PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 13 lipca 2018, 21:10

Doki miejskie, Montpellier

Nim Bastien zdążył uczynić choćby pierwszy krok w kierunku Anabelle w uliczce portowej prowadzącej do przystani rozległ się głośny stukot końskich kopyt. Najwyraźniej ktoś galopował konno w kierunku przystani. Zatrzymawszy się w miejscu i odwróciszy Langlois ujrzał widok, który na chwilę zmienił ponury grymas jego twarzy w pełen rozbawienia uśmiech. Środkiem wąskiej uliczki galopował cudnej urody kasztan. Dosiadająca go kobieta pokrzykiwała na konia uderzając jego boki skórzanymi oficerkami wystającymi spod długiej czarnej sukni. Towarzyszący jej sługa dosiadał sporo mniejszego podjezdka i widać było, że ledwo trzyma się w siodle usiłując nadążyć za swoją panią.

- Oto nadjeżdża dziedziczka Sanguine - parsknął cicho pod nosem Bastien nie zdążywszy powiedzieć nic więcej bowiem Angeline ściągnęła mocno cugle osadzając konia niemal w miejscu i zgrabnie z niego zeskoczywszy uśmiechnęła się radośnie do stojących na nabrzeżu mężczyzn.

- Mam nadzieję, że się nie spóźniłam - rzuciła z uśmiechem po czym sięgnęła za kulbakę i odwiązując rzemienie wyciągnęła długi przedmiot owinięty skórzanym pokrowcem. Pędzącemu za nią słudze udało się w porę zwolnić i dużo łagodniej zatrzymać wierzchowca tuż obok Angeline, która w tym czasie głaskała delikatnie swojego konia szepcząc mu coś do ucha.

- Odprowadź Brego do domu i oporządź - rzuciła wręczając słudze wodze swojego wierzchowca - Tylko nie dawaj mu od razu pić ! I uważaj na niego bo się z Tobą później policzę !

Odebrawszy od sługi niewielki plecak wojskowego wzoru przerzuciła go sobie przez lewe ramię i oparła na nim długi przedmiot w skórzanym pokrowcu, zupełnie nie przejmując się tym iż wyposażenie to niezupełnie pasowało do jej czarnej sukni i czarnego cylindra. Pogwizdując pod nosem szybkim krokiem wyminęła stojących mężczyzn i ruszyła w stronę zacumowanej łodzi. I właśnie wtedy dostrzegła stojące tuż obok afrykańskie łodzie. Niewiele rzeczy było w stanie zaskoczyć Leę, ale ten widok sprawił, że potknęła się lekko zmyliwszy krok. Obrzuciła błyskawicznym spojrzeniem stojących tuż obok trapu czterech wojowników, potężny jacht oraz towarzyszące im łodzie.

- Hmm... znaczący gość - mruknęła cicho pod nosem ruszając w stronę Anabelle - A tymczasem ojciec chce mnie wydać za jakiegoś śmierdzącego tranem wieśniaka...

Ujrzawszy ją już z daleka jeden z Sangów zeskoczył na nabrzeże i zasalutował dziedziczce wojskowym zwyczajem. Dziewczyna uśmiechnęła się kącikiem ust i przyłożyła do piersi prawą pięść oddając salut. Fakt iż potraktowano ją jak żołnierza Sangów wyraźnie przypadł jej do gustu. Kapitan sięgnął ręką i odebrał od dziewczyny jej wojskowy plecak. Znając doskonale ją i zwyczaje Sangów nie zaproponował nawet, że odbierze długi pakunek. Swoją broń Sangowie nosili samodzielnie.

- Witam na pokładzie pani - powiedział kapitan i wskazał ręką na jach - Pani kajuta czeka na panią.

- Dziękuję kapitanie - rzuciła już z wyraźnym uśmiechem na twarzy Angeline i minąwszy Sanga ruszyła po trapie na pokład łodzi.

[center]Obrazek[/center]

Nie spóźniłam się ? :)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 lipca 2018, 22:46

Doki miejskie, Montpellier

Zostawiawszy za plecami wiernego sługę Alfreda zaczął wspinać się po trapie. Leciwemu kamerdynerowi zakręciła się łza w oku i Abdel to wiedział. Był z nim od zawsze odkąd sięgał pamięcią. Nosił go na rękach kiedy jako chłopiec spadł z drzewa i złamał nogę. Miał wówczas może z pięć lat i czasem wydawało się Abdelowi że traktuje go jak własnego syna. Towarzyszył mu wiernie przez te wszystkie lata aż do teraz, do ich pierwszego rozstania. Przez chwilę dziedzic zamyślił się zastanawiając co powiedzieć na ten szczególny moment do swego wiernego, leciwego sługi.

- Zwalniam cię Alfredzie, nie będziesz mi już dłużej potrzebny. - rzucił oschle nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Szczerze mówiąc, nigdy nie przepadał za ckliwą, spoufalającą się służbą.

Abdel z ciężkim sercem wszedł po trapie na pokład Anabelle, czuł jakby piekła go ręka którą dotykał Loreny. Kurtuazyjnie przywitał się z kapitanem i zdawkowo skinął głową do pierwszego oficera a także kolejnych, którzy się pojawili u wejścia na statek by przywitać dziedzica jak zwyczaj nakazywał. Żadnego nie pominął, żadnego nie pokpił albowiem dobrze wiedział, że to od tych ludzi, od ich lojalności i woli zależeć może wkrótce jego życie.

Gdzie ona jest. Co za nie do pomyślenia popis impertynencji i próżności zupełnie nie godny żołnierza Sanga jeśli się nie pojawi na czas.

Spojrzał sugestywnie na na banderę czarnych zawieszoną na monumentalnej wprost konstrukcji statku.

- Kapitanie, wypływamy o czasie. Jeśli moja siostra się nie pojawi, to znaczyć będzie, że spawy znacząco się zmieniły i z nami nie wypłynie w ogóle.

Podkład The Lamb-John Tavener

Bryza biła lekko w jego plecy. Stał przy burcie patrząc w dal, na doki. Nadal jej nie było. Poczuł jak serce zaciążyło mu niczym wielka ołowiana kula do starożytnej armaty wprost z blanków Montepllier, kiedy obróciwszy się znów ujrzał nie mogące się rozstać kuzynostwo. Bezwiednie uniósł rękę do ust którą dotykał ciężarnej i subtelnie wciągnął jej zapach. Pachniała spokojem i nienaruszalną świętością kobiety, która niebawem miała dać początek nowemu życiu. Nowemu Snglierowi, kto wie kim zostanie ta przyszła krew.

Och, krwi święta i błogosławiona! Przeczysta i wyselekcjonowana wprost z krwi królów. Daj nam w końcu nowego władcę Franków! Przyjdź na świat piękna i silna! Mój Boże, czy oni oboje wiedzą jakie to szczęście urodzić Snagliera? Ileż takie jedno dziecko może zmienić?

Jeszcze parę lata temu kiedy miał zaledwie osiemnaście wiosen sam przecież mógł zostać ojcem. Dziewczyna miała tyle samo lat co i on. Wszystko rozmyte jak przez mgłę jednak pamiętał. Wiła się w połogu miotając w bólu kiedy wtargnął do jej domostwa. Zapamiętał mokre prześcieradła, krew i ją krzyczącą i o polepionych od potu włosach. Szybko go pochwycono.
- Wszystko w porządku paniczu - powiedział smutno Alfred - tak trzeba, jest dobrze... - mówił do niego cicho i uspokajająco jak troskliwy ojciec do syna. Wprzódy jednak podano dziewczynie zioła na spędzenie płodu. Abdel patrzał jak wśród krwi i jej bolesnych okrzyków jego dziecko, jego syn wychodzi martwy. A właściwie utyka w połowie drogi. Ktoś wyciąga nóż by ją otworzyć. Przez długą chwilę wył jak pies z bólu.
Od tamtych czasów obiecał sobie, że już nigdy, przenigdy więcej nie dojdzie w łonie kobiety gorszego stanu. I na bogów, obietnicy tej dotrzymał.

Chłodna bryza rozwiewała długie blond włosy dziedzica kiedy stał sztywno z dłońmi zaciśniętymi na relingu. Spojrzał przez rzednące mgły z pogardą na idącego ciężko Alfeda. Był pewien, że jeszcze dzisiaj ten starzec zastuka do drzwi pałacu jego ojca i nie zostanie odprawiony z niczym. Były to bowiem jego wierne oczy i uszy. Miał ochotę teraz strzelić temu głupcowi prosto w plecy. Miast jednak tego skrzyżował ramiona na piersi i z pogardą odprowadził starcem wzrokiem.

No w nareszcie! Pomyślał kiedy nadjechała siostra. Przywitał się z nią zdawkowo muskając policzki wargami i szybko oddalił pogrążony we własnych myślach. W końcu mogli płynąć.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 15 lipca 2018, 17:01

Doki miejskie, Montpellier

Zjawienie się dziedziczki oznaczało, że to koniec przedłużających się pożegnań, co zdecydowanie ulżyło wynalazcy. Miło było ściskać żonę i szczerze żałował, że nie będzie go przy porodzie pierwszego dziecka, ale skoro miał wyruszyć w podróż wolałby by już się zaczęła, nie znosił takiego zawieszenia miedzy namiętnością, a powinnością. Przyjazd kuzynki nie zaskoczył Leona, choć ten musiał przyznać że zrobił wrażenie, zaś zaskoczył jego żonę.

- Ona płynie z wami, nic nie mówiłeś. - Loretta szepnęła Leonowi do ucha, po czym utkwiła w mężu wzrok pełen wyrzutu i nieskutecznie tajonych obaw. Wynalazca przypuszczał podsycanych przez wypowiedziane wczoraj przez niego słowa. Próbował zaraz uspokoić ukochaną.
- Kochana, to kuzynka. - nie przekonywało to Loretty w widoczny sposób.
- Nasze babki też były siostrami - odparła i niewiele mógł na to odpowiedzieć Leon. Na szczęście czas było odpływać, Angeline Lea wsiadała na motorową łódź, żołnierze pozdrawiali ja na modłę Sangów, ona zaś swym zwyczajem nie wypuszczała z rąk ukrytego w pokrowcu karabinu. Wynalazca raz jeszcze odwrócił się do żony, zwilżyli usta ostatnim pocałunkiem, obiecał pisać, choć zastanawiał się czy któryś z tych listów dojdzie. Loretta przywołała sługę, z przyniesionego tłumoczka wydobyła długi ciepły wełniany szal, którym troskliwie owinęła szyję mężczyzny.
- Będziecie jechać przez góry, tam jest zimno i wieje - reszty nie mogła powiedzieć, bo łzy które wstrzymała by nie zalały jej twarzy zdusiły słowa w gardle.

Leon wszedł wreszcie na motorową łódź, pozwolił przywitać się rodzeństwu i dopiero podszedł do Angeline Lei. Ukłonił się nieporadnie, zbyt sztywno.

- Cieszę się, że zaszczycasz nas swym towarzystwem i dziękuję za te kilka dodatkowych chwil, które pozostawiłaś nam z Lorettą na przystani.

Gdy formalności zostały dopełnione, motory ruszyły i łódź odbiła od przystani, wiatr porwał białą chusteczkę, którą Loretta żegnała męża. Wynalazca usadowił się wygodnie na pokładzie, wyjął szkicownik, na wpoły słuchając i obserwując członków ekspedycji i marynarzy, utrwalał węglem na białej kartce, potężną jednostkę Afrykanów, ich wojowników w maskach, potwory na łańcuchach, łzy w kącikach oczu żony, pracujących marynarzy, nawet skupionego w samotności człowieka wyglądającego na tropiciela.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor