Pracownia krawiecka, 32 orakt - ran wieczór
Mając w głowie obraz zatrzymanej i na wtóry ruszonej klepsydry, bard gładził ramę lustra wykonaną z palisandru, szukając fałszywych nut, kontr dźwięków, czegoś co mogłoby zdradzić oszustwo, violinowego klucza, będącego zaczątkiem zaklęcia. Koło niego Milcarr prowadził swoje kocie śledztwo, sprawdzając zakamarki, do których nikt nie chciałby sięgać. Wysiłki obu jednak pozostały bez odpowiedzi. Eszar z niesmakiem uznał, że ktoś skradł mu kilka chwil życia, czas dookoła płynął, czy nie, jak żałował, że nie wyjrzał podczas wizyty za okno.
Ustaliwszy plan, Mistrz i uczniowie wyszli z przymierzalni do pracowni, gdzie parchaty krawiec wręczył bezczelnie kwit Surelionowi.
Dla jakich Panów pracował dotychczas ten fastrygant, niewiedząc, że kwit wręcza się towarzyszom dystyngowanego Tana, a nie jemu samemu. Spostrzeżenie to rzuciło chwilowe podejrzenie na rzemieślnika, ale nie miał okazji bard zgłębiać tego zagadnienia, gdyż jego towarzysze wychodzili już na ulicę. Trzymając pod pachą dużą skrzynkę pospiesznie ruszył za nimi.
W obliczu męczącej mżawki, chroniąc pod peleryną cenniejszy w jego mniemaniu od strojów instrument, spostrzegł, że wprost Mistrza i Milcarra stoi powóz zapraszając do środka spuszczonymi schodkami. Omiótł wzrokiem stangreta i skupił się na pięknej kobiecie.
Jeszcze jedna do skrzynki - pomyślał. Przypomniał mu się fragment starej piosenki.
Kobiety przychodzą i odchodzą i bosonogie sługi też. Cosmopolis. Bardzo uważnie przyjrzał się i tej piękności. Obejrzał karetę. I z trudem, ale jak należało i wyglądało na szczere, uśmiechnął się.
- Z pewnością skorzystamy, ale chyba powinniśmy jeszcze gdzieś po drodze się pokazać. Liczę, że możemy pozwolić sobie na chwilę zwłoki - patrząc na Milcarra dodał - nie mogę się doczekać jak Barnaba, wiesz ten sprzedawca szynki, który ma tą.. - zająknął się - zdrową piegowata córkę, zobaczy jak wysiadamy z takiego dyliżansu. - mówiąc to poszerzył uśmiech. - a może przejdziemy się i wsiądziemy dopiero na targu.
Patrząc już na kobietę dodał - To chyba jest możliwe, bo to nie jest porwanie prawda? Jestem El Eszar, - ukłonił się dwornie - Proszę wybaczyć okrzyki tych treserów niedźwiedzi zupełnie zakłóciły Panienki anielski głos, gdy się przedstawiała.
Wiadomości powinniśmy nadać z jakiegoś przyjaznego sobie miejsca. Jedziemy tam karetą, czy idziemy piechotą i tam wsiadamy?
Czy to jakiś herbowy powóz, czy taki zwykły miejski, jak wygląda stangret, jak panna, jak zareaguje?
Jeśli wsiądziemy, Eszar spróbuje wciągnąć kobietę w rozmowę.
EDIT
Proponuję pójść na bazar piechotą, po drodze bard wyśle kilku "fałszywych" posłańców z różnymi nieistotnymi informacjami. Wiadomość do Ketrasa wyśle przez Eco, bo on wie gdzie jest czarodziej i nie trzeba będzie nikogo dodatkowo wtajemniczać. Wiadomość brzmieć będzie jak poprzednim poście. Wsiądziemy do powozu w ludnym miejscu, robiąc dookoła siebie teatralne zamieszanie. No i zobaczy nas piegowata córa sprzedawcy szynki.