PBF - In thy blood - techniczny

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lipca 2018, 23:44

Siedziba rodu Sanguine, Montpellier

- Jak to, wyjeżdżasz do Purgare? - słodki niczym roztopiony miód głos Loretty w jednej chwili osiągnął temperaturę charakterystyczną dla wiecznej zmarzliny. Oparty o krawędź montażowego stołu Leon skrzywił się w duchu, chociaż na jego twarzy wciąż królował przywołany naprędce uśmiech.

- Tylko na kilka tygodni - skłamał spoglądając w wielkie lawendowe oczy żony - Będę towarzyszył Abdelowi w misji dyplomatycznej w Bergamo. To wielkie wyróżnienie i...

Podtrzymując rękami ogromny brzuch, ciężarna szlachcianka zadarła w górę głowę, hardo demonstrując uniesionym podbródkiem swój sprzeciw.

-Dopiero co wróciłeś do domu - oznajmiła pełnym żalu głosem - Przez dwa tygodnie włóczyłeś się po bagnach. Wiecznie nie ma cię w domu, ciągle tylko sama siedzę!

- Przecież masz przy sobie kuzynki - Leon pojął jak nietrafiony był jego argument, kiedy w oczach żony zapłonęły iskry nieposkromionego gniewu.

- Jak możesz mi to robić?! - po zaróżowionych policzkach Loretty popłynęły szczere łzy - Ty mnie już nie kochasz! Nie chcesz ze mną być, tak? Jestem dla ciebie za gruba?!

Nie czekając na odpowiedź skonsternowanego męża szlachcianka wypadła z urządzonego na półpiętrze warsztatu, omal nie rozdeptując kręcącego się w progu perskiego kota.

- Szlag by trafił te baby! - sarknął rozsierdzony wynalazca, po czym obejrzał się żwawo ku drzwiom w obawie, że żona usłyszała jego komentarz.

Nie usłyszała.

Bijąc się w myślach z wyrzutami sumienia, Leon Thibaut Sanguine postał przez dłuższą chwilę nad stołem. Uświadomiwszy sobie, że spędzi kolejną noc na sofie w salonie, westchnął ciężko, a potem pochylił się nad częściowo rozkręconym karabinem.

Była to wyjątkowo zadbana broń myśliwska, o długiej lufie i czułym mechanizmie spustowym. Leon odziedziczył ją po świętej pamięci ojcze, oficerze Sangów poległym w '81 w niekończącej się wojnie z dronami feromanserów. Uważany za pamiątkę rodową, karabin przez długi czas wisiał na ścianie w jadalni wynalazcy, teraz jednak - w obliczu nieuniknionej wyprawy za Apeniny - odzyskał swe praktyczne zastosowanie.

Leon obejrzał raz jeszcze odkręconą od broni metalową kolbę, na której bystre oczy wciąż mogły odczytać zatarty niemal bezpowrotnie cudzoziemski napis "Arsenal Firearms". Wprawnie posługując się narzędziami przymocował w jej miejscu nową kolbę, wykonaną z dębowego drewna, pięknie wyprofilowaną pod ramię wynalazcy i opatrzoną wyżarzonym w drewnie napisem "sang béni".

Młody Sanguine gorąco pragnął wierzyć w to, że nie będzie musiał w trakcie wyprawy sięgnąć po oręż, ale będąc człowiekiem przezornym z natury, wolał zadbać zawczasu o swój ekwipunek.
Postanowiłem wykorzystać umiejętności profesyjne Leona, by zaprezentować Nanatarowi zasady tworzenia bądź modyfikowania przedmiotów. Każdy scrapper jest z natury wynalazcą i konstruktorem, z oddającymi to zasadami wpisanymi w mechanikę roli złomiarza.

Po pierwsze, trzeba posiadać odpowiednie materiały (dla potrzeb tej modyfikacji zapewnione gratis przez Mistrza Gry). Karabin myśliwski ma poziom technologiczny IV, co wymaga testu INT+Engineering na PT 4 (Tech level przedmiotu + ilość zajętych slotów, w tym przypadku to pierwszy slot modyfikacji). Leon posiada INT 3 oraz Engineering 3, co daje mu prawo do rzutu sześcioma kostkami, ale to nie wszystko. Nanatar wybrał podczas tworzenia postaci koncept "Kreator", a to zapewnia mu raz dziennie czasu gry premię +2 kostek do współgrającego z konceptem testu. Wykorzystam tę zasadę i rzucę ośmioma kostkami, na których muszę uzyskać co najmniej cztery sukcesy.

Wyniki rzutu 8k6: 6, 3, 5, 5, 1, 6, 1, 2. Cztery sukcesy, w tym dwa triggery. W tym konkretnym rodzaju testu triggery redukują ilość potrzebnych do modyfikacji surowców.

Udana modyfikacja zapewnia właścicielowi broni premię +1 kostki do testu strzelania dzięki idealnie wyprofilowanej pod Leona kolbie. Tak więc mając AG 4 i Projectiles 2 Leon strzela w teście ataku sześcioma kostkami, ale używając tego konkretnego karabinu rzuca ich siedem, a nie sześć!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 lipca 2018, 08:39

A jakby miał sześć trigerów to wmontował by w broń jeszcze i perskiego kota.
Dzięki czemu zamiast huku wystrzału rozlegało by się głośne, niemal bolesne, miauknięcie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 lipca 2018, 18:16

Siedziba rodu Sanguine, Montpellier

Płomyki świec migotały w półmroku rozległego pomieszczenia. Angeline Léa Sanguine znała wnętrze sali audiencyjnej dostatecznie dobrze, by nie potrzebować ich słabego światła, ale świadoma piękna słonecznego dnia po drugiej stronie grubych okiennych kotar, zżymała się w duchu na jedno z wielu dziwactw swego ojca.

- Usiądź przy mnie - polecił oschłym tonem Ventricule, kiedy szeleszcząca suknią kobieta ukłoniła się dwornie przed jego tronem - I podaj mi wino.

Angeline Léa ucałowała zdobiący rękę ojca sygnet, usiadła na wskazanym miejscu i sięgnęła po ustawioną na trójnogu srebrną paterę z kryształowymi karafkami.

- Nie sądzę, abyś przywołał mnie tutaj spragniony trunku, ojcze - powiedziała podając Emmanuelowi napełnioną karafkę - Widziałam na dole posłańca Piquetów. Coś się stało?

- Otrzymałem korespondencję od cereau - odrzekł Ventricule i szlachcianka zastygła natychmiast w bezruchu, nadstawiając bacznie uszu - Wyraziła zgodę na zmieszanie krwi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Abdel musi dowieść swej wartości dla całego klanu, dla Montpellier. To dlatego wysyłam go do Bergamo. Zawiąże dla nas sojusz z Białym Wilkiem, obłaskawi Purgaryjczyków i otworzy ich rynki na nasze towary. W nagrodę będziemy mogli związać go małżeństwem.

- Kim jest szczęśliwa wybranka, ojcze? - pożerana ciekawością Angeline Léa przechyliła się do przodu w krześle, próbując wyłowić w półmroku wzrokiem ostre rysy twarzy Emmanuela - Czy już dokonaliście wyboru?

- Tak - odparł patriarcha - Maria Antonina Picard. To dobra partia.

W ciemnej sali przez krótką chwilę panowała pełna zdumienia cisza, przerwana w końcu niepohamowanym perlistym śmiechem młodej kobiety, zupełnie nie pasującym swą radosną nutą do posępnej atmosfery pomieszczenia.

- Maria Picard? Ojcze, ona jest po czterdziestce! Urodziła swemu zmarłemu mężowi pięcioro dzieci! I waży tyle, co dwóch twoich kucharzy razem wziętych! Powiedz proszę, że to żart.

- Nie podoba mi się drwina w twoim głosie- odparł nieprzyjemnym tonem Ventricule - Cereau dokonała słusznego wyboru. Maria Picard jest wciąż płodna i może rodzić dalsze dzieci, potwierdziły to badania przeprowadzone na życzenie dworu przez specjalistów Szpitalników. Co więcej, ma dość doświadczenia w porodach, by nie groziły jej żadne poważne komplikacje. A jeśli o jej wygląd idzie, nie dbam o to. Wygląd zewnętrzny nie przesądza o czystości krwi.

- Ty może nie dbasz, ojcze, ale mój brat może mieć odmienne zdanie - Angeline Léa podjęła rozmowę poważnym i wyzbytym emocji tonem, nie chcąc dłużej drażnić surowego rodzica - Nie wiem jak przyjmie te wieści...

- Na razie nie przyjmie - przerwał jej Emmanuel - Nie dowie się do chwili powrotu z Bergamo i nie dowie się tego od ciebie. Jego męska duma i rozczarowanie urodą żony są kwestią drugorzędną. Wszystko, co robimy, robimy dla dobra rodziny Sanguine. Dlatego chcę, abyś dołączyła do niego w tej podróży.

Zdumienie ponownie odebrało Angeline Léi mowę, chociaż tym razem inny był tego powód.

- Chcesz, żebym pojechała do Purgare - stwierdziła bardzo ostrożnym tonem - Mam opuścić bezpieczne zacisze tego domu i mury Montpellier, by wyjechać do sąsiedniego kraju. Ja, która musi prosić po dziesięć razy o zgodę na wyjazd do Tulonu. Czyżbyś przestał mnie kochać, ojcze?

- Twój sarkazm drażni mnie równie mocno, co wcześniejsza drwina - patriarcha odłożył karafkę na tacę i pochylił się w stronę córki - Ciężar przewodzenia temu dumnemu rodowi sprawia, że nie mogę ufać nikomu, wszelako wiesz, że ciebie darzę najmniejszą podejrzliwością. Pojedziesz wraz z Abdelem, by pokierować jego krokami. Będziesz go chronić przed błędami mogącymi sprowadzić porażkę na misję w Bergamo. Dopilnujesz, aby dowiódł, że jest godzien wzmocnić ród i przekazać nasienie następnemu pokoleniu.

- Sądzę, że on przekazał już dostatecznie dużo nasienia bez zgody cereau - mruknęła Angeline Léa sięgając po własną karafkę i butelkę wina - Ale mniejsza z jego dziwkarskimi bękartami. Spełnię twe życzenie z wielką przyjemnością, ojcze. Prawdę mówiąc, wciąż nie potrafię uwierzyć w twą decyzję. Sądziłam, że przyjdzie mi dokonać żywota w tych pięknych białych i nie do zniesienia nudnych murach.

Ventricule milczał przez dłuższą chwilę. Rozbawiona małżeńskimi perspektywami brata Lea upiła nieco wybornego trunku, rozkoszując się bukietem rozlanych po języku i podniebieniu smaków.

- Kiedy powrócicie z Purgare, będziemy mogli poświęcić się ustaleniu szczegółów ślubów - patriarcha przerwał w końcu ciszę.

Tym razem to Angeline Léa milczała dłuższą chwilę, Emmanuel zaś tkwił pogrążony w głębokiej zadumie.

- Ślubów, ojcze? - w głosie szlachcianki czaiła się jakaś niedopowiedziana zgroza, wymieszana w równych proporcjach z niedowierzaniem i podejrzliwością - Skąd ta liczba mnoga?

- Cereau nie poprzestała na jednej zgodzie - wyjawił beznamiętnym tonem Emmanuel Geoffroy Sanguine - Kiedy zwiążemy już Abdela z Picardami, sama wyjdziesz za mąż. Czas najwyższy, byś poszła w ślady innych szlachetnie urodzonych dam Montpellier. Ale zapewniam cię, że to nie będzie ślub podobny do tego, który czeka Abdela. Pisany jest ci inny los. Kto wie, czy nie najważniejszy w historii naszej rodziny. Wyjdziesz za mąż za syna króla Oppulusa z Brestu.

Niedopita kryształowa karafka roztrzaskała się o marmurową posadzkę, drobinki szkła prysnęły na wszystkie strony, zazgrzytało odsuwane krzesło.

- Ojcze, raczysz sobie ze mnie drwić! - Angeline Léa podniosła mimowolnie głos, pod wpływem ogromnego wzburzenia zapominając o należnym patriarsze szacunku - To nie może być prawda! Chcesz mnie oddać jakiemuś pośledniemu watażce z północy?! Łowcy morsów, który cuchnie starym tranem i ubiera się w zwierzęce skóry?! Czystą krew Sanguine?! Podeszły wiek zaczyna odbierać ci trzeźwość osądów...

- DOSYĆ!

Wykrzywiona w gniewnym grymasie twarz Ventricule wychynęła z półmroku, jego zapadłe oczy zalśniły wściekłym blaskiem, a palce obu dłoni zastukały w drewno podłokietników. Zmrożona tym widokiem Angeline Léa zadała sobie pytanie, czy właśnie taki widok ujrzała jej matki w nocy swej śmierci. Czy te wściekle płonące oczy były ostatnią rzeczą widzianą w jej życiu?

- Bacz, bym nie musiał przywołać cię do porządku na sposób przynależny rozkapryszonemu bachorowi - lodowaty głos Emmanuela Geoffroya Sanguine ciął niczym brzytwa, paraliżując stojącą z uniesionymi w geście protestu rękami córkę - Wypełnisz moją wolę tak samo skrupulatnie jak Abdel. Wyjdziesz za mąż za dziedzica tronu Brestu, będziesz grzała jego łóżnicę i rodziła jego dzieci. A kiedy przyjdzie na to czas, zasiądziesz obok niego na tronie Bretonii. Montpellier będzie nadal szukało najczystszej krwi, błękitnej krwi nowego króla Franki. To potrwa wiele lat, najpewniej nawet twoje dzieci nie doczekają tego momentu. Lecz my, Sanguine, nie będziemy czekali na decyzje, które ktoś podejmie za dwie albo trzy dekady. Nim władcy Montpellier się obejrzą, krew z krwi Sanguine będzie już rządziła północnym wybrzeżem, od Brestu po Aquitaine. To nasze przeznaczenie, Angeline Léa, i nikt mu nie stanie na przeszkodzie, nawet moja własna córka.

Szlachcianka nadal milczała, niezdolna wykrztusić z siebie choćby słowa.

- Jeśli ktokolwiek jest w stanie zrozumieć to, co jako Sanguine musimy poświęcić w imię nowej monarchii, to jesteś nim ty, Angeline Léa. Nigdy więcej nie k