[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wojownik z zadumą zebrał swój ekwipunek. Nadal nie do końca docierało do niego to co się stało.
Położył dłoń na rękojeści miecza, jej chłód nieco go uspokoił.
Co myśmy uczynili ?, magia potrafi w sposób okrutny zniewolić człowieka. Odbiera mu często wolną wolę i czyni z niego zwierzę, pożerające własny gatunek, alibo bardzo pokrewny mu gatunek.
Dzięcię elfie czy ludzkie zajedno straszne to było.
Po chwili zadumy Vagar rzekł:
- Czas Nam ruszać jako rzekłem wcześniej, nie ociągajcie się. Zbierać ekwipunek i idziemy. Mamy zemstę do uczynienia. Ja tam zaś o tym co tu się stało dłuższy czas z nikim gadać nie zamierzam.
PBF - Modre Dziedzictwo
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Juści w drogę wyruszyć chcieli, gdy naglę w gęstwinie wrzasła kraska. Amasis od razu nadstawił uszu, a Vagar i Rodan skrzyżowali spojrzenia, jakby sprawdzając, czy obaj słyszeli dobrze. Nie rzekli przy tym nic, jeno ich dłonie odruchowo spoczęły na broni. Kallan zacisnął palce aż do bólu na swym kosturze, a Nętka podniosłą głowę znad torby, w której znajdował się bardzo zaspany i niezadowolony nietoperz. Wtem trzasła jakaś gałąź, a za chwilę z szelestem rozchwiały się wielkie paprocie. Nie było już wątpliwości. Cosik zbliżało się ku nim, torując sobie drogę przez zarośla!
Juści w drogę wyruszyć chcieli, gdy naglę w gęstwinie wrzasła kraska. Amasis od razu nadstawił uszu, a Vagar i Rodan skrzyżowali spojrzenia, jakby sprawdzając, czy obaj słyszeli dobrze. Nie rzekli przy tym nic, jeno ich dłonie odruchowo spoczęły na broni. Kallan zacisnął palce aż do bólu na swym kosturze, a Nętka podniosłą głowę znad torby, w której znajdował się bardzo zaspany i niezadowolony nietoperz. Wtem trzasła jakaś gałąź, a za chwilę z szelestem rozchwiały się wielkie paprocie. Nie było już wątpliwości. Cosik zbliżało się ku nim, torując sobie drogę przez zarośla!
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri[/center]
Kot siedział w ciszy obserwując ceremonię pogrzebową szczątków, choć nie do końca ją rozumiał. Przecież to się już stało i rozpaczanie nic więcej nie wniesie. Wystarczy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Spoglądając dalej na toczące się właśnie obrzędy zastanawiał się, czy wie coś właściwie o driadach i dlaczego tak postępują z żywymi.
Po zakończeniu działań towarzyszy zabrał swoje rzeczy i w gruncie rzeczy cieszył się z faktu bycia kotem. Oznaczało to, że wiele do dźwigania nie miał, a jeśli było inaczej - zawsze znalazł się jakiś dwunóg, który poratowałby swym ramieniem na dodatkową torbę.
Wiedząc, iż na pomoc nietoperza nie ma teraz co liczyć, stuha sam zaoferował się do wypatrywania drogi z gałęzi drzew. Zanim jednak zdążył wskoczyć na najbliższe drzewo usłyszał niepokojący dźwięk kraski. Instynktownie przykleił się do ziemi nadstawiając uszu. Jednak się nie przesłyszał - po chwili zaczęła się bujać roślinność w kierunku, z którego słyszał poprzednie dźwięki. Od razu przygotował dmuchawkę i wycelował w stronę paproci.
Kot siedział w ciszy obserwując ceremonię pogrzebową szczątków, choć nie do końca ją rozumiał. Przecież to się już stało i rozpaczanie nic więcej nie wniesie. Wystarczy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Spoglądając dalej na toczące się właśnie obrzędy zastanawiał się, czy wie coś właściwie o driadach i dlaczego tak postępują z żywymi.
Po zakończeniu działań towarzyszy zabrał swoje rzeczy i w gruncie rzeczy cieszył się z faktu bycia kotem. Oznaczało to, że wiele do dźwigania nie miał, a jeśli było inaczej - zawsze znalazł się jakiś dwunóg, który poratowałby swym ramieniem na dodatkową torbę.
Wiedząc, iż na pomoc nietoperza nie ma teraz co liczyć, stuha sam zaoferował się do wypatrywania drogi z gałęzi drzew. Zanim jednak zdążył wskoczyć na najbliższe drzewo usłyszał niepokojący dźwięk kraski. Instynktownie przykleił się do ziemi nadstawiając uszu. Jednak się nie przesłyszał - po chwili zaczęła się bujać roślinność w kierunku, z którego słyszał poprzednie dźwięki. Od razu przygotował dmuchawkę i wycelował w stronę paproci.
Poprosze o informację, czy coś wiem na temat natury driad i ich zwyczajów.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień[/center]
Dawniej nie bez powodu Kallan uchodził za Vilenę ospałego, nie zauważającego wielu rzeczy, przede wszystkim zaś potrzebującego dłuższej chwili do namysłu w sytuacjach, gdzie bieg wydarzeń wymykał się normalnemu rytmowi. Bujający ustawicznie w myślach, będący prawdziwym uosobieniem swego patronackiego żywiołu guślarz tylko wielkiemu miłosierdziu Karradosa zawdzięczał fakt, że ciągle jeszcze żył, ale wyzwania ostatnich dni powoli zaczynały zmieniać jego osobowość. Stawał się czujniejszy, żwawszy w ruchach, cały czas wypatrujący niebezpieczeństw, a jego oklapłe dotąd włosy coraz częściej wiły się na podobieństwo gniazda wściekłych żmij.
Kiedy trzaski łamanej gęstwy zjeżyły włosy i sierść uciekinierów z Kamu, czarownik okręcił się w miejscu i mierząc dzierżonym w jednej ręce kijem ku nadciągającemu źródłu hałasu, drugą ręką wygarnął z sakwy garść zaklętych kilka dni wcześniej nasionek.
- Uważajcie, to może być ślimak! - syknął przybierając pozę, którą podpatrzył wcześniej u Vagara - Jeśli zaatakuje, bijcie go po czułkach, jeno tak, coby wystraszyć, większej krzywdy nie wyrządzić. I gryźć nie próbujcie, bo se kłopotów napytamy!
Niecodziennie surowe spojrzenia Pieśniarza Astralu zatrzymało się przez krótką chwilę uzbrojonych w wysunięte pazury łapach Amasisa, przeskoczyło z powrotem na zieloną gęstwę.
- Jakby zaszarżował, skaczcie na boki! - dodał naprędce czarownik, w myślach całkowicie już przygotowany na szaleńczy atak wielkiego ślimaka.
Dawniej nie bez powodu Kallan uchodził za Vilenę ospałego, nie zauważającego wielu rzeczy, przede wszystkim zaś potrzebującego dłuższej chwili do namysłu w sytuacjach, gdzie bieg wydarzeń wymykał się normalnemu rytmowi. Bujający ustawicznie w myślach, będący prawdziwym uosobieniem swego patronackiego żywiołu guślarz tylko wielkiemu miłosierdziu Karradosa zawdzięczał fakt, że ciągle jeszcze żył, ale wyzwania ostatnich dni powoli zaczynały zmieniać jego osobowość. Stawał się czujniejszy, żwawszy w ruchach, cały czas wypatrujący niebezpieczeństw, a jego oklapłe dotąd włosy coraz częściej wiły się na podobieństwo gniazda wściekłych żmij.
Kiedy trzaski łamanej gęstwy zjeżyły włosy i sierść uciekinierów z Kamu, czarownik okręcił się w miejscu i mierząc dzierżonym w jednej ręce kijem ku nadciągającemu źródłu hałasu, drugą ręką wygarnął z sakwy garść zaklętych kilka dni wcześniej nasionek.
- Uważajcie, to może być ślimak! - syknął przybierając pozę, którą podpatrzył wcześniej u Vagara - Jeśli zaatakuje, bijcie go po czułkach, jeno tak, coby wystraszyć, większej krzywdy nie wyrządzić. I gryźć nie próbujcie, bo se kłopotów napytamy!
Niecodziennie surowe spojrzenia Pieśniarza Astralu zatrzymało się przez krótką chwilę uzbrojonych w wysunięte pazury łapach Amasisa, przeskoczyło z powrotem na zieloną gęstwę.
- Jakby zaszarżował, skaczcie na boki! - dodał naprędce czarownik, w myślach całkowicie już przygotowany na szaleńczy atak wielkiego ślimaka.
Nie mam jak podejrzeć z pracy zasad zaklęć, dlatego nie wiem, czy magia zaczarowanych nasion wciąż się utrzymuje czy też może się rozproszyła. Jeśli już nie są magiczne, skoryguję później właściwą część fabularki.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Brodata Puszcza, 06 Trawień (Ignia), 360 rok Ery Silniri
[/center]
Widok wielce niezadowolonego pyszczka nietoperzowego tylko utwierdził wiedźmę we własnych słowach, jako że będący jeszcze pod wpływem trunków chowaniec nie wyglądał na zdolnego do zrozumiałej rozmowy, a cóż dopiero do lotu w czasie dnia. Zamknęła więc wieko torby, umożliwiając drobnemu Iglitowi dojście do siebie po podniebnych harcach ostatniej nocy. W samą porę, gdyż nagle rozległ się krzyk ptaka, a coś szamotało się w pobliskich paprociach. I zbliżało się w ich kierunku. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, czarownica pochwyciła dulę, gotowa nią cisnąc tylko, jak pojawi się napastnik. W głębi serca liczyła jednak, że przybysz jest raczej kimś zwierzęciem, lub istotą, która nie będzie stanowiła większego zagrożenia. Mimo wszystko... była gotowa na to, co się ujawni zza poruszonych roślin. Któż to wie w końcu! Jakie niebezpieczne i niespotykane stworzenia zamieszkują Brodatą Puszczę! Cóż może czekać tylko na niczego niespodziewającą się ofiarę, by tylko zanurzyć w niej swe kły?
[/center]
Widok wielce niezadowolonego pyszczka nietoperzowego tylko utwierdził wiedźmę we własnych słowach, jako że będący jeszcze pod wpływem trunków chowaniec nie wyglądał na zdolnego do zrozumiałej rozmowy, a cóż dopiero do lotu w czasie dnia. Zamknęła więc wieko torby, umożliwiając drobnemu Iglitowi dojście do siebie po podniebnych harcach ostatniej nocy. W samą porę, gdyż nagle rozległ się krzyk ptaka, a coś szamotało się w pobliskich paprociach. I zbliżało się w ich kierunku. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, czarownica pochwyciła dulę, gotowa nią cisnąc tylko, jak pojawi się napastnik. W głębi serca liczyła jednak, że przybysz jest raczej kimś zwierzęciem, lub istotą, która nie będzie stanowiła większego zagrożenia. Mimo wszystko... była gotowa na to, co się ujawni zza poruszonych roślin. Któż to wie w końcu! Jakie niebezpieczne i niespotykane stworzenia zamieszkują Brodatą Puszczę! Cóż może czekać tylko na niczego niespodziewającą się ofiarę, by tylko zanurzyć w niej swe kły?
Nętka nie sądzi wewnętrznie, aby mieli mieć zaraz do czynienia z bardzo dużym zagrożeniem, jednak jest w gotowości. Szybko ujmuje dulę gotową do rzutu (bo pewnie Oślepiające Nasionka zajęłyby zbyt dużo czasu).
W razie walki wiedźma jest nastawiona na momentalny unik, gdy jakiś napastnik rzuci się w jej kierunku lub czymś (jakimś żrącym śluzem na przykład) wystrzeli. Jeśli unik nie będzie potrzebny to zrobi sobie Aurę z Ziemi, a wcześniej ciśnie dulą w przeciwnika (jeśli naprawdę okaże się przeciwnikiem).
Jak wysokie się to coś zdaje, skoro jest za trawami? Czy jest to rozmiaru Felidae (a przynajmniej naszego drużynowego kota)?
Odpowiedź MG: Po dźwiękach sądząc intruz jest wielkości sarny lub człowieka.
W razie walki wiedźma jest nastawiona na momentalny unik, gdy jakiś napastnik rzuci się w jej kierunku lub czymś (jakimś żrącym śluzem na przykład) wystrzeli. Jeśli unik nie będzie potrzebny to zrobi sobie Aurę z Ziemi, a wcześniej ciśnie dulą w przeciwnika (jeśli naprawdę okaże się przeciwnikiem).
Jak wysokie się to coś zdaje, skoro jest za trawami? Czy jest to rozmiaru Felidae (a przynajmniej naszego drużynowego kota)?
Odpowiedź MG: Po dźwiękach sądząc intruz jest wielkości sarny lub człowieka.