nim i mnie by rzucić przysłowiową grudką ziemi i powiedzieć kilka płomiennych słów pożegnania mojego najdroższego przyjaciela. Proszę się zatem dowiedzieć kim był ten cały Benesato. - Złapał się powozu wsiadając do wnętrza. - Niezwłocznie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 października 2018, 13:42

Pałac rodu Lombardi, 27 czerwca 2595

Altair Benesato, Neognostyk z Lucatore, Miecz Adriatyku. Filar kultu anabaptystów we wschodniej Purgarii, człowiek, który już za życia stał się legendą. Liczący się gracz polityczny sprawujący władzę na ziemiach sąsiadujących z Alpami, wieloletni sojuszników Szpitalników i postrach bałkańskich jehameddan nie żył!

Nathan Barthez od wielu lat przebywał we France, ale izo